Przenikają się fale wywołane w kałuży kroplami deszczu, wzajemnie wzmacniając się i wygaszając wg praw fizyki, chemii, biologii, [...] oraz tego, o czym nie mam pojęcia. O przytłaczającej większości spraw nie wiem, ale przypisana mi ułomność nie przeszkadza zauważyć, że trochę ma wpływ na wszystko, ogół na szczegół, przy czym jednocześnie jest dokładnie odwrotnie i nikt/ nic nie staje się/ nie zostaje bez znaczenia na resztę, nawet jeśli jest to wpływ znikomy. Skutek nie zawsze i nieobowiązkowo ogląda się za przyczyną, podobnie robi dowód z tezą, dokonanie z sugestią, a fakt z domysłem. Dobro/ uczciwość/ solidność, mimo że teoretycznie bardziej społecznie pożądane, w praktyce konkurują z przeciwieństwem tych wartości, również podobnie jak one wzajemnie się wzmacniając lub wygaszając. Współistnieją w zwarciu nauka na błędach z konformizmem, a perspektywa z krótkowzrocznością. Dlaczego? Tłumaczenie ma nie inaczej - odwrotne do siebie odbicie w wodzie. Kruchość i trwałość, unikalność i powtarzalność, chwila i wieczność, […] - co jeszcze można wychwycić z obserwacji kałuży w deszczu, nie mam pojęcia. Nareszcie słońce.
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
neutrino
To już dwa lata, jak
zbiegiem okoliczności powstała jedyna książka pisana przez małe "k".
Dlaczego? Obiektywnie nie stało się nic, nie zatrzęsło rynkiem wydawniczym, nie
zmieniłem zauważalnie Sprzedaży, choć może w stopniu niezerowym, jak masa neutrino.
Zawsze jednak to coś ;) Czas płynie, jestem jeszcze niesprecyzowaną chwilę, a
moje spojrzenie na sprawy/ rzeczy/ przestrzenie, których dotykamy przetrwa i
myślę, że to dobrze. Dziękuję czytającym za uwagę (serdecznie Was pozdrawiam!),
a gdyby ktoś (jeszcze?) czuł potrzebę poznania ważnej części mojego świata,
spotkajmy się tam.
przed Wielkim Sukcesem
Cofam kalendarz o kilka lat, koryguję manewr nieistniejącym potencjometrem do miesięcy, potem precyzyjniej do tygodni i dni, by zobaczyć Maję Chwalińską oraz wielu Sportowców przed Wielkim Sukcesem. Angażują się, determinują scenariusz życia, w tym rozmawiają, śmieją się, kochają - robią dokładnie to, co dzisiaj, bo to ci sami członkowie rodzin/ społeczeństw [...]. Nie ma jedynie przy nich Wielkich Pieniędzy. Jeszcze? Nadszedł czas, że Sponsorzy, oprócz łączenia się kontraktami (co w pełni logiczne) ze Zwycięzcami, zobaczyli sens promocji swoich marek przy Sportowcach losowo, niezależnie od ich miejsca w klasyfikacji, wysuwając tym na pierwszy plan sportowego ducha, samego w sobie godnego podziwu, bo pchającego ludzi do żmudnych treningów, czystej rywalizacji, pośrednio do poprawy zdrowia i dobrostanu rodzin/ społeczeństw [...]. Ale obudziłem się :) PS. Kalendarz ustawiam z powrotem (08.06.2026).
nie wprost
Kilkadziesiąt minut między nastolatkami na seansie ostatniego odcinka internetowego serialu "The Amazing Digital Circus" (nie miałem o nim pojęcia), to doświadczenie niezwykłe i wydaje się dorosłym potrzebne. Nie szkodzi, że byłem najstarszy na sali kinowej, że znacznej części, pewnie tej większej nie zrozumiałem i że wszyscy śmiali się w momentach, w których nie czułem takiej potrzeby. Byłem tę chwilę w świecie, który bezwiednie omijam. Jeśli abstrakcyjne i niemożliwe istnieje, tam jest wszystkiego do kwadratu. Pośród zaskoczeń, braku ograniczeń oraz perfekcji polskiego dubbingu dotknęło mnie ujęcie nad wyraz prawdziwych uczuć i emocji w niełatwych, pogmatwanych relacjach i sytuacjach. Jak najbardziej życiowych. Może w tym szaleństwie o to chodzi, nawet jeśli podaje się sedno nie wprost. Wyciągam z tego doświadczenia poradę - zalecenie przypisane do fabuły tej nierzeczywistej, a jednocześnie na wskroś realnej rzeczywistości. Byle się nie zabstrakcić :)
kłody
Ludzie od zawsze
napotykali na swojej drodze kłody, alegoryczne, z niektórymi obcując
regularnie, jakby ustawione były celowo w danej chwili życia, inne znajdując w
miejscu przeznaczenia losowo, zgodnie z określeniem podrzucone przez los lub za
przyczyną innych ludzi. Ci rzucają je/ ustawiają w określonym etapie drogi
innych bezwiednie lub intencjonalnie, powodowani troską lub
"życzliwością" pisaną w cudzysłowie dlatego, by określić jej
przeciwieństwo. Ludzie życzą innym dobrze oraz niekoniecznie - tak było zawsze.
Sporo
z utrudnień okazuje się po latach potrzebnych i rozwijających, ale też mających
wpływ blokujący, uniemożliwiający kontynuację obranych zamierzeń. Ta analiza
wymaga jednak prawdy i szczerości, wykluczających pominięcie np. lenistwa, czy
zbyt szybką rezygnację z wykonywanych czynności, czy marzeń. Przywołam
określenie tzw. słomianego zapału, który podsycany dzisiaj dążeniem do wygody i
(nie będę udawał, że tego nie widzę) karmieniem społeczeństwa małowartościową
treścią (byle się klikała), ma znaczenie większe, niż się wydaje. Dobrze jeśli
w ogóle pojawia się refleksja.
Wymagania
mają okazję budować mięśnie przetrwania i pobudzać chęć pokonania przeszkód, by
w następnym kroku/ ich wielokrotności cieszyć się i żyć rzeczywistością, do
której się z trudem dążyło. Szczyty górskie rzadziej zdobywa się z biegu,
raczej przygotowując się wg zaleceń w tej czynności doświadczonych. Trudności
mogą być równie dobrze z różnych względów - ekonomicznych, społecznych,
kulturowych, zdrowotnych [...] - czynnikiem decydującym, bo na tyle znaczącym,
że nie do pominięcia. W każdym przypadku, ogólnym w pojęciu społeczeństwa i
bardzo indywidualnym w odniesieniu do jednostki decydują o przyszłości.
