Nowa teoria względności

Lustro to było osobliwe, bo z jednej strony skromne i bez ramy, w swojej surowości wysuwało na pierwszy plan jego pierwotną i pierworodną jednocześnie funkcję, od drugiej natomiast miało ramę wytwórnie wykończoną i złoconą. Obok eksponatu przechadzali się przypadkowi przechodnie, przedmioty i byty niematerialne, zatrzymując się na chwilę w cichym zastanowieniu.  

 

Gdy przejrzała się w lustrze BUTELKA WODY, to choć znała swoją niewielką wartość będąc na co dzień częścią zgrzewki na półce w markecie, dostrzegła znaczenie ostatniej butelki wody w plecaku podróżnika na pustyni. Gdy podeszła do lustra ŁZA, dokładnie jak się spodziewała naprzeciwko niej stanęła identyczna, skutkiem czego były teraz dwie - podobne do siebie jak dwie krople wody. Jedna wynikała ze szczęścia, a druga z przeciwległego bieguna rozpaczy. Odbicie w lustrze obserwowała przez chwilę MINUTA, by ujrzeć swoją siostrę bliźniaczkę, czasowo zajmującą te same 60 sekund na zegarowej tarczy. Jedna z nich należała do tzw. primetime w stacji radiowej, druga zdążyła zwykle obrać dwa ziemniaki. 

 

Gdy przejrzał się w lustrze WZORZEC PIĘKNA, stanęły naprzeciwko siebie dwa wzorce. Jeden z nich był naturalny, a drugi nakłuwany co kilka miesięcy toksyną botulinową, zwaną botoksem. Następna do szklanego eksponatu podeszła DRZEMKA, by po chwili zrozumieć, że jedną z nich wciskają co rano w budziku, a druga - tak samo niewinnie brzmiąca - zabija zmęczonych długą jazdą kierowców. Do lustra zbliżył się również ubrany we frak tzw. EFEKT WOW, na co zareagował po swojemu: WOW!. Stały teraz naprzeciwko siebie dwa, z których jeden reagował po swojemu przed usługą/ sprawdzeniem produktu, drugi po. Nie dało się ukryć, że czytając "WOW" wspak, uzyskiwało się identyczną reakcję: WOW. 

 

Gdy do zwierciadła podeszła KONIECZNOŚĆ, przez chwilę stały tam dwie bliźniaczo podobne, jednak pierwsza wymieniała wciąż dobry telefon na wyższy model, a druga podawała zupę dziecku z opuchlizną głodową. Gdy spojrzała w lustro LUDZKA OCENA, dotarło do niej, że nie jest jedynie słuszną wyrocznią. Zastanawiając się nad swym odbiciem zrozumiała, że ono również korzysta z tego, co podpowiadają zmysły. Ona czyniła to po pozorach, jej odbicie po owocach. Gdy przejrzała się w lustrze PRAWDA, mimo że obie wyglądały jak prawdziwie najprawdziwsze, jedna była naga i jak oliwa wypływała na wierzch, drugiej kazano zeznawać pod przysięgą. 

 

Lustro to było osobliwe, bo z jednej strony skromne i bez ramy, w swojej surowości wysuwało na pierwszy plan jego pierwotną i pierworodną jednocześnie funkcję, od drugiej natomiast miało ramę wytwórnie wykończoną i złoconą. Obok eksponatu przechadzali się przypadkowi przechodnie, przedmioty i byty niematerialne, zatrzymując się na chwilę w cichym zastanowieniu.  

