duma i uprzedzenie

Sprzedaży nie da się poznać do końca, odkrywa zależności/ prawidłowości raczej fragmentarycznie. Funkcjonujemy w tym czynnie i biernie, bardziej lub mniej świadomie, co rozumiem i akceptuję po swojemu - być może zbyt często chcielibyśmy wiedzieć wszystko. Zrażony Klient/ Konsument potrafi okopać się na swojej pozycji na lata, wręcz na zawsze, nawet jeśli okoliczności oraz przyczyn podjętych kiedyś decyzji już nie ma lub uległy całkowitej, więc zmieniającej cały kontekst przemianie. W lustrzanym odbiciu sytuacji zauważymy przekonanie i taką samą, wieloletnią, a może "do grobowej deski" konsekwencję zakupową, mimo że znacznie lub drastycznie pogorszyła się jakość marki/ usługi/ produktu w stosunku do pierwotnego zachwytu, którego ślady drzemią wyłącznie w pamięci. Tak funkcjonuje człowiek, znamy to z doświadczeń i w zasadzie dokładnie i zupełnie z tego źródła.

 

Najmądrzejszy ptak na świecie wg obecnej wiedzy to kruk, choć wolimy obsadzać w tej zaszczytnej roli sowę i najlepiej w okularach. Chcąc nakarmić mysz w pierwszym odruchu pomyślimy o żółtym serze, chociaż podobno nie jest przysmakiem gryzonia - nie do końca go toleruje. Schematów, założeń, uproszczeń, niepopartych dowodem "pewników", uogólnień oraz (nie wstydźmy się) tzw. błędów poznawczych jest więcej, niż zdajemy sobie sprawę, ale być może najważniejsze jest to, że sobie z tego zdajemy sprawę. Zdążyliśmy nauczyć się postrzegać świat wybiórczo, przymykać oko i wygaszać uwagę z potrzeby, z wygody, a to pociąga za sobą skutki.

 

Fizycy starają się opisywać skomplikowane i złożone prostym wzorem, ja cieszę się możliwością obserwacji, z czego korzystam jednocześnie maksymalnie i skromnie - jak potrafię. Potwierdzam, że jesteśmy częścią Większej Układanki, której instrukcja nie tyle powstaje, co odczytywana jest przez człowieka w czasie rzeczywistym. Imponująca jest dla mnie bez wątpienia ewolucja gatunków, w tym ludzkiego wraz z dobrodziejstwem inwentarza tych procesów, a życzę światu, by realizowały się odpowiedzialnie. Zauważam ogrom spraw niewytłumaczalnych, nad którymi zostaje mi pochylić głowę, w czym wspierają cechy inne, niż zawarłem w tytule. Mam nadzieję na ciąg dalszy.

podstawy podstaw

Odkąd pamiętam, a w zasadzie dużo wcześniej i nie jestem w żadnej mierze wyjątkiem, starano się wpoić mi w procesie wychowania umiejętności, których znaczenie z wiekiem się nie zestarzało. Wydają się łatwo zastępowalne, czasem z wygody, może z lekkomyślności, ale jeśli są w stanie gorszym niż pierwotnie, to raczej z mojej winy niż kogo-/ czegokolwiek. Mówienie, chodzenie, słuchanie, rozumowanie, doświadczanie, wyciąganie wniosków, [...] wydawać się mogą podstawami podstaw, ale dzięki nim ludzki gatunek trwa. Oczywistym się wydaje, chociaż nie przykładamy do tego uwagi, że o ważne, a może bezcenne powinno się dbać, ale praktyka i teoria zwykły się mijać i patrzeć sobie w twarz, jakby się nie znały.

 

Przechadzając się swego czasu po Wiecznym Mieście nie umiałem nie myśleć, jak człowiek potrafił tego dokonać, zasobami nieporównywalnymi do dzisiejszych. Oceniałem jednak to, co przychodzi na myśl pierwsze, a to nie zawsze się sprawdza. Być może pielęgnowano zgodnie z potencjałem to, czego dzisiaj nie doceniamy lub zastępujemy bożkiem - ułatwieniem. Jak dobrze, że sklepienia Kaplicy Sykstyńskiej nie „wyrzuciła” Michałowi Aniołowi w kilka milisekund wyszukiwarka. Dzisiaj pewnie nie odwiedziłby tego mistycznego miejsca pies ze złamaną nogą, z wyjątkiem służbowej/ obowiązkowej obecności uczestników konklawe.

 

Gdy zabraknie pomysłów, których świat wyczekuje, a potomstwo burz mózgów okaże się pustką lub pustym, mimo że imponującym kształtem/ strukturą/ zapachem opakowaniem, drogi sprawdzone będą czekały, jeśli tylko nie będziemy chcieli nakładać na nie ciężaru naznaczonych ludzką pychą założeń. Te ostatnie dzisiaj uważam za wadę nabytą (bynajmniej wrodzoną) również Sprzedaży. Nie zawsze pik na wykresie jest lepszy w perspektywie czasu/ całego kontekstu od niższego, stałego, dobrego, poprawnego poziomu. Kontekst dostrzega się jednak po zdjęciu z oczu alegorycznych klapek, a to jest często wymagające, czytaj trudniejsze niż podpowiada wspomniany bożek.

 

Póki co, w zaawansowanym wiekiem XXI. wieku, zaczynamy swoją unikalną drogę i rolę od płaczu, bezwiednych i celowanych spojrzeń, gaworzenia, raczkowania, [...]. To podstawy podstaw umiejętności, ale znaczenie ich z wiekiem się nie zestarzeje. Łatwo będą zastępowalne, czasem z wygody, może z lekkomyślności, ale oby zainteresowany (nikt inny) sam i świadomie o tym decydował. Po przeciwnej stronie wyszukanego jest pospolite, po drugiej stronie skomplikowanego odnajdziemy proste, a wolniejsze - nawet jeśli zanegowane przytłaczającą argumentacją powodów i dowodów - nie zawsze będzie gorszym. PS. Co będzie jutro nie mam pojęcia, ale mam jeszcze nadzieję obserwować.

oczko ;)