Dzisiaj,
w zaawansowanym XXI wieku alegoryczne kłody da się dostrzec w wielu
dziedzinach/ branżach, właściwie trudno znaleźć obszar, gdzie ich nie ma. Czas
nie zmienił w tej sprawie wiele. Jeśli z tego powodu ludzki gatunek rozwija się
lub wręcz dlatego trwa, to przez niektóre z nich nie widzimy twórczości,
produktów, a może genialnych wynalazków zakneblowanych i zduszonych w zarodku
albo na jakimś etapie ich powstawania, poprzez powód losowy lub dyktowany
przywołaną ludzką "życzliwością". Jest sztuka, budownictwo, nauka,
sport, między tym wszystkim jest Sprzedaż, w której i mnie nie omijają
trudności. Zbyt łatwe rozleniwia, ale drugim końcem tego kija jest brak zapłaty
za coś więcej, niż "zysk dzisiaj", zabijając potencjał/ różnorodność,
czego dowodzą hałdy szyldów zamkniętych firm oraz płytkość, powierzchowność i
wąski obraz potrzeb, które się kreuje i promuje.
Myślę, że dobrze nie zapomnieć o refleksji, potrzebnej wg mnie wielu dziedzinom/ branżom, w tym Sprzedaży. Nazywam to korzystaniem z ławki, która pozwala zatrzymać się podczas drogi. Oby czas, a w nim zmiany i rozwój, prowadzone wg planu bez przeszkód oraz z nimi prowadziły zawsze w dobrą stronę. Ludzie od zawsze napotykali na swojej drodze kłody.
ja dziecko
Dzisiaj się baw, to
Twój święty czas. Idziesz za mną, naśladujesz i polegasz na tym, jak pokazuję
Ci świat. Ale życzę sobie, bym się kiedyś zaskoczył - jeszcze nie teraz, ale
oby tak się stało. Zmieni się większość, jak zawsze, choć również jak zawsze nie
wszystko, a Ty będziesz mieć na to unikalny wpływ. Zawsze znaczący. Oby
był wyborem dobrym, choć nie zawsze jest doceniany, łatwiejszy i zaszczepiony
przez obserwację innych. Mam nadzieję, że Ci go czasem pokazuję, a jeśli nie -
przepraszam. Pójdę wówczas za Tobą, polegając na tym, jak pokażesz mi świat.
Ale dzisiaj się baw.
Dzień dziecka 2026.
film, którego nie ma
Na stole leżą talerze
z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak
dawniej. Siadają obok domownicy, co pewien czas goście, a gdyby robić z
bocznego ujęcia zdjęcia, wystarczy kilka dziennie i tyle samo losowo co
systematycznie, powstałby na przełomie miesięcy/ lat/ dekad film poklatkowy,
najbardziej rodzinny z rodzinnych, choć nominacji w takiej kategorii
żadna z Gal nie przewidziała. Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, jej
bohaterowie pojawiają się i znikają, na chwilę i co pewien czas już na
zawsze (w ostatnim przypadku zawsze za wcześnie). Niektórzy rosną, od etapu
przebywania na rękach, przez raczkowanie, wchodzenie przy asyście na taboret,
po stan już samodzielny prawie i zupełnie, ustępujący w dalszej kolejności
miejsca temu z własnym już dzieckiem na kolanach, po latach z kolejnym. Cichym
towarzyszem wydarzeń, choć zawsze obecnym jest światło, naturalne z okien i
sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz
powtarzalny sposób.
Kilka
zdjęć na dzień, zmontowane w miesiące/ lata/ dekady dają nad wyraz czytelny i
jednocześnie nienachalny obraz zjawisk, których w zwolnieniu - w czasie
rzeczywistym - nie sposób wychwycić. Oprócz wzruszeń przeplatanych
śmiechem analiza filmu pokazuje, że co rusz przy człowieku pojawiają się
przedmioty i sprzęty, z reguły zastępowane kolejnymi, wymienianymi po niedługim
czasie na następne, inne lub lekko zmodyfikowane w formie, z dodawanymi do
poprzedniej wersji opcjami. Myśl techniczna nie stoi w miejscu, a nawet jak
chce skorzystać z wolniejszych obrotów, lejce Sprzedaży wybudzają ją z drzemki.
Da się zauważyć, że nowość najczęściej za chwilę nią nie jest, mimo że w
użytkowaniu się bynajmniej nie starzeje i spełnia bez zarzutu funkcję
założeniową. Ta ostatnia wypierana jest udogodnieniem, ułatwieniem lub
potrzebą, której człowiek wcześniej nie odczuwał.
Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, widać jak nie zmienia się w jej kadrach kilka spraw, możliwe w życiu najważniejszych, choć całość ocenia wg siebie obserwujący, w tym czas, który z reguły nie wypowiada się na głos. Bohaterem głównym jest zawsze człowiek, przez miesiące/ lata/ dekady, chociaż zachowuje się, jakby nie przykładał do tego faktu, a wręcz truizmu wagi. Niezmienna pozostaje atmosfera i namacalność więzi między domownikami, czasem są to goście, choć relacje miotane są jak cień powodowany przez światło, naturalne z okien i sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz powtarzalny sposób. Ponieważ zdjęcia milczą, wychodzi na jaw, że słusznie przedkłada się znaczenie czynów nad słowa. Od początku do końca kadrów zachował się stół, na którym leżą talerze z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak dawniej. Zastanawiam się tylko, czy filmu, którego nie ma, nie ma.
mój ci jest!
Dzieje się tak od
początku ludzkości, bez względu na to, ile z tego znajdzie odbiór bezpośredni,
po czasie, a może nigdy. Tworzy człowiek głową, dłonią, pędzlem, dłutem,
piórem, zostawiając po drodze własne myśli, wynalazki, obrazy, rzeźby, zapisane
w różnej formie kartki. Być może największym dziełem ludzkości jest sama w
sobie zdolność tworzenia, mniej rodzące się dzieła, co nie jest łatwo określić,
przynajmniej dla piszącego te słowa. Być może najważniejsze co zostaje (po nas)
nie jest materialne, a bardziej zależne od pamięci nam najbliższych. Pamięć i
inspiracja, czyż nie na tym zbudowana jest ewolucja?
