Tzw. ostatki
przywołują w mojej pamięci dyskoteki z podstawówki, w których można było
wykazać się tańcem, ale równie dobrze - jak się określało bardziej wstydliwą
postawę - podpierać ściany. Na świadków ciężko mi się po latach powołać, ale ja
z reguły podpierałem ściany z premedytacją i charakterem :) Wracając do dzisiaj
myślę, że dobrze jest żyć dobrze, bez względu na to, czy kreuje się centrum
zainteresowania, czy nie mniej potrzebne tło. W każdej z ról, stanowiących bez
wątpienia całość w nierozszczepialnej symbiozie, można zostawić po sobie dobry
ślad oraz wspomnienia, których - mimo że nasz czas za chwilę/ kiedyś minie -
nie będziemy się wstydzić. W świecie wyścigów dorosłych, z premedytacją naiwnie
- takiego celu życzę wszystkim.
Ostatki '2026




