krok dobry

Rura Rubensa jest fascynująca. Prosta, w rzeczywistości bynajmniej, a sprawiedliwej i precyzyjniej będzie określić nieskomplikowana, możliwa do użytku bez tzw. elektroniki. Patrzę, słucham, podziwiam - prowadzi mnie przez zamyślenie i prawie łzy do utworu, który zyskał w mojej głowie drugie życie (chyba nigdy go tam nie zakończył). Jeśli miałbym połączyć w ciągu zdarzeń rozwój człowieka, naukę, sztukę z jej potomstwem Muzyką, talent, myśl technologiczną i przedsiębiorczą, był to krok dobry. Jeden z wielu, ale nie wszystkie takimi były. Można wykorzystać możliwości świata/ podporządkować go w różnych intencjach, pytanie brzmi, czy po upływie wieków jesteśmy ze wszystkiego dumni. Ponad sto lat od powstania wyjątkowego środka przekazu uczuć (tak określam wynalazek, o którym wspominam) stwierdzam - jest fascynujący.

ściana

Ściana nie musi robić nic więcej poza utrzymywaniem konstrukcji budynku, a przyszedł czas, że uznano inaczej, dodając do jej funkcji wtórną, kolejną, po czym tak zostało. Jako forma bez świadomości, stworzona z betonu, żelaza i cegieł nie może mieć wiedzy, że ma konkurencję, pozostając jedną z szeregu innych w mieście do wynajęcia na potrzebę muralu. Ten ostatni z reguły tworzony jest na dłużej, w celach rozciągniętych w czasie, ale zdarzają się przypadki krótkoterminowe, jak promocja kolejnego sezonu serialu. Jest intencja czysto wizualna - ozdobna, jest funkcja informacyjna, jest potrzeba sprzedażowa, jest miks połączenia tych powodów, a każdy przypadek ma źródło w ludzkim pomyśle, w zamyśle oraz w pochodnych wymienionych, które "stają się ciałem" w konkretnych planach i ich realizacji.

 

Słyszę czasem, że można "mówić jak do ściany", a tym razem to ona otrzymała zadanie kierowania przekazu do ogółu w postaci losowego odbiorcy oraz szczegółowo i precyzyjnie, bo dokładnie do mnie. Przyjęła wyzwanie w milczeniu, sprostała, a potencjał ma nie do końca odkryty i (celowo wykorzystuję znane powiedzenie) uważam, że w swoich możliwościach nie doszła jeszcze do ściany. Dzięki muralowi na przestrzeni lat dowiadywałem się nieproszony o promocjach, produktach, usługach, wydarzeniach, podprogowo przyjąłem do wiadomości którą firmę stać na tak ekstrawagancką formę dotarcia do Klienta, zwłaszcza że niektóre grafiki znikały po kilku miesiącach, a dzisiaj pomyślałem o człowieku, który został w ten osobliwy sposób uwieczniony, w tym również co było jego życiową pasją. Mogłem przy okazji podziwiać piękno ręcznych pociągnięć pędzlem, bardzo potrzebnych wśród "idealnych" komputerowych możliwości. 

 

Jadą ludzie, przebiegają, przechodzą, spieszą się w konkretnym celu lub spacerują wolno bez niego. Część z nich ma słuchawki w uszach, a prawie wszyscy inwestują w ekranie telefonu to, co najważniejsze - większościowy pakiet uwagi, nieodwracalnej, bo nie da się wrócić i jej odtworzyć. Na mural można spojrzeć lub go zignorować i myślę, że ta druga opcja jest najbardziej popularna - w tym dopomaga ludzki mózg, broniący się jak może (również przyzwyczajeniem) od nadmiaru bodźców. Co będzie dalej ze ścianą i jej nietuzinkowymi uozdobieniami nie wiem, ale będę czujny jadąc lub idąc w pobliżu, chyba że zainwestuję uwagę w coś wartościowszego (obym się nie pomylił). Uznałem za słuszne, że kilka słów o niej napiszę, przy okazji wspominając oczywistość, że w próbie spieniężania wszystkich przestrzeni warto się nie zatracić i pamiętać o podstawowych funkcjach, które same w sobie się usprawiedliwiają i tłumaczą powód istnienia. Ściana nie musi robić nic więcej.

ziarna - plewy

Większość ludzi wie, że oceniać się powinno po owocach, nie pozorach. Inna sprawa, czy stosujemy się w codziennych wyborach do tego prostego zalecenia i czy ono jest rzeczywiście proste. Wstępna kategoryzacja, potem opcjonalne odsianie tzw. ciemnej strony mocy od jasnej i świadome (do tego trzeba odwagi i konsekwencji) opowiedzenie się po jednej z nich są czynnościami utrudnionymi, gdy niewiele warte ubiera się w imitację, wartościowe nie zawsze ma potrzebę udowadniania komukolwiek czegokolwiek, a fundusze zaangażowane w komunikację są często w rękach, których intencje wiadome są wyłącznie ich właścicielom. Co jest jednak niełatwe, nie oznacza niemożliwe i jeśli zwalnia decydującego z odpowiedzialności, to w stopniu mocno ograniczonym. Indywidualna decyzja i płacenie za to, co jest dobre, a co niewarte uwagi w filmie, w literaturze, w żywieniu, w przychodzącej, odchodzącej, powracającej modzie, w nabywaniu z jego pochodną konsumpcjonizmem i tworzeniem hałd rzeczy (już) niepotrzebnych [...] - sporo tego, a w tym wszystkim po części i w całości zaangażowana jest Sprzedaż. Codziennie świat rzuca człowiekowi wyzwanie, jakby niewypowiedzianym „sprawdzam”, mając być może nadzieję na dobry obrót spraw, ale tak było od początku dziejów człowieka po zaawansowany już XXI. wiek. Uspokajam się wracając do początku - większość ludzi wie, że oceniać się powinno po owocach, nie pozorach.

misja

Ten krótki tekst nie jest abstrakcją, a dokładnie przeciwnie - rzeczywistością. Jego jednowyrazowy tytuł kończą dwie szczególne litery, które złączone mają uzmysłowić, że adresat nie tyle istnieje, co ma imię, nazwisko, konkretną twarz, funkcję w społeczeństwie i zostawia w nim ślad. Nie da się od tego uciec, a przesłanie tych kilku zdań zakotwiczone jest w konkretnym czasie i miejscu.

 

Jeśli reklama/ Sprzedaż cokolwiek zmienia na gorsze, a precyzyjniej wyklucza, ukrywa, nie dopowiada, manipuluje (czytaj oszukuje), niszczy [...], to mogłoby być inaczej. Ciężkie to słowa i zarzuty, ale równie ciężkie dzisiaj do zaprzeczenia. Proszę spróbować zmienić moje wrażenie, bo widać to gdziekolwiek spojrzeć. Jeśli człowiek zajmujący się Sprzedażą usług/ produktów, kształtując jednostkową roboczogodziną/ wieloletnim działaniem rynek, kreując ludzkie potrzeby, torując drogę ludzkiej uwagi w konkretnym kierunku, celowo odciągając od alternatyw kieruje się wyłącznie zyskiem bez odpowiedzialności, postępowaniem zwanym w słownikach krótkowzrocznością i egoizmem, to nawet jeśli "obroni się" liczbami, być może imponującymi, niekoniecznie się usprawiedliwi. W sporcie również można próbować oszukać, gdy nikt nie patrzy albo stosować zasady fair play, mimo że mogłoby ich nie być i oprócz tabel wyników dostrzec szersze/ głębsze znaczenie. Cokolwiek dzisiaj robię dotyka odpowiedzialność stolarza, który wykonuje taboret/ stół/ szafkę zgodnie ze sztuką lub z celową bylejakością, byle jakość dotrwała terminu gwarancji. Tak jest w każdej branży, czemu patronuje Sprzedaż.