 

Nieśmiało, by nie powiedzieć mało odważnie do eksponatu podeszła ODWAGA, a mimo że oryginał i jej odbicie były łudząco podobne, pierwszą określano upublicznienie zdjęcia w mikrobikini, druga napełniała płuca wyciągającym ludzi z pożaru. Paradoksalnie po dłuższym czasie do lustra zbliżył się PRIORYTET, a czekał na swoją kolej cierpliwie w kolejce, jakby chciał coś tym gestem zamanifestować. Gdy spojrzał w oczy swojemu odbiciu ujrzał jak się spodziewał najważniejsze w danym momencie zadanie. Podczas gdy przeglądający się miał na celu wynalezienie leku na nowotwór, jego odbicie odzwierciedlało codzienne czynności rodzica. Gdy przy grupce odwiedzających pojawiła się niewidziana wcześniej w kolejce SZTUCZNA INTELIGENCJA, wzbudzając tym szepty i zamieszanie spowodowane pojawieniem się kogoś nieznanego i jednocześnie znanego, bo wyjątkowo intensywnie zajmującego dzisiejszy świat, podchodząc do eksponatu ujrzała przedmiot, by w ciągu kilku milisekund wyrobić sobie o nim zdanie, przyrównując go do setek tysięcy dzieł sztuki różnych epok i stylów. Nie potrafiąc jednak zgłębić istoty własnego odbicia pomyślała bez emocji: nauczę się. 

 

W międzyczasie wśród zwiedzających pojawił się KOMUNIKAT, by zapatrzyć się dłuższą chwilę. Zaprosił do siebie stojące za nim ZAANGAŻOWANIE, wyczuwając podskórnie cel wspólnych obserwacji. Choć zwykł wykorzystywać dostępne możliwości, tzw. zasięgi i znajomości do jak najszerszego dotarcia do odbiorcy, jego odbicie wystawiało się na obserwujących w milczeniu. Mimo że przeglądający się w zwierciadle kierował celowy impuls zaangażowania, milczący komunikat w lustrze angażował nie mniej. Wypływał z empatii i pierwotnych instynktów ludzkiego współczucia. Kontemplacja przy eksponacie pozwoliła dostrzec wektory działania OD, mniej używane od tych DO. Z jakiejś przyczyny dzieła oraz czyny okazywały się tymi samymi, niezależnie od istnienia informacji o nich oraz wariantu samego przekazu. Do eksponatu podeszła WARTOŚĆ BEZCENNA, by po chwili zrozumieć, że określa jednocześnie diament Koh-i-noor oraz spontaniczną, szczerą rozmowę.

 

Przy kontemplowanym przedmiocie pojawiło się ŻYCZENIE, a spoglądając w swoje odbicie dostrzegło intencję równie aktywną. Oba wykorzystywały tę samą nadzieję, choć jedno z nich łączyło się z dobrą myślą i błogosławieństwem, drugie ze złorzeczeniem i klątwą. SZCZĘŚCIE, które wiek temu w ogólnym odbiorze społecznym odzwierciedlało znalezienie pokaźnej wielkości samorodka złota, a dzisiaj główną wygraną w loterii, w zwierciadle ujrzało możliwość przeżycia świąt w gronie najbliższych. OBIETNICA, uosabiająca kwieciste w słowie zapewnienie, ujrzała w lustrze milczący czyn. Obie możliwości spotkały się w jednym miejscu. W urzeczywistnieniu.

 

Lustro to było osobliwe, bo z jednej strony skromne i bez ramy, w swojej surowości wysuwało na pierwszy plan jego pierwotną i pierworodną jednocześnie funkcję, od drugiej natomiast miało ramę wytwórnie wykończoną i złoconą. Obok eksponatu przechadzali się przypadkowi przechodnie, przedmioty i byty niematerialne, zatrzymując się na chwilę w cichym zastanowieniu.  

 

DUMA, która na co dzień zwykła podświadomie prostować szyję monarchy oraz jadącego luksusowym samochodem, w odbiciu zobaczyła uczucie towarzyszące przy obserwacji dobrze wychowanych dzieci. MORALNOŚĆ, mająca najczęściej zabarwienie i intensywność uzależnioną od kierunku wiatru i sytuacji, w odbiciu w lustrze była postawą niezależną od okazji, czy aktywnego lub nie monitoringu. INFLUENCER, mający z reguły postać youtubera z grupą miliona lub więcej obserwujących, w odbiciu w lustrze ujrzał rodzica, którego obserwuje wyłącznie jego córka oraz najbliższe, kilkuosobowe otoczenie. Mimo ogólnie znanej opinii, chwila zadumy nie dała prostej odpowiedzi i jednoznacznego potwierdzenia, który wpływ jest istotniejszy, zarówno w skali mikro oraz makro. 

