Rozmawiamy czasem, ja i mój umysł. Dowiedziałem się, że potrafi odpoczywać, gdy pracuję i w odwrotnej konfiguracji radzi sobie równie dobrze. Przyznał, że co pewien czas, nie wpisany w żaden z harmonogramów, czuje konieczność opuszczenia głowy, z którą jest od zawsze związany, w tajemnicy przed jej właścicielem wysyłając światu sygnał na kształt "open to work". Miałem co do tego podejrzenia ;) Uzgodniliśmy, że ma moją oficjalną akceptację, ale nie dowiem się nigdy, gdzie jest mu lepiej i kiedy czuje się na swoim miejscu.
CASES of SALE, czyli PRZYPADKI SPRZEDAŻY
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
promil pokory
Oś czasu podczas mojego istnienia nie mrugnie okiem, tego co robię, o czym myślę nie obejdzie ludzi, ale jestem i mam dzisiaj potrzebę potwierdzenia truizmu, że nic się nie marnuje. Obserwacja przyrody daje sposobność zamyślenia się, choć z reguły do tego nie przymusza, a wynika z tego najczęściej nic, a czasem na tyle trochę, że wystarczy. Szczątki i odchody jednych gospodarowane są przez innych, współistnieją usystematyzowanie i spontaniczność, przekroczenie i wstrzymanie, altruizm i obojętność. Nie ma pustych przestrzeni, bo czy niewypełnione znaczy ułomne? Decyduje los i aktywność, więc odrywamy płatki kwiatów, wyliczając "kocha, nie kocha..." i układamy skrupulatnie plany działań, by otrzymać wyniki raczej częściowe, niż całkowite i dokładnie takie, jak liczyliśmy lub przeciwne, chociaż być może daliśmy promil pokory na wariant jeszcze inny. Nie mogę nie potwierdzić w swoim ograniczonym, ale może choć częściowo odpowiednim postrzeganiu, że piękny jest świat, chociaż perfekcyjnie o tym komunikuje Louis Armstrong. Spróbuję tego nie zepsuć, nawet jeśli oś czasu podczas mojego istnienia nie mrugnie okiem.
esy floresy
Przewijam taśmę pamięci wstecz i nie mogę nie zauważyć, że w Sprzedaży nie zawsze, a właściwie rzadko jest łatwo. Być może dlatego wciąż istnieje, a ja nie czuję się kompetentny, by to zmieniać. Jedyna w miarę bezpieczna droga w górę naznaczona jest zakrętami, które minimalizują różnicę wysokości, wymuszają dostosowanie do warunków, rozwagę w wyborach perspektywicznych, jak obranie kierunku drogi, ale i w reagowaniu/ decyzjach w czasie rzeczywistym, jak ruch/ przeczekanie, wzmożenie aktywności/ odpoczynek, kontynuacja/ zawrócenie, by nie ignorować możliwości drobiazgowej obserwacji otoczenia. Pięknego! Ostatni aspekt wydaje się ważny (choć odsuwany na margines uwagi), jeśli nie chcemy odnieść po fakcie wrażenia, że ktoś nam zabrał najlepsze lata, młodość, życie. Nie wiem, ile jeszcze przede mną kilometrów dróg, setki/ tysiące, ale domyślam się, że będą kręte. Idę.
nie mam pojęcia
Przenikają się fale wywołane w kałuży kroplami deszczu, wzajemnie wzmacniając się i wygaszając wg praw fizyki, chemii, biologii, [...] oraz tego, o czym nie mam pojęcia. O przytłaczającej większości spraw nie wiem, ale przypisana mi ułomność nie przeszkadza zauważyć, że trochę ma wpływ na wszystko, ogół na szczegół, przy czym jednocześnie jest dokładnie odwrotnie i nikt/ nic nie staje się/ nie zostaje bez znaczenia na resztę, nawet jeśli jest to wpływ znikomy. Skutek nie zawsze i nieobowiązkowo ogląda się za przyczyną, podobnie robi dowód z tezą, dokonanie z sugestią, a fakt z domysłem. Dobro/ uczciwość/ solidność, mimo że teoretycznie bardziej społecznie pożądane, w praktyce konkurują z przeciwieństwem tych wartości, również podobnie jak one wzajemnie się wzmacniając lub wygaszając. Współistnieją w zwarciu nauka na błędach z konformizmem, a perspektywa z krótkowzrocznością. Dlaczego? Tłumaczenie ma nie inaczej - odwrotne do siebie odbicie w wodzie. Kruchość i trwałość, unikalność i powtarzalność, chwila i wieczność, […] - co jeszcze można wychwycić z obserwacji kałuży w deszczu, nie mam pojęcia. Nareszcie słońce.
neutrino
To już dwa lata, jak
zbiegiem okoliczności powstała jedyna książka pisana przez małe "k".
Dlaczego? Obiektywnie nie stało się nic, nie zatrzęsło rynkiem wydawniczym, nie
zmieniłem zauważalnie Sprzedaży, choć może w stopniu niezerowym, jak masa neutrino.
Zawsze jednak to coś ;) Czas płynie, jestem jeszcze niesprecyzowaną chwilę, a
moje spojrzenie na sprawy/ rzeczy/ przestrzenie, których dotykamy przetrwa i
myślę, że to dobrze. Dziękuję czytającym za uwagę (serdecznie Was pozdrawiam!),
a gdyby ktoś (jeszcze?) czuł potrzebę poznania ważnej części mojego świata,
spotkajmy się tam.