 

Nie wiem czy i co można/ trzeba zmienić, by było lepiej, choć wg mnie można i trzeba. Wiem jednocześnie, że nie jest to konieczne i świat za to niekoniecznie płaci. Nie wiem, czy ja powinienem cokolwiek korygować w codziennych praktykach, bo może mnie to nie dotyczy. Czyżby? Domyślam się, że Sprzedaż przetrwa bez względu na ludzkie intencje, ale czuję w tym samym zdaniu, że ma potencjał kształtu nieskażonej. Zbyt mało używany. Zgodnie ze słowem "misja" wraz z jego sprecyzowanym zakończeniem cieszę się, mimo że jestem zaangażowany w niej tylko chwilę, bo mam swój unikalny i namacalny wpływ. Do zweryfikowana przez czas, od pierwszego świadomego kontaktu sprzedający – kupujący sprzed lat, a przynajmniej od jutra.

"obecny"

Poniższa myśl nie dotyczy Sprzedaży, jak większość na tym blogu, ale po części wszystkie naczynia są połączone. Niech sobie jest we wszechświecie, właśnie taka, właśnie dzisiaj.

 

Wyobrażam sobie osobliwą wagę, na której szalach położone są dobre sprawy, bez względu na to czy odzwierciedlają wielkie, czy skromne inicjatywy, niezależnie też czy powtarzalne, czy jednostkowe zjawiska/ procesy/ zdarzenia/ uczynki. Jedyną kategoryzacją, na którą (prawą czy lewą) szalę trafia dobra sprawa jest mniej lub bardziej powszechna informacja/ wiedza o niej lub zupełny jej brak, objawiający się nieświadomością, pochodną celowego/ uznanego za odpowiednie milczenia. Z dużym prawdopodobieństwem, podpartym omylną intuicją i obserwacją zakładam, że jedna z szal byłaby (w rzeczywistości jest?) zdecydowanie/ wielokrotnie cięższa od drugiej, bez względu na to, że na przeciwnej stronie skupiona jest większość oczu/ uszu/ kamer/ ludzkiej uwagi. Nie wszystko mówi "obecny", mimo że jest, a może nikt nie czuje potrzeby zmieniać przyjętego/ wygodnego/ niepełnego postrzegania i o rzeczywistość uczciwie zapytać. PS. Myślą tą kieruję nienachalną prośbę do ludzi dobrych spraw, bez względu na to czy odzwierciedlają wielkie, czy skromne inicjatywy, niezależnie też czy powtarzalne, czy jednostkowe zjawiska/ procesy/ zdarzenia/ uczynki - zajmujcie dowolne szale osobliwej wagi.

było nie było

Są takie zniknięcia, w większości niezauważone, choć bywają i spektakularne, dotyczące dobrze lub nad wyraz dobrze prosperujących w swoim czasie pomysłów/ marek/ firm, za którymi zawsze stoją ludzie, jako twórcy/ producenci/ sprzedający oraz po drugiej stronie - nabywcy/ klienci/ kupujący. Doświadczamy tej przestrzeni wszyscy i każdy może podczas swojego życia stworzyć indywidualną listę zniknięć, o których tą skromną myślą wspominam. Kafejka internetowa, kaseta magnetofonowa z całym uniwersum zastosowań, pager [...] - oprócz tego, że chciałbym, by w tym ciągu myślenie człowieka nie zubożało wskutek ułatwień i rozwoju (bo dlaczego ten ostatni ma być tylko technologicznym), dostrzegam dzisiaj pocieszenie i zapewnienie, choć nie spisano ich na papierze, że prawie wszystko (z wyjątkiem potrzeb najważniejszych) dotknie w swoim czasie podobna historia. 

 

Stwierdzenie "było nie było" nie tylko w tym kontekście nie oznacza obojętności, czy poddania w wątpliwość argumentów niezbędności istnienia czegoś, włącznie z tym, co jest dzisiaj ważne albo cenione przez rynek (to bynajmniej nie musi być to samo), ale zmienia się w perspektywicznym ujęciu na "będzie nie będzie", co przypomina trochę wyrzut sumienia i wprowadza niepokój, gdybyśmy byli zbyt pewni w sprzedaży tego, co sprzedajemy. Jest też punktem zaczepienia konieczności nieustannego myślenia, mimo że często chcemy, by nas w tym wyręczano oraz pokory, których to Sprzedaż nigdy nie powinna się wyzbyć.

 

PS. Trudna to przyczyna rozważań, choć raczej niełatwa, podobnie jak nieobowiązkowa, ale możliwa, a spisuję ją w takiej formie/ miejscu/ czasie, jak czuję i mam możliwość, mimo że za chwilę/ kiedyś i ona zyska nieunikniony statut "było nie było", dołączając do większości zniknięć niezauważonych.

nowsze i najnowsze

Michał Anioł umarł w wieku 88 lat, Leonardo da Vinci dożył 67, Rafael Santi świętował urodziny 37 razy, a wszyscy tworzyli w jednym miejscu, w stosunkowo niedługim okresie, zostawiając siebie w spuściźnie twórczości i (co nie mniej ważne) w tzw. szarej codzienności najbliższych. Nie wiem, na ile w tych indywidualnych liniach życia przeważały elementy materialne, jak jakość ówczesnych materiałów i narzędzi oraz wartości nienamacalne, jak wizja, systematyczność, talent, pasja, nauka z obserwacji, pokora, upór (w tym konsekwencja i samozaparcie), [...], nie zapominając o niezbędnym niewidocznym - poświęconym czasie. Raczej wszystko odegrało swoje zadanie, choć w różnym rozkładzie procentów, a ja patrzę dzisiaj z boku i domyślam się w zgrubnej analizie, że prosty w konstrukcji ołówek i pędzel wciąż jest niekoniecznie gorszym towarzyszem twórcy od aktualnie dostępnej technologii. 

 

Obserwacja świata w moim skromnym życiu daje do zrozumienia, że zawsze napotkamy nowsze i najnowsze, chociażby miało rynkowe zapotrzebowanie tylko chwilę, a do tego ostatniego rękę przykłada ludzka potrzeba i po części Sprzedaż. Nie zawsze jednak zostaje po wszystkim i mówiąc prosto w twarz - po nas - wartość, która staje się niezależnie od aktualnych ułatwień, a którą możemy podziwiać, jak w rzeźbie, obrazie, fresku, [...], nawet po setkach lat. PS. Odwiedzając miejsca twórczości wymienionych artystów widzę Sprzedaż w pełnej okazałości. Radzi sobie, jak zawsze.

otwarte

Jeśli usłyszę pytanie na kształt "chwalisz się, czy żalisz", wyprzedzam i rozczarowuję - ani jedno, ani drugie. Odkąd kilkanaście lat temu pierwszy raz przyłożyłem długopis do kartki papieru (precyzując - były to palce na klawiaturze), postanowiłem nie schodzić z obranej ścieżki, chociaż oglądając się za siebie widzę najczęściej wyłącznie swoje ślady. Tak zostanie, niezależnie od tego, że nie spasowałem się z zaleceniami technologicznych wzorców. W tym kontekście i sytuacji każde zainteresowanie tym, co mam do przekazania jest dla mnie zaskoczeniem, a jeśli zajmuję czyjąś uwagę i czas, co jest pochodną niezależnej ode mnie, czyjejś autonomicznej decyzji, doceniam i cieszę się jak najskromniejszą oazą pośrodku pustyni. Być może miałem zostać jadłodajnią z szyldem (bez hasztagu), z jednym stolikiem i jednym krzesłem, wydająca tylko kilka porcji na miesiąc z Menu rozbudowanego do jednej, dwóch, może trzech propozycji - nie umiem określić. Wciąż otwartą, a mistrza kuchni znam osobiście :)

stało się

Znam człowieka, który poświęca regularnie czas i czeka na rodzaj olśnienia. Będąc wybitnym naukowcem, a może po części dlatego ma świadomość, że umysł ludzki może dojść do oryginalnej myśli, genialnego wniosku/ impulsu/ pomysłu właśnie na zasadzie "stało się". Oprócz szeregu wytłumaczalnych i empirycznych działań naukowych, systematycznego zdobywania wiedzy branżowej, teoretycznej i praktycznej, nie wyzbył się pokory i w cierpliwości czeka.