Twórczość trwa dłużej od jej autora i idealnie (choć świat takim nie jest), jakby niezależnie od czasu każde dzieło było dobre, czego życzę tworzącym oraz odbiorcom bezpośrednim i tym nie wprost. Niech dobre jak najczęściej odnajduje urzeczywistnienie w dziele, a to ostatnie - nawet jeśli na co dzień poprzez pośpiech/ roztargnienie ignorowane - wpływa na innych. By w sposób zamierzony lub z przypadku, co pewien czas zauważyć/ usłyszeć czyjąś z nim identyfikację, w niewypowiedzianej, ale praktycznej deklaracji "mój ci jest!" [cyt. Krzyżacy, Henryk Sienkiewicz], w stosunku do książki, obrazu, rzeźby, a może mniej materialnej ludzkiej postawy. Dzieje się tak od początku ludzkości, bez względu na to, ile z tego znajdzie odbiór bezpośredni, po czasie, a może nigdy.
wały
Potrzebne są wzdłuż rzeki wały, chociaż dobrze, by się nie przydały - tak chciałbym zobrazować pozostającą poza schematami i wyliczeniami prawdę/ zależność, która nie omija również Sprzedaży. Nie wszystko jest i musi być przeliczalne, w szczególności "in plus", zostając przy tym w pełni logiczne, pożądane, a może niezbędne. Cieszę się, że mimo kroków kierowanych codziennie do przodu, wciąż natrafiam gołą stopą ludzkiej pychy na klocek, potwierdzający znaczenie pokory. Ta ostatnia ma się dobrze, mimo że mniej krzyczy i mam nadzieję, że tak będzie zawsze.
np. tydzień
Potrafi się człowiek
rozmarzyć. Przechadzając się między budynkami w jednym z większych miast w
kraju widzę sporo nowych logotypów, wymyślnych w formie, świadczących w
większości o rynkowej potrzebie miejsc odpoczynku. Kiedyś mówiliśmy relaks,
dzisiaj określimy go jako chill, czy jeszcze inaczej - wytchnienie potrzebne
jest każdemu, choć nie wszyscy mają (nigdy nie mieli) przynajmniej zbliżone w
tym względzie możliwości. Kierując kroki - tyle samo skoordynowane co
nieplanowane - nie umiem nie zauważyć też, że wiele szyldów marek mających swój
złoty czas na przestrzeni lat zniknęło, a kryły za sobą (nie inaczej jak
dzisiaj) historię dla kogoś ważną/ najważniejszą, w tym plany, marzenia
konkretnych ludzi, rodzin, może pokoleń.
Kontynuując
wątek marzeń myślę, że gdyby w sposób zorganizowany, chociaż bardziej oddolny
niż narzucony i na czas mocno ograniczony, np. tydzień, zacząć kupować/
korzystać z usług jak nigdy (bo w innym znaczeniu tego słowa) świadomie, w
ujęciu szerszym niż własny interes, czy doraźne, krótkowzroczne ułatwienie,
może udałoby się zwrócić uwagę na to, co znika powoli, a jest potrzebne i
niezmiennie dobre. Być może przedłużyłoby to lub zmieniło na lepsze bieg
historii czyjejś firmy, pasji, związanej z nią nadziei, dając nowy oddech,
mający znaczenie tylko i aż takie, jak praca niezmęczonych rąk podczas
wiosłowania. Wielkie (nie górnolotne!) to słowa, ale wpłynęlibyśmy na czyjeś (a
w tym po części własne) życie w sposób nieobowiązkowy, ale przecież możliwy i
kto wie, może podobnego spojrzenia będziemy potrzebować za lat x, gdy
dzisiejszy TOP zredukują do zbędnego marginesu.
Gdyby
tak zrobić nieobowiązkowo, ale jeśli już, to konsekwentnie, Sprzedaż nie
ucierpiałaby, przepływ pieniądza miałby się dobrze (bynajmniej by nie ustał, bo
nigdy tak się nie dzieje) i być może na ten czas mocno ograniczony, np.
tydzień, ważniejsze okazałyby się inne wartości od zwykle dostrzeganych,
promowanych, sprzedawanych w priorytecie uwagi jako tzw. must have. Bo nie mam
poczucia, że człowiek zawsze wybiera dobrze i odwrotnie - mam pewność, że
niekoniecznie dokonuje refleksji skutków własnych czynów (niektóre z nich są
nieodwracalne).
Nie mam pojęcia, ile czasu jeszcze będzie mi dane obserwować po swojemu Sprzedaż, żyć w niej tak jak dzieje się to do tej pory, ale będę miał w pamięci dzisiejszą myśl. Skonfrontuję ją z tym co nadejdzie, a że niejednokrotnie los w różnym kontekście mnie zaskoczył pozytywnie i jako że pewności zdarzeń nie ma nigdy, przejdę się między budynkami z ciekawością. Potrafi się człowiek rozmarzyć.
na zawsze
Zamykając oczy mamy
możliwość powrotu do chwil/ dni/ lat minionych, póki działa pamięć. Być może
ktoś blisko nas robi podobnie, o czym nie wiemy - nie wszystko co ważne głośno
krzyczy. Całkiem możliwe, że część czyichś wspomnień jest z naszymi wspólnych,
mimo że odbieranych mocno indywidualnie, subiektywnymi aparatami odczuć. Co
przyniesie jutro nie wiem, tego nikt nie wie, choć jeśli zostawię oczy
zamknięte, mogę marzyć. Mam nadzieję, że znowu odbierzemy świat świadomie i w
tym samym stopniu indywidualnie, co razem. Przez chwile/ dni/ lata, póki oczy
nie zostaną w tej postaci na zawsze.
PS. Myśl sprecyzowana, choć do nienarzuconej interpretacji. Bez względu na stan, status, wszystko.
zysk zmarnowany
Idę czasem w mniej uczęszczane miejsce, nie wszystko jest w wyszukiwarce jeszcze i być może taki stan - jakkolwiek to zabrzmi i nawet z przyczyn zamierzonych - nie nastąpi nigdy. Pozorna strata czasu i złudna pewność sukcesu, którą podprogowo podpowiada "zapracowana" w harmonogramie godzina lubi przerodzić się w zysk, w postaci pomysłu zielonego i tak nieudeptanego, że ostatnie ślady dawno przykrył pył. Niespodzianka pociąga za sobą ciąg dalszy, by niechcący spodziewaną stratę zamienić w jej przeciwieństwo, przy okazji stwarzając wrażenie/ wniosek, że szkoda by było nie zmarnotrawić dzisiaj czasu. Cofając go z pewnością postąpiłbym tak samo. Przerwany znienacka rytuał czynności to niepewność, ale i ciekawość owoców, których szkoda nie próbować szukać i zebrać. Wrócę tu jeszcze, choć pewnie pójdę w inne miejsce, ale zrobię to. W codzienności Sprzedaży zyski i straty lubią zamieniać się rolami.
decyzja
Na kartce w kratkę ukryte są linie, pod nimi arkusz już czysty. Odjąć czy dodać, decyzja otwarta, a co się finalnie okaże, czas pokaże.
