Jestem sumą dwóch zbiorów - wad i zalet, w kolejności dużego i znacznie mniejszego. Dobrze jednak, że przy mojej drodze są ławki, które pozwalają się zatrzymać.
CASES of SALE, czyli PRZYPADKI SPRZEDAŻY
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
ważne wypełnienie
Cisza nie tylko koi w
przesycie bodźców, ale i odwrotnie - pozwala docenić jej wypełnienie. Dlatego
licząc na ciąg dalszy co pewien czas obracam się za siebie i cieszę się z tego,
co już jest. Mikromyśli, które spisuję w blogoszufladzie mogą mieć znaczenie
wyłącznie dla mnie, choć zastawione są do dyspozycji ogólnej i trwa to przeszło
10 lat. Podpis (bez hasztagu) otrzymał intencję, sugeruje treści
nieobowiązkowe, po które sięga się bardziej z wyboru, niż przypadku. Trochę pod
prąd, ale taki był kamień węgielny znaku, który nim nie jest. Poniżej
zamieszczam tytuły (impulsy?) z ostatnich dwóch miesięcy. Niewiele znaczące lub
(kto to wie).
•
jutro
•
imponderabilia
•
towarzysze NAJ
•
piętra
•
ja sam
•
co tam, panie
•
moje twoje archiwum
•
jakby tak - jakby nie
•
kompania
•
zeptosekunda
•
nie tyle
•
jeszcze
•
wymagania
•
mariaż
•
roztopy
•
centrum i tło
•
najważniejsza
•
chociaż trochę
•
magnesy
•
bokiem
•
pustka
PS. Zapraszam wszystkich na blog nie dla wszystkich. Niedoskonały i mam nadzieję tylko z pozoru czarno-biały :)
jutro
Nie ma większego
znaczenia, ile czasu zajmuję się Sprzedażą, musiałbym przede wszystkim
wiedzieć, od jakiego momentu liczyć, a to wbrew pozorom nie takie oczywiste.
Wystarczy, że kalendarz wie. Upływ czasu nie wpływa jednak na erozję poglądu,
który wyrobiłem sobie dość dawno, jednocześnie precyzyjnego i w pełnej
ogólności - nie da się Sprzedaży poznać w pełni, choć jeśli ktoś uważa inaczej,
rozumiem i szanuję. Moje zdanie utwierdzają powtarzalne i wciąż nowe
doświadczenia, na które czekam, pokrywając się bardziej niż mniej trafnie z
przesłaniem śpiewu Zdzisławy Sośnickiej. Ciąg dalszy jutro.
[...]
Uczymy się żyć, bez końca, bez początku.
Uczymy się żyć, razem.
Uczymy się żyć, na drogę, kilka wątków.
Uczymy się żyć, dalej. [...]
imponderabilia
Za chwilę mija 10
lat, jak Wojciech Młynarski opublikował wiersz pt. Niewielkie słowo
"przyzwoitość". Nie wymaga komentarza, choć warto go w sobie
przemilczeć. Przeważnie odnoszę się tutaj do Sprzedaży, ale przesłanie wiersza
i jej nie omija. Dotyczy wszystkiego co widzę obracając się o 360 stopni.
„Rozglądam
się po mej Ojczyźnie
i
myślę, szczerze zasmucony,
że
przydałby się dziś polszczyźnie
Słownik
Wyrazów Zaginionych.
Słownik
słów niegdyś znanych blisko,
które
umknęły nam z języka,
bo
nazywają te zjawiska,
których
się raczej nie spotyka.
Więc
gdyby ktoś zapytał mnie,
słów
takich wskazałbym obfitość,
a
głównie na literę "Pe"
-
niewielkie słowo "Przyzwoitość".
Znaczyło
słowo to niemało,
kanaliom
krzyżowało szyki,
aż
wzięło i wyparowało
z
kultury, nauki, polityki.
Dlatego
warto by pamięcią
w
dość nieodległą przeszłość pobiec,
gdzie
na historii znikł zakręcie
tak
zwany przyzwoity człowiek.