 

Mimo niewątpliwych osiągnięć człowieka potrafimy zadziwić się rybą wspinającą się po skale w górę wodospadu, szukamy nieodnalezionych jaskiń z nadzieją, że będą tam szczątki przodków tak dalekie, że datowanie radiowęglowe odpowie na jedno z pytań lub odwrotnie - doda kolejny do szeregu zakrytych przed wciąż aktualizowaną wiedzą znaków zapytania. Najprawdopodobniej jest tak, że więcej nie wiemy niż nam się wydaje, a dojdziemy do wyjaśnienia części spraw/ zagadnień z czasem, jeśli w ogóle będziemy ich świadomi, a targany egoizmem i krótkowzrocznością gatunek ludzki przetrwa.

 

Mimo ułomności w postrzeganiu rzeczywistości patrzę na kaskadę wodną i widzę, że siła natury wycisza się tylko na chwilę, podporządkowując się prawom fizyki w postaci ciążenia, rozchodzenia się dźwięków w otoczeniu oraz innych, które oznaczę pojemnym, zamkniętym i milczącym nawiasem [...]. Wszystkie prawa/ zależności, do których się odwołujemy jako do oczywistości swego czasu "stały się", mimo że zapisane bardziej i mniej złożonymi wzorami, jako nieodkryte, nienazwane przez człowieka, niezależnie od niego istniały.

 

Przy wodzie trwa życie, to chyba najważniejszy powód i motor napędowy przyrody, który możemy rozpisać na szereg procesów biologicznych/ fizycznych/ chemicznych i znów użyję [...], skupiających się przeważnie na przetrwaniu. Nie umiem określić precyzyjnie liczby przypadków i zależności dotyczących kaskady wodnej, ale dzisiaj kilkoma zdaniami zostawiam przy niej swój ślad, który - biorąc pod uwagę wszystkie znaki interpunkcyjne - chciałbym zakończyć pytajnikiem. On jeden jednocześnie daje i odbiera pewność. 

duma i uprzedzenie

Sprzedaży nie da się poznać do końca, odkrywa zależności/ prawidłowości raczej fragmentarycznie. Funkcjonujemy w tym czynnie i biernie, bardziej lub mniej świadomie, co rozumiem i akceptuję po swojemu - być może zbyt często chcielibyśmy wiedzieć wszystko. Zrażony Klient/ Konsument potrafi okopać się na swojej pozycji na lata, wręcz na zawsze, nawet jeśli okoliczności oraz przyczyn podjętych kiedyś decyzji już nie ma lub uległy całkowitej, więc zmieniającej cały kontekst przemianie. W lustrzanym odbiciu sytuacji zauważymy przekonanie i taką samą, wieloletnią, a może "do grobowej deski" konsekwencję zakupową, mimo że znacznie lub drastycznie pogorszyła się jakość marki/ usługi/ produktu w stosunku do pierwotnego zachwytu, którego ślady drzemią wyłącznie w pamięci. Tak funkcjonuje człowiek, znamy to z doświadczeń i w zasadzie dokładnie i zupełnie z tego źródła.

 

Najmądrzejszy ptak na świecie wg obecnej wiedzy to kruk, choć wolimy obsadzać w tej zaszczytnej roli sowę i najlepiej w okularach. Chcąc nakarmić mysz w pierwszym odruchu pomyślimy o żółtym serze, chociaż podobno nie jest przysmakiem gryzonia - nie do końca go toleruje. Schematów, założeń, uproszczeń, niepopartych dowodem "pewników", uogólnień oraz (nie wstydźmy się) tzw. błędów poznawczych jest więcej, niż zdajemy sobie sprawę, ale być może najważniejsze jest to, że sobie z tego zdajemy sprawę. Zdążyliśmy nauczyć się postrzegać świat wybiórczo, przymykać oko i wygaszać uwagę z potrzeby, z wygody, a to pociąga za sobą skutki.

 

Fizycy starają się opisywać skomplikowane i złożone prostym wzorem, ja cieszę się możliwością obserwacji, z czego korzystam jednocześnie maksymalnie i skromnie - jak potrafię. Potwierdzam, że jesteśmy częścią Większej Układanki, której instrukcja nie tyle powstaje, co odczytywana jest przez człowieka w czasie rzeczywistym. Imponująca jest dla mnie bez wątpienia ewolucja gatunków, w tym ludzkiego wraz z dobrodziejstwem inwentarza tych procesów, a życzę światu, by realizowały się odpowiedzialnie. Zauważam ogrom spraw niewytłumaczalnych, nad którymi zostaje mi pochylić głowę, w czym wspierają cechy inne, niż zawarłem w tytule. Mam nadzieję na ciąg dalszy.

podstawy podstaw

Odkąd pamiętam, a w zasadzie dużo wcześniej i nie jestem w żadnej mierze wyjątkiem, starano się wpoić mi w procesie wychowania umiejętności, których znaczenie z wiekiem się nie zestarzało. Wydają się łatwo zastępowalne, czasem z wygody, może z lekkomyślności, ale jeśli są w stanie gorszym niż pierwotnie, to raczej z mojej winy niż kogo-/ czegokolwiek. Mówienie, chodzenie, słuchanie, rozumowanie, doświadczanie, wyciąganie wniosków, [...] wydawać się mogą podstawami podstaw, ale dzięki nim ludzki gatunek trwa. Oczywistym się wydaje, chociaż nie przykładamy do tego uwagi, że o ważne, a może bezcenne powinno się dbać, ale praktyka i teoria zwykły się mijać i patrzeć sobie w twarz, jakby się nie znały.

 

Przechadzając się swego czasu po Wiecznym Mieście nie umiałem nie myśleć, jak człowiek potrafił tego dokonać, zasobami nieporównywalnymi do dzisiejszych. Oceniałem jednak to, co przychodzi na myśl pierwsze, a to nie zawsze się sprawdza. Być może pielęgnowano zgodnie z potencjałem to, czego dzisiaj nie doceniamy lub zastępujemy bożkiem - ułatwieniem. Jak dobrze, że sklepienia Kaplicy Sykstyńskiej nie „wyrzuciła” Michałowi Aniołowi w kilka milisekund wyszukiwarka. Dzisiaj pewnie nie odwiedziłby tego mistycznego miejsca pies ze złamaną nogą, z wyjątkiem służbowej/ obowiązkowej obecności uczestników konklawe.

 

Gdy zabraknie pomysłów, których świat wyczekuje, a potomstwo burz mózgów okaże się pustką lub pustym, mimo że imponującym kształtem/ strukturą/ zapachem opakowaniem, drogi sprawdzone będą czekały, jeśli tylko nie będziemy chcieli nakładać na nie ciężaru naznaczonych ludzką pychą założeń. Te ostatnie dzisiaj uważam za wadę nabytą (bynajmniej wrodzoną) również Sprzedaży. Nie zawsze pik na wykresie jest lepszy w perspektywie czasu/ całego kontekstu od niższego, stałego, dobrego, poprawnego poziomu. Kontekst dostrzega się jednak po zdjęciu z oczu alegorycznych klapek, a to jest często wymagające, czytaj trudniejsze niż podpowiada wspomniany bożek.