Różne bywają sytuacje, przewidywalne może zaskoczyć, a ziemniaki potrafią być jadalne. Jako warzywo z oczywistych powodów - uczciwie stając w prawdzie - zaszeregowałbym się do opakowania z napisem "pomidory niedoskonałe". Stwierdzam jednak organoleptycznie, że wyartykułowana wprost wada puszcza do Klienta oczko. Są przepyszne! Różne bywają sytuacje, przewidywalne może zaskoczyć, jest nadzieja i dla mnie ;)

tak rosną słoneczniki

Wyjątkowe, mistyczne, a chociaż dostępne dla ogółu i w pierwszym wrażeniu monotonne przewagą odcieni jednego koloru, w takiej formie doskonałe. Dlaczego pogodziły wymienione cechy, a dodatkowo teoretyczną prostotę z kryjącą jak wszystko inne na Ziemi tajemnicą i bankiem funkcji/ powodów/ znaczeń/ pytań [...] pod płaszczem pozoru? Być może dlatego, że musiały i mogły. Fascynująca jest przyroda wraz z jej fragmentem - człowiekiem, a ten ostatni sam w sobie jest nieodgadnionym (póki co i zanosi się na jeszcze) światem, odzwierciedlającym jednolitość i zgodę w tym co widoczne i zakryte, zarówno dla obserwatorów, jak też samego zainteresowanego. Jeśli odczuwamy potrzebę zastanowienia się nad tym, chociaż chwilę, mamy podobne jak słoneczniki i cała flora oraz fauna opcje. Musimy lub możemy. Przydatne mogą okazać się pokora i milczenie, bo choć nie grają pierwszych skrzypiec w przyrodzie, z jakiejś przyczyny po dziś dzień świat nie ma mocy/ potrzeby ich eliminacji. 

 

Nieskończoność możliwości, w których odnajdujemy relacje (nie tylko międzyludzkie, bo wyrażające się w stosunku do wszystkiego materialnego oraz całej reszty, z którą człowiek obcuje, łącznie z zajmującą obecnie naukę ciemną materią), daje pole działania i zaufania do gatunków (w tym ludzkiego) aż takie, by umożliwić przetrwanie. To bardzo ważne, a może najważniejsze i jest chyba odpowiedzią na większość pytań, z których prawie wszystkich w swoim ograniczeniu nie potrafię sformułować. Widać to gdziekolwiek spojrzymy, chociaż jak wiadomo patrzeć, to nie to samo co widzieć. Nawet jeśli zabrzmi to nietrafnie/ infantylnie/ nie na miejscu, nie szkodzi, ale w tym kontekście uważam, że Sprzedaż również musi lub może - taka jest jej funkcja i chyba wystarczająca (nie z lenistwa czy braku potrzeby, a dlatego, że jest kompletna) definicja. Zarówno w spojrzeniu perspektywicznym wstecz (oceniając własne doświadczenia 25 lat), wprzód (choć nikt nie ma gwarancji, ile ma jeszcze czasu) oraz punktowym (myśląc o ostatnim miesiącu/ tygodniu/ dniu zawodowej pracy). 

 

Ponieważ niechętnie dzisiaj czyta się dłuższe treści myśl kończę niedosytem, a może tak sformułowana jest wystarczająca dlatego, że i jej niechcący wszczepiono zadanie, które po części między słowami poznaliśmy. Musi lub może. Jestem pewny, że przyroda, w tym człowiek zawsze będzie próbować przetrwać, w erach i wiekach rozebranych do codzienności, w zaawansowanej, w skomplikowanej, w uczącej się na błędach niewiedzy, w póki co nieodkrytej, tajemniczej nieustępliwości, by nie pominąć nierozerwalnej symbiozy dumy i skromności. Tak rosną słoneczniki.

ryba w wodzie

Często przechadzam się miastem, w którym aktualnie przebywam, trwa to już sporo lat, a doliczając do podsumowania przemieszczanie się po coś/ za czymś, mniej lub bardziej świadomie i odkąd pamiętam, nie chce wyjść inaczej, jak pół wieku. Obserwuję mody (jak ktoś woli nazwę je trendami), które mają oblicza różne, w skrajnościach odzwierciedlając pożądanie tego, co mają/ czego chcą wszyscy oraz przeciwnie - uosabiając trzymanie się drogi własnej i najlepiej aż do takiego momentu, by była jak najbardziej inną od innych. Dzieje się to wszystko w rzeczywistości, w której mała dziewczynka bardzo chce wyglądać na starszą, a gdy siłami natury już taką się staje, woli jak najdłużej zachować dziewczęcą młodość. Przewrotne? Niekonsekwentne? Trudne? Dziwne? Sprawiedliwiej będzie powiedzieć życiowe.

 

Dekatyzowane dżinsy, znaczki, ćwieki, Walkman, tatuaż, motocykl [...], każdy człowiek w zależności od okoliczności i możliwości zbiera unikalne upodobania podczas życia. Oby najdłuższego i w dobrym zdrowiu. Towarzyszy temu Sprzedaż, od startu do mety czując się w swej roli jak ryba w wodzie (do tego zadania istnieje), zatrudniając na przemian i jednocześnie chwilowe oraz rozciągnięte w czasie zadowolenie, prawdziwe lub złudne poczucie wyższości czy prestiżu, ale też manipulację, przyzwyczajenie, obojętność, ciągły niedosyt i uzależnienie wraz z jej odmianą nałogiem. Nie zabrania z reguły obcować z wolną wolą i rozsądkiem, atutom przypisanym ludzkim charakterom o potencjale z pewnością do końca nieodkrytym. Próbujemy, omijamy, współgramy, unikamy, budujemy, niszczymy, zaczynamy, rezygnujemy, odmawiamy, korzystamy - dużo możliwości i wyborów, a trochę jeszcze mam nadzieję doświadczyć. Często przechadzam się miastem.

dystans

Rozmawiamy czasem, ja i mój umysł. Dowiedziałem się, że potrafi odpoczywać, gdy pracuję i w odwrotnej konfiguracji radzi sobie równie dobrze. Przyznał, że co pewien czas, nie wpisany w żaden z harmonogramów, czuje konieczność opuszczenia głowy, z którą jest od zawsze związany, w tajemnicy przed jej właścicielem wysyłając światu sygnał na kształt "open to work". Miałem co do tego podejrzenia ;) Uzgodniliśmy, że ma moją oficjalną akceptację, ale nie dowiem się nigdy, gdzie jest mu lepiej i kiedy czuje się na swoim miejscu.

promil pokory

Oś czasu podczas mojego istnienia nie mrugnie okiem, tego co robię, o czym myślę nie obejdzie ludzi, ale jestem i mam dzisiaj potrzebę potwierdzenia truizmu, że nic się nie marnuje. Obserwacja przyrody daje sposobność zamyślenia się, choć z reguły do tego nie przymusza, a wynika z tego najczęściej nic, a czasem na tyle trochę, że wystarczy. Szczątki i odchody jednych gospodarowane są przez innych, współistnieją usystematyzowanie i spontaniczność, przekroczenie i wstrzymanie, altruizm i obojętność. Nie ma pustych przestrzeni, bo czy niewypełnione znaczy ułomne? Decyduje los i aktywność, więc odrywamy płatki kwiatów, wyliczając "kocha, nie kocha..." i układamy skrupulatnie plany działań, by otrzymać wyniki raczej częściowe, niż całkowite i dokładnie takie, jak liczyliśmy lub przeciwne, chociaż być może daliśmy promil pokory na wariant jeszcze inny. Nie mogę nie potwierdzić w swoim ograniczonym, ale może choć częściowo odpowiednim postrzeganiu, że piękny jest świat, chociaż perfekcyjnie o tym komunikuje Louis Armstrong. Spróbuję tego nie zepsuć, nawet jeśli oś czasu podczas mojego istnienia nie mrugnie okiem.

