film, którego nie ma

Na stole leżą talerze z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak dawniej. Siadają obok domownicy, co pewien czas goście, a gdyby robić z bocznego ujęcia zdjęcia, wystarczy kilka dziennie i tyle samo losowo co systematycznie, powstałby na przełomie miesięcy/ lat/ dekad film poklatkowy, najbardziej rodzinny z rodzinnych, choć nominacji w takiej kategorii żadna z Gal nie przewidziała. Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, jej bohaterowie pojawiają się i znikają, na chwilę i co pewien czas już na zawsze (w ostatnim przypadku zawsze za wcześnie). Niektórzy rosną, od etapu przebywania na rękach, przez raczkowanie, wchodzenie przy asyście na taboret, po stan już samodzielny prawie i zupełnie, ustępujący w dalszej kolejności miejsca temu z własnym już dzieckiem na kolanach, po latach z kolejnym. Cichym towarzyszem wydarzeń, choć zawsze obecnym jest światło, naturalne z okien i sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz powtarzalny sposób. 

 

Kilka zdjęć na dzień, zmontowane w miesiące/ lata/ dekady dają nad wyraz czytelny i jednocześnie nienachalny obraz zjawisk, których w zwolnieniu - w czasie rzeczywistym - nie sposób wychwycić. Oprócz wzruszeń przeplatanych śmiechem analiza filmu pokazuje, że co rusz przy człowieku pojawiają się przedmioty i sprzęty, z reguły zastępowane kolejnymi, wymienianymi po niedługim czasie na następne, inne lub lekko zmodyfikowane w formie, z dodawanymi do poprzedniej wersji opcjami. Myśl techniczna nie stoi w miejscu, a nawet jak chce skorzystać z wolniejszych obrotów, lejce Sprzedaży wybudzają ją z drzemki. Da się zauważyć, że nowość najczęściej za chwilę nią nie jest, mimo że w użytkowaniu się bynajmniej nie starzeje i spełnia bez zarzutu funkcję założeniową. Ta ostatnia wypierana jest udogodnieniem, ułatwieniem lub potrzebą, której człowiek wcześniej nie odczuwał.  

 

Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, widać jak nie zmienia się w jej kadrach kilka spraw, możliwe w życiu najważniejszych, choć całość ocenia wg siebie obserwujący, w tym czas, który z reguły nie wypowiada się na głos. Bohaterem głównym jest zawsze człowiek, przez miesiące/ lata/ dekady, chociaż zachowuje się, jakby nie przykładał do tego faktu, a wręcz truizmu wagi. Niezmienna pozostaje atmosfera i namacalność więzi między domownikami, czasem są to goście, choć relacje miotane są jak cień powodowany przez światło, naturalne z okien i sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz powtarzalny sposób. Ponieważ zdjęcia milczą, wychodzi na jaw, że słusznie przedkłada się znaczenie czynów nad słowa. Od początku do końca kadrów zachował się stół, na którym leżą talerze z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak dawniej. Zastanawiam się tylko, czy filmu, którego nie ma, nie ma.

mój ci jest!

Dzieje się tak od początku ludzkości, bez względu na to, ile z tego znajdzie odbiór bezpośredni, po czasie, a może nigdy. Tworzy człowiek głową, dłonią, pędzlem, dłutem, piórem, zostawiając po drodze własne myśli, wynalazki, obrazy, rzeźby, zapisane w różnej formie kartki. Być może największym dziełem ludzkości jest sama w sobie zdolność tworzenia, mniej rodzące się dzieła, co nie jest łatwo określić, przynajmniej dla piszącego te słowa. Być może najważniejsze co zostaje (po nas) nie jest materialne, a bardziej zależne od pamięci nam najbliższych. Pamięć i inspiracja, czyż nie na tym zbudowana jest ewolucja?

 

Twórczość trwa dłużej od jej autora i idealnie (choć świat takim nie jest), jakby niezależnie od czasu każde dzieło było dobre, czego życzę tworzącym oraz odbiorcom bezpośrednim i tym nie wprost. Niech dobre jak najczęściej odnajduje urzeczywistnienie w dziele, a to ostatnie - nawet jeśli na co dzień poprzez pośpiech/ roztargnienie ignorowane - wpływa na innych. By w sposób zamierzony lub z przypadku, co pewien czas zauważyć/ usłyszeć czyjąś z nim identyfikację, w niewypowiedzianej, ale praktycznej deklaracji "mój ci jest!" [cyt. Krzyżacy, Henryk Sienkiewicz], w stosunku do książki, obrazu, rzeźby, a może mniej materialnej ludzkiej postawy. Dzieje się tak od początku ludzkości, bez względu na to, ile z tego znajdzie odbiór bezpośredni, po czasie, a może nigdy. 