 

Póki co, w zaawansowanym wiekiem XXI. wieku, zaczynamy swoją unikalną drogę i rolę od płaczu, bezwiednych i celowanych spojrzeń, gaworzenia, raczkowania, [...]. To podstawy podstaw umiejętności, ale znaczenie ich z wiekiem się nie zestarzeje. Łatwo będą zastępowalne, czasem z wygody, może z lekkomyślności, ale oby zainteresowany (nikt inny) sam i świadomie o tym decydował. Po przeciwnej stronie wyszukanego jest pospolite, po drugiej stronie skomplikowanego odnajdziemy proste, a wolniejsze - nawet jeśli zanegowane przytłaczającą argumentacją powodów i dowodów - nie zawsze będzie gorszym. PS. Co będzie jutro nie mam pojęcia, ale mam jeszcze nadzieję obserwować.

oczko ;)

Różne bywają sytuacje, przewidywalne może zaskoczyć, a ziemniaki potrafią być jadalne. Jako warzywo z oczywistych powodów - uczciwie stając w prawdzie - zaszeregowałbym się do opakowania z napisem "pomidory niedoskonałe". Stwierdzam jednak organoleptycznie, że wyartykułowana wprost wada puszcza do Klienta oczko. Są przepyszne! Różne bywają sytuacje, przewidywalne może zaskoczyć, jest nadzieja i dla mnie ;)

tak rosną słoneczniki

Wyjątkowe, mistyczne, a chociaż dostępne dla ogółu i w pierwszym wrażeniu monotonne przewagą odcieni jednego koloru, w takiej formie doskonałe. Dlaczego pogodziły wymienione cechy, a dodatkowo teoretyczną prostotę z kryjącą jak wszystko inne na Ziemi tajemnicą i bankiem funkcji/ powodów/ znaczeń/ pytań [...] pod płaszczem pozoru? Być może dlatego, że musiały i mogły. Fascynująca jest przyroda wraz z jej fragmentem - człowiekiem, a ten ostatni sam w sobie jest nieodgadnionym (póki co i zanosi się na jeszcze) światem, odzwierciedlającym jednolitość i zgodę w tym co widoczne i zakryte, zarówno dla obserwatorów, jak też samego zainteresowanego. Jeśli odczuwamy potrzebę zastanowienia się nad tym, chociaż chwilę, mamy podobne jak słoneczniki i cała flora oraz fauna opcje. Musimy lub możemy. Przydatne mogą okazać się pokora i milczenie, bo choć nie grają pierwszych skrzypiec w przyrodzie, z jakiejś przyczyny po dziś dzień świat nie ma mocy/ potrzeby ich eliminacji. 

 

Nieskończoność możliwości, w których odnajdujemy relacje (nie tylko międzyludzkie, bo wyrażające się w stosunku do wszystkiego materialnego oraz całej reszty, z którą człowiek obcuje, łącznie z zajmującą obecnie naukę ciemną materią), daje pole działania i zaufania do gatunków (w tym ludzkiego) aż takie, by umożliwić przetrwanie. To bardzo ważne, a może najważniejsze i jest chyba odpowiedzią na większość pytań, z których prawie wszystkich w swoim ograniczeniu nie potrafię sformułować. Widać to gdziekolwiek spojrzymy, chociaż jak wiadomo patrzeć, to nie to samo co widzieć. Nawet jeśli zabrzmi to nietrafnie/ infantylnie/ nie na miejscu, nie szkodzi, ale w tym kontekście uważam, że Sprzedaż również musi lub może - taka jest jej funkcja i chyba wystarczająca (nie z lenistwa czy braku potrzeby, a dlatego, że jest kompletna) definicja. Zarówno w spojrzeniu perspektywicznym wstecz (oceniając własne doświadczenia 25 lat), wprzód (choć nikt nie ma gwarancji, ile ma jeszcze czasu) oraz punktowym (myśląc o ostatnim miesiącu/ tygodniu/ dniu zawodowej pracy). 

 

Ponieważ niechętnie dzisiaj czyta się dłuższe treści myśl kończę niedosytem, a może tak sformułowana jest wystarczająca dlatego, że i jej niechcący wszczepiono zadanie, które po części między słowami poznaliśmy. Musi lub może. Jestem pewny, że przyroda, w tym człowiek zawsze będzie próbować przetrwać, w erach i wiekach rozebranych do codzienności, w zaawansowanej, w skomplikowanej, w uczącej się na błędach niewiedzy, w póki co nieodkrytej, tajemniczej nieustępliwości, by nie pominąć nierozerwalnej symbiozy dumy i skromności. Tak rosną słoneczniki.

ryba w wodzie

Często przechadzam się miastem, w którym aktualnie przebywam, trwa to już sporo lat, a doliczając do podsumowania przemieszczanie się po coś/ za czymś, mniej lub bardziej świadomie i odkąd pamiętam, nie chce wyjść inaczej, jak pół wieku. Obserwuję mody (jak ktoś woli nazwę je trendami), które mają oblicza różne, w skrajnościach odzwierciedlając pożądanie tego, co mają/ czego chcą wszyscy oraz przeciwnie - uosabiając trzymanie się drogi własnej i najlepiej aż do takiego momentu, by była jak najbardziej inną od innych. Dzieje się to wszystko w rzeczywistości, w której mała dziewczynka bardzo chce wyglądać na starszą, a gdy siłami natury już taką się staje, woli jak najdłużej zachować dziewczęcą młodość. Przewrotne? Niekonsekwentne? Trudne? Dziwne? Sprawiedliwiej będzie powiedzieć życiowe.

 

Dekatyzowane dżinsy, znaczki, ćwieki, Walkman, tatuaż, motocykl [...], każdy człowiek w zależności od okoliczności i możliwości zbiera unikalne upodobania podczas życia. Oby najdłuższego i w dobrym zdrowiu. Towarzyszy temu Sprzedaż, od startu do mety czując się w swej roli jak ryba w wodzie (do tego zadania istnieje), zatrudniając na przemian i jednocześnie chwilowe oraz rozciągnięte w czasie zadowolenie, prawdziwe lub złudne poczucie wyższości czy prestiżu, ale też manipulację, przyzwyczajenie, obojętność, ciągły niedosyt i uzależnienie wraz z jej odmianą nałogiem. Nie zabrania z reguły obcować z wolną wolą i rozsądkiem, atutom przypisanym ludzkim charakterom o potencjale z pewnością do końca nieodkrytym. Próbujemy, omijamy, współgramy, unikamy, budujemy, niszczymy, zaczynamy, rezygnujemy, odmawiamy, korzystamy - dużo możliwości i wyborów, a trochę jeszcze mam nadzieję doświadczyć. Często przechadzam się miastem.

dystans

Rozmawiamy czasem, ja i mój umysł. Dowiedziałem się, że potrafi odpoczywać, gdy pracuję i w odwrotnej konfiguracji radzi sobie równie dobrze. Przyznał, że co pewien czas, nie wpisany w żaden z harmonogramów, czuje konieczność opuszczenia głowy, z którą jest od zawsze związany, w tajemnicy przed jej właścicielem wysyłając światu sygnał na kształt "open to work". Miałem co do tego podejrzenia ;) Uzgodniliśmy, że ma moją oficjalną akceptację, ale nie dowiem się nigdy, gdzie jest mu lepiej i kiedy czuje się na swoim miejscu.