?talent show!
Dobrze wykorzystać
prąd rzeki, trendy, popularne i sprawdzone przez innych drogi, choć warto
zostawić sobie miejsce na refleksję, a może przestrzeń na działanie, by
spróbować wejść w mniej uczęszczany szlak, w efekcie (kto wie?) ubogacić
ludzkość własnym wkładem twórczości, czy wizją [...] (uzupełnić indywidualnie),
nawet jeśli coś wydaje się nieśmiałą utopią z tzw. innej bajki, niepopularnej
lub zupełnie nieznanej. Nie ma gwarancji, że pogląd, czy pomysł + sposób jego
realizacji, nawet jeśli dzisiaj na pozór niepotrzebne, nie staną się ziarnem/
inspiracją dającymi początek dobrym/ potrzebnym owocom na przyszłość. Póki co
klaszczemy jak każą, choć brzmi to mocno i obciążająco.
Oglądając
kolejne na przestrzeni lat wersje tzw. talent show, choć dzieje się to już
coraz rzadziej, nie umiem odgonić od siebie znaków zapytania (czasem
wykrzykników), że po pierwsze nie wszyscy mają możliwość udziału w tego typu
produkcjach (proszę zaprzeczyć, jeśli się mylę), po drugie jurorzy, nawet jeśli
z tzw. branży, nigdy nie są nieomylni, raczej patrzący przez filtr z definicji
ograniczonych doświadczeń i (nie ukrywajmy) również kompetencji oraz w
atmosferze pokusy priorytetu promocji własnej osoby. Znów proszę o argumenty
przeciw, bo choć nie dzieje się tak zawsze, to zauważalnie, co jest
prawdopodobnie przyczyną, że rezygnuję z oglądania takich programów i stąd
znaki zapytania (czasem wykrzykniki), których ciężko mi się wyzbyć, bo
przebijają warstwy nakładanej na wierzch farby, jakby były napisane woskiem.
Warto
mieć świadomość, że z perspektywy sceny (wykonawcy), odbiorcy (jurora i widza,
w tym mnie) oraz reszty świata, której kompletnie to nie zajmuje, a trwa,
odbywa się niedoskonała selekcja z niekompletnego materiału (proszę
wybaczyć techniczne określenie), co ma przełożenie (stety/ niestety -
niepotrzebne skreślić) na sposób kreowania oraz wykonywania twórczości przez
następców. To teza ważniejsza, niż się pozornie wydaje - ludzie korzystają z
tego co utorowane, teoretycznie łatwiejsze i (przede wszystkim) za co świat
płaci, bo jeśli zrobię podobnie, prawdopodobnie zaklaszczą i mi. Wstrzymajmy
się jednak, gdy wskażą tablicę z napisem APLAUZ, chociaż na ułamek sekundy, by
nikt się nie zorientował, ale by uszanować własne zdanie oraz nieeksponowany
talent ludzi, których z różnych powodów na scenach nie widzimy.
Istnieje potencjał nieodkryty, trochę jak ciemna materia we wszechświecie, o której niewiele, a może prawie nic nie wiemy. Talent show prezentuje imponującą, inspirującą i potrzebną światu część prawdy, bardziej mniejszą niż większą, odsianą w soczewce oczu wybranych wg obarczonego błędem klucza oceniających. Porównania do innych nie są jedynie słuszną drogą w tworzeniu, opłacalność (dzisiaj) nie reprezentuje w pełni prawdy o wartości, decyzja jurorów nie wyklucza odmiennych poglądów, a ocena [imię i nazwisko każdego człowieka z osobna], mimo że nie zawsze eksponowana, zawsze ma znaczenie.
dzień po - dzień przed
Potrzebujemy spektakularnych akcji i zbiórek, niezbędnych dlatego, że wskazujących palcem konkretną potrzebę, często nieświadomym, uśpionym w czujności lub zobojętniałym ludziom. Potrzebujemy jednoczenia społeczności w dobrym, a takie działania są jednym (nie jedynym) ze skutecznych sposobów. Nie przysłaniają one, nie konkurują w żadnym stopniu i bynajmniej nie wykluczają innych czynów zrodzonych z dobrych intencji, trwających w tym samym czasie, nieustannie i znów bez względu na to, czy mamy tego świadomość. Jeśli ktoś myśli inaczej lub deprecjonuje jedno dobro w konfrontacji z drugim, nie rozumie jego istoty lub robi to celowo, działając na korzyść jego przeciwieństwa, a ta z pozoru niewielka ilość trucizny potrafi zgodnie z przeznaczeniem zatruwać lub jak robak toczyć skrzynię pełną owoców. Dobro jest wartością, którą nie można się przejeść. Jego nadmiar nie istnieje, w przeciwieństwie do pokusy dotyczącej bez wyjątku wszystkich, w tym piszącego te słowa - usprawiedliwiania znieczulonego być może sumienia incydentalnym zdarzeniem. Pomogłem, jestem najlepszy i od wszelkiej odpowiedzialności czysty. Dobro nie wraca, jak w popularnym haśle, ono wciąż jest, bo nigdy się nie wyniosło, jedynie człowiek nie zawsze wybiera akurat je spośród szeregu możliwości. Dobro się dobrze starzeje, paradoksalnie będąc wiecznie młodym, trochę jak twórczość/ całokształt grupy Stare Dobre Małżeństwo oraz alegoria ludzkiej postawy pod postacią kobiety z powyższego zdjęcia. Dobro też poza bezpośrednio przeznaczonym zadaniem inspiruje innych do podobnych czynów, wielkich i mniejszych, wszystkich równie potrzebnych, a nawet jeśli tak się nie dzieje, już samo to jest ważne, że dobro nie jest złem. To najważniejsze z kilku zdań, które piszę. Wyrażam szacunek dla człowieka przyczyniającego się do dobra, przeliczalnego na złotówki oraz niemożliwego do wyrażenia walutą. Każda postać żaru zapoczątkowanego w intencji dobrej nie powinna gasnąć, niech ciąg dalszy nastąpi. 27.04.2026 - dzień po zbiórce „cancerfighters”. Dzień przed […].
moja droga
Jestem sumą dwóch zbiorów - wad i zalet, w kolejności dużego i znacznie mniejszego. Dobrze jednak, że przy mojej drodze są ławki, które pozwalają się zatrzymać.
jutro
Nie ma większego
znaczenia, ile czasu zajmuję się Sprzedażą, musiałbym przede wszystkim
wiedzieć, od jakiego momentu liczyć, a to wbrew pozorom nie takie oczywiste.