 

Kolejce odwiedzających nie było końca, a że zbliżał się czas zamknięcia obiektu, eksponat przykryto prześcieradłem, stawiając przed nim tabliczkę z napisem KOLEJNE ZWIEDZANIE JUTRO. Reakcje i zadumę przechodniów na własne odbicie w lustrze obserwował opisujący te wydarzenia, by nazwać całość zjawiskiem Nowej teorii względności. Wśród odwiedzających widział prawdopodobnie niektórych z czytających te słowa. Nie jest natomiast tego pewny, podobnie jak wielu innych rzeczy, w tym znaczenia wszystkiego, co opisał. Wszystko w przekazie i odbiorze okazało się względne również dla niego, odkąd spojrzał w osobliwe lustro. 

 

Lustro to było osobliwe […].

niedzisiejsze

Milczenie nie ma łatwej misji, jednak wypełnia ją jak potrafi. Musi zabiegać o uwagę odbiorcy dużo bardziej niż jego odwrotność, która przebija się zewsząd ze swoim ZRÓBCIE HAŁAS! Mimo wszystko zagospodarowuje niektóre przestrzenie i wartości może nie perfekcyjnie, ale ambitnie. Milczenie znalazło miejsce w tytule filmu najwyższej próby z Anthonym Hopkinsem oraz w powiedzeniu o srebrze i złocie. Towarzyszy wydarzeniom do tego stopnia ważnym, że najwyższą możliwą formą wyrażenia uczuć okazuje się tzw. minuta ciszy. Na pięciolinii pauza pokazuje, że cisza również tworzy Muzykę. Milczenie wypełnia wewnętrzne wyciszenie pielgrzyma oraz wypoczynek po ciężkiej pracy. Cisza przysługuje się także Sprzedaży, wskazując zalety zamieszkania z dala od zgiełku miasta. Wspomaga także w milczeniu reklamę. Być może potrzeba wiosny i świeżego powietrza w zatęchłym pomieszczeniu, w którym od lat nie wietrzono, a „milczący spot reklamowy” (15 lub 30 sekund, kto bogatemu zabroni) z celowo surowym napisem/ wypowiedzią lektora [kupiliśmy tę chwilę ciszy wszystkim. Nie tylko naszym Klientom] + logotyp/ nazwa Sponsora i cisza. Kosztowna, unikalna i bezcenna. W natłoku wszechobecnego hałasu w reklamowym patchworku docierającym do ucha odbiorcy istnieje potencjał ciszy. Z pewnością nie tylko ja go dostrzegam. Nowonarodzone dziecko oznajmia życie krzykiem, choć jego sen, wzrastanie i prawidłowy rozwój będą wymagać w znacznej mierze ciszy. W literaturze, w genialnym świecie Śródziemia nie mniej genialnego J.R.R. Tolkiena istnieje szczególna postać psa Huana z osobliwą przypadłością. Poza przypisanymi mu cechami jak wierność, czy oddanie, Huan ma zdolność przemawiania ludzkim głosem, choć maksymalnie trzy razy podczas całego swojego życia. Sam musi ocenić i wybrać czy oraz kiedy z tej zdolności skorzystać. Zastanawiam się jak takie piętno i przywilej jednocześnie sprawdziłyby się nie w fikcyjnej literaturze, a w świecie realnym dzisiaj. Myślę oczywiście o ludziach, nie pomijając siebie, bo jakież to niedzisiejsze. Nie pamiętałbym odkąd mam "szlaban" na mówienie, a kończąc myśl (może ją w pewnym sensie rozpoczynam) nawiązuję do Muzyki, z którą łączy mnie więź szczególna. Być może niektórzy z czytających te słowa pamiętają „Wołanie przez ciszę” śpiewane w latach 80. ubiegłego wieku w niepowtarzalny sposób przez Mirosława Bregułę [UNIVERSE]. Cisza może wołać, podobnie jak milczenie. Przechodząc od Hopkinsa, poprzez Tolkiena, próbując dotknąć po drodze funkcji i znaczeń ciszy zakończę myśl powiedzeniem Brata Alberta „Nisko siadać, mało gadać, dużo robić, mało jadać”. Jakież to niedzisiejsze. 