promil pokory

Oś czasu podczas mojego istnienia nie mrugnie okiem, tego co robię, o czym myślę nie obejdzie ludzi, ale jestem i mam dzisiaj potrzebę potwierdzenia truizmu, że nic się nie marnuje. Obserwacja przyrody daje sposobność zamyślenia się, choć z reguły do tego nie przymusza, a wynika z tego najczęściej nic, a czasem na tyle trochę, że wystarczy. Szczątki i odchody jednych gospodarowane są przez innych, współistnieją usystematyzowanie i spontaniczność, przekroczenie i wstrzymanie, altruizm i obojętność. Nie ma pustych przestrzeni, bo czy niewypełnione znaczy ułomne? Decyduje los i aktywność, więc odrywamy płatki kwiatów, wyliczając "kocha, nie kocha..." i układamy skrupulatnie plany działań, by otrzymać wyniki raczej częściowe, niż całkowite i dokładnie takie, jak liczyliśmy lub przeciwne, chociaż być może daliśmy promil pokory na wariant jeszcze inny. Nie mogę nie potwierdzić w swoim ograniczonym, ale może choć częściowo odpowiednim postrzeganiu, że piękny jest świat, chociaż perfekcyjnie o tym komunikuje Louis Armstrong. Spróbuję tego nie zepsuć, nawet jeśli oś czasu podczas mojego istnienia nie mrugnie okiem.

esy floresy

Przewijam taśmę pamięci wstecz i nie mogę nie zauważyć, że w Sprzedaży nie zawsze, a właściwie rzadko jest łatwo. Być może dlatego wciąż istnieje, a ja nie czuję się kompetentny, by to zmieniać. Jedyna w miarę bezpieczna droga w górę naznaczona jest zakrętami, które minimalizują różnicę wysokości, wymuszają dostosowanie do warunków, rozwagę w wyborach perspektywicznych, jak obranie kierunku drogi, ale i w reagowaniu/ decyzjach w czasie rzeczywistym, jak ruch/ przeczekanie, wzmożenie aktywności/ odpoczynek, kontynuacja/ zawrócenie, by nie ignorować możliwości drobiazgowej obserwacji otoczenia. Pięknego! Ostatni aspekt wydaje się ważny (choć odsuwany na margines uwagi), jeśli nie chcemy odnieść po fakcie wrażenia, że ktoś nam zabrał najlepsze lata, młodość, życie. Nie wiem, ile jeszcze przede mną kilometrów dróg, setki/ tysiące, ale domyślam się, że będą kręte. Idę.

nie mam pojęcia

Przenikają się fale wywołane w kałuży kroplami deszczu, wzajemnie wzmacniając się i wygaszając wg praw fizyki, chemii, biologii, [...] oraz tego, o czym nie mam pojęcia. O przytłaczającej większości spraw nie wiem, ale przypisana mi ułomność nie przeszkadza zauważyć, że trochę ma wpływ na wszystko, ogół na szczegół, przy czym jednocześnie jest dokładnie odwrotnie i nikt/ nic nie staje się/ nie zostaje bez znaczenia na resztę, nawet jeśli jest to wpływ znikomy. Skutek nie zawsze i nieobowiązkowo ogląda się za przyczyną, podobnie robi dowód z tezą, dokonanie z sugestią, a fakt z domysłem. Dobro/ uczciwość/ solidność, mimo że teoretycznie bardziej społecznie pożądane, w praktyce konkurują z przeciwieństwem tych wartości, również podobnie jak one wzajemnie się wzmacniając lub wygaszając. Współistnieją w zwarciu nauka na błędach z konformizmem, a perspektywa z krótkowzrocznością. Dlaczego? Tłumaczenie ma nie inaczej - odwrotne do siebie odbicie w wodzie. Kruchość i trwałość, unikalność i powtarzalność, chwila i wieczność, […] - co jeszcze można wychwycić z obserwacji kałuży w deszczu, nie mam pojęcia. Nareszcie słońce.

neutrino

To już dwa lata, jak zbiegiem okoliczności powstała jedyna książka pisana przez małe "k". Dlaczego? Obiektywnie nie stało się nic, nie zatrzęsło rynkiem wydawniczym, nie zmieniłem zauważalnie Sprzedaży, choć może w stopniu niezerowym, jak masa neutrino. Zawsze jednak to coś ;) Czas płynie, jestem jeszcze niesprecyzowaną chwilę, a moje spojrzenie na sprawy/ rzeczy/ przestrzenie, których dotykamy przetrwa i myślę, że to dobrze. Dziękuję czytającym za uwagę (serdecznie Was pozdrawiam!), a gdyby ktoś (jeszcze?) czuł potrzebę poznania ważnej części mojego świata, spotkajmy się tam.

 

klik >>> Zawsze będzie dzisiaj

przed Wielkim Sukcesem

Cofam kalendarz o kilka lat, koryguję manewr nieistniejącym potencjometrem do miesięcy, potem precyzyjniej do tygodni i dni, by zobaczyć Maję Chwalińską oraz wielu Sportowców przed Wielkim Sukcesem. Angażują się, determinują scenariusz życia, w tym rozmawiają, śmieją się, kochają - robią dokładnie to, co dzisiaj, bo to ci sami członkowie rodzin/ społeczeństw [...]. Nie ma jedynie przy nich Wielkich Pieniędzy. Jeszcze? Nadszedł czas, że Sponsorzy, oprócz łączenia się kontraktami (co w pełni logiczne) ze Zwycięzcami, zobaczyli sens promocji swoich marek przy Sportowcach losowo, niezależnie od ich miejsca w klasyfikacji, wysuwając tym na pierwszy plan sportowego ducha, samego w sobie godnego podziwu, bo pchającego ludzi do żmudnych treningów, czystej rywalizacji, pośrednio do poprawy zdrowia i dobrostanu rodzin/ społeczeństw [...]. Ale obudziłem się :) PS. Kalendarz ustawiam z powrotem (08.06.2026).

nie wprost

Kilkadziesiąt minut między nastolatkami na seansie ostatniego odcinka internetowego serialu "The Amazing Digital Circus" (nie miałem o nim pojęcia), to doświadczenie niezwykłe i wydaje się dorosłym potrzebne. Nie szkodzi, że byłem najstarszy na sali kinowej, że znacznej części, pewnie tej większej nie zrozumiałem i że wszyscy śmiali się w momentach, w których nie czułem takiej potrzeby. Byłem tę chwilę w świecie, który bezwiednie omijam. Jeśli abstrakcyjne i niemożliwe istnieje, tam jest wszystkiego do kwadratu. Pośród zaskoczeń, braku ograniczeń oraz perfekcji polskiego dubbingu dotknęło mnie ujęcie nad wyraz prawdziwych uczuć i emocji w niełatwych, pogmatwanych relacjach i sytuacjach. Jak najbardziej życiowych. Może w tym szaleństwie o to chodzi, nawet jeśli podaje się sedno nie wprost. Wyciągam z tego doświadczenia poradę - zalecenie przypisane do fabuły tej nierzeczywistej, a jednocześnie na wskroś realnej rzeczywistości. Byle się nie zabstrakcić :)

kłody

Ludzie od zawsze napotykali na swojej drodze kłody, alegoryczne, z niektórymi obcując regularnie, jakby ustawione były celowo w danej chwili życia, inne znajdując w miejscu przeznaczenia losowo, zgodnie z określeniem podrzucone przez los lub za przyczyną innych ludzi. Ci rzucają je/ ustawiają w określonym etapie drogi innych bezwiednie lub intencjonalnie, powodowani troską lub "życzliwością" pisaną w cudzysłowie dlatego, by określić jej przeciwieństwo. Ludzie życzą innym dobrze oraz niekoniecznie - tak było zawsze.