wały

Potrzebne są wzdłuż rzeki wały, chociaż dobrze, by się nie przydały - tak chciałbym zobrazować pozostającą poza schematami i wyliczeniami prawdę/ zależność, która nie omija również Sprzedaży. Nie wszystko jest i musi być przeliczalne, w szczególności "in plus", zostając przy tym w pełni logiczne, pożądane, a może niezbędne. Cieszę się, że mimo kroków kierowanych codziennie do przodu, wciąż natrafiam gołą stopą ludzkiej pychy na klocek, potwierdzający znaczenie pokory. Ta ostatnia ma się dobrze, mimo że mniej krzyczy i mam nadzieję, że tak będzie zawsze.

np. tydzień

Potrafi się człowiek rozmarzyć. Przechadzając się między budynkami w jednym z większych miast w kraju widzę sporo nowych logotypów, wymyślnych w formie, świadczących w większości o rynkowej potrzebie miejsc odpoczynku. Kiedyś mówiliśmy relaks, dzisiaj określimy go jako chill, czy jeszcze inaczej - wytchnienie potrzebne jest każdemu, choć nie wszyscy mają (nigdy nie mieli) przynajmniej zbliżone w tym względzie możliwości. Kierując kroki - tyle samo skoordynowane co nieplanowane - nie umiem nie zauważyć też, że wiele szyldów marek mających swój złoty czas na przestrzeni lat zniknęło, a kryły za sobą (nie inaczej jak dzisiaj) historię dla kogoś ważną/ najważniejszą, w tym plany, marzenia konkretnych ludzi, rodzin, może pokoleń. 

 

Kontynuując wątek marzeń myślę, że gdyby w sposób zorganizowany, chociaż bardziej oddolny niż narzucony i na czas mocno ograniczony, np. tydzień, zacząć kupować/ korzystać z usług jak nigdy (bo w innym znaczeniu tego słowa) świadomie, w ujęciu szerszym niż własny interes, czy doraźne, krótkowzroczne ułatwienie, może udałoby się zwrócić uwagę na to, co znika powoli, a jest potrzebne i niezmiennie dobre. Być może przedłużyłoby to lub zmieniło na lepsze bieg historii czyjejś firmy, pasji, związanej z nią nadziei, dając nowy oddech, mający znaczenie tylko i aż takie, jak praca niezmęczonych rąk podczas wiosłowania. Wielkie (nie górnolotne!) to słowa, ale wpłynęlibyśmy na czyjeś (a w tym po części własne) życie w sposób nieobowiązkowy, ale przecież możliwy i kto wie, może podobnego spojrzenia będziemy potrzebować za lat x, gdy dzisiejszy TOP zredukują do zbędnego marginesu.

 

Gdyby tak zrobić nieobowiązkowo, ale jeśli już, to konsekwentnie, Sprzedaż nie ucierpiałaby, przepływ pieniądza miałby się dobrze (bynajmniej by nie ustał, bo nigdy tak się nie dzieje) i być może na ten czas mocno ograniczony, np. tydzień, ważniejsze okazałyby się inne wartości od zwykle dostrzeganych, promowanych, sprzedawanych w priorytecie uwagi jako tzw. must have. Bo nie mam poczucia, że człowiek zawsze wybiera dobrze i odwrotnie - mam pewność, że niekoniecznie dokonuje refleksji skutków własnych czynów (niektóre z nich są nieodwracalne).

 

Nie mam pojęcia, ile czasu jeszcze będzie mi dane obserwować po swojemu Sprzedaż, żyć w niej tak jak dzieje się to do tej pory, ale będę miał w pamięci dzisiejszą myśl. Skonfrontuję ją z tym co nadejdzie, a że niejednokrotnie los w różnym kontekście mnie zaskoczył pozytywnie i jako że pewności zdarzeń nie ma nigdy, przejdę się między budynkami z ciekawością. Potrafi się człowiek rozmarzyć.

na zawsze

Zamykając oczy mamy możliwość powrotu do chwil/ dni/ lat minionych, póki działa pamięć. Być może ktoś blisko nas robi podobnie, o czym nie wiemy - nie wszystko co ważne głośno krzyczy. Całkiem możliwe, że część czyichś wspomnień jest z naszymi wspólnych, mimo że odbieranych mocno indywidualnie, subiektywnymi aparatami odczuć. Co przyniesie jutro nie wiem, tego nikt nie wie, choć jeśli zostawię oczy zamknięte, mogę marzyć. Mam nadzieję, że znowu odbierzemy świat świadomie i w tym samym stopniu indywidualnie, co razem. Przez chwile/ dni/ lata, póki oczy nie zostaną w tej postaci na zawsze.

 

PS. Myśl sprecyzowana, choć do nienarzuconej interpretacji. Bez względu na stan, status, wszystko.