"niespokojny sen"

Znaczenie wyobraźni i jej tęsknoty za tworzeniem jest bezcenne, a jej niepokój i "niespokojny sen" jest motorem napędowym w wielu branżach. Gdyby czas pozwolił, a nie było wcześniej okazji, jako lekturę nieobowiązkową zaproponuję (patrz kolejny post) nie za długą opowieść o życiu pasków, które  kierowały się "paskowym zaleceniem". Ta historia trwa do dzisiaj.

paski

"PASKI MAJĄ PASOWAĆ I SIĘ WPASOWAĆ" brzmiało "paskowe zalecenie", które słyszały paski od kiedy pamiętały. Żonglować można było i wybierać w kolorach sąsiadujących pasków, ale pamiętać, by zawsze zgodnie z zaleceniem pasowało. Więc pasowało przeważne tak, jak miało pasować i "pasowało" to paskom, choć niektóre z nich poszukiwały podskórnie i podświadomie bliżej nieokreślonego i nienazwanego "czegoś", widzianego oczami wyobraźni, czy może trafniej określając - w tęsknocie. Wyobraźnia niektórych pasków spała niespokojnie.  

Mijały lata, paski pasowały i wpasowywały się wprowadzając z czasem urozmaicenie i rozróżnienie swych grubości, której to określenie zmieniono z racji pejoratywnego znaczenia, korygując je ostatecznie do "szerokości". Od tej pory zarówno kolory, dylatacje między paskami, które tak naprawdę były także paskami, ale i szerokości pasków stanowiły wzorzec w modzie, w projektowaniu, w architekturze i w wystroju wnętrz przez lata, zgodnie z "paskowym zaleceniem". Hasło "paski mają pasować i się wpasować" niezmiennie było aktualne. Wyobraźnia niektórych pasków jednak spała niespokojnie.  

Przyszedł moment niespodziewany, trochę przypadek, gdy stał się wypadek i dwa paski zderzyły się na skrzyżowaniu. Skutkiem tego, że upadły na siebie stworzyło się coś, czego wcześniej nie widziano, choć w wyobraźni niektórych pasków podobna rzecz "przebłyskiwała". Utworzony na skrzyżowaniu na ziemi krzyż, widziany z kąta jako "X", był natchnieniem na przyszłość. Od tej pory zarówno kolory, dylatacje między paskami, które tak naprawdę były także paskami, szerokości pasków, ale i kąty ich ułożenia stanowiły wzorzec w modzie, w projektowaniu, w architekturze i w wystroju wnętrz przez lata, zgodnie z "paskowym zaleceniem". Hasło "paski mają pasować i się wpasować" niezmiennie było aktualne. Wyobraźnia niektórych pasków jednak spała niespokojnie.  

Zdarzył się w paskowym świecie "czas Miłości". Niektórzy twierdzili, że to sprawa wiosny, a choć niejedną wiosnę paski już przeżyły, ta była wiosną, która przyniosła Miłość. Paski zaczęły się dobierać w pary, otulać wzajemnie i przytulać, tworząc coś, czego wcześniej nie widziano, choć w wyobraźni niektórych pasków coś podobnego „przebłyskiwało". Utworzone z tulących się pasków okręgi, widziane z kąta jako elipsy, a czasem "ósemki" były natchnieniem na przyszłość. Od tej pory zarówno kolory, dylatacje między paskami, które tak naprawdę były także paskami, szerokości pasków, kąty ich ułożenia, ale i okręgi, elipsy i ósemki pod różnym kątem stanowiły wzorzec mody, w projektowaniu, w architekturze i w wystroju wnętrz przez lata, zgodnie z "paskowym zaleceniem". Hasło "paski mają pasować i się wpasować" niezmiennie było aktualne.  