 

Sporo z utrudnień okazuje się po latach potrzebnych i rozwijających, ale też mających wpływ blokujący, uniemożliwiający kontynuację obranych zamierzeń. Ta analiza wymaga jednak prawdy i szczerości, wykluczających pominięcie np. lenistwa, czy zbyt szybką rezygnację z wykonywanych czynności, czy marzeń. Przywołam określenie tzw. słomianego zapału, który podsycany dzisiaj dążeniem do wygody i (nie będę udawał, że tego nie widzę) karmieniem społeczeństwa małowartościową treścią (byle się klikała), ma znaczenie większe, niż się wydaje. Dobrze jeśli w ogóle pojawia się refleksja.

 

Wymagania mają okazję budować mięśnie przetrwania i pobudzać chęć pokonania przeszkód, by w następnym kroku/ ich wielokrotności cieszyć się i żyć rzeczywistością, do której się z trudem dążyło. Szczyty górskie rzadziej zdobywa się z biegu, raczej przygotowując się wg zaleceń w tej czynności doświadczonych. Trudności mogą być równie dobrze z różnych względów - ekonomicznych, społecznych, kulturowych, zdrowotnych [...] - czynnikiem decydującym, bo na tyle znaczącym, że nie do pominięcia. W każdym przypadku, ogólnym w pojęciu społeczeństwa i bardzo indywidualnym w odniesieniu do jednostki decydują o przyszłości.

 

Dzisiaj, w zaawansowanym XXI wieku alegoryczne kłody da się dostrzec w wielu dziedzinach/ branżach, właściwie trudno znaleźć obszar, gdzie ich nie ma. Czas nie zmienił w tej sprawie wiele. Jeśli z tego powodu ludzki gatunek rozwija się lub wręcz dlatego trwa, to przez niektóre z nich nie widzimy twórczości, produktów, a może genialnych wynalazków zakneblowanych i zduszonych w zarodku albo na jakimś etapie ich powstawania, poprzez powód losowy lub dyktowany przywołaną ludzką "życzliwością". Jest sztuka, budownictwo, nauka, sport, między tym wszystkim jest Sprzedaż, w której i mnie nie omijają trudności. Zbyt łatwe rozleniwia, ale drugim końcem tego kija jest brak zapłaty za coś więcej, niż "zysk dzisiaj", zabijając potencjał/ różnorodność, czego dowodzą hałdy szyldów zamkniętych firm oraz płytkość, powierzchowność i wąski obraz potrzeb, które się kreuje i promuje. 

 

Myślę, że dobrze nie zapomnieć o refleksji, potrzebnej wg mnie wielu dziedzinom/ branżom, w tym Sprzedaży. Nazywam to korzystaniem z ławki, która pozwala zatrzymać się podczas drogi. Oby czas, a w nim zmiany i rozwój, prowadzone wg planu bez przeszkód oraz z nimi prowadziły zawsze w dobrą stronę. Ludzie od zawsze napotykali na swojej drodze kłody.

ja dziecko

Dzisiaj się baw, to Twój święty czas. Idziesz za mną, naśladujesz i polegasz na tym, jak pokazuję Ci świat. Ale życzę sobie, bym się kiedyś zaskoczył - jeszcze nie teraz, ale oby tak się stało. Zmieni się większość, jak zawsze, choć również jak zawsze nie wszystko, a Ty będziesz mieć na to unikalny wpływ. Zawsze znaczący. Oby był wyborem dobrym, choć nie zawsze jest doceniany, łatwiejszy i zaszczepiony przez obserwację innych. Mam nadzieję, że Ci go czasem pokazuję, a jeśli nie - przepraszam. Pójdę wówczas za Tobą, polegając na tym, jak pokażesz mi świat. Ale dzisiaj się baw. 

 

Dzień dziecka 2026.

film, którego nie ma

Na stole leżą talerze z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak dawniej. Siadają obok domownicy, co pewien czas goście, a gdyby robić z bocznego ujęcia zdjęcia, wystarczy kilka dziennie i tyle samo losowo co systematycznie, powstałby na przełomie miesięcy/ lat/ dekad film poklatkowy, najbardziej rodzinny z rodzinnych, choć nominacji w takiej kategorii żadna z Gal nie przewidziała. Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, jej bohaterowie pojawiają się i znikają, na chwilę i co pewien czas już na zawsze (w ostatnim przypadku zawsze za wcześnie). Niektórzy rosną, od etapu przebywania na rękach, przez raczkowanie, wchodzenie przy asyście na taboret, po stan już samodzielny prawie i zupełnie, ustępujący w dalszej kolejności miejsca temu z własnym już dzieckiem na kolanach, po latach z kolejnym. Cichym towarzyszem wydarzeń, choć zawsze obecnym jest światło, naturalne z okien i sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz powtarzalny sposób. 

 

Kilka zdjęć na dzień, zmontowane w miesiące/ lata/ dekady dają nad wyraz czytelny i jednocześnie nienachalny obraz zjawisk, których w zwolnieniu - w czasie rzeczywistym - nie sposób wychwycić. Oprócz wzruszeń przeplatanych śmiechem analiza filmu pokazuje, że co rusz przy człowieku pojawiają się przedmioty i sprzęty, z reguły zastępowane kolejnymi, wymienianymi po niedługim czasie na następne, inne lub lekko zmodyfikowane w formie, z dodawanymi do poprzedniej wersji opcjami. Myśl techniczna nie stoi w miejscu, a nawet jak chce skorzystać z wolniejszych obrotów, lejce Sprzedaży wybudzają ją z drzemki. Da się zauważyć, że nowość najczęściej za chwilę nią nie jest, mimo że w użytkowaniu się bynajmniej nie starzeje i spełnia bez zarzutu funkcję założeniową. Ta ostatnia wypierana jest udogodnieniem, ułatwieniem lub potrzebą, której człowiek wcześniej nie odczuwał.  

 

Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, widać jak nie zmienia się w jej kadrach kilka spraw, możliwe w życiu najważniejszych, choć całość ocenia wg siebie obserwujący, w tym czas, który z reguły nie wypowiada się na głos. Bohaterem głównym jest zawsze człowiek, przez miesiące/ lata/ dekady, chociaż zachowuje się, jakby nie przykładał do tego faktu, a wręcz truizmu wagi. Niezmienna pozostaje atmosfera i namacalność więzi między domownikami, czasem są to goście, choć relacje miotane są jak cień powodowany przez światło, naturalne z okien i sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz powtarzalny sposób. Ponieważ zdjęcia milczą, wychodzi na jaw, że słusznie przedkłada się znaczenie czynów nad słowa. Od początku do końca kadrów zachował się stół, na którym leżą talerze z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak dawniej. Zastanawiam się tylko, czy filmu, którego nie ma, nie ma.

mój ci jest!

Dzieje się tak od początku ludzkości, bez względu na to, ile z tego znajdzie odbiór bezpośredni, po czasie, a może nigdy. Tworzy człowiek głową, dłonią, pędzlem, dłutem, piórem, zostawiając po drodze własne myśli, wynalazki, obrazy, rzeźby, zapisane w różnej formie kartki. Być może największym dziełem ludzkości jest sama w sobie zdolność tworzenia, mniej rodzące się dzieła, co nie jest łatwo określić, przynajmniej dla piszącego te słowa. Być może najważniejsze co zostaje (po nas) nie jest materialne, a bardziej zależne od pamięci nam najbliższych. Pamięć i inspiracja, czyż nie na tym zbudowana jest ewolucja?

