Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
Doradcy
majstersztyk w kilku warstwach
źródło: youtube.pl
szybko, szybko
[Pod koniec tego krótkiego zbioru
myśli zadam pytanie. Czy jest ważne zostawiam subiektywnej ocenie]
Szybko, szybko, tylko dlaczego, a
może dla kogo i czy tak jest na pewno lepiej. Nie chcę włożyć widelca w
gniazdko, ale zadać poniższe pytanie „dlaczego” mogę, więc pytam.
dlaczego?
Dlaczego eliminacja do znanego
teleturnieju z milionową (lub niższą) wygraną polega w dużej mierze na najkrótszym
czasie odpowiedzi, więc te choćby identycznie poprawne przesiewane są przez
szybkość ich oddania. Co z tymi ludźmi, którzy myślą nieco wolniej, a może
zupełnie wolniej lub blokuje ich pośpiech. Dlaczego wolniej znaczy gorzej. Wg
mnie nie znaczy gorzej, co potwierdza nawet sam wcześniejszy "juror
oceniający", bo sam teleturniej, gdyż w dalszej jego części czas nie gra
"pierwszych skrzypiec" i nie trzeba śpieszyć się z typowaniem
odpowiedzi. Czyż musimy być zdani na mądrość ludzi szybko myślących? Może
są tacy, którzy woleliby, aby kierowała światem Mądrość, a nie szybka Mądrość.
Możliwe, że Czytelniku zauważyłeś
użycie stwierdzenia "pierwszych skrzypiec". Celowo jego używam, gdyż
proponuję posłuchać kilku utworów granych przez same „pierwsze skrzypce” oraz
tych samych dzieł odgrywanych przez „pierwsze skrzypce" w harmonijnym już
towarzystwie reszty/ pełnego składu orkiestry symfonicznej. Wystarczy wsłuchać
się w ścieżki dźwiękowe nieodżałowanego Ennio Morricone, czy Hansa Zimmera, w
których muzyczny temat przewodni jest niesiony dziesiątkami/ setką instrumentów
będących w całości niczym ściółka i runo leśne dla grzybni wspomnianego
głównego wątku na pięciolinii, a może i poza nią. Tak właśnie, Muzyka jest
wg mnie póki co do końca nieodgadniona. Wspomniane skrzypce wymagają czasu i z
dużą pewnością stwierdzam, że nie da się szybko nauczyć grać na nich na dobrym
poziomie, bo dopiero poświęcony im czas wydobędzie przeszywający serce dźwięk i
proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, że ten akurat instrument wymaga oprócz
czasu nietuzinkowego słuchu z braku tzw. "progów" oraz konieczności
„dociągnięcia” dźwięku palcem. Brak "progów" w skrzypcach jest zaletą,
ponieważ oznacza brak narzucania odgórnie reguł dla tego instrumentu oraz
zostawienie swobody/ dowolności pola działania talentu Muzyka. Skoro
wspominam talent, wspomagając go pracą i poświęceniem czasu (nie szybko, szybko)
okaże się, że na pile do drzewa z marketu (również bez "progów")
można trafiać celniej w dźwięki, niż na zaawansowanym i nafaszerowanym
elektroniką instrumencie wspomaganym harmonizerami. Talent się obroni, choć
zawsze wymaga zaangażowania, konsekwencji, poświęcenia czasu, a tym samym zignorowania
wszędzie dziś hołdowanego pośpiechu.