W "czasie Miłości" zauważono, że wyobraźnia pasków jest płodna i co jakiś czas podziwiano jej potomstwo. Napawało to nadzieją i było dobrą zapowiedzią dla przyszłości pasków i ich przetrwania w modzie, w projektowaniu, w architekturze i w wystroju wnętrz. Wzory utworzone w poziome "ósemki" wskazywały niepisaną prawidłowość, że wyobraźnia pasków jest nieskończona. Potwierdza to czas niezruszonym do dzisiaj faktem, że mimo upływu lat i następujących zmian wyobraźnia niektórych pasków wciąż śpi niespokojnie.

znak szczególny - Jan Kowalski

Poza talentem, czy jak się mawia tzw. iskrą Bożą w muzyce, malarstwie i pozostałych gałęziach sztuki, ale i w architekturze, w sporcie, w projektowaniu, w modzie, w medycynie i  każdej innej dziedzinie realizacji ludzkich pasji i wizji bywa, że pojawia się obok wspomnianego talentu coś jeszcze. Coś bardzo ważnego, co definiuje, uzewnętrznia i pozytywnie stygmatyzuje danego artystę/ twórcę pomimo i niezależnie od posiadanego przez niego talentu. Jest tym, niespotykany nigdzie indziej lub rzadko spotykany, tym samym bezcenny i pożądany znak szczególny. Wielu wokalistów w Polsce trafia z precyzją, wręcz finezją w rozsiane po pięciolinii dźwięki, jednak znak szczególny w sposobie śpiewu, jaki ma Igor Herbut, Mieczysław Szcześniak, Artur Rojek, Kuba Badach, Michał Bajor, Janusz Radek, Grzegorz Turnau, czy Andrzej Sikorowski mają dokładnie tylko sami wymienieni i poza predyspozycjami oraz talentem muzycznym, odbierający ich twórczość słuchacze odnajdują bardziej lub mniej świadomie właśnie znaki szczególne. Whitney Houston również była unikalną wokalistką, nie tylko z powodu słuchu i rozpiętości skali, ale ze względu na przypisany sobie tembr głosu, stanowiący znak szczególny artystki. Taki znak szczególny, jakim jest Wieża Eiffla, Luwr i Katedra Notre Dame dla Paryża, Koloseum, Watykan i Krzywa Wieża w Pizie dla Włoch, a Świątynia Kiyomizu, czy Góra Fuji dla Japonii. 

 

różnorodność gatunków oraz to, co tracimy rykoszetem

 

Wyobraźmy sobie świat kina, w którym Quentin Tarantino, Neill Blomkamp, Luc Besson, Woody Allen i wielu niewymienionych "oryginałów" nie działają po swojemu jak dzisiaj, a kręcą/ tworzą/ produkują na tzw. jedną modłę. Ta niepisana zasada oryginalności wychodzi daleko poza świat filmu i choć nie dotyczy to wszystkich branż stawiam tezę, że tłumacząc przyszłemu malarzowi, muzykowi […], nie pomijając ludzi Sprzedaży, JAK TO SIĘ POWINNO ROBIĆ, być może zubażamy coś, co zadziwiłoby świat. Wydaje się też, że ten medal nie ma wyłącznie jednej strony i ważną, jeśli nie życiową sprawą jest móc/ chcieć pozostać w tym co się w życiu robi w zgodzie z tzw. własną drogą. Nie zawsze i nie każdemu się uda taki komfort uzyskać, bo nie na wszystko ma się wystarczający wpływ, natomiast warto pamiętać o bogactwie jakie dają oryginalność i niepowtarzalność, bo to cechy charakteryzujące gatunek ludzki jako ludzkość, a także i ludzi rozpatrywanych jako odrębne jednostki. Nie bez przyczyny jesteśmy różni i z oryginalności oraz niepowtarzalności mogą czerpać korzyści inni ludzie, ale i branże, w których pracują. Mając świadomość, że nie zawsze/ nie wszystkim się to uda, w imię dobra własnego, choć przecież nie tylko, warto być może w swoim niepisanym "życiowym profilu osobistym" sprawdzić co jakiś czas, czy wciąż jest tam opis "Head of myself". 