 

Twórczość trwa dłużej od jej autora i idealnie (choć świat takim nie jest), jakby niezależnie od czasu każde dzieło było dobre, czego życzę tworzącym oraz odbiorcom bezpośrednim i tym nie wprost. Niech dobre jak najczęściej odnajduje urzeczywistnienie w dziele, a to ostatnie - nawet jeśli na co dzień poprzez pośpiech/ roztargnienie ignorowane - wpływa na innych. By w sposób zamierzony lub z przypadku, co pewien czas zauważyć/ usłyszeć czyjąś z nim identyfikację, w niewypowiedzianej, ale praktycznej deklaracji "mój ci jest!" [cyt. Krzyżacy, Henryk Sienkiewicz], w stosunku do książki, obrazu, rzeźby, a może mniej materialnej ludzkiej postawy. Dzieje się tak od początku ludzkości, bez względu na to, ile z tego znajdzie odbiór bezpośredni, po czasie, a może nigdy. 

wały

Potrzebne są wzdłuż rzeki wały, chociaż dobrze, by się nie przydały - tak chciałbym zobrazować pozostającą poza schematami i wyliczeniami prawdę/ zależność, która nie omija również Sprzedaży. Nie wszystko jest i musi być przeliczalne, w szczególności "in plus", zostając przy tym w pełni logiczne, pożądane, a może niezbędne. Cieszę się, że mimo kroków kierowanych codziennie do przodu, wciąż natrafiam gołą stopą ludzkiej pychy na klocek, potwierdzający znaczenie pokory. Ta ostatnia ma się dobrze, mimo że mniej krzyczy i mam nadzieję, że tak będzie zawsze.

np. tydzień

Potrafi się człowiek rozmarzyć. Przechadzając się między budynkami w jednym z większych miast w kraju widzę sporo nowych logotypów, wymyślnych w formie, świadczących w większości o rynkowej potrzebie miejsc odpoczynku. Kiedyś mówiliśmy relaks, dzisiaj określimy go jako chill, czy jeszcze inaczej - wytchnienie potrzebne jest każdemu, choć nie wszyscy mają (nigdy nie mieli) przynajmniej zbliżone w tym względzie możliwości. Kierując kroki - tyle samo skoordynowane co nieplanowane - nie umiem nie zauważyć też, że wiele szyldów marek mających swój złoty czas na przestrzeni lat zniknęło, a kryły za sobą (nie inaczej jak dzisiaj) historię dla kogoś ważną/ najważniejszą, w tym plany, marzenia konkretnych ludzi, rodzin, może pokoleń. 

 

Kontynuując wątek marzeń myślę, że gdyby w sposób zorganizowany, chociaż bardziej oddolny niż narzucony i na czas mocno ograniczony, np. tydzień, zacząć kupować/ korzystać z usług jak nigdy (bo w innym znaczeniu tego słowa) świadomie, w ujęciu szerszym niż własny interes, czy doraźne, krótkowzroczne ułatwienie, może udałoby się zwrócić uwagę na to, co znika powoli, a jest potrzebne i niezmiennie dobre. Być może przedłużyłoby to lub zmieniło na lepsze bieg historii czyjejś firmy, pasji, związanej z nią nadziei, dając nowy oddech, mający znaczenie tylko i aż takie, jak praca niezmęczonych rąk podczas wiosłowania. Wielkie (nie górnolotne!) to słowa, ale wpłynęlibyśmy na czyjeś (a w tym po części własne) życie w sposób nieobowiązkowy, ale przecież możliwy i kto wie, może podobnego spojrzenia będziemy potrzebować za lat x, gdy dzisiejszy TOP zredukują do zbędnego marginesu.

 

Gdyby tak zrobić nieobowiązkowo, ale jeśli już, to konsekwentnie, Sprzedaż nie ucierpiałaby, przepływ pieniądza miałby się dobrze (bynajmniej by nie ustał, bo nigdy tak się nie dzieje) i być może na ten czas mocno ograniczony, np. tydzień, ważniejsze okazałyby się inne wartości od zwykle dostrzeganych, promowanych, sprzedawanych w priorytecie uwagi jako tzw. must have. Bo nie mam poczucia, że człowiek zawsze wybiera dobrze i odwrotnie - mam pewność, że niekoniecznie dokonuje refleksji skutków własnych czynów (niektóre z nich są nieodwracalne).

 

Nie mam pojęcia, ile czasu jeszcze będzie mi dane obserwować po swojemu Sprzedaż, żyć w niej tak jak dzieje się to do tej pory, ale będę miał w pamięci dzisiejszą myśl. Skonfrontuję ją z tym co nadejdzie, a że niejednokrotnie los w różnym kontekście mnie zaskoczył pozytywnie i jako że pewności zdarzeń nie ma nigdy, przejdę się między budynkami z ciekawością. Potrafi się człowiek rozmarzyć.

na zawsze

Zamykając oczy mamy możliwość powrotu do chwil/ dni/ lat minionych, póki działa pamięć. Być może ktoś blisko nas robi podobnie, o czym nie wiemy - nie wszystko co ważne głośno krzyczy. Całkiem możliwe, że część czyichś wspomnień jest z naszymi wspólnych, mimo że odbieranych mocno indywidualnie, subiektywnymi aparatami odczuć. Co przyniesie jutro nie wiem, tego nikt nie wie, choć jeśli zostawię oczy zamknięte, mogę marzyć. Mam nadzieję, że znowu odbierzemy świat świadomie i w tym samym stopniu indywidualnie, co razem. Przez chwile/ dni/ lata, póki oczy nie zostaną w tej postaci na zawsze.

 

PS. Myśl sprecyzowana, choć do nienarzuconej interpretacji. Bez względu na stan, status, wszystko.

zysk zmarnowany

Idę czasem w mniej uczęszczane miejsce, nie wszystko jest w wyszukiwarce jeszcze i być może taki stan - jakkolwiek to zabrzmi i nawet z przyczyn zamierzonych - nie nastąpi nigdy. Pozorna strata czasu i złudna pewność sukcesu, którą podprogowo podpowiada "zapracowana" w harmonogramie godzina lubi przerodzić się w zysk, w postaci pomysłu zielonego i tak nieudeptanego, że ostatnie ślady dawno przykrył pył. Niespodzianka pociąga za sobą ciąg dalszy, by niechcący spodziewaną stratę zamienić w jej przeciwieństwo, przy okazji stwarzając wrażenie/ wniosek, że szkoda by było nie zmarnotrawić dzisiaj czasu. Cofając go z pewnością postąpiłbym tak samo. Przerwany znienacka rytuał czynności to niepewność, ale i ciekawość owoców, których szkoda nie próbować szukać i zebrać. Wrócę tu jeszcze, choć pewnie pójdę w inne miejsce, ale zrobię to. W codzienności Sprzedaży zyski i straty lubią zamieniać się rolami.

decyzja

Na kartce w kratkę ukryte są linie, pod nimi arkusz już czysty. Odjąć czy dodać, decyzja otwarta, a co się finalnie okaże, czas pokaże. 

?talent show!

Dobrze wykorzystać prąd rzeki, trendy, popularne i sprawdzone przez innych drogi, choć warto zostawić sobie miejsce na refleksję, a może przestrzeń na działanie, by spróbować wejść w mniej uczęszczany szlak, w efekcie (kto wie?) ubogacić ludzkość własnym wkładem twórczości, czy wizją [...] (uzupełnić indywidualnie), nawet jeśli coś wydaje się nieśmiałą utopią z tzw. innej bajki, niepopularnej lub zupełnie nieznanej. Nie ma gwarancji, że pogląd, czy pomysł + sposób jego realizacji, nawet jeśli dzisiaj na pozór niepotrzebne, nie staną się ziarnem/ inspiracją dającymi początek dobrym/ potrzebnym owocom na przyszłość. Póki co klaszczemy jak każą, choć brzmi to mocno i obciążająco.

