Dzisiaj się baw, to Twój święty czas. Idziesz za mną, naśladujesz i polegasz na tym, jak pokazuję Ci świat. Ale życzę sobie, bym się kiedyś zaskoczył - jeszcze nie teraz, ale oby tak się stało. Zmieni się większość, jak zawsze, choć również jak zawsze nie wszystko, a Ty będziesz mieć na to unikalny wpływ. Znaczący. Oby był wyborem dobrym, choć nie zawsze jest doceniany, łatwiejszy i zaszczepiony przez obserwację innych. Mam nadzieję, że Ci go czasem pokazuję, a jeśli nie - przepraszam. Pójdę wówczas za Tobą, polegając na tym, jak pokażesz mi świat. Ale dzisiaj się baw.
CASES of SALE, czyli PRZYPADKI SPRZEDAŻY
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
film, którego nie ma
Na stole leżą talerze
z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak
dawniej. Siadają obok domownicy, co pewien czas goście, a gdyby robić z
bocznego ujęcia zdjęcia, wystarczy kilka dziennie i tyle samo losowo co
systematycznie, powstałby na przełomie miesięcy/ lat/ dekad film poklatkowy,
najbardziej rodzinny z rodzinnych, choć nominacji w takiej kategorii
żadna z Gal nie przewidziała. Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, jej
bohaterowie pojawiają się i znikają, na chwilę i co pewien czas już na
zawsze (w ostatnim przypadku zawsze za wcześnie). Niektórzy rosną, od etapu
przebywania na rękach, przez raczkowanie, wchodzenie przy asyście na taboret,
po stan już samodzielny prawie i zupełnie, ustępujący w dalszej kolejności
miejsca temu z własnym już dzieckiem na kolanach, po latach z kolejnym. Cichym
towarzyszem wydarzeń, choć zawsze obecnym jest światło, naturalne z okien i
sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz
powtarzalny sposób.
Kilka
zdjęć na dzień, zmontowane w miesiące/ lata/ dekady dają nad wyraz czytelny i
jednocześnie nienachalny obraz zjawisk, których w zwolnieniu - w czasie
rzeczywistym - nie sposób wychwycić. Oprócz wzruszeń przeplatanych
śmiechem analiza filmu pokazuje, że co rusz przy człowieku pojawiają się
przedmioty i sprzęty, z reguły zastępowane kolejnymi, wymienianymi po niedługim
czasie na następne, inne lub lekko zmodyfikowane w formie, z dodawanymi do
poprzedniej wersji opcjami. Myśl techniczna nie stoi w miejscu, a nawet jak
chce skorzystać z wolniejszych obrotów, lejce Sprzedaży wybudzają ją z drzemki.
Da się zauważyć, że nowość najczęściej za chwilę nią nie jest, mimo że w
użytkowaniu się bynajmniej nie starzeje i spełnia bez zarzutu funkcję
założeniową. Ta ostatnia wypierana jest udogodnieniem, ułatwieniem lub
potrzebą, której człowiek wcześniej nie odczuwał.
Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, widać jak nie zmienia się w jej kadrach kilka spraw, możliwe w życiu najważniejszych, choć całość ocenia wg siebie obserwujący, w tym czas, który z reguły nie wypowiada się na głos. Bohaterem głównym jest zawsze człowiek, przez miesiące/ lata/ dekady, chociaż zachowuje się, jakby nie przykładał do tego faktu, a wręcz truizmu wagi. Niezmienna pozostaje atmosfera i namacalność więzi między domownikami, czasem są to goście, choć relacje miotane są jak cień powodowany przez światło, naturalne z okien i sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz powtarzalny sposób. Ponieważ zdjęcia milczą, wychodzi na jaw, że słusznie przedkłada się znaczenie czynów nad słowa. Od początku do końca kadrów zachował się stół, na którym leżą talerze z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak dawniej. Zastanawiam się tylko, czy filmu, którego nie ma, nie ma.
mój ci jest!
Dzieje się tak od
początku ludzkości, bez względu na to, ile z tego znajdzie odbiór bezpośredni,
po czasie, a może nigdy. Tworzy człowiek głową, dłonią, pędzlem, dłutem,
piórem, zostawiając po drodze własne myśli, wynalazki, obrazy, rzeźby, zapisane
w różnej formie kartki. Być może największym dziełem ludzkości jest sama w
sobie zdolność tworzenia, mniej rodzące się dzieła, co nie jest łatwo określić,
przynajmniej dla piszącego te słowa. Być może najważniejsze co zostaje (po nas)
nie jest materialne, a bardziej zależne od pamięci nam najbliższych. Pamięć i
inspiracja, czyż nie na tym zbudowana jest ewolucja?