Przypomnieć
chcę na parę chwil ja,
jak
to ten człowiek w desperacji
swą
wiarę w imponderabilia
skrył
na wewnętrznej emigracji.
Chcę
wspomnieć, co ten człowiek kochał,
budząc
w cwaniaczkach śmiech i litość,
a
wtedy się przypomni trochę
niewielkie
słowo - "Przyzwoitość".”
[Wojciech
Młynarski]
PS.
Poniżej jedna z interpretacji muzycznych wiersza, wg geniuszu Seweryna
Krajewskiego.
towarzysze NAJ
Z racji nazwiska
doskonale pamiętam ze szkolnych lat uczucie podczas typowania przez nauczyciela
osób do odpowiedzi, z pomocą dziennika, a ściślej - listy uczniów należących do
klasy. Z oczywistych względów nie posiadałem zegarka mierzącego puls, raczej przymierzałem
się pragnieniami do walkmana, ale wynik pomiaru byłby myślę za każdym razem
zbliżony do końcowych wskazań próby wysiłkowej. Teoretyczny los, który praktyka
korygowała ludzką naturą sprawiał, że z reguły jako ostatni na liście w
dzienniku, podobnie jak ten pierwszy, czy mniej więcej w środku, częściej
trafiałem do tablicy, niż pozostali tzw. towarzysze doli. Pech to nie był,
bynajmniej, raczej nazwałbym z dzisiejszej perspektywy owo powtarzalne zjawisko
ułomnością myślenia lub wygodą, podyktowaną być może dobrą wolą, podpowiadającą
z jakiegoś powodu, że tak jest najsprawiedliwiej, więc najlepiej. Inny mam
jednak odbiór sytuacji, jako trafiony – zatopiony, ostatni w dzienniku uczeń,
przynajmniej w mojej pamięci układa się ona na kształt wydeptanych w kamiennej
posadzce śladów stóp, pozostałych po ćwiczeniach adeptów Klasztoru Shaolin,
okraszających systematyczny trening krzykiem, uderzając przy tym nogami w
ziemię wg zaplanowanej instrukcji, bynajmniej losowo.
Oddalając
się na osi czasu kilkadziesiąt lat do przodu dostrzegam i słyszę, po raz
kolejny powielany wg mnie bez namysłu, choć być może również podyktowany dobrą
wolą wzorzec, że tylko największy/ najszybszy/ najskuteczniejszy [...], który
określę osobowo NAJ, jest godny publicznego zauważenia, docenienia i pożądanego
społecznie piedestału, wg czyjejś oceny w trakcie lub po, z pominięciem
większości tzw. towarzyszy mrówczej pracy. Przeważnie ta ostatnia przyczynia
się zawsze do sukcesu i dobrobytu ogółu, choć każdy ma prawo do innego zdania.
Nie zauważam w pozostałej poza NAJ przestrzeni marnotrawstwa, dalekie jest od
ideału mojego wyobrażenia to, co zauważam w różnych miejscach, choć i mnie nie
omija ludzka ułomność i wygoda. Więcej niż mniej przypadków byłem/ jestem w
życiu alegoryczną mrówką, to stan bynajmniej nieludzki, niepotrzebny albo
niepożądany, bo czy w kopcu są wyłącznie Królowe (wielkie K z szacunku)? Może
niech radzą sobie same.
Czasem trudniej zaakceptować oczywiste, choć może dla uczciwości warto nie zapomnieć, że wszyscy mają znaczenie i należne sobie, niezbędne miejsce. Uważam tak bynajmniej z racji nazwiska, plasującego mnie przeważnie w dolnych partiach każdej z list, ale dlatego że żyję i odczuwam świadomie, czasem jako ten Naj, innym razem jako tzw. towarzysz mrówczej doli. Mając świadomość, że nie mam szans na jeszcze raz tyle lat przede mną co za mną, projektuję w myślach, skorygowane osobistą ułomnością, którą zabiorę ze sobą, własne scenariusze wydarzeń, że nie tak musi lub powinno to wyglądać. PS. Niektóre myśli dojrzewają dłużej, ta znalazła swój finał (być może początek) w formie spisanej 14 kwietnia 2026.


