kiedyś było lepiej

"Gdzie się podziały tamte prywatki [...]" - cytując fragment piosenki (Wojciech Gąssowski, Marek Gaszyński, Ryszard Poznakowski) zostawię w jej przestrzeni coś jeszcze, oprócz bezcennej kompozycji, przesłania i wykonania. Te ostatnie towarzyszą nam prawie 40 lat (i potrwa to mam nadzieję jak najdłużej). Rozpoczynając kroki w Sprzedaży 25 lat temu miałem do dyspozycji świat inny, ale zawsze tak jest - zmian nie tyle nie unikniemy, co ich szukamy i pożądamy, generujemy je, mnożymy i z racji chęci rozwoju ich potrzebujemy. Nie ma potrzeby myśleć czy "kiedyś było lepiej", skoro każdy może wziąć to samo zdanie i zrobić wszystko, by "kiedyś było lepiej".

 

Mój handlowy start to papierowa Książka telefoniczna, Panorama Firm, stacjonarny telefon, chociaż przede wszystkim chłonny niewiedzą oraz naiwnością umysł i bezkres możliwości. Ten ostatni do dzisiaj został paradoksalnie przeze mnie dogłębnie spenetrowany i (jak to bezkres) nietknięty. Widzę nową szansę w miejscu, w którym mijam ją przez lata, a jednocześnie wiem, że kolejna czeka na zauważenie. Ciężko, a może wręcz niemożliwe w Sprzedaży uczciwie powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko. Byłem/ jestem świadkiem zjawisk i wydarzeń, ich nieodłączną częścią - równie obecny w centrum i na drugim (lub dalszym) planie - w okresach tłustych i chudych, łatwych i trudniejszych, wesołych i tych drugich, wspólnych i samotnych. Przez przewidywalną powtarzalność dyktowaną kalendarzem, okazją, porą roku, tradycją, społecznym przyzwyczajeniem, dotknąłem niejednokrotnie zaskoczenia, które dotyczyło całego rynku (zawsze z niespodziewanej strony) oraz wąskiej, mojej branży i sytuacji, dochodząc poprzez wszystko do wniosku, że Nowe przychodzi zawsze, chociaż nie zawsze dezaktualizuje Poprzednie. Mniej istotne czy praktykowane było/ jest dobre czy nie, istnieją wartości i zachowania ludzkie niezmienne i chociaż wiele narzędzi, trendów sprzedażowych za "mojej kadencji" przeminęło, a całą resztę najpewniej spotka podobny los, znajdziemy w nieistniejących fizycznie, bo unikalnych muzeach pamięci Handlowców (w tym moim) wspomnienia, doświadczenia, refleksje i wnioski wpadające do zbioru "nieprzemijalne".

 

Oprócz własnego wkładu w Sprzedaż i ja mam taki zbiór, po części się nim dzielę, a jedyne co życzyłbym przyszłości dzisiaj (14.10.2026) w kontekście cytowanej piosenki "Gdzie się podziały [...]", to żeby znikły między ludźmi podziały (tak - Gra Słów to moja Bratnia Dusza). Lepszy/..., ważniejszy/... - wciąż zbyt często to widać, nawet jeśli ubieramy w zawiłe słowa i pozory praktykę, a ona jedyna zapisuje się w historii. Jestem pewien, że nie straciłby na tym nikt, a przeciwnie - zyskaliby wszyscy, chociaż z wyjątkiem tych, którym z takim stanem spraw nie po drodze. Skoro jestem przy drodze, nucę dzisiaj w myślach jedną melodię i idę po szansę, której wcześniej nie widziałem, a czeka. 

chwilotrwaj

Nowe utwory Artura Rojka docierają do mojej nie najmłodszej świadomości, która po swojemu krystalizuje wniosek, że droga artysty/ twórcy może odzwierciedlać obopólną wierność. Odwzajemnienie (ona wierna jemu, on jej) przeradza się w okres nawet całego życia, który ma szansę przybrać kształt piękny, choć rzadko bez trudu i wad oraz spójny, choć nie zawsze tak się opłaca. Chwila łączy się z kolejną, po tej przychodzą następne, a przez dni/ miesiące/ lata buduje się czasookres i pożądany stan "chwilotrwaj", domyślam się kojący dla jej bohatera i zawsze unikalny, bo powiązany z nim, jego otoczeniem, odbiorcą, czasem i miejscem.