esy floresy

Przewijam taśmę pamięci wstecz i nie mogę nie zauważyć, że w Sprzedaży nie zawsze, a właściwie rzadko jest łatwo. Być może dlatego wciąż istnieje, a ja nie czuję się kompetentny, by to zmieniać. Jedyna w miarę bezpieczna droga w górę naznaczona jest zakrętami, które minimalizują różnicę wysokości, wymuszają dostosowanie do warunków, rozwagę w wyborach perspektywicznych, jak obranie kierunku drogi, ale i w reagowaniu/ decyzjach w czasie rzeczywistym, jak ruch/ przeczekanie, wzmożenie aktywności/ odpoczynek, kontynuacja/ zawrócenie, by nie ignorować możliwości drobiazgowej obserwacji otoczenia. Pięknego! Ostatni aspekt wydaje się ważny (choć odsuwany na margines uwagi), jeśli nie chcemy odnieść po fakcie wrażenia, że ktoś nam zabrał najlepsze lata, młodość, życie. Nie wiem, ile jeszcze przede mną kilometrów dróg, setki/ tysiące, ale domyślam się, że będą kręte. Idę.

nie mam pojęcia

Przenikają się fale wywołane w kałuży kroplami deszczu, wzajemnie wzmacniając się i wygaszając wg praw fizyki, chemii, biologii, [...] oraz tego, o czym nie mam pojęcia. O przytłaczającej większości spraw nie wiem, ale przypisana mi ułomność nie przeszkadza zauważyć, że trochę ma wpływ na wszystko, ogół na szczegół, przy czym jednocześnie jest dokładnie odwrotnie i nikt/ nic nie staje się/ nie zostaje bez znaczenia na resztę, nawet jeśli jest to wpływ znikomy. Skutek nie zawsze i nieobowiązkowo ogląda się za przyczyną, podobnie robi dowód z tezą, dokonanie z sugestią, a fakt z domysłem. Dobro/ uczciwość/ solidność, mimo że teoretycznie bardziej społecznie pożądane, w praktyce konkurują z przeciwieństwem tych wartości, również podobnie jak one wzajemnie się wzmacniając lub wygaszając. Współistnieją w zwarciu nauka na błędach z konformizmem, a perspektywa z krótkowzrocznością. Dlaczego? Tłumaczenie ma nie inaczej - odwrotne do siebie odbicie w wodzie. Kruchość i trwałość, unikalność i powtarzalność, chwila i wieczność, […] - co jeszcze można wychwycić z obserwacji kałuży w deszczu, nie mam pojęcia. Nareszcie słońce.

neutrino

To już dwa lata, jak zbiegiem okoliczności powstała jedyna książka pisana przez małe "k". Dlaczego? Obiektywnie nie stało się nic, nie zatrzęsło rynkiem wydawniczym, nie zmieniłem zauważalnie Sprzedaży, choć może w stopniu niezerowym, jak masa neutrino. Zawsze jednak to coś ;) Czas płynie, jestem jeszcze niesprecyzowaną chwilę, a moje spojrzenie na sprawy/ rzeczy/ przestrzenie, których dotykamy przetrwa i myślę, że to dobrze. Dziękuję czytającym za uwagę (serdecznie Was pozdrawiam!), a gdyby ktoś (jeszcze?) czuł potrzebę poznania ważnej części mojego świata, spotkajmy się tam.

 

klik >>> Zawsze będzie dzisiaj

przed Wielkim Sukcesem

Cofam kalendarz o kilka lat, koryguję manewr nieistniejącym potencjometrem do miesięcy, potem precyzyjniej do tygodni i dni, by zobaczyć Maję Chwalińską oraz wielu Sportowców przed Wielkim Sukcesem. Angażują się, determinują scenariusz życia, w tym rozmawiają, śmieją się, kochają - robią dokładnie to, co dzisiaj, bo to ci sami członkowie rodzin/ społeczeństw [...]. Nie ma jedynie przy nich Wielkich Pieniędzy. Jeszcze? Nadszedł czas, że Sponsorzy, oprócz łączenia się kontraktami (co w pełni logiczne) ze Zwycięzcami, zobaczyli sens promocji swoich marek przy Sportowcach losowo, niezależnie od ich miejsca w klasyfikacji, wysuwając tym na pierwszy plan sportowego ducha, samego w sobie godnego podziwu, bo pchającego ludzi do żmudnych treningów, czystej rywalizacji, pośrednio do poprawy zdrowia i dobrostanu rodzin/ społeczeństw [...]. Ale obudziłem się :) PS. Kalendarz ustawiam z powrotem (08.06.2026).

nie wprost

Kilkadziesiąt minut między nastolatkami na seansie ostatniego odcinka internetowego serialu "The Amazing Digital Circus" (nie miałem o nim pojęcia), to doświadczenie niezwykłe i wydaje się dorosłym potrzebne. Nie szkodzi, że byłem najstarszy na sali kinowej, że znacznej części, pewnie tej większej nie zrozumiałem i że wszyscy śmiali się w momentach, w których nie czułem takiej potrzeby. Byłem tę chwilę w świecie, który bezwiednie omijam. Jeśli abstrakcyjne i niemożliwe istnieje, tam jest wszystkiego do kwadratu. Pośród zaskoczeń, braku ograniczeń oraz perfekcji polskiego dubbingu dotknęło mnie ujęcie nad wyraz prawdziwych uczuć i emocji w niełatwych, pogmatwanych relacjach i sytuacjach. Jak najbardziej życiowych. Może w tym szaleństwie o to chodzi, nawet jeśli podaje się sedno nie wprost. Wyciągam z tego doświadczenia poradę - zalecenie przypisane do fabuły tej nierzeczywistej, a jednocześnie na wskroś realnej rzeczywistości. Byle się nie zabstrakcić :)

kłody

Ludzie od zawsze napotykali na swojej drodze kłody, alegoryczne, z niektórymi obcując regularnie, jakby ustawione były celowo w danej chwili życia, inne znajdując w miejscu przeznaczenia losowo, zgodnie z określeniem podrzucone przez los lub za przyczyną innych ludzi. Ci rzucają je/ ustawiają w określonym etapie drogi innych bezwiednie lub intencjonalnie, powodowani troską lub "życzliwością" pisaną w cudzysłowie dlatego, by określić jej przeciwieństwo. Ludzie życzą innym dobrze oraz niekoniecznie - tak było zawsze.