 

Nie oczekując odpowiedzi zostawię w tym miejscu pytanie. Czy Artysta tworzy dlatego TO i właśnie TAK, bo taki efekt finalny chętniej przyjmuje Odbiorca, czy to Odbiorca dlatego TO i TAK odbiera, bo tak tworzy Artysta. Jeśli mamy do czynienia z próbą sił i mocowaniem się ambicji, możliwości z kompromisem i pragmatyzmem, rykoszetem spłaszczana jest amplituda potencjału ludzkiego talentu oraz wyrażonej efektem finalnym twórczości. Być może szkoda tego, czego nie ma, a być by mogło, gdyby nie (przy)mus sytuacji (racja to, czy fałsz - niepotrzebne skreślić). Zadane pytanie nie wymaga odpowiedzi, a krótkiej refleksji. Jak pokazuje historia, bywa że oryginalność twórcy w postaci znaku szczególnego, w połączeniu z jego talentem jest tak wyrazista, że tworzy się nowa gałąź na istniejącej od lat/ dziesięcioleci/ wieków gałęzi. Wyrasta nowa kategoria i jakość, bo tak bym nazwał twórczość i spuściznę muzyczną Michael'a Jackson'a. To coś innego i trudnopodrabialnego, żyjącego własnym życiem w muzycznym świecie, nawet lata po śmierci artysty.  

 

W każdej dziedzinie życia odnajdziemy miejsce na znak szczególny wyróżniający/ odróżniający oryginalny, czasem wręcz niepowtarzalny fragment/ element od pozostałej całości, czyli tzw. reszty. Być może i Sprzedaż również zalicza się do profesji, w której przewidziane jest miejsce na znak szczególny. Myślę, że jak najbardziej i zwracam na to uwagę chcącym kopiować, adaptować do siebie/ dla siebie, bez refleksji własnej wszystko co słyszą/ widzą w branży i bez tzw. własnego zdania powtarzając tych, których w swojej dziedzinie słuchają. Czerpanie dobrych wzorców jest niezmiernie ważne, jednak dobrze byłoby raczej nie zapomnieć o swoim naturalnym, pochodzącym z niewymuszonych, niewykreowanych sztucznie odruchów stylu. O bezcennym znaku szczególnym. Jeszcze ważniejsze jest natomiast, by ten niewymuszony znak szczególny pielęgnować.- Bo znak szczególny jest tym, czym odróżni (wyróżni) się od tzw. reszty dana Sprzedaż, sposób jej prowadzenia, nie zapominając o osobie Handlowca. Mimo że z całą pewnością nie zawsze się uda, o ile to tylko możliwe dobrze jest realizując się w swojej drodze zawodowej (może być nią Sprzedaż) trzymać się autorskich, autonomicznych, czasem instynktownych dróg, pochodzących od tkwiących wewnątrz korzeni własnej pasji. Stąd pielęgnacja tej ostatniej jest tak ważna. Czasem czuję, że więcej bym kupił od nieprzeszkolonego i "dziewiczego naturszczyka” w Sprzedaży, wrzuconego w basen bez sprawdzenia, czy jest w nim woda. Od sprzedającego w sposób nieskażony odgórnie, za to kierowanego przez siebie samego oddolnie. Bez stygmatu wyuczonych/ wzorcowych sytuacji sprzedażowych. Od handlującego "kluczem unikalnym", w sposób niepowtarzalny, prawdziwy i oryginalny. Sposