Kilkadziesiąt minut między nastolatkami na seansie ostatniego odcinka internetowego serialu "The Amazing Digital Circus" (nie miałem o nim pojęcia), to doświadczenie niezwykłe i wydaje się dorosłym potrzebne. Nie szkodzi, że byłem najstarszy na sali kinowej, że znacznej części, pewnie tej większej nie zrozumiałem i że wszyscy śmiali się w momentach, w których nie czułem takiej potrzeby. Byłem tę chwilę w świecie, który bezwiednie omijam. Jeśli abstrakcyjne i niemożliwe istnieje, tam jest wszystkiego do kwadratu. Pośród zaskoczeń, braku ograniczeń oraz perfekcji polskiego dubbingu dotknęło mnie ujęcie nad wyraz prawdziwych uczuć i emocji w niełatwych, pogmatwanych relacjach i sytuacjach. Jak najbardziej życiowych. Może w tym szaleństwie o to chodzi, nawet jeśli podaje się sedno nie wprost. Wyciągam z tego doświadczenia poradę - zalecenie przypisane do fabuły tej nierzeczywistej, a jednocześnie na wskroś realnej rzeczywistości. Byle się nie zabstrakcić :)
CASES of SALE, czyli PRZYPADKI SPRZEDAŻY
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
kłody
Ludzie od zawsze
napotykali na swojej drodze kłody, alegoryczne, z niektórymi obcując
regularnie, jakby ustawione były celowo w danej chwili życia, inne znajdując w
miejscu przeznaczenia losowo, zgodnie z określeniem podrzucone przez los lub za
przyczyną innych ludzi. Ci rzucają je/ ustawiają w określonym etapie drogi
innych bezwiednie lub intencjonalnie, powodowani troską lub
"życzliwością" pisaną w cudzysłowie dlatego, by określić jej
przeciwieństwo. Ludzie życzą innym dobrze oraz niekoniecznie - tak było zawsze.
Sporo
z utrudnień okazuje się po latach potrzebnych i rozwijających, ale też mających
wpływ blokujący, uniemożliwiający kontynuację obranych zamierzeń. Ta analiza
wymaga jednak prawdy i szczerości, wykluczających pominięcie np. lenistwa, czy
zbyt szybką rezygnację z wykonywanych czynności, czy marzeń. Przywołam
określenie tzw. słomianego zapału, który podsycany dzisiaj dążeniem do wygody i
(nie będę udawał, że tego nie widzę) karmieniem społeczeństwa małowartościową
treścią (byle się klikała), ma znaczenie większe, niż się wydaje. Dobrze jeśli
w ogóle pojawia się refleksja.
Wymagania
mają okazję budować mięśnie przetrwania i pobudzać chęć pokonania przeszkód, by
w następnym kroku/ ich wielokrotności cieszyć się i żyć rzeczywistością, do
której się z trudem dążyło. Szczyty górskie rzadziej zdobywa się z biegu,
raczej przygotowując się wg zaleceń w tej czynności doświadczonych. Trudności
mogą być równie dobrze z różnych względów - ekonomicznych, społecznych,
kulturowych, zdrowotnych [...] - czynnikiem decydującym, bo na tyle znaczącym,
że nie do pominięcia. W każdym przypadku, ogólnym w pojęciu społeczeństwa i
bardzo indywidualnym w odniesieniu do jednostki decydują o przyszłości.
Dzisiaj,
w zaawansowanym XXI wieku alegoryczne kłody da się dostrzec w wielu
dziedzinach/ branżach, właściwie trudno znaleźć obszar, gdzie ich nie ma. Czas
nie zmienił w tej sprawie wiele. Jeśli z tego powodu ludzki gatunek rozwija się
lub wręcz dlatego trwa, to przez niektóre z nich nie widzimy twórczości,
produktów, a może genialnych wynalazków zakneblowanych i zduszonych w zarodku
albo na jakimś etapie ich powstawania, poprzez powód losowy lub dyktowany
przywołaną ludzką "życzliwością". Jest sztuka, budownictwo, nauka,
sport, między tym wszystkim jest Sprzedaż, w której i mnie nie omijają
trudności. Zbyt łatwe rozleniwia, ale drugim końcem tego kija jest brak zapłaty
za coś więcej, niż "zysk dzisiaj", zabijając potencjał/ różnorodność,
czego dowodzą hałdy szyldów zamkniętych firm oraz płytkość, powierzchowność i
wąski obraz potrzeb, które się kreuje i promuje.
Myślę, że dobrze nie zapomnieć o refleksji, potrzebnej wg mnie wielu dziedzinom/ branżom, w tym Sprzedaży. Nazywam to korzystaniem z ławki, która pozwala zatrzymać się podczas drogi. Oby czas, a w nim zmiany i rozwój, prowadzone wg planu bez przeszkód oraz z nimi prowadziły zawsze w dobrą stronę. Ludzie od zawsze napotykali na swojej drodze kłody.
ja dziecko
Dzisiaj się baw, to
Twój święty czas. Idziesz za mną, naśladujesz i polegasz na tym, jak pokazuję
Ci świat. Ale życzę sobie, bym się kiedyś zaskoczył - jeszcze nie teraz, ale
oby tak się stało. Zmieni się większość, jak zawsze, choć również jak zawsze nie
wszystko, a Ty będziesz mieć na to unikalny wpływ. Zawsze znaczący. Oby
był wyborem dobrym, choć nie zawsze jest doceniany, łatwiejszy i zaszczepiony
przez obserwację innych. Mam nadzieję, że Ci go czasem pokazuję, a jeśli nie -
przepraszam. Pójdę wówczas za Tobą, polegając na tym, jak pokażesz mi świat.
Ale dzisiaj się baw.
Dzień dziecka 2026.
film, którego nie ma
Na stole leżą talerze
z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak
dawniej. Siadają obok domownicy, co pewien czas goście, a gdyby robić z
bocznego ujęcia zdjęcia, wystarczy kilka dziennie i tyle samo losowo co
systematycznie, powstałby na przełomie miesięcy/ lat/ dekad film poklatkowy,
najbardziej rodzinny z rodzinnych, choć nominacji w takiej kategorii
żadna z Gal nie przewidziała. Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, jej
bohaterowie pojawiają się i znikają, na chwilę i co pewien czas już na
zawsze (w ostatnim przypadku zawsze za wcześnie). Niektórzy rosną, od etapu
przebywania na rękach, przez raczkowanie, wchodzenie przy asyście na taboret,
po stan już samodzielny prawie i zupełnie, ustępujący w dalszej kolejności
miejsca temu z własnym już dzieckiem na kolanach, po latach z kolejnym. Cichym
towarzyszem wydarzeń, choć zawsze obecnym jest światło, naturalne z okien i
sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz
powtarzalny sposób.
Kilka
zdjęć na dzień, zmontowane w miesiące/ lata/ dekady dają nad wyraz czytelny i
jednocześnie nienachalny obraz zjawisk, których w zwolnieniu - w czasie
rzeczywistym - nie sposób wychwycić. Oprócz wzruszeń przeplatanych
śmiechem analiza filmu pokazuje, że co rusz przy człowieku pojawiają się
przedmioty i sprzęty, z reguły zastępowane kolejnymi, wymienianymi po niedługim
czasie na następne, inne lub lekko zmodyfikowane w formie, z dodawanymi do
poprzedniej wersji opcjami. Myśl techniczna nie stoi w miejscu, a nawet jak
chce skorzystać z wolniejszych obrotów, lejce Sprzedaży wybudzają ją z drzemki.
Da się zauważyć, że nowość najczęściej za chwilę nią nie jest, mimo że w
użytkowaniu się bynajmniej nie starzeje i spełnia bez zarzutu funkcję
założeniową. Ta ostatnia wypierana jest udogodnieniem, ułatwieniem lub
potrzebą, której człowiek wcześniej nie odczuwał.
Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, widać jak nie zmienia się w jej kadrach kilka spraw, możliwe w życiu najważniejszych, choć całość ocenia wg siebie obserwujący, w tym czas, który z reguły nie wypowiada się na głos. Bohaterem głównym jest zawsze człowiek, przez miesiące/ lata/ dekady, chociaż zachowuje się, jakby nie przykładał do tego faktu, a wręcz truizmu wagi. Niezmienna pozostaje atmosfera i namacalność więzi między domownikami, czasem są to goście, choć relacje miotane są jak cień powodowany przez światło, naturalne z okien i sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz powtarzalny sposób. Ponieważ zdjęcia milczą, wychodzi na jaw, że słusznie przedkłada się znaczenie czynów nad słowa. Od początku do końca kadrów zachował się stół, na którym leżą talerze z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak dawniej. Zastanawiam się tylko, czy filmu, którego nie ma, nie ma.
mój ci jest!
Dzieje się tak od
początku ludzkości, bez względu na to, ile z tego znajdzie odbiór bezpośredni,
po czasie, a może nigdy. Tworzy człowiek głową, dłonią, pędzlem, dłutem,
piórem, zostawiając po drodze własne myśli, wynalazki, obrazy, rzeźby, zapisane
w różnej formie kartki. Być może największym dziełem ludzkości jest sama w
sobie zdolność tworzenia, mniej rodzące się dzieła, co nie jest łatwo określić,
przynajmniej dla piszącego te słowa. Być może najważniejsze co zostaje (po nas)
nie jest materialne, a bardziej zależne od pamięci nam najbliższych. Pamięć i
inspiracja, czyż nie na tym zbudowana jest ewolucja?
Twórczość trwa dłużej od jej autora i idealnie (choć świat takim nie jest), jakby niezależnie od czasu każde dzieło było dobre, czego życzę tworzącym oraz odbiorcom bezpośrednim i tym nie wprost. Niech dobre jak najczęściej odnajduje urzeczywistnienie w dziele, a to ostatnie - nawet jeśli na co dzień poprzez pośpiech/ roztargnienie ignorowane - wpływa na innych. By w sposób zamierzony lub z przypadku, co pewien czas zauważyć/ usłyszeć czyjąś z nim identyfikację, w niewypowiedzianej, ale praktycznej deklaracji "mój ci jest!" [cyt. Krzyżacy, Henryk Sienkiewicz], w stosunku do książki, obrazu, rzeźby, a może mniej materialnej ludzkiej postawy. Dzieje się tak od początku ludzkości, bez względu na to, ile z tego znajdzie odbiór bezpośredni, po czasie, a może nigdy.