 

Sporo z utrudnień okazuje się po latach potrzebnych i rozwijających, ale też mających wpływ blokujący, uniemożliwiający kontynuację obranych zamierzeń. Ta analiza wymaga jednak prawdy i szczerości, wykluczających pominięcie np. lenistwa, czy zbyt szybką rezygnację z wykonywanych czynności, czy marzeń. Przywołam określenie tzw. słomianego zapału, który podsycany dzisiaj dążeniem do wygody i (nie będę udawał, że tego nie widzę) karmieniem społeczeństwa małowartościową treścią (byle się klikała), ma znaczenie większe, niż się wydaje. Dobrze jeśli w ogóle pojawia się refleksja.

 

Wymagania mają okazję budować mięśnie przetrwania i pobudzać chęć pokonania przeszkód, by w następnym kroku/ ich wielokrotności cieszyć się i żyć rzeczywistością, do której się z trudem dążyło. Szczyty górskie rzadziej zdobywa się z biegu, raczej przygotowując się wg zaleceń w tej czynności doświadczonych. Trudności mogą być równie dobrze z różnych względów - ekonomicznych, społecznych, kulturowych, zdrowotnych [...] - czynnikiem decydującym, bo na tyle znaczącym, że nie do pominięcia. W każdym przypadku, ogólnym w pojęciu społeczeństwa i bardzo indywidualnym w odniesieniu do jednostki decydują o przyszłości.

 

Dzisiaj, w zaawansowanym XXI wieku alegoryczne kłody da się dostrzec w wielu dziedzinach/ branżach, właściwie trudno znaleźć obszar, gdzie ich nie ma. Czas nie zmienił w tej sprawie wiele. Jeśli z tego powodu ludzki gatunek rozwija się lub wręcz dlatego trwa, to przez niektóre z nich nie widzimy twórczości, produktów, a może genialnych wynalazków zakneblowanych i zduszonych w zarodku albo na jakimś etapie ich powstawania, poprzez powód losowy lub dyktowany przywołaną ludzką "życzliwością". Jest sztuka, budownictwo, nauka, sport, między tym wszystkim jest Sprzedaż, w której i mnie nie omijają trudności. Zbyt łatwe rozleniwia, ale drugim końcem tego kija jest brak zapłaty za coś więcej, niż "zysk dzisiaj", zabijając potencjał/ różnorodność, czego dowodzą hałdy szyldów zamkniętych firm oraz płytkość, powierzchowność i wąski obraz potrzeb, które się kreuje i promuje. 

 

Myślę, że dobrze nie zapomnieć o refleksji, potrzebnej wg mnie wielu dziedzinom/ branżom, w tym Sprzedaży. Nazywam to korzystaniem z ławki, która pozwala zatrzymać się podczas drogi. Oby czas, a w nim zmiany i rozwój, prowadzone wg planu bez przeszkód oraz z nimi prowadziły zawsze w dobrą stronę. Ludzie od zawsze napotykali na swojej drodze kłody.

ja dziecko

Dzisiaj się baw, to Twój święty czas. Idziesz za mną, naśladujesz i polegasz na tym, jak pokazuję Ci świat. Ale życzę sobie, bym się kiedyś zaskoczył - jeszcze nie teraz, ale oby tak się stało. Zmieni się większość, jak zawsze, choć również jak zawsze nie wszystko, a Ty będziesz mieć na to unikalny wpływ. Zawsze znaczący. Oby był wyborem dobrym, choć nie zawsze jest doceniany, łatwiejszy i zaszczepiony przez obserwację innych. Mam nadzieję, że Ci go czasem pokazuję, a jeśli nie - przepraszam. Pójdę wówczas za Tobą, polegając na tym, jak pokażesz mi świat. Ale dzisiaj się baw. 

 

Dzień dziecka 2026.

film, którego nie ma

Na stole leżą talerze z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak dawniej. Siadają obok domownicy, co pewien czas goście, a gdyby robić z bocznego ujęcia zdjęcia, wystarczy kilka dziennie i tyle samo losowo co systematycznie, powstałby na przełomie miesięcy/ lat/ dekad film poklatkowy, najbardziej rodzinny z rodzinnych, choć nominacji w takiej kategorii żadna z Gal nie przewidziała. Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, jej bohaterowie pojawiają się i znikają, na chwilę i co pewien czas już na zawsze (w ostatnim przypadku zawsze za wcześnie). Niektórzy rosną, od etapu przebywania na rękach, przez raczkowanie, wchodzenie przy asyście na taboret, po stan już samodzielny prawie i zupełnie, ustępujący w dalszej kolejności miejsca temu z własnym już dzieckiem na kolanach, po latach z kolejnym. Cichym towarzyszem wydarzeń, choć zawsze obecnym jest światło, naturalne z okien i sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz powtarzalny sposób. 

 

Kilka zdjęć na dzień, zmontowane w miesiące/ lata/ dekady dają nad wyraz czytelny i jednocześnie nienachalny obraz zjawisk, których w zwolnieniu - w czasie rzeczywistym - nie sposób wychwycić. Oprócz wzruszeń przeplatanych śmiechem analiza filmu pokazuje, że co rusz przy człowieku pojawiają się przedmioty i sprzęty, z reguły zastępowane kolejnymi, wymienianymi po niedługim czasie na następne, inne lub lekko zmodyfikowane w formie, z dodawanymi do poprzedniej wersji opcjami. Myśl techniczna nie stoi w miejscu, a nawet jak chce skorzystać z wolniejszych obrotów, lejce Sprzedaży wybudzają ją z drzemki. Da się zauważyć, że nowość najczęściej za chwilę nią nie jest, mimo że w użytkowaniu się bynajmniej nie starzeje i spełnia bez zarzutu funkcję założeniową. Ta ostatnia wypierana jest udogodnieniem, ułatwieniem lub potrzebą, której człowiek wcześniej nie odczuwał.  

 

Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, widać jak nie zmienia się w jej kadrach kilka spraw, możliwe w życiu najważniejszych, choć całość ocenia wg siebie obserwujący, w tym czas, który z reguły nie wypowiada się na głos. Bohaterem głównym jest zawsze człowiek, przez miesiące/ lata/ dekady, chociaż zachowuje się, jakby nie przykładał do tego faktu, a wręcz truizmu wagi. Niezmienna pozostaje atmosfera i namacalność więzi między domownikami, czasem są to goście, choć relacje miotane są jak cień powodowany przez światło, naturalne z okien i sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz powtarzalny sposób. Ponieważ zdjęcia milczą, wychodzi na jaw, że słusznie przedkłada się znaczenie czynów nad słowa. Od początku do końca kadrów zachował się stół, na którym leżą talerze z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak dawniej. Zastanawiam się tylko, czy filmu, którego nie ma, nie ma.

mój ci jest!