Wystarczy, że kalendarz wie. Upływ czasu nie wpływa jednak na erozję poglądu,
który wyrobiłem sobie dość dawno, jednocześnie precyzyjnego i w pełnej
ogólności - nie da się Sprzedaży poznać w pełni, choć jeśli ktoś uważa inaczej,
rozumiem i szanuję. Moje zdanie utwierdzają powtarzalne i wciąż nowe
doświadczenia, na które czekam, pokrywając się bardziej niż mniej trafnie z
przesłaniem śpiewu Zdzisławy Sośnickiej. Ciąg dalszy jutro.
[...]
Uczymy się żyć, bez końca, bez początku.
Uczymy się żyć, razem.
Uczymy się żyć, na drogę, kilka wątków.
Uczymy się żyć, dalej. [...]
imponderabilia
Za chwilę mija 10
lat, jak Wojciech Młynarski opublikował wiersz pt. Niewielkie słowo
"przyzwoitość". Nie wymaga komentarza, choć warto go w sobie
przemilczeć. Przeważnie odnoszę się tutaj do Sprzedaży, ale przesłanie wiersza
i jej nie omija. Dotyczy wszystkiego co widzę obracając się o 360 stopni.
„Rozglądam
się po mej Ojczyźnie
i
myślę, szczerze zasmucony,
że
przydałby się dziś polszczyźnie
Słownik
Wyrazów Zaginionych.
Słownik
słów niegdyś znanych blisko,
które
umknęły nam z języka,
bo
nazywają te zjawiska,
których
się raczej nie spotyka.
Więc
gdyby ktoś zapytał mnie,
słów
takich wskazałbym obfitość,
a
głównie na literę "Pe"
-
niewielkie słowo "Przyzwoitość".
Znaczyło
słowo to niemało,
kanaliom
krzyżowało szyki,
aż
wzięło i wyparowało
z
kultury, nauki, polityki.
Dlatego
warto by pamięcią
w
dość nieodległą przeszłość pobiec,
gdzie
na historii znikł zakręcie
tak
zwany przyzwoity człowiek.
Przypomnieć
chcę na parę chwil ja,
jak
to ten człowiek w desperacji
swą
wiarę w imponderabilia
skrył
na wewnętrznej emigracji.
Chcę
wspomnieć, co ten człowiek kochał,
budząc
w cwaniaczkach śmiech i litość,
a
wtedy się przypomni trochę
niewielkie
słowo - "Przyzwoitość".”
[Wojciech
Młynarski]
PS.
Poniżej jedna z interpretacji muzycznych wiersza, wg geniuszu Seweryna
Krajewskiego.
towarzysze NAJ
Z racji nazwiska
doskonale pamiętam ze szkolnych lat uczucie podczas typowania przez nauczyciela
osób do odpowiedzi, z pomocą dziennika, a ściślej - listy uczniów należących do
klasy. Z oczywistych względów nie posiadałem zegarka mierzącego puls, raczej przymierzałem
się pragnieniami do walkmana, ale wynik pomiaru byłby myślę za każdym razem
zbliżony do końcowych wskazań próby wysiłkowej. Teoretyczny los, który praktyka
korygowała ludzką naturą sprawiał, że z reguły jako ostatni na liście w
dzienniku, podobnie jak ten pierwszy, czy mniej więcej w środku, częściej
trafiałem do tablicy, niż pozostali tzw. towarzysze doli. Pech to nie był,
bynajmniej, raczej nazwałbym z dzisiejszej perspektywy owo powtarzalne zjawisko
ułomnością myślenia lub wygodą, podyktowaną być może dobrą wolą, podpowiadającą
z jakiegoś powodu, że tak jest najsprawiedliwiej, więc najlepiej. Inny mam
jednak odbiór sytuacji, jako trafiony – zatopiony, ostatni w dzienniku uczeń,
przynajmniej w mojej pamięci układa się ona na kształt wydeptanych w kamiennej
posadzce śladów stóp, pozostałych po ćwiczeniach adeptów Klasztoru Shaolin,
okraszających systematyczny trening krzykiem, uderzając przy tym nogami w
ziemię wg zaplanowanej instrukcji, bynajmniej losowo.
Oddalając
się na osi czasu kilkadziesiąt lat do przodu dostrzegam i słyszę, po raz
kolejny powielany wg mnie bez namysłu, choć być może również podyktowany dobrą
wolą wzorzec, że tylko największy/ najszybszy/ najskuteczniejszy [...], który
określę osobowo NAJ, jest godny publicznego zauważenia, docenienia i pożądanego
społecznie piedestału, wg czyjejś oceny w trakcie lub po, z pominięciem
większości tzw. towarzyszy mrówczej pracy. Przeważnie ta ostatnia przyczynia
się zawsze do sukcesu i dobrobytu ogółu, choć każdy ma prawo do innego zdania.
Nie zauważam w pozostałej poza NAJ przestrzeni marnotrawstwa, dalekie jest od
ideału mojego wyobrażenia to, co zauważam w różnych miejscach, choć i mnie nie
omija ludzka ułomność i wygoda. Więcej niż mniej przypadków byłem/ jestem w
życiu alegoryczną mrówką, to stan bynajmniej nieludzki, niepotrzebny albo
niepożądany, bo czy w kopcu są wyłącznie Królowe (wielkie K z szacunku)? Może
niech radzą sobie same.
Czasem trudniej zaakceptować oczywiste, choć może dla uczciwości warto nie zapomnieć, że wszyscy mają znaczenie i należne sobie, niezbędne miejsce. Uważam tak bynajmniej z racji nazwiska, plasującego mnie przeważnie w dolnych partiach każdej z list, ale dlatego że żyję i odczuwam świadomie, czasem jako ten Naj, innym razem jako tzw. towarzysz mrówczej doli. Mając świadomość, że nie mam szans na jeszcze raz tyle lat przede mną co za mną, projektuję w myślach, skorygowane osobistą ułomnością, którą zabiorę ze sobą, własne scenariusze wydarzeń, że nie tak musi lub powinno to wyglądać. PS. Niektóre myśli dojrzewają dłużej, ta znalazła swój finał (być może początek) w formie spisanej 14 kwietnia 2026.
