Potrzebujemy spektakularnych akcji i zbiórek, niezbędnych dlatego, że wskazujących palcem konkretną potrzebę, często nieświadomym, uśpionym w czujności lub zobojętniałym ludziom. Potrzebujemy jednoczenia społeczności w dobrym, a takie działania są jednym (nie jedynym) ze skutecznych sposobów. Nie przysłaniają one, nie konkurują w żadnym stopniu i bynajmniej nie wykluczają innych czynów zrodzonych z dobrych intencji, trwających w tym samym czasie, nieustannie i znów bez względu na to, czy mamy tego świadomość. Jeśli ktoś myśli inaczej lub deprecjonuje jedno dobro w konfrontacji z drugim, nie rozumie jego istoty lub robi to celowo, działając na korzyść jego przeciwieństwa, a ta z pozoru niewielka ilość trucizny potrafi zgodnie z przeznaczeniem zatruwać lub jak robak toczyć skrzynię pełną owoców. Dobro jest wartością, którą nie można się przejeść. Jego nadmiar nie istnieje, w przeciwieństwie do pokusy dotyczącej bez wyjątku wszystkich, w tym piszącego te słowa - usprawiedliwiania znieczulonego być może sumienia incydentalnym zdarzeniem. Pomogłem, jestem najlepszy i od wszelkiej odpowiedzialności czysty. Dobro nie wraca, jak w popularnym haśle, ono wciąż jest, bo nigdy się nie wyniosło, jedynie człowiek nie zawsze wybiera akurat je spośród szeregu możliwości. Dobro się dobrze starzeje, paradoksalnie będąc wiecznie młodym, trochę jak twórczość/ całokształt grupy Stare Dobre Małżeństwo oraz alegoria ludzkiej postawy pod postacią kobiety z powyższego zdjęcia. Dobro też poza bezpośrednio przeznaczonym zadaniem inspiruje innych do podobnych czynów, wielkich i mniejszych, wszystkich równie potrzebnych, a nawet jeśli tak się nie dzieje, już samo to jest ważne, że dobro nie jest złem. To najważniejsze z kilku zdań, które piszę. Wyrażam szacunek dla człowieka przyczyniającego się do dobra, przeliczalnego na złotówki oraz niemożliwego do wyrażenia walutą. Każda postać żaru zapoczątkowanego w intencji dobrej nie powinna gasnąć, niech ciąg dalszy nastąpi. 27.04.2026 - dzień po zbiórce „cancerfighters”. Dzień przed […].
CASES of SALE, czyli PRZYPADKI SPRZEDAŻY
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
moja droga
Jestem sumą dwóch zbiorów - wad i zalet, w kolejności dużego i znacznie mniejszego. Dobrze jednak, że przy mojej drodze są ławki, które pozwalają się zatrzymać.
ważne wypełnienie
Cisza nie tylko koi w
przesycie bodźców, ale i odwrotnie - pozwala docenić jej wypełnienie. Dlatego
licząc na ciąg dalszy co pewien czas obracam się za siebie i cieszę się z tego,
co już jest. Mikromyśli, które spisuję w blogoszufladzie mogą mieć znaczenie
wyłącznie dla mnie, choć zastawione są do dyspozycji ogólnej i trwa to przeszło
10 lat. Podpis (bez hasztagu) otrzymał intencję, sugeruje treści
nieobowiązkowe, po które sięga się bardziej z wyboru, niż przypadku. Trochę pod
prąd, ale taki był kamień węgielny znaku, który nim nie jest. Poniżej
zamieszczam tytuły (impulsy?) z ostatnich dwóch miesięcy. Niewiele znaczące lub
(kto to wie).
•
jutro
•
imponderabilia
•
towarzysze NAJ
•
piętra
•
ja sam
•
co tam, panie
•
moje twoje archiwum
•
jakby tak - jakby nie
•
kompania
•
zeptosekunda
•
nie tyle
•
jeszcze
•
wymagania
•
mariaż
•
roztopy
•
centrum i tło
•
najważniejsza
•
chociaż trochę
•
magnesy
•
bokiem
•
pustka
PS. Zapraszam wszystkich na blog nie dla wszystkich. Niedoskonały i mam nadzieję tylko z pozoru czarno-biały :)
jutro
Nie ma większego
znaczenia, ile czasu zajmuję się Sprzedażą, musiałbym przede wszystkim
wiedzieć, od jakiego momentu liczyć, a to wbrew pozorom nie takie oczywiste.
Wystarczy, że kalendarz wie. Upływ czasu nie wpływa jednak na erozję poglądu,
który wyrobiłem sobie dość dawno, jednocześnie precyzyjnego i w pełnej
ogólności - nie da się Sprzedaży poznać w pełni, choć jeśli ktoś uważa inaczej,
rozumiem i szanuję. Moje zdanie utwierdzają powtarzalne i wciąż nowe
doświadczenia, na które czekam, pokrywając się bardziej niż mniej trafnie z
przesłaniem śpiewu Zdzisławy Sośnickiej. Ciąg dalszy jutro.
[...]
Uczymy się żyć, bez końca, bez początku.
Uczymy się żyć, razem.
Uczymy się żyć, na drogę, kilka wątków.
Uczymy się żyć, dalej. [...]
imponderabilia
Za chwilę mija 10
lat, jak Wojciech Młynarski opublikował wiersz pt. Niewielkie słowo
"przyzwoitość". Nie wymaga komentarza, choć warto go w sobie
przemilczeć. Przeważnie odnoszę się tutaj do Sprzedaży, ale przesłanie wiersza
i jej nie omija. Dotyczy wszystkiego co widzę obracając się o 360 stopni.
„Rozglądam
się po mej Ojczyźnie
i
myślę, szczerze zasmucony,
że
przydałby się dziś polszczyźnie
Słownik
Wyrazów Zaginionych.
Słownik
słów niegdyś znanych blisko,
które
umknęły nam z języka,
bo
nazywają te zjawiska,
których
się raczej nie spotyka.
Więc
gdyby ktoś zapytał mnie,
słów
takich wskazałbym obfitość,
a
głównie na literę "Pe"
-
niewielkie słowo "Przyzwoitość".
Znaczyło
słowo to niemało,
kanaliom
krzyżowało szyki,
aż
wzięło i wyparowało
z
kultury, nauki, polityki.
Dlatego
warto by pamięcią
w
dość nieodległą przeszłość pobiec,
gdzie
na historii znikł zakręcie
tak
zwany przyzwoity człowiek.
Przypomnieć
chcę na parę chwil ja,
jak
to ten człowiek w desperacji
swą
wiarę w imponderabilia
skrył
na wewnętrznej emigracji.
Chcę
wspomnieć, co ten człowiek kochał,
budząc
w cwaniaczkach śmiech i litość,
a
wtedy się przypomni trochę
niewielkie
słowo - "Przyzwoitość".”
[Wojciech
Młynarski]
PS.
Poniżej jedna z interpretacji muzycznych wiersza, wg geniuszu Seweryna
Krajewskiego.


