piętra

Patrząc z trzeciego piętra w dół na ogródek gastronomiczny obserwuję, jak wychodzi na zewnątrz, zapraszając do stolików głodnych i spragnionych cienia parasola, gotowego jednakowo na słońce i deszcz. W innej porze roku w tym samym miejscu wyczekuje klienta wewnątrz, z pozoru tylko od niechcenia, w rzeczywistości równie aktywnie, proponując pobudzające pracę wyobraźni i żołądka menu, gotowa przyjąć stęsknionych ciepła, wchodzących do środka na chwilę dłuższą lub krótszą, byle skuteczną. Dobrze was gościć, czujcie się jak u siebie, a przyjdziecie kiedyś jeszcze? Póki będę. Sprzedaż potrzebuje ruchu, choć trwa też w spoczynku, podobnie jak dopasowania do zmian, nie mniej niż używanej latami stałości i zakotwiczenia. Umie wypłynąć na ryzykowną odległość, zostawiając zwykle możliwość powrotu, próbuje nieznanego nie wyrzekając się sprawdzonego, korzysta z walorów przeciwności, jak słońce/ cień, ciepło/ chłód, cisza/ gwar, w których równie sprawnie biegnie, co przeczekuje, poddaje się i wytrzymuje. Wczoraj zaskoczyła mnie z niespodziewanej strony, o czym przemilczę i - bez znaczenia, czy z perspektywy trzeciego piętra, z chodnika lub skąd przyjdzie mi obserwować jeszcze - cieszę się, że jest o czym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za komentarz