ważne wypełnienie

Cisza nie tylko koi w przesycie bodźców, ale i odwrotnie - pozwala docenić jej wypełnienie. Dlatego licząc na ciąg dalszy co pewien czas obracam się za siebie i cieszę się z tego, co już jest. Mikromyśli, które spisuję w blogoszufladzie mogą mieć znaczenie wyłącznie dla mnie, choć zastawione są do dyspozycji ogólnej i trwa to przeszło 10 lat. Podpis (bez hasztagu) otrzymał intencję, sugeruje treści nieobowiązkowe, po które sięga się bardziej z wyboru, niż przypadku. Trochę pod prąd, ale taki był kamień węgielny znaku, który nim nie jest. Poniżej zamieszczam tytuły (impulsy?) z ostatnich dwóch miesięcy. Niewiele znaczące lub (kto to wie).

 

• jutro 

• imponderabilia 

• towarzysze NAJ

• piętra 

• ja sam

• co tam, panie 

• moje twoje archiwum 

• jakby tak - jakby nie 

• kompania 

• zeptosekunda 

• nie tyle

• jeszcze

• wymagania

• mariaż

• roztopy

• centrum i tło

• najważniejsza

• chociaż trochę

• magnesy

• bokiem

• pustka 

 

PS. Zapraszam wszystkich na blog nie dla wszystkich. Niedoskonały i mam nadzieję tylko z pozoru czarno-biały :)

jutro

Nie ma większego znaczenia, ile czasu zajmuję się Sprzedażą, musiałbym przede wszystkim wiedzieć, od jakiego momentu liczyć, a to wbrew pozorom nie takie oczywiste. Wystarczy, że kalendarz wie. Upływ czasu nie wpływa jednak na erozję poglądu, który wyrobiłem sobie dość dawno, jednocześnie precyzyjnego i w pełnej ogólności - nie da się Sprzedaży poznać w pełni, choć jeśli ktoś uważa inaczej, rozumiem i szanuję. Moje zdanie utwierdzają powtarzalne i wciąż nowe doświadczenia, na które czekam, pokrywając się bardziej niż mniej trafnie z przesłaniem śpiewu Zdzisławy Sośnickiej. Ciąg dalszy jutro.

 

[...] Uczymy się żyć, bez końca, bez początku. 
Uczymy się żyć, razem.
Uczymy się żyć, na drogę, kilka wątków.
Uczymy się żyć, dalej. [...]

imponderabilia

Za chwilę mija 10 lat, jak Wojciech Młynarski opublikował wiersz pt. Niewielkie słowo "przyzwoitość". Nie wymaga komentarza, choć warto go w sobie przemilczeć. Przeważnie odnoszę się tutaj do Sprzedaży, ale przesłanie wiersza i jej nie omija. Dotyczy wszystkiego co widzę obracając się o 360 stopni.

 

„Rozglądam się po mej Ojczyźnie

i myślę, szczerze zasmucony,

że przydałby się dziś polszczyźnie

Słownik Wyrazów Zaginionych.

Słownik słów niegdyś znanych blisko,

które umknęły nam z języka,

bo nazywają te zjawiska,

których się raczej nie spotyka.

Więc gdyby ktoś zapytał mnie,

słów takich wskazałbym obfitość,

a głównie na literę "Pe"

- niewielkie słowo "Przyzwoitość".

Znaczyło słowo to niemało,

kanaliom krzyżowało szyki,

aż wzięło i wyparowało

z kultury, nauki, polityki.

Dlatego warto by pamięcią

w dość nieodległą przeszłość pobiec,

gdzie na historii znikł zakręcie

tak zwany przyzwoity człowiek.

Przypomnieć chcę na parę chwil ja,

jak to ten człowiek w desperacji

swą wiarę w imponderabilia

skrył na wewnętrznej emigracji.

Chcę wspomnieć, co ten człowiek kochał,

budząc w cwaniaczkach śmiech i litość,

a wtedy się przypomni trochę

niewielkie słowo - "Przyzwoitość".”

 

[Wojciech Młynarski]

 

PS. Poniżej jedna z interpretacji muzycznych wiersza, wg geniuszu Seweryna Krajewskiego.