piętra
Patrząc z trzeciego piętra w dół na ogródek gastronomiczny obserwuję, jak wychodzi na zewnątrz, zapraszając do stolików głodnych i spragnionych cienia parasola, gotowego jednakowo na słońce i deszcz. W innej porze roku w tym samym miejscu wyczekuje klienta wewnątrz, z pozoru tylko od niechcenia, w rzeczywistości równie aktywnie, proponując pobudzające pracę wyobraźni i żołądka menu, gotowa przyjąć stęsknionych ciepła, wchodzących do środka na chwilę dłuższą lub krótszą, byle skuteczną. Dobrze was gościć, czujcie się jak u siebie, a przyjdziecie kiedyś jeszcze? Póki będę. Sprzedaż potrzebuje ruchu, choć trwa też w spoczynku, podobnie jak dopasowania do zmian, nie mniej niż używanej latami stałości i zakotwiczenia. Umie wypłynąć na ryzykowną odległość, zostawiając zwykle możliwość powrotu, próbuje nieznanego nie wyrzekając się sprawdzonego, korzysta z walorów przeciwności, jak słońce/ cień, ciepło/ chłód, cisza/ gwar, w których równie sprawnie biegnie, co przeczekuje, poddaje się i wytrzymuje. Wczoraj zaskoczyła mnie z niespodziewanej strony, o czym przemilczę i - bez znaczenia, czy z perspektywy trzeciego piętra, z chodnika lub skąd przyjdzie mi obserwować jeszcze - cieszę się, że jest o czym.
ja sam
Nie wiem, czym byłyby piosenki Ani Dąbrowskiej, wyróżniające się w mojej percepcji spośród innych, bez genialnej gry jej zespołu. Nie wiem też, czy i jak dyrygent może realizować siebie/ swoją twórczość bez muzyków, podobnie jak odwrotnie - ile pojedynczych talentów w orkiestrze nie miałoby siły przebicia/ szansy urzeczywistnienia, gdyby nie odwrócony tyłem do słuchających człowiek z batutą. Prawda jest jednak taka, zwrotem "nie wiem" zastąpiłem jego przeciwieństwo. Doskonale wiem, że dzieło jednostki może istnieć samodzielnie, choć najczęściej pojawia się dzięki sumie różnorakiego wkładu/ zaangażowania innych. W stadzie mrówek każda ma niezbędne zadanie i jest - chyba trochę paradoksalnie - możliwym do zastąpienia elementem niezastąpionym. Zawiłe to zdanie, a na wskroś proste (przypadkiem też zgraniem orkiestry dość wiernie można odzwierciedlić znaczenie pojedynczej mrówki dla ogółu). W mnogości osobników jednak łatwo zapomnieć o jednostce, dopóki solista nie wysypie się w swojej wyćwiczonej frazie, którą z jakiegoś powodu słychać w fałszu bardziej, niż w perfekcji lub los jakimś zdarzeniem dokona weryfikacji. Kromka chleba w zależności od okoliczności stanowi posiłek "tylko" lub "aż", a docenić jej znaczenie w czasie dostatku nie jest sprawą trudną, choć w praktyce niełatwą. Wychwytuję charakterystyczny śpiew/ charyzmatyczny głos wspominanej na początku wokalistki, ale zasługi za nośność przeboju rozkładam na więcej części. Sprawiedliwie? Podziwiam w filharmonii ogół i szczegół, łącznie z planem oraz wykończeniem budynku, bo wszystko ma rolę cząstkową, wysunięte na pierwszy plan oraz tło, niezależnie od tego, czemu poświęcamy większą/ mniejszą uwagę. Jeśli na wczesnym etapie rozwoju człowieka w większości przypadków przychodzi moment na "mamo, ja sam", wypada się cieszyć, choć i nie zapomnieć o ręce, która asekuruje i puszcza. Kończąc myśl ustawiam się w tle, ustępując miejsca na osobiste zdanie czytających. Wracam też do zwrotu użytego na początku. Nie wiem.
co tam, panie
O ile Sprzedaż jest zjawiskiem/ czynnością/ funkcją z kategorii ważnych, co potwierdzam i w czym funkcjonuję ćwierć wieku, nie staje w opozycji i konfrontacji do innej, również ważnej części bytowania człowieka. Niezbędnej stale, a przynajmniej co pewien czas. Przywołując sugestię nauczycieli z podstawówki, by wstać na chwilę od pilności zajęć przy biurku i powkręcać dłońmi żarówki, wracam do potrzeby dystansu, bo pozwala zobaczyć/ zorientować się, że być może któryś z balonów napompowano zbyt mocno. Kto wie, może uda się dzięki jednej/ kolejnej chwili odłożenia kredek na bok zatrzymać niebezpieczny przyrost wielkości jednego z nich, przywracając mu rozmiar bezpieczny, z jakiegoś powodu dyktowany ograniczeniami. Dzisiaj, a potem jeszcze w bliżej nieokreślonym czasie zamiast "kup teraz" powiem sobie/ Klientowi "zrób to, kiedy chcesz albo wcale", przymknę oko na tzw. społeczny dowód słuszności podpierając się własnym odczuciem, a hasło "2 w cenie 1" zamienię na "dwa razy się wstrzymaj, a i tak przeżyjesz". Sprzedaż sobie poradzi, a może nawet będzie dzięki temu silniejsza, czego się spodziewam na granicy pewności, mimo że jestem sprzedawcą/ człowiekiem skromnym. Podlewanie ogrodu też musi być planowane mądrze, raczej systematyczne, nie bezustanne, chyba że tak naprawdę nam na nim nie zależy. Muzykę stanowią dźwięki uzupełniane pauzami, proces oddychania napędzają wdech i wydech, poważne nie konkuruje z poczuciem humoru, raczej tworząc symbiozę, a raport sprzedażowy w brzmieniu "co tam, panie" ma moją pełną akceptację dzisiaj i nie tylko, jako równoprawne rodzeństwo mniejszych/ większych kwot. O ile Sprzedaż jest zjawiskiem/ czynnością/ funkcją z kategorii ważnych.
moje twoje archiwum
Piękno, Wdzięczność, Oddanie, Wsparcie, Wierność, Zaufanie, [...]. Czerń i biel zdjęcia mają zdolność ukrycia wielu barw, a niektórych człowiek potrzebuje bardziej. Prostota i brak podstępu nie wykluczają postępu - domyślam się, że między innymi dlatego ludzki gatunek wciąż trwa. W świecie wielu zmiennych niektórych wartości nie da się zniekształcić, co najwyżej zignorować, o czym nie powinna zapominać również Sprzedaż. Kamuflaż może mieć i przeważnie ma różną intencję, owocuje zaskoczeniem pozytywnym lub tym drugim, a na końcu łańcuchów przyczyn i skutków z reguły jest człowiek, który - chce tego czy nie - zostawia ślad. To jego osobisty wkład w rzeczywistość - stan w 100% realny, choć niekoniecznie zarchiwizowany zdjęciem. Niektóre ze sznurków, za które pociąga odpowiadają za Piękno, Wdzięczność, Oddanie, Wsparcie, Wierność, Zaufanie [...]. Wyglądają na mniej zużyte - domyślam się, że to kamuflaż.