Dzieje się tak od początku ludzkości, bez względu na to, ile z tego znajdzie odbiór bezpośredni, po czasie, a może nigdy. Tworzy człowiek głową, dłonią, pędzlem, dłutem, piórem, zostawiając po drodze własne myśli, wynalazki, obrazy, rzeźby, zapisane w różnej formie kartki. Być może największym dziełem ludzkości jest sama w sobie zdolność tworzenia, mniej rodzące się dzieła, co nie jest łatwo określić, przynajmniej dla piszącego te słowa. Być może najważniejsze co zostaje (po nas) nie jest materialne, a bardziej zależne od pamięci nam najbliższych. Pamięć i inspiracja, czyż nie na tym zbudowana jest ewolucja?

 

Twórczość trwa dłużej od jej autora i idealnie (choć świat takim nie jest), jakby niezależnie od czasu każde dzieło było dobre, czego życzę tworzącym oraz odbiorcom bezpośrednim i tym nie wprost. Niech dobre jak najczęściej odnajduje urzeczywistnienie w dziele, a to ostatnie - nawet jeśli na co dzień poprzez pośpiech/ roztargnienie ignorowane - wpływa na innych. By w sposób zamierzony lub z przypadku, co pewien czas zauważyć/ usłyszeć czyjąś z nim identyfikację, w niewypowiedzianej, ale praktycznej deklaracji "mój ci jest!" [cyt. Krzyżacy, Henryk Sienkiewicz], w stosunku do książki, obrazu, rzeźby, a może mniej materialnej ludzkiej postawy. Dzieje się tak od początku ludzkości, bez względu na to, ile z tego znajdzie odbiór bezpośredni, po czasie, a może nigdy. 

wały

Potrzebne są wzdłuż rzeki wały, chociaż dobrze, by się nie przydały - tak chciałbym zobrazować pozostającą poza schematami i wyliczeniami prawdę/ zależność, która nie omija również Sprzedaży. Nie wszystko jest i musi być przeliczalne, w szczególności "in plus", zostając przy tym w pełni logiczne, pożądane, a może niezbędne. Cieszę się, że mimo kroków kierowanych codziennie do przodu, wciąż natrafiam gołą stopą ludzkiej pychy na klocek, potwierdzający znaczenie pokory. Ta ostatnia ma się dobrze, mimo że mniej krzyczy i mam nadzieję, że tak będzie zawsze.

np. tydzień

Potrafi się człowiek rozmarzyć. Przechadzając się między budynkami w jednym z większych miast w kraju widzę sporo nowych logotypów, wymyślnych w formie, świadczących w większości o rynkowej potrzebie miejsc odpoczynku. Kiedyś mówiliśmy relaks, dzisiaj określimy go jako chill, czy jeszcze inaczej - wytchnienie potrzebne jest każdemu, choć nie wszyscy mają (nigdy nie mieli) przynajmniej zbliżone w tym względzie możliwości. Kierując kroki - tyle samo skoordynowane co nieplanowane - nie umiem nie zauważyć też, że wiele szyldów marek mających swój złoty czas na przestrzeni lat zniknęło, a kryły za sobą (nie inaczej jak dzisiaj) historię dla kogoś ważną/ najważniejszą, w tym plany, marzenia konkretnych ludzi, rodzin, może pokoleń. 

 

Kontynuując wątek marzeń myślę, że gdyby w sposób zorganizowany, chociaż bardziej oddolny niż narzucony i na czas mocno ograniczony, np. tydzień, zacząć kupować/ korzystać z usług jak nigdy (bo w innym znaczeniu tego słowa) świadomie, w ujęciu szerszym niż własny interes, czy doraźne, krótkowzroczne ułatwienie, może udałoby się zwrócić uwagę na to, co znika powoli, a jest potrzebne i niezmiennie dobre. Być może przedłużyłoby to lub zmieniło na lepsze bieg historii czyjejś firmy, pasji, związanej z nią nadziei, dając nowy oddech, mający znaczenie tylko i aż takie, jak praca niezmęczonych rąk podczas wiosłowania. Wielkie (nie górnolotne!) to słowa, ale wpłynęlibyśmy na czyjeś (a w tym po części własne) życie w sposób nieobowiązkowy, ale przecież możliwy i kto wie, może podobnego spojrzenia będziemy potrzebować za lat x, gdy dzisiejszy TOP zredukują do zbędnego marginesu.

 

Gdyby tak zrobić nieobowiązkowo, ale jeśli już, to konsekwentnie, Sprzedaż nie ucierpiałaby, przepływ pieniądza miałby się dobrze (bynajmniej by nie ustał, bo nigdy tak się nie dzieje) i być może na ten czas mocno ograniczony, np. tydzień, ważniejsze okazałyby się inne wartości od zwykle dostrzeganych, promowanych, sprzedawanych w priorytecie uwagi jako tzw. must have. Bo nie mam poczucia, że człowiek zawsze wybiera dobrze i odwrotnie - mam pewność, że niekoniecznie dokonuje refleksji skutków własnych czynów (niektóre z nich są nieodwracalne).

 

Nie mam pojęcia, ile czasu jeszcze będzie mi dane obserwować po swojemu Sprzedaż, żyć w niej tak jak dzieje się to do tej pory, ale będę miał w pamięci dzisiejszą myśl. Skonfrontuję ją z tym co nadejdzie, a że niejednokrotnie los w różnym kontekście mnie zaskoczył pozytywnie i jako że pewności zdarzeń nie ma nigdy, przejdę się między budynkami z ciekawością. Potrafi się człowiek rozmarzyć.

na zawsze

Zamykając oczy mamy możliwość powrotu do chwil/ dni/ lat minionych, póki działa pamięć. Być może ktoś blisko nas robi podobnie, o czym nie wiemy - nie wszystko co ważne głośno krzyczy. Całkiem możliwe, że część czyichś wspomnień jest z naszymi wspólnych, mimo że odbieranych mocno indywidualnie, subiektywnymi aparatami odczuć. Co przyniesie jutro nie wiem, tego nikt nie wie, choć jeśli zostawię oczy zamknięte, mogę marzyć. Mam nadzieję, że znowu odbierzemy świat świadomie i w tym samym stopniu indywidualnie, co razem. Przez chwile/ dni/ lata, póki oczy nie zostaną w tej postaci na zawsze.