Mądrość vs. szybka
Mądrość
Może znajdą się tacy, którzy
woleliby, aby kierowała światem Mądrość, a nie szybka Mądrość. Wolniej nie
znaczy gorzej podobnie jak nie zawsze "kto pierwszy, ten lepszy" i
choć powiedzenia takie funkcjonują, to ten pierwszy na polu minowym raczej nie
ma lepiej od tego idącego za nim. Podobnie większe szanse na znalezisko życia
ma nie ten poławiacz pereł, który wypłynie pierwszy z braku powietrza w
płucach, a ten, który wytrzyma pod wodą dłużej. Idąc dalej, czyż pierwsza
miłość jest lepsza od tej jedynej? Przecież to niekoniecznie to samo, choć
bardzo często tak jest. I niech tak zostanie, bo może są tacy, którzy woleliby,
aby kierowała światem Mądrość, a nie szybka Mądrość. Popatrzmy na słonie,
na ich sposób bycia i życia, w którym to pośpiech i mądrość nie są
nierozdzielnymi bliźniakami syjamskimi. Z całą pewnością szybkość nie gra w
życiu słoni tzw. "pierwszych skrzypiec". I niech tak zostanie. Podobnie
pierwszy w branży na rynku ma lepiej/ łatwiej tylko w teorii. Mimo że jest
marką pierwszego wyboru okupione jest to koniecznością ciągłego "trzymania
ręki na pulsie", testowania, wdrażania innowacyjności, inwestowania
finansów, czasu i ryzyka oraz codziennego przedzierania się przez nieprzebyte
przez innych w branży chaszcze.
Wracam do pytania, które zapowiedziałem
na początku. Tekst napisałem w okolicach Wszystkich Świętych, więc pozwolę
zadać pytanie wszystkim, a szczególnie tym w „wiecznym pośpiechu” - czy lepiej
zakończyć życie szybciej, czy może jednak później? Odpowiedź nie jest
jednoznaczna jak się spodziewam i choć o swoje miejsce upomina się jak zawsze „wyświechtane”
przez świat i modne stwierdzenie "im szybciej, tym lepiej", zostawiam
mu jego należną przestrzeń, ale w miarę rozsądku i Mądrości. Mądrości bez kategoryzacji
"szybkiej". PS. Mała uwaga autora kończącego się właśnie tekstu
(dziękuję za cierpliwość i poświęcony czas). Istnieje szczególne
"szybko", którego zastosowanie sugeruję. By szybko zawsze starać się Mądrości
oddać "pierwsze skrzypce".
Księga Rybaka
Łowił rybak ryby z zamiłowania przez lata i co złowił przeznaczał na
wyżywienie rodziny, a co pozostało sprzedawał na targowisku. Nie zawsze dużo
udało się wyciągnąć z wody, jak to w przyrodzie, więc bywały dni, w
których spławik drgnął jedynie trącany kroplami deszczu, a sieci wyciągnięte z
wody ociekały prawie puste. Zdarzały się jednak i dni obfite, dzięki czemu
rybak i jego rodzina nigdy nie czuli głodu. Mijał czas w rybackiej rodzinie
spokojnie i dość przewidywalnie, podobnie jak u ich rybackich sąsiadów
mieszkających tu od pokoleń. Mieszkańców miasta łączyła pasja do rybołówstwa
oraz wszechobecny zapach ryb, który nie tyle spowszechniał w okolicy, czy nawet
przestał przeszkadzać, co dało się go wręcz na swój sposób pokochać.
Wprowadził rybak pewnego roku Księgę Rybaka,
którą wypatrzył i zakupił na targach rybołówstwa. Księga była nadzwyczaj prosta
w obsłudze, z jedną zaledwie tabelą zawierającą ilość złowionych ryb, dzień,
miesiąc, rok. "Niech tam, co szkodzi spróbować", pomyślał
rybak i postanowił zastosować Księgę na próbę na jeden rok, z którego zrobiło
się pięć lat, w czasie których wypełniał tabelę sumiennie, oczywiście nie
nazbyt, bo zużył na ten cel zaledwie dwa wkłady do długopisu. Podsumowując po
raz kolejny tzw. połów roczny zaobserwował rybak pewną zależność, bo
porównywane liczby okazywały się zbliżone do siebie wartością, oczywiście z
małymi wahnięciami, jak to w przyrodzie. Rodzina natomiast oraz
sąsiedzi rybaka dostrzegli coś, czego on sam nie widział, albo nie chciał się
do tego przyznać. Z czasem pojawiło się zjawisko nerwowości, bezsenności i
martwienia się o jutrzejszy połów, czego wcześniej u rybaka nie
obserwowano. Przecież przez lata zarówno on, jak i jego rodzina, nigdy nie
czuli głodu. Schowała się też w cień, mimo że była wyjątkowo silna,
dotychczasowa pasja rybaka do ryb i zamiłowanie do zwyczajnego patrzenia na
wodę. To natomiast już od najmłodszych lat życia rybaka wydawało się mało
prawdopodobne.