 

Przyzwoitość - Seweryn Krajewski

towarzysze NAJ

Z racji nazwiska doskonale pamiętam ze szkolnych lat uczucie podczas typowania przez nauczyciela osób do odpowiedzi, z pomocą dziennika, a ściślej - listy uczniów należących do klasy. Z oczywistych względów nie posiadałem zegarka mierzącego puls, raczej przymierzałem się pragnieniami do walkmana, ale wynik pomiaru byłby myślę za każdym razem zbliżony do końcowych wskazań próby wysiłkowej. Teoretyczny los, który praktyka korygowała ludzką naturą sprawiał, że z reguły jako ostatni na liście w dzienniku, podobnie jak ten pierwszy, czy mniej więcej w środku, częściej trafiałem do tablicy, niż pozostali tzw. towarzysze doli. Pech to nie był, bynajmniej, raczej nazwałbym z dzisiejszej perspektywy owo powtarzalne zjawisko ułomnością myślenia lub wygodą, podyktowaną być może dobrą wolą, podpowiadającą z jakiegoś powodu, że tak jest najsprawiedliwiej, więc najlepiej. Inny mam jednak odbiór sytuacji, jako trafiony – zatopiony, ostatni w dzienniku uczeń, przynajmniej w mojej pamięci układa się ona na kształt wydeptanych w kamiennej posadzce śladów stóp, pozostałych po ćwiczeniach adeptów Klasztoru Shaolin, okraszających systematyczny trening krzykiem, uderzając przy tym nogami w ziemię wg zaplanowanej instrukcji, bynajmniej losowo. 

 

Oddalając się na osi czasu kilkadziesiąt lat do przodu dostrzegam i słyszę, po raz kolejny powielany wg mnie bez namysłu, choć być może również podyktowany dobrą wolą wzorzec, że tylko największy/ najszybszy/ najskuteczniejszy [...], który określę osobowo NAJ, jest godny publicznego zauważenia, docenienia i pożądanego społecznie piedestału, wg czyjejś oceny w trakcie lub po, z pominięciem większości tzw. towarzyszy mrówczej pracy. Przeważnie ta ostatnia przyczynia się zawsze do sukcesu i dobrobytu ogółu, choć każdy ma prawo do innego zdania. Nie zauważam w pozostałej poza NAJ przestrzeni marnotrawstwa, dalekie jest od ideału mojego wyobrażenia to, co zauważam w różnych miejscach, choć i mnie nie omija ludzka ułomność i wygoda. Więcej niż mniej przypadków byłem/ jestem w życiu alegoryczną mrówką, to stan bynajmniej nieludzki, niepotrzebny albo niepożądany, bo czy w kopcu są wyłącznie Królowe (wielkie K z szacunku)? Może niech radzą sobie same.

 

Czasem trudniej zaakceptować oczywiste, choć może dla uczciwości warto nie zapomnieć, że wszyscy mają znaczenie i należne sobie, niezbędne miejsce. Uważam tak bynajmniej z racji nazwiska, plasującego mnie przeważnie w dolnych partiach każdej z list, ale dlatego że żyję i odczuwam świadomie, czasem jako ten Naj, innym razem jako tzw. towarzysz mrówczej doli. Mając świadomość, że nie mam szans na jeszcze raz tyle lat przede mną co za mną, projektuję w myślach, skorygowane osobistą ułomnością, którą zabiorę ze sobą, własne scenariusze wydarzeń, że nie tak musi lub powinno to wyglądać. PS. Niektóre myśli dojrzewają dłużej, ta znalazła swój finał (być może początek) w formie spisanej 14 kwietnia 2026.

piętra

Patrząc z trzeciego piętra w dół na ogródek gastronomiczny obserwuję, jak wychodzi na zewnątrz, zapraszając do stolików głodnych i spragnionych cienia parasola, gotowego jednakowo na słońce i deszcz. W innej porze roku w tym samym miejscu wyczekuje klienta wewnątrz, z pozoru tylko od niechcenia, w rzeczywistości równie aktywnie, proponując pobudzające pracę wyobraźni i żołądka menu, gotowa przyjąć stęsknionych ciepła, wchodzących do środka na chwilę dłuższą lub krótszą, byle skuteczną. Dobrze was gościć, czujcie się jak u siebie, a przyjdziecie kiedyś jeszcze? Póki będę. Sprzedaż potrzebuje ruchu, choć trwa też w spoczynku, podobnie jak dopasowania do zmian, nie mniej niż używanej latami stałości i zakotwiczenia. Umie wypłynąć na ryzykowną odległość, zostawiając zwykle możliwość powrotu, próbuje nieznanego nie wyrzekając się sprawdzonego, korzysta z walorów przeciwności, jak słońce/ cień, ciepło/ chłód, cisza/ gwar, w których równie sprawnie biegnie, co przeczekuje, poddaje się i wytrzymuje. Wczoraj zaskoczyła mnie z niespodziewanej strony, o czym przemilczę i - bez znaczenia, czy z perspektywy trzeciego piętra, z chodnika lub skąd przyjdzie mi obserwować jeszcze - cieszę się, że jest o czym.