Jeśli usłyszę pytanie
na kształt "chwalisz się, czy żalisz", wyprzedzam i rozczarowuję -
ani jedno, ani drugie. Odkąd kilkanaście lat temu pierwszy raz przyłożyłem
długopis do kartki papieru (precyzując - były to palce na klawiaturze),
postanowiłem nie schodzić z obranej ścieżki, chociaż oglądając się za siebie
widzę najczęściej wyłącznie swoje ślady. Tak zostanie, niezależnie od tego, że
nie spasowałem się z zaleceniami technologicznych wzorców. W tym kontekście i
sytuacji każde zainteresowanie tym, co mam do przekazania jest dla mnie
zaskoczeniem, a jeśli zajmuję czyjąś uwagę i czas, co jest pochodną niezależnej
ode mnie, czyjejś autonomicznej decyzji, doceniam i cieszę się jak
najskromniejszą oazą pośrodku pustyni. Być może miałem zostać jadłodajnią z szyldem
(bez hasztagu), z jednym stolikiem i jednym krzesłem, wydająca tylko kilka
porcji na miesiąc z Menu rozbudowanego do jednej, dwóch, może trzech propozycji
- nie umiem określić. Wciąż otwartą, a mistrza kuchni znam osobiście :)
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
otwarte
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
dziękuję za komentarz