jakby tak - jakby nie
Dobrze, że człowiek nie ma nad wszystkim władzy. Poprawiłby chętnie żółwia, bo zbyt wolny. Jakby tak dodać kilka godzin/ dni/ tygodni do roku, raczej nie uzyskamy gwarancji długofalowej stabilizacji wzrostów, albo - zwracając oczy ku nam samym - że urlop będzie bardziej błogi od obecnego. Jakby tak zwiększyć założenia sprzedażowe na dany projekt, być może podciągnięty już w górę kilkukrotnie, wciąż pozostanie wizja osiągnięcia więcej. Oby zawsze w intencji słuszna. Krytyczne myślenie, to wciąż myślenie i jakby tak przeciwstawić co pewien czas stawianym przed nami zamysłom własne wątpliwości, niewypowiedziane albo ignorowane wnioski, których nie zawsze trzeba się wyrzekać, świat być może by się nie zawalił i - kto wie – może by w jakiś sposób podziękował. Jest nie tylko piękny, jak zaśpiewa Louis Armstrong, choć samo to wystarczy. Dobrze, że istnieją fizyka, chemia, [...] i inne ograniczenia nie zawsze dobrych ambicji i intencji, a obszar poza zasięgiem, w którym można dostrzec coś jeszcze do zrobienia niech będzie wykorzystywany mądrze. Marzenie (póki co) nie ściętej głowy. Z jakiegoś powodu więcej czasem znaczy lepiej, a innym razem wszystko przekreśla, niczym o milimetr za gruba warstwa śniegu na dachu, zbyt duża ilość ładunku na statku lub balastu w balonie – co można częściowo tłumaczyć wzorami, choć dla wrodzonego/ wyuczonego doświadczeniami ludzkiego rozsądku nie zawsze jest konieczne. Chcemy, marzymy, dążymy i dobrze, tak jak dobrze, że człowiek nie ma nad wszystkim władzy.
kompania
Siedzi Sprzedaż wypatrując towarzyszy, którzy dosiadają się z przypadku lub kierowani tu celowo. Lubi kontakt z Jakością, z Trwałością, z Przewidywalnością, z Prawdą, z Uczciwością, choć podsiadają wymienionych przebierańcy, gdy ci prawdziwi wstaną na chwilę rozprostować kości i odejdą w bliżej nieokreślone miejsce, by wrócić za jakiś czas, choć też nie na zawsze. Czujność jest w cenie i jest dobrym przyjacielem Sprzedaży. Wolne miejsca przeważnie nie zdążą wystygnąć i zajmują je Zysk, Marża i Prowizja, nie tylko potrzebne, co niezbędne w handlu, choć niektóre odcięto od innych słuchawkami i czymś na kształt końskich klapek przy oczach. Czasem towarzystwo kłóci się o pierwszeństwo, choć wtedy niezauważenie przy Sprzedaży siada Człowiek. Udaje się zawiłe wyprostować, błędne założenia wyzerować, a co przykryte dywanem z jakiegoś powodu spod niego ze wstydem wychodzi. Bywa, że Sprzedaż każe towarzyszom wstać, rozejrzeć się, odwrócić, by po tych czynnościach na właściwe już miejsce wrócić. Razem potrafią być kompanią prawie idealną, a prawie jest stanem dla Sprzedaży pożądanym. Jest do czego dążyć.
zeptosekunda
Z jakiegoś powodu jest południe i północ, jest światło i cień, który bez światła nie pada, jest uśmiech szczery i przeciwnie, ten spontaniczny i jakimś zamiarem zaplanowany, jest intencja dobra i ta druga, jest obojętność i zaangażowanie, [...], jest wreszcie kocioł, w którym to wszystko się miesza, z reguły siłami natury, choć czasem decyzją odgórną i działaniem oddolnym człowieka. Wybieramy z części/ całości tej mieszanki dla siebie w zamiarze autonomicznie, choć może z tego, co ktoś odsiał i podał do degustacji. Nie da się ukryć, że prowadząc od wielu lat bloga, trochę też z powodu pewnej książki (pisanej nie bez powodu małą literą), chcąc nie chcąc tworzę w przestrzeni internetowo-papierowej niszowy, choć nazwę uczciwej - pomijalny tzw. kontent. Pytanie tylko, czy ten ostatni oraz jego docelowy - przypadkowy i z wyboru - Odbiorca jest ukontentowany. Bo życzę wszystkim, nie pomijając siebie spędzania własnego (i wspólnie z bliskimi) czasu w sposób, który buduje. Nie tylko zaplecze finansowe. Być może choć jedna dobra zeptosekunda na tarczy czyjegoś czasu przeszła do historii dzięki mnie, można pomarzyć, ale tylko wspomniany czas odkryje karty. Stawiam nogę na suchym piasku, by za kilka chwil być obmytym przez falę. Dobrze znać swoje miejsce :)
nie tyle
Czasem trywialne, choć może w tej formie ważne myśli najdą. W niewiadomej i fascynującej przez to codzienności Sprzedaż niechcący pokazała mi, że nie tyle wielkość firmy Klienta ma znaczenie, co wielkość człowieka, z którym mam do czynienia, w odzwierciedleniu jego charakteru/ zachowania/ relacji do innych, czytaj - człowieczeństwa. Na przestrzeni lat doświadczyłem trudne do zliczenia przypadki, gdy przedstawiciel firmy powodował, że ta ostatnia, nakładem ludzkiego i przede wszystkim (co może być dla kogoś istotne) bezpłatnego wkładu zyskiwała, ale podobnie trudno sprecyzować liczbę sytuacji z wpływem negatywnym człowieka, wskutek takiego właśnie zachowania osoby reprezentującej czyjeś zawodowe sprawy. Niezależnie od wysokości stanowiska. Przyzwoitość, dobra wola i zasady fair play nie tyle poddają się hierarchii, co woli i postanowieniu samego zainteresowanego, a zostawiając wspomnienia i czekając na to, co będzie, wszystkie doświadczenia odbieram jako potrzebne, choć za korzystanie z dobrej strony człowieczeństwa (z reguły niewiele kosztującego) szczególnie dziękuję. Przepraszam w tym miejscu, jeśli sam nie zawsze odwoływałem się do niej. PS. Czasem trywialne, choć może w tej formie ważne myśli najdą, a posługując się alegorią, tak naprawdę wszyscy jemy trawę z jednej łąki, nawet jeśli nie zawsze jest wygodnie to przyznać.