tej recenzji nie będzie

Zbyteczno-potrzebna, intrygująco-nużąca, płytko-głęboka, odpowiadająco-pytająca, przewidywalno-zaskakująca, bezwartościowo-cenna [...]. Gdybym przeciwności i ich znaczenia poskładał jak niepasujące puzzle, efekt byłby jedną z recenzji (moją własną), która nigdy się tam nie pojawi. P.S. 28 miesięcy od premiery „Zawsze będzie dzisiaj” dziękuję wszystkim czytającym za poświęcony czas, dodatkowo za cierpliwość i upór przy umieszczaniu własnej recenzji.

przed - po

Zgrubna analiza bloku reklam przed filmem w kinie, oprócz oczywistych powodów sprzedażowych, czy rozpoznawalności marek daje trochę przykry obraz płytkości (i łatwości zaspokojenia) ludzkich potrzeb. Na szczęście seans ma szansę zatrzeć mylne wrażenie.

bezpowrotnie

Wyczyszczenie dachu wyłożonego wiele lat temu dachówką najprawdopodobniej da efekt bardziej spektakularny niż zamiecenie podłogi, którą myliśmy wczoraj. Czynności te są niezależne, tak samo ważne i potrzebne w swoim czasie, wymagają od człowieka poddającego je ocenie sprawiedliwości, obiektywizmu, perspektywy - czegoś więcej niż wyrobienia sobie zdania na tzw. pierwszy rzut oka, do którego odwołuję się na początku. Taka jest osobliwa charakterystyka Sprzedaży, procesu/ zjawiska mogącego trwać nie tylko miesiąc lub sezon, ale znacznie dłużej, co lubi odzwierciedlać się w powtarzalności transakcji, w przywiązaniu do marki/ usługi/ produktu, w procesach reklamacyjnych, w liczbie zakupów jednokrotnych, w kondycji firmy po latach od jej założenia, ale też w zepchnięciu niektórych usług do niszy lub wygaśnięciu ich na zawsze. 

 

Planując czym się dzisiaj zająć (również w Sprzedaży), czego pilnować bardziej, które czynności odłożyć na jutro, a może niektóre praktyki odrzucić do kosza na zawsze podejmujemy ważną decyzję, mimo że skutki nie muszą być widoczne/ odczuwalne od razu. To wielka odpowiedzialność, ale chyba równie wielkich ludzi. Można tuszować stopniowe pogarszanie się jakości produktu/ usługi/ obsługi/ rzetelności/ przejrzystości małymi krokami, licząc na brak orientacji klientów patrzących na coraz większy wybór i atrakcyjność wizualną opakowania z miesiąca na miesiąc, ale spojrzenie z dłuższej perspektywy – w skali - na to, co właśnie się wydarzyło buduje uczciwszy obraz ludzkiej wyobraźni (lub jej braku) oraz celowej (lub nieprzemyślanej) polityki firmy/ producenta/ usługodawcy. Długofalowe skutki wypełnienia lub łamania często niepisanych umów z klientami, to być może racja bytu firm w przyszłości. O ile o niej myślimy. 

 

Niektóre czynności chciałoby się zepchnąć do mniej znaczących lub zbędnych, podliczając i przesuwając utracone bezpowrotnie na nie minuty na rzecz uznanych za te właściwe. Dzieje się tak często słusznie, choć dobrze jest nie zapomnieć o systematycznym sprzątaniu przywołanej podłogi, na której stawiamy drabinę, której także dla bezpieczeństwa warto poświęcić czas, wchodząc na dach i ciągnąc za sobą wąż ciśnieniowy, z kolei wymagający sprawnego funkcjonowania systemu doprowadzenia wody, który to po drodze potrzebował sporo "zbędnego" czasu i "zmarnowanych" środków finansowych, by być bez zarzutu do stałego użytku. Prawda, że pachnie Sprzedażą? Licząc zyski, a mniej straty, również dzisiaj, gdy wyuczoną latami ludzką umiejętność pstryknięciem palców zastępuje technologiczny substytut o imieniu AI, przesiewając roboczogodziny na te zagospodarowane dobrze i utracone, warto zatrzymać się co pewien czas w punkcie kontrolnym i spojrzeć na własne decyzje, czy (niechcący?) coś ważnego również nie zniknie bezpowrotnie.