Łowił rybak ryby dalej przez lata i co złowił
przeznaczał na wyżywienie rodziny, a co pozostało sprzedawał na targowisku. Nie
zawsze dużo udało się wyciągnąć z wody, jak to w przyrodzie, więc bywały
dni, w których spławik drgnął jedynie trącany kroplami deszczu, a sieci
wyciągnięte z wody ociekały prawie puste. Zdarzały się jednak i dni obfite,
dzięki temu rybak i jego rodzina nigdy nie czuli głodu. Z czasem Księga Rybaka
została wypełniona do ostatniej strony, skutkiem czego nie było gdzie kontynuować
uzupełniania efektów codziennego połowu. Po pewnym czasie wrócił spokojny sen
oraz chęć milczącego patrzenia na wodę. Równie milcząca, bo niewypowiedziana
była wdzięczność małżonki rybaka, że Księgę wypełniono niezmazywalnym
długopisem, a nie ołówkiem. Bezpowrotnie?
Mijał czas w rybackiej rodzinie spokojnie i dość przewidywalnie, podobnie jak u ich rybackich sąsiadów mieszkających tu od pokoleń. Mieszkańców miasta łączyła pasja do rybołówstwa oraz wszechobecny zapach ryb, który nie tyle spowszechniał w okolicy, czy nawet przestał przeszkadzać, co dało się go wręcz na swój sposób pokochać.
"Zero"
Ponieważ
"Zeru" nie można przeznaczyć krótkiej wzmianki, bo uważam sprawą
trzeba się zająć szczegółowiej, potraktuję je podmiotowo. Moje spojrzenie
na „Zero” i związane z nim rzeczy ważne, nieco z przymrużeniem oka postanowiłem
zilustrować zdjęciem pięknej kobiety i mężczyzny w koszuli, a cierpliwy
czytelnik (z góry dziękuję) dowie się dlaczego. Zero jest ważniejsze,
niż się powszechnie wydaje. Ma swój wkład w wielu płaszczyznach życia,
zasługując na uwagę nie tylko z punktu widzenia matematyki, czy geometrii
wykreślnej, w której to ono jest punktem na osi rozdzielającym cześć ujemną od
dodatniej, jak i nie wyłącznie z perspektywy szerokiego zastosowania w
przedmiotach humanistycznych i ścisłych, ale także z punktu widzenia Sprzedaży.
Dlatego ode mnie szczególne pod tym kątem spojrzenie. Z pasji do tej
ostatniej.
O Zerze
można jednak powiedzieć więcej, bo Zero to wcale nie
"zero". Nie jest niczym. Zero może być liczbą, cyfrą, symbolem,
alegoryczną przenośnią. Podbiło kiedyś listę przebojów dzięki "mniej niż
zero", ma też znaczenie na koncie w ilości zer, choć mam nadzieję, że
matka wszystkich nauk tego nie przeczyta. Jeśliby nawet tak się stało, na
wszelki wypadek nie podzielę niczego przez zero. Podzielę się natomiast moją
opinią o Zerze w Sprzedaży i nie tylko, a czytający te słowa być może podzielą
mój pogląd. Jest na to szansa, może nawet nie zerowa. Jeśli jesteśmy przy Matematyce,
bohater tego tekstu potrafi wprowadzić na tę lekcję swoje koleżanki. Są to
lekcje tańca i zalotów, a Zero pokazuje im jak flirtować na osi Y z sinusoidą.