jeszcze
Miles Davis miał powiedzieć „Nie graj tego, co jest, graj to, czego nie ma”. Niech mi będzie wolno dodać, co było dla Artysty zapewne domyślne - oby było dobre. Nie odgradzając się - bynajmniej - od dróg sprawdzonych, codziennym użytkowaniem zwiększających prawdopodobieństwo dotarcia do tzw. celu (własnego vs. czyjegoś), mam potrzebę szukania nieudeptanej trawy. Mam szczęście odnajdywać ją czasem, nie widząc za sobą tłumów, wręcz nikogo, choć dostrzegając na ziemi pozostałości leciwych śladów i przy okazji rzeczywistość tak oczywistą, że aż niezauważalną. Potrzebuję tego, a potrwa to jeszcze tyle, ile mi zostało. Tzw. cel nie zawsze jest tylko jeden, każdy może mieć inny, a niekoniecznie on sam w sobie jest najważniejszy. Co będzie dalej, chcę się zaskoczyć. Oby było dobre.
wymagania
Na marginesie spisuje
się przeważnie coś mniej ważnego od zawartości głównej części kartki papieru. Z
jakiegoś powodu jednak spisuje. Myśl, którą poruszam istnieje niezależnie od
tego, czy o niej wspominam. Uważam, że jeśli świat (niestety również Sprzedaż)
proponuje ludziom metodą faktów dokonanych wymagania, nie zabrania stawiać ich
również sobie samym. Istnieją pytania, nie do końca wygodne i nie dające
się w żaden sposób wymazać, ewentualnie przykryć, by nie odwracały uwagi od
spraw uznanych za (naj)ważniejsze. Czy wprowadzane "nowe" zawsze służy
ogółowi, czy raczej zabezpieczeniu dobrobytu jednostek. Czy decydentem trendów
przyszłości, królem królów ludzkich pragnień i jedynym poważanym jurorem zawsze będą/
muszą być pieniądze. Co po upływie lat po "dzisiaj"
zostanie. Czy ślad czasów będzie stale nakierowany na
dobro człowieka, także w ujęciu perspektywicznym, bo to on kontynuuje od
milionów lat wędrówkę na planecie Ziemia, niemal za wszystko będąc
odpowiedzialnym.
Jeśli rozwój technologii i innowacje są potrzebne, to nie mniej, niż pamięć o podstawowych wartościach i ludzkich odruchach. Obserwując dwoje starszych ludzi, którzy idą przez przejście dla pieszych trzymając się za ręce wiem, że tak samo potrzebne są im wskazania zewnętrzne sygnalizacji w postaci świateł, co wzajemne wsparcie w drodze. Rynek muzyki, filmu, ale też w szerszym kontekście, nie zapominając o żywieniu człowieka zmienia się/ dostosowuje do czasów i do zapotrzebowania wg klucza zainteresowań, które kreuje ludzka ręka. Powoduje ją zawsze zamiar, a staje się to odgórnie i oddolnie, o czym prościej jest w codziennych sytuacjach i wyborach nie pamiętać. Jesteśmy miotani, jak chodzący po linie, uzależniony od praw fizyki, choć nie mniej, niż od wkładu własnej uwagi. Tworzę usługę, bo się podoba/ by się podobała, ale czy zważam, co jest odpowiednie. Żywię tym, bo chcę/ jest na to popyt, ale czy zwracam uwagę na krótko i długoterminowy skutek. [...] kwadratowym nawiasem zawieram branże i przestrzenie, które wypełnia pozostałe, o czym nie wspominam, a we wszystkim da się dostrzec intencję - dobrą i tę drugą (obojętność zaliczam do intencji złych). Człowiek dokonuje wyboru.
mariaż
Mijam mima, który
skrupulatnie przygotował się do roli. Efekt osiągnął, przykuwając uwagę na
dłużej, niż planowałem. Nie dowiem się, kogo i co zakrywa misterne przebranie,
tajemnicą zostanie osobista historia ulicznego twórcy, wraz z jego dzisiejszym/
wczorajszym/ ogólnym nastrojem, ukazująca na zewnątrz to, co dostrzegłem i
odnajdująca się z kolei w zbiorze nieokreślonych liczbą oraz rodzajem
kontynuacji, w jakże różnej interpretacji odbiorców. Artysta w uzewnętrznieniu
nie ma żadnych gwarancji, a liczyć może na mariaż przewidywania/ instynktu z
doświadczeniem, przy towarzystwie nieodzownej, choć często
ignorowanej oczywistości, w postaci braku gwarancji, czy jak kto woli
nazwać - niepewności. Ta ostatnia paradoksalnie jest nieoceniona, ożywiając
samą twórczość - pole rozwoju i życia mima.
Jakże
bliskie jest to handlowej codzienności. Kilka ostatnich zdań właściwie
odwzorowuje jej zgrubny schemat. Jeśli w Sprzedaży nie jest tak, jak byśmy
chcieli, być może właśnie ożywa jej tętno. Mimo że w ciągu dnia /tygodni/
miesięcy we wrażeniu ulicznego artysty w przebraniu, którego spotkałem kontakt
międzyludzki jest zjawiskiem powszechnym, choć zawsze niepowtarzalnym, z mojej
perspektywy był co najmniej niecodziennym, wręcz unikalnym, dając początek szerszej
refleksji, w tym słowom, które spisałem. Czy odnajdą się w zbiorze
nieokreślonych liczbą oraz rodzajem kontynuacji, w jakże różnej interpretacji
odbiorców, jak wszędzie - nie ma żadnych gwarancji.
PS. Wydaje mi się, że mim patrzył również na mnie, jakby tego jednego z codziennych spotkań nie planował. Nie zamierzałem przykuwać uwagi, nie miałem misternego wizerunku, ale co za tym się kryje, niech myśli.
roztopy
Czy skreślona lub wykluczona czasowo z jakiegoś powodu z rozważań firma/ marka może na powrót wejść w pole zainteresowania? Tak. Czy zerwana relacja może się odrodzić? Całe szczęście. Czy utrwalone latami zaufanie i wybór są bezwarunkowo niepodważalne? Bynajmniej. Czy podjęte postanowienia/ upodobania zakupowe Klienta są bezterminowe? Nie. Sprzedaż jest zjawiskiem wielu zmiennych, w części zależnych od człowieka i to najlepsza informacja dla niej samej, jako procesu, ale i dla ludzi Sprzedaży, którzy nie muszą (nie powinni?) ustawać w próbie odzyskania utraconych przestrzeni, staraniach utrzymania tego, co dobre i poprawie tego, co takim nie jest. Można stanąć obok tej tezy w roli sceptycznego obserwatora rozwoju zdarzeń, jednak nieprzewidywalność rynku przypomina po części przyrodę, w której – bez znaczenia, czy tego chcemy - ze zmarzniętej ziemi rodzi się życie.






.jpg)

