 

Oglądając kolejne na przestrzeni lat wersje tzw. talent show, choć dzieje się to już coraz rzadziej, nie umiem odgonić od siebie znaków zapytania (czasem wykrzykników), że po pierwsze nie wszyscy mają możliwość udziału w tego typu produkcjach (proszę zaprzeczyć, jeśli się mylę), po drugie jurorzy, nawet jeśli z tzw. branży, nigdy nie są nieomylni, raczej patrzący przez filtr z definicji ograniczonych doświadczeń i (nie ukrywajmy) również kompetencji oraz w atmosferze pokusy priorytetu promocji własnej osoby. Znów proszę o argumenty przeciw, bo choć nie dzieje się tak zawsze, to zauważalnie, co jest prawdopodobnie przyczyną, że rezygnuję z oglądania takich programów i stąd znaki zapytania (czasem wykrzykniki), których ciężko mi się wyzbyć, bo przebijają warstwy nakładanej na wierzch farby, jakby były napisane woskiem.

 

Warto mieć świadomość, że z perspektywy sceny (wykonawcy), odbiorcy (jurora i widza, w tym mnie) oraz reszty świata, której kompletnie to nie zajmuje, a trwa, odbywa się niedoskonała selekcja z niekompletnego materiału (proszę wybaczyć techniczne określenie), co ma przełożenie (stety/ niestety - niepotrzebne skreślić) na sposób kreowania oraz wykonywania twórczości przez następców. To teza ważniejsza, niż się pozornie wydaje - ludzie korzystają z tego co utorowane, teoretycznie łatwiejsze i (przede wszystkim) za co świat płaci, bo jeśli zrobię podobnie, prawdopodobnie zaklaszczą i mi. Wstrzymajmy się jednak, gdy wskażą tablicę z napisem APLAUZ, chociaż na ułamek sekundy, by nikt się nie zorientował, ale by uszanować własne zdanie oraz nieeksponowany talent ludzi, których z różnych powodów na scenach nie widzimy.

 

Istnieje potencjał nieodkryty, trochę jak ciemna materia we wszechświecie, o której niewiele, a może prawie nic nie wiemy. Talent show prezentuje imponującą, inspirującą i potrzebną światu część prawdy, bardziej mniejszą niż większą, odsianą w soczewce oczu wybranych wg obarczonego błędem klucza oceniających. Porównania do innych nie są jedynie słuszną drogą w tworzeniu, opłacalność (dzisiaj) nie reprezentuje w pełni prawdy o wartości, decyzja jurorów nie wyklucza odmiennych poglądów, a ocena [imię i nazwisko każdego człowieka z osobna], mimo że nie zawsze eksponowana, zawsze ma znaczenie.

dzień po - dzień przed

Potrzebujemy spektakularnych akcji i zbiórek, niezbędnych dlatego, że wskazujących palcem konkretną potrzebę, często nieświadomym, uśpionym w czujności lub zobojętniałym ludziom. Potrzebujemy jednoczenia społeczności w dobrym, a takie działania są jednym (nie jedynym) ze skutecznych sposobów. Nie przysłaniają one, nie konkurują w żadnym stopniu i bynajmniej nie wykluczają innych czynów zrodzonych z dobrych intencji, trwających w tym samym czasie, nieustannie i znów bez względu na to, czy mamy tego świadomość. Jeśli ktoś myśli inaczej lub deprecjonuje jedno dobro w konfrontacji z drugim, nie rozumie jego istoty lub robi to celowo, działając na korzyść jego przeciwieństwa, a ta z pozoru niewielka ilość trucizny potrafi zgodnie z przeznaczeniem zatruwać lub jak robak toczyć skrzynię pełną owoców. Dobro jest wartością, którą nie można się przejeść. Jego nadmiar nie istnieje, w przeciwieństwie do pokusy dotyczącej bez wyjątku wszystkich, w tym piszącego te słowa - usprawiedliwiania znieczulonego być może sumienia incydentalnym zdarzeniem. Pomogłem, jestem najlepszy i od wszelkiej odpowiedzialności czysty. Dobro nie wraca, jak w popularnym haśle, ono wciąż jest, bo nigdy się nie wyniosło, jedynie człowiek nie zawsze wybiera akurat je spośród szeregu możliwości. Dobro się dobrze starzeje, paradoksalnie będąc wiecznie młodym, trochę jak twórczość/ całokształt grupy Stare Dobre Małżeństwo oraz alegoria ludzkiej postawy pod postacią kobiety z powyższego zdjęcia. Dobro też poza bezpośrednio przeznaczonym zadaniem inspiruje innych do podobnych czynów, wielkich i mniejszych, wszystkich równie potrzebnych, a nawet jeśli tak się nie dzieje, już samo to jest ważne, że dobro nie jest złem. To najważniejsze z kilku zdań, które piszę. Wyrażam szacunek dla człowieka przyczyniającego się do dobra, przeliczalnego na złotówki oraz niemożliwego do wyrażenia walutą. Każda postać żaru zapoczątkowanego w intencji dobrej nie powinna gasnąć, niech ciąg dalszy nastąpi. 27.04.2026 - dzień po zbiórce „cancerfighters”. Dzień przed […].

moja droga

Jestem sumą dwóch zbiorów - wad i zalet, w kolejności dużego i znacznie mniejszego. Dobrze jednak, że przy mojej drodze są ławki, które pozwalają się zatrzymać. 

jutro

Nie ma większego znaczenia, ile czasu zajmuję się Sprzedażą, musiałbym przede wszystkim wiedzieć, od jakiego momentu liczyć, a to wbrew pozorom nie takie oczywiste. Wystarczy, że kalendarz wie. Upływ czasu nie wpływa jednak na erozję poglądu, który wyrobiłem sobie dość dawno, jednocześnie precyzyjnego i w pełnej ogólności - nie da się Sprzedaży poznać w pełni, choć jeśli ktoś uważa inaczej, rozumiem i szanuję. Moje zdanie utwierdzają powtarzalne i wciąż nowe doświadczenia, na które czekam, pokrywając się bardziej niż mniej trafnie z przesłaniem śpiewu Zdzisławy Sośnickiej. Ciąg dalszy jutro.

 

[...] Uczymy się żyć, bez końca, bez początku. 
Uczymy się żyć, razem.
Uczymy się żyć, na drogę, kilka wątków.
Uczymy się żyć, dalej. [...]

imponderabilia

Za chwilę mija 10 lat, jak Wojciech Młynarski opublikował wiersz pt. Niewielkie słowo "przyzwoitość". Nie wymaga komentarza, choć warto go w sobie przemilczeć. Przeważnie odnoszę się tutaj do Sprzedaży, ale przesłanie wiersza i jej nie omija. Dotyczy wszystkiego co widzę obracając się o 360 stopni.

 

„Rozglądam się po mej Ojczyźnie

i myślę, szczerze zasmucony,

że przydałby się dziś polszczyźnie

Słownik Wyrazów Zaginionych.

Słownik słów niegdyś znanych blisko,

które umknęły nam z języka,

bo nazywają te zjawiska,

których się raczej nie spotyka.

Więc gdyby ktoś zapytał mnie,

słów takich wskazałbym obfitość,

a głównie na literę "Pe"

- niewielkie słowo "Przyzwoitość".

Znaczyło słowo to niemało,

kanaliom krzyżowało szyki,

aż wzięło i wyparowało

z kultury, nauki, polityki.

Dlatego warto by pamięcią

w dość nieodległą przeszłość pobiec,

gdzie na historii znikł zakręcie

tak zwany przyzwoity człowiek.

Przypomnieć chcę na parę chwil ja,

jak to ten człowiek w desperacji

swą wiarę w imponderabilia

skrył na wewnętrznej emigracji.

Chcę wspomnieć, co ten człowiek kochał,

budząc w cwaniaczkach śmiech i litość,

a wtedy się przypomni trochę

niewielkie słowo - "Przyzwoitość".”

 

[Wojciech Młynarski]

 

PS. Poniżej jedna z interpretacji muzycznych wiersza, wg geniuszu Seweryna Krajewskiego.

 

Przyzwoitość - Seweryn Krajewski