Zero po przecinku wnosi dokładność i precyzyjność do liczby, o czym dowiemy się
na politechnice oraz w aptece. Wyszło właśnie trochę samo przez się, że Zero
pracuje też w Medycynie. Jak najbardziej pracuje. W Fizyce nikt
inny jak Zero zmieni stan skupienia, o czym co nieco wie woda. Podczas
lekcji Geografii także nie będzie bezczynne, przysługując się
podróżnikowi w znalezieniu celu na mapie i podpowiadając trzymającemu w ręce
kompas kierunek drogi. Zero było także przy Narodzinach w Betlejem,
rozpoczynając bieg nowej ery i odsyłając przy okazji na zasłużoną emeryturę
Starą "p.n.e." (duże "s" z szacunku dla ery oraz dla
wszystkich Starszych, Sędziwych, nazwanych dziś Seniorami). Tym oto rzutem na
taśmę odznaczamy odcisk Zera w Historii.
Rozglądając się szerzej Zero spotkamy nie tylko w przedmiotach ścisłych i humanistycznych, ale i na lekcji WF i ogólnie w Sporcie. Zero jest początkiem każdego biegu, w tym ciężkiego maratonu z wszelkimi jego mutacjami ultra-, iron-, […]. Nawiasem zawieram wszystko co przyjdzie w tej dziedzinie w przyszłości, a dzisiaj jest w potencjale ludzkiej wyobraźni. Zero naciska spust pistoletu startowego i zaczyna odliczanie sekund, minut, godzin, dni i lat. A że nie zawsze jest łatwo zaczynać i być tym pierwszym (dzisiaj wypada powiedzieć liderem) powie (lub jeśli woli, przemilczy) ten pierwszy wchodzący na pole minowe, po którego śladach pójdą pozostali. Nawiązując do sportu swoje też na ten temat powie mistrz świata w skokach narciarskich, który nie może opędzić się od fanów jak mu dobrze idzie, a od tłumu oskarżających, może wręcz hejterów jak pójdzie gorzej, albo po prostu źle. Zero to początek, a skoro początek, to Alfa, jak samiec Alfa, znacząco ważniejszy w stadzie niż "zero". Wyobraźmy sobie reakcję samca Alfa, gdy stado go nazwie samiec zero. Ale przecież Zero to wcale nie "zero". Z punktu widzenia Logiki wypada powiedzieć, że zwrot "jesteś zerem" jest kulą w płot, bo jak można zwracać się do niczego. Skoro jest coś, to przecież nie nic. Słyszę w tym miejscu jak chrząkają nienachalnie i kulturalnie, jak to one, choć na tyle stanowczo bym je usłyszał i o nich wspomniał, zabytki klasy "zero". Tak ważne, że nie do ruszenia. Zero ma znaczenie i w tym kontekście.
Opowiadając o Zerze chcę uzmysłowić czytającym te słowa, że przysługuje się nawet w Sprzedaży. Można w przenośni i nie tylko powiedzieć, że Zero jest Handlowcem bardzo dobrym, dla którego powiedzenie "jesteś zerem" będzie nie tylko oczywistością, ale i komplementem. To dzięki Zeru są pieniądze i to nie jest coś z niczego. Bynajmniej. Przecież "zero" nie jest niczym, cbdu (co było do udowodnienia). Zero pracuje w Sprzedaży, w konsumenckiej codzienności, proponując jogurty „0% tłuszczu”, szampon "0 parabenów", chleb "0 konserwantów", telewizor z lodówką na "kredyt 0%" oraz modne i pączkujące trochę ostatnio na półkach sklepowych piwo „0%”. Zero udowadnia i uzmysławia potencjalnemu nabywcy/ Klientowi, że ma potrzebę zakupową, o której niekoniecznie miał świadomość. Czasami potrzebę kreuje po swojemu. Od „zera”. Zero jest Handlowcem najwyższej próby, a wszystko wyżej wymienione, jak i wiele więcej funkcji tutaj niewymienionych, w świecie ścisłym, humanistycznym, w sporcie, w kulturze i w ostatniej wymienionej Sprzedaży niezastąpione Zero wykonuje za darmo. Za "zero". Dostrzegając ten wkład i zadanie, choćby tym tekstem do którego końca właśnie docieramy, można próbować Zero docenić i za pracę zapłacić, choć niestety po dziś dzień nie wynaleziono monety o nominale 0 zł/ $/ € […]. Niech ma przynajmniej… koszulę?