 

PS. Myśl sprecyzowana, choć do nienarzuconej interpretacji. Bez względu na stan, status, wszystko.

zysk zmarnowany

Idę czasem w mniej uczęszczane miejsce, nie wszystko jest w wyszukiwarce jeszcze i być może taki stan - jakkolwiek to zabrzmi i nawet z przyczyn zamierzonych - nie nastąpi nigdy. Pozorna strata czasu i złudna pewność sukcesu, którą podprogowo podpowiada "zapracowana" w harmonogramie godzina lubi przerodzić się w zysk, w postaci pomysłu zielonego i tak nieudeptanego, że ostatnie ślady dawno przykrył pył. Niespodzianka pociąga za sobą ciąg dalszy, by niechcący spodziewaną stratę zamienić w jej przeciwieństwo, przy okazji stwarzając wrażenie/ wniosek, że szkoda by było nie zmarnotrawić dzisiaj czasu. Cofając go z pewnością postąpiłbym tak samo. Przerwany znienacka rytuał czynności to niepewność, ale i ciekawość owoców, których szkoda nie próbować szukać i zebrać. Wrócę tu jeszcze, choć pewnie pójdę w inne miejsce, ale zrobię to. W codzienności Sprzedaży zyski i straty lubią zamieniać się rolami.

decyzja

Na kartce w kratkę ukryte są linie, pod nimi arkusz już czysty. Odjąć czy dodać, decyzja otwarta, a co się finalnie okaże, czas pokaże. 

?talent show!

Dobrze wykorzystać prąd rzeki, trendy, popularne i sprawdzone przez innych drogi, choć warto zostawić sobie miejsce na refleksję, a może przestrzeń na działanie, by spróbować wejść w mniej uczęszczany szlak, w efekcie (kto wie?) ubogacić ludzkość własnym wkładem twórczości, czy wizją [...] (uzupełnić indywidualnie), nawet jeśli coś wydaje się nieśmiałą utopią z tzw. innej bajki, niepopularnej lub zupełnie nieznanej. Nie ma gwarancji, że pogląd, czy pomysł + sposób jego realizacji, nawet jeśli dzisiaj na pozór niepotrzebne, nie staną się ziarnem/ inspiracją dającymi początek dobrym/ potrzebnym owocom na przyszłość. Póki co klaszczemy jak każą, choć brzmi to mocno i obciążająco.

 

Oglądając kolejne na przestrzeni lat wersje tzw. talent show, choć dzieje się to już coraz rzadziej, nie umiem odgonić od siebie znaków zapytania (czasem wykrzykników), że po pierwsze nie wszyscy mają możliwość udziału w tego typu produkcjach (proszę zaprzeczyć, jeśli się mylę), po drugie jurorzy, nawet jeśli z tzw. branży, nigdy nie są nieomylni, raczej patrzący przez filtr z definicji ograniczonych doświadczeń i (nie ukrywajmy) również kompetencji oraz w atmosferze pokusy priorytetu promocji własnej osoby. Znów proszę o argumenty przeciw, bo choć nie dzieje się tak zawsze, to zauważalnie, co jest prawdopodobnie przyczyną, że rezygnuję z oglądania takich programów i stąd znaki zapytania (czasem wykrzykniki), których ciężko mi się wyzbyć, bo przebijają warstwy nakładanej na wierzch farby, jakby były napisane woskiem.

 

Warto mieć świadomość, że z perspektywy sceny (wykonawcy), odbiorcy (jurora i widza, w tym mnie) oraz reszty świata, której kompletnie to nie zajmuje, a trwa, odbywa się niedoskonała selekcja z niekompletnego materiału (proszę wybaczyć techniczne określenie), co ma przełożenie (stety/ niestety - niepotrzebne skreślić) na sposób kreowania oraz wykonywania twórczości przez następców. To teza ważniejsza, niż się pozornie wydaje - ludzie korzystają z tego co utorowane, teoretycznie łatwiejsze i (przede wszystkim) za co świat płaci, bo jeśli zrobię podobnie, prawdopodobnie zaklaszczą i mi. Wstrzymajmy się jednak, gdy wskażą tablicę z napisem APLAUZ, chociaż na ułamek sekundy, by nikt się nie zorientował, ale by uszanować własne zdanie oraz nieeksponowany talent ludzi, których z różnych powodów na scenach nie widzimy.

 

Istnieje potencjał nieodkryty, trochę jak ciemna materia we wszechświecie, o której niewiele, a może prawie nic nie wiemy. Talent show prezentuje imponującą, inspirującą i potrzebną światu część prawdy, bardziej mniejszą niż większą, odsianą w soczewce oczu wybranych wg obarczonego błędem klucza oceniających. Porównania do innych nie są jedynie słuszną drogą w tworzeniu, opłacalność (dzisiaj) nie reprezentuje w pełni prawdy o wartości, decyzja jurorów nie wyklucza odmiennych poglądów, a ocena [imię i nazwisko każdego człowieka z osobna], mimo że nie zawsze eksponowana, zawsze ma znaczenie.

dzień po - dzień przed

Potrzebujemy spektakularnych akcji i zbiórek, niezbędnych dlatego, że wskazujących palcem konkretną potrzebę, często nieświadomym, uśpionym w czujności lub zobojętniałym ludziom. Potrzebujemy jednoczenia społeczności w dobrym, a takie działania są jednym (nie jedynym) ze skutecznych sposobów. Nie przysłaniają one, nie konkurują w żadnym stopniu i bynajmniej nie wykluczają innych czynów zrodzonych z dobrych intencji, trwających w tym samym czasie, nieustannie i znów bez względu na to, czy mamy tego świadomość. Jeśli ktoś myśli inaczej lub deprecjonuje jedno dobro w konfrontacji z drugim, nie rozumie jego istoty lub robi to celowo, działając na korzyść jego przeciwieństwa, a ta z pozoru niewielka ilość trucizny potrafi zgodnie z przeznaczeniem zatruwać lub jak robak toczyć skrzynię pełną owoców. Dobro jest wartością, którą nie można się przejeść. Jego nadmiar nie istnieje, w przeciwieństwie do pokusy dotyczącej bez wyjątku wszystkich, w tym piszącego te słowa - usprawiedliwiania znieczulonego być może sumienia incydentalnym zdarzeniem. Pomogłem, jestem najlepszy i od wszelkiej odpowiedzialności czysty. Dobro nie wraca, jak w popularnym haśle, ono wciąż jest, bo nigdy się nie wyniosło, jedynie człowiek nie zawsze wybiera akurat je spośród szeregu możliwości. Dobro się dobrze starzeje, paradoksalnie będąc wiecznie młodym, trochę jak twórczość/ całokształt grupy Stare Dobre Małżeństwo oraz alegoria ludzkiej postawy pod postacią kobiety z powyższego zdjęcia. Dobro też poza bezpośrednio przeznaczonym zadaniem inspiruje innych do podobnych czynów, wielkich i mniejszych, wszystkich równie potrzebnych, a nawet jeśli tak się nie dzieje, już samo to jest ważne, że dobro nie jest złem. To najważniejsze z kilku zdań, które piszę. Wyrażam szacunek dla człowieka przyczyniającego się do dobra, przeliczalnego na złotówki oraz niemożliwego do wyrażenia walutą. Każda postać żaru zapoczątkowanego w intencji dobrej nie powinna gasnąć, niech ciąg dalszy nastąpi. 27.04.2026 - dzień po zbiórce „cancerfighters”. Dzień przed […].