Twórczość trwa dłużej od jej autora i idealnie (choć świat takim nie jest), jakby niezależnie od czasu każde dzieło było dobre, czego życzę tworzącym oraz odbiorcom bezpośrednim i tym nie wprost. Niech dobre jak najczęściej odnajduje urzeczywistnienie w dziele, a to ostatnie - nawet jeśli na co dzień poprzez pośpiech/ roztargnienie ignorowane - wpływa na innych. By w sposób zamierzony lub z przypadku, co pewien czas zauważyć/ usłyszeć czyjąś z nim identyfikację, w niewypowiedzianej, ale praktycznej deklaracji "mój ci jest!" [cyt. Krzyżacy, Henryk Sienkiewicz], w stosunku do książki, obrazu, rzeźby, a może mniej materialnej ludzkiej postawy. Dzieje się tak od początku ludzkości, bez względu na to, ile z tego znajdzie odbiór bezpośredni, po czasie, a może nigdy.
wały
Potrzebne są wzdłuż rzeki wały, chociaż dobrze, by się nie przydały - tak chciałbym zobrazować pozostającą poza schematami i wyliczeniami prawdę/ zależność, która nie omija również Sprzedaży. Nie wszystko jest i musi być przeliczalne, w szczególności "in plus", zostając przy tym w pełni logiczne, pożądane, a może niezbędne. Cieszę się, że mimo kroków kierowanych codziennie do przodu, wciąż natrafiam gołą stopą ludzkiej pychy na klocek, potwierdzający znaczenie pokory. Ta ostatnia ma się dobrze, mimo że mniej krzyczy i mam nadzieję, że tak będzie zawsze.
np. tydzień
Potrafi się człowiek
rozmarzyć. Przechadzając się między budynkami w jednym z większych miast w
kraju widzę sporo nowych logotypów, wymyślnych w formie, świadczących w
większości o rynkowej potrzebie miejsc odpoczynku. Kiedyś mówiliśmy relaks,
dzisiaj określimy go jako chill, czy jeszcze inaczej - wytchnienie potrzebne
jest każdemu, choć nie wszyscy mają (nigdy nie mieli) przynajmniej zbliżone w
tym względzie możliwości. Kierując kroki - tyle samo skoordynowane co
nieplanowane - nie umiem nie zauważyć też, że wiele szyldów marek mających swój
złoty czas na przestrzeni lat zniknęło, a kryły za sobą (nie inaczej jak
dzisiaj) historię dla kogoś ważną/ najważniejszą, w tym plany, marzenia
konkretnych ludzi, rodzin, może pokoleń.
Kontynuując
wątek marzeń myślę, że gdyby w sposób zorganizowany, chociaż bardziej oddolny
niż narzucony i na czas mocno ograniczony, np. tydzień, zacząć kupować/
korzystać z usług jak nigdy (bo w innym znaczeniu tego słowa) świadomie, w
ujęciu szerszym niż własny interes, czy doraźne, krótkowzroczne ułatwienie,
może udałoby się zwrócić uwagę na to, co znika powoli, a jest potrzebne i
niezmiennie dobre. Być może przedłużyłoby to lub zmieniło na lepsze bieg
historii czyjejś firmy, pasji, związanej z nią nadziei, dając nowy oddech,
mający znaczenie tylko i aż takie, jak praca niezmęczonych rąk podczas
wiosłowania. Wielkie (nie górnolotne!) to słowa, ale wpłynęlibyśmy na czyjeś (a
w tym po części własne) życie w sposób nieobowiązkowy, ale przecież możliwy i
kto wie, może podobnego spojrzenia będziemy potrzebować za lat x, gdy
dzisiejszy TOP zredukują do zbędnego marginesu.
Gdyby
tak zrobić nieobowiązkowo, ale jeśli już, to konsekwentnie, Sprzedaż nie
ucierpiałaby, przepływ pieniądza miałby się dobrze (bynajmniej by nie ustał, bo
nigdy tak się nie dzieje) i być może na ten czas mocno ograniczony, np.
tydzień, ważniejsze okazałyby się inne wartości od zwykle dostrzeganych,
promowanych, sprzedawanych w priorytecie uwagi jako tzw. must have. Bo nie mam
poczucia, że człowiek zawsze wybiera dobrze i odwrotnie - mam pewność, że
niekoniecznie dokonuje refleksji skutków własnych czynów (niektóre z nich są
nieodwracalne).
Nie mam pojęcia, ile czasu jeszcze będzie mi dane obserwować po swojemu Sprzedaż, żyć w niej tak jak dzieje się to do tej pory, ale będę miał w pamięci dzisiejszą myśl. Skonfrontuję ją z tym co nadejdzie, a że niejednokrotnie los w różnym kontekście mnie zaskoczył pozytywnie i jako że pewności zdarzeń nie ma nigdy, przejdę się między budynkami z ciekawością. Potrafi się człowiek rozmarzyć.



