Słuchałem, jak widział ktoś orła cień, zjadłem tonę prażonego słoneczniku z falsyfikatami banknotów, kilka obcasów w butach wytarłem robiąc dołki do gry w kapsle, ale przeżyłem też od tamtych wydarzeń sporo rzeczy bardzo ważnych, o których nie mówię, by po czasie przyznać, że jestem tylko punktem na osi czasu. Punktem obok miliardów istotniejszych. Z osobistej obserwacji, z definicji obarczonej błędem stwierdzam, że przy stołach z większą, niż zwykle liczbą ludzi, procentowo mniej odzywają się starsi, oddając pola młodym, z jakiegoś powodu raczej milcząc, niż odzywając się nieproszeni. Bynajmniej nie mają ukształtowanych poglądów, czy zdania na różne tematy, bo jest dokładnie odwrotnie. Patrzą wstecz na doświadczenia, widzą perspektywicznie i mimo słabszego wzroku obrazem czytelnym, szerokokątnym, jednak wolą głos oddać innym, jak odgaduję we własnej pokorze. Mając powody do mówienia, wyszukują i pielęgnują te do milczenia, co jest zjawiskiem dzisiaj unikalnym. Tak gospodarują wspólną przestrzeń. Odczytuję to jako radę starszych, choć żałuję, że dopiero teraz. Być może potrzebny był mi upływ lat, a może czas na to najwyższy, choć po części zapewne oba te powody. Pozostając autorem i aktorem dni, które jeszcze przede mną, nie mając żadnej umowy, czy gwarancji co do ich ilości i jakości, może przynajmniej się uczę. Może to też więcej znaczyć, niż myślę. Ile razy sam byłem tym mądrzejszym, mającym do przekazania pewniki i ciekawostki, przy których upływ dziesięcioleci nawet nie mrugnął powieką, dzisiaj przemilczę. Jeśli za kulinarne doznania odpowiada różnorodność produktów, składników i łączenie ich smaków, jednocześnie w wykwintnej kuchni im mniej wszystkiego, tym lepiej. PS. Najprawdopodobniej tę refleksję świat potraktuje obojętnością, a ściślej milczeniem. Dzisiaj jednak uznam to za komplement.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
dziękuję za komentarz