moja droga

Jestem sumą dwóch zbiorów - wad i zalet, w kolejności dużego i znacznie mniejszego. Dobrze jednak, że przy mojej drodze są ławki, które pozwalają się zatrzymać. 

jutro

Nie ma większego znaczenia, ile czasu zajmuję się Sprzedażą, musiałbym przede wszystkim wiedzieć, od jakiego momentu liczyć, a to wbrew pozorom nie takie oczywiste. Wystarczy, że kalendarz wie. Upływ czasu nie wpływa jednak na erozję poglądu, który wyrobiłem sobie dość dawno, jednocześnie precyzyjnego i w pełnej ogólności - nie da się Sprzedaży poznać w pełni, choć jeśli ktoś uważa inaczej, rozumiem i szanuję. Moje zdanie utwierdzają powtarzalne i wciąż nowe doświadczenia, na które czekam, pokrywając się bardziej niż mniej trafnie z przesłaniem śpiewu Zdzisławy Sośnickiej. Ciąg dalszy jutro.

 

[...] Uczymy się żyć, bez końca, bez początku. 
Uczymy się żyć, razem.
Uczymy się żyć, na drogę, kilka wątków.
Uczymy się żyć, dalej. [...]

imponderabilia

Za chwilę mija 10 lat, jak Wojciech Młynarski opublikował wiersz pt. Niewielkie słowo "przyzwoitość". Nie wymaga komentarza, choć warto go w sobie przemilczeć. Przeważnie odnoszę się tutaj do Sprzedaży, ale przesłanie wiersza i jej nie omija. Dotyczy wszystkiego co widzę obracając się o 360 stopni.

 

„Rozglądam się po mej Ojczyźnie

i myślę, szczerze zasmucony,

że przydałby się dziś polszczyźnie

Słownik Wyrazów Zaginionych.

Słownik słów niegdyś znanych blisko,

które umknęły nam z języka,

bo nazywają te zjawiska,

których się raczej nie spotyka.

Więc gdyby ktoś zapytał mnie,

słów takich wskazałbym obfitość,

a głównie na literę "Pe"

- niewielkie słowo "Przyzwoitość".

Znaczyło słowo to niemało,

kanaliom krzyżowało szyki,

aż wzięło i wyparowało

z kultury, nauki, polityki.

Dlatego warto by pamięcią

w dość nieodległą przeszłość pobiec,

gdzie na historii znikł zakręcie

tak zwany przyzwoity człowiek.

Przypomnieć chcę na parę chwil ja,

jak to ten człowiek w desperacji

swą wiarę w imponderabilia

skrył na wewnętrznej emigracji.

Chcę wspomnieć, co ten człowiek kochał,

budząc w cwaniaczkach śmiech i litość,

a wtedy się przypomni trochę

niewielkie słowo - "Przyzwoitość".”

 

[Wojciech Młynarski]

 

PS. Poniżej jedna z interpretacji muzycznych wiersza, wg geniuszu Seweryna Krajewskiego.

 

Przyzwoitość - Seweryn Krajewski

towarzysze NAJ

Z racji nazwiska doskonale pamiętam ze szkolnych lat uczucie podczas typowania przez nauczyciela osób do odpowiedzi, z pomocą dziennika, a ściślej - listy uczniów należących do klasy. Z oczywistych względów nie posiadałem zegarka mierzącego puls, raczej przymierzałem się pragnieniami do walkmana, ale wynik pomiaru byłby myślę za każdym razem zbliżony do końcowych wskazań próby wysiłkowej. Teoretyczny los, który praktyka korygowała ludzką naturą sprawiał, że z reguły jako ostatni na liście w dzienniku, podobnie jak ten pierwszy, czy mniej więcej w środku, częściej trafiałem do tablicy, niż pozostali tzw. towarzysze doli. Pech to nie był, bynajmniej, raczej nazwałbym z dzisiejszej perspektywy owo powtarzalne zjawisko ułomnością myślenia lub wygodą, podyktowaną być może dobrą wolą, podpowiadającą z jakiegoś powodu, że tak jest najsprawiedliwiej, więc najlepiej. Inny mam jednak odbiór sytuacji, jako trafiony – zatopiony, ostatni w dzienniku uczeń, przynajmniej w mojej pamięci układa się ona na kształt wydeptanych w kamiennej posadzce śladów stóp, pozostałych po ćwiczeniach adeptów Klasztoru Shaolin, okraszających systematyczny trening krzykiem, uderzając przy tym nogami w ziemię wg zaplanowanej instrukcji, bynajmniej losowo. 

 

Oddalając się na osi czasu kilkadziesiąt lat do przodu dostrzegam i słyszę, po raz kolejny powielany wg mnie bez namysłu, choć być może również podyktowany dobrą wolą wzorzec, że tylko największy/ najszybszy/ najskuteczniejszy [...], który określę osobowo NAJ, jest godny publicznego zauważenia, docenienia i pożądanego społecznie piedestału, wg czyjejś oceny w trakcie lub po, z pominięciem większości tzw. towarzyszy mrówczej pracy. Przeważnie ta ostatnia przyczynia się zawsze do sukcesu i dobrobytu ogółu, choć każdy ma prawo do innego zdania. Nie zauważam w pozostałej poza NAJ przestrzeni marnotrawstwa, dalekie jest od ideału mojego wyobrażenia to, co zauważam w różnych miejscach, choć i mnie nie omija ludzka ułomność i wygoda. Więcej niż mniej przypadków byłem/ jestem w życiu alegoryczną mrówką, to stan bynajmniej nieludzki, niepotrzebny albo niepożądany, bo czy w kopcu są wyłącznie Królowe (wielkie K z szacunku)? Może niech radzą sobie same.

 

Czasem trudniej zaakceptować oczywiste, choć może dla uczciwości warto nie zapomnieć, że wszyscy mają znaczenie i należne sobie, niezbędne miejsce. Uważam tak bynajmniej z racji nazwiska, plasującego mnie przeważnie w dolnych partiach każdej z list, ale dlatego że żyję i odczuwam świadomie, czasem jako ten Naj, innym razem jako tzw. towarzysz mrówczej doli. Mając świadomość, że nie mam szans na jeszcze raz tyle lat przede mną co za mną, projektuję w myślach, skorygowane osobistą ułomnością, którą zabiorę ze sobą, własne scenariusze wydarzeń, że nie tak musi lub powinno to wyglądać. PS. Niektóre myśli dojrzewają dłużej, ta znalazła swój finał (być może początek) w formie spisanej 14 kwietnia 2026.

piętra

Patrząc z trzeciego piętra w dół na ogródek gastronomiczny obserwuję, jak wychodzi na zewnątrz, zapraszając do stolików głodnych i spragnionych cienia parasola, gotowego jednakowo na słońce i deszcz. W innej porze roku w tym samym miejscu wyczekuje klienta wewnątrz, z pozoru tylko od niechcenia, w rzeczywistości równie aktywnie, proponując pobudzające pracę wyobraźni i żołądka menu, gotowa przyjąć stęsknionych ciepła, wchodzących do środka na chwilę dłuższą lub krótszą, byle skuteczną. Dobrze was gościć, czujcie się jak u siebie, a przyjdziecie kiedyś jeszcze? Póki będę. Sprzedaż potrzebuje ruchu, choć trwa też w spoczynku, podobnie jak dopasowania do zmian, nie mniej niż używanej latami stałości i zakotwiczenia. Umie wypłynąć na ryzykowną odległość, zostawiając zwykle możliwość powrotu, próbuje nieznanego nie wyrzekając się sprawdzonego, korzysta z walorów przeciwności, jak słońce/ cień, ciepło/ chłód, cisza/ gwar, w których równie sprawnie biegnie, co przeczekuje, poddaje się i wytrzymuje. Wczoraj zaskoczyła mnie z niespodziewanej strony, o czym przemilczę i - bez znaczenia, czy z perspektywy trzeciego piętra, z chodnika lub skąd przyjdzie mi obserwować jeszcze - cieszę się, że jest o czym.

ja sam

Nie wiem, czym byłyby piosenki Ani Dąbrowskiej, wyróżniające się w mojej percepcji spośród innych, bez genialnej gry jej zespołu. Nie wiem też, czy i jak dyrygent może realizować siebie/ swoją twórczość bez muzyków, podobnie jak odwrotnie - ile pojedynczych talentów w orkiestrze nie miałoby siły przebicia/ szansy urzeczywistnienia, gdyby nie odwrócony tyłem do słuchających człowiek z batutą. Prawda jest jednak taka, zwrotem "nie wiem" zastąpiłem jego przeciwieństwo. Doskonale wiem, że dzieło jednostki może istnieć samodzielnie, choć najczęściej pojawia się dzięki sumie różnorakiego wkładu/ zaangażowania innych. W stadzie mrówek każda ma niezbędne zadanie i jest - chyba trochę paradoksalnie - możliwym do zastąpienia elementem niezastąpionym. Zawiłe to zdanie, a na wskroś proste (przypadkiem też zgraniem orkiestry dość wiernie można odzwierciedlić znaczenie pojedynczej mrówki dla ogółu). W mnogości osobników jednak łatwo zapomnieć o jednostce, dopóki solista nie wysypie się w swojej wyćwiczonej frazie, którą z jakiegoś powodu słychać w fałszu bardziej, niż w perfekcji lub los jakimś zdarzeniem dokona weryfikacji. Kromka chleba w zależności od okoliczności stanowi posiłek "tylko" lub "aż", a docenić jej znaczenie w czasie dostatku nie jest sprawą trudną, choć w praktyce niełatwą. Wychwytuję charakterystyczny śpiew/ charyzmatyczny głos wspominanej na początku wokalistki, ale zasługi za nośność przeboju rozkładam na więcej części. Sprawiedliwie? Podziwiam w filharmonii ogół i szczegół, łącznie z planem oraz wykończeniem budynku, bo wszystko ma rolę cząstkową, wysunięte na pierwszy plan oraz tło, niezależnie od tego, czemu poświęcamy większą/ mniejszą uwagę. Jeśli na wczesnym etapie rozwoju człowieka w większości przypadków przychodzi moment na "mamo, ja sam", wypada się cieszyć, choć i nie zapomnieć o ręce, która asekuruje i puszcza. Kończąc myśl ustawiam się w tle, ustępując miejsca na osobiste zdanie czytających. Wracam też do zwrotu użytego na początku. Nie wiem.

co tam, panie

O ile Sprzedaż jest zjawiskiem/ czynnością/ funkcją z kategorii ważnych, co potwierdzam i w czym funkcjonuję ćwierć wieku, nie staje w opozycji i konfrontacji do innej, również ważnej części bytowania człowieka. Niezbędnej stale, a przynajmniej co pewien czas. Przywołując sugestię nauczycieli z podstawówki, by wstać na chwilę od pilności zajęć przy biurku i powkręcać dłońmi żarówki, wracam do potrzeby dystansu, bo pozwala zobaczyć/ zorientować się, że być może któryś z balonów napompowano zbyt mocno. Kto wie, może uda się dzięki jednej/ kolejnej chwili odłożenia kredek na bok zatrzymać niebezpieczny przyrost wielkości jednego z nich, przywracając mu rozmiar bezpieczny, z jakiegoś powodu dyktowany ograniczeniami. Dzisiaj, a potem jeszcze w bliżej nieokreślonym czasie zamiast "kup teraz" powiem sobie/ Klientowi "zrób to, kiedy chcesz albo wcale", przymknę oko na tzw. społeczny dowód słuszności podpierając się własnym odczuciem, a hasło "2 w cenie 1" zamienię na "dwa razy się wstrzymaj, a i tak przeżyjesz". Sprzedaż sobie poradzi, a może nawet będzie dzięki temu silniejsza, czego się spodziewam na granicy pewności, mimo że jestem sprzedawcą/ człowiekiem skromnym. Podlewanie ogrodu też musi być planowane mądrze, raczej systematyczne, nie bezustanne, chyba że tak naprawdę nam na nim nie zależy. Muzykę stanowią dźwięki uzupełniane pauzami, proces oddychania napędzają wdech i wydech, poważne nie konkuruje z poczuciem humoru, raczej tworząc symbiozę, a raport sprzedażowy w brzmieniu "co tam, panie" ma moją pełną akceptację dzisiaj i nie tylko, jako równoprawne rodzeństwo mniejszych/ większych kwot. O ile Sprzedaż jest zjawiskiem/ czynnością/ funkcją z kategorii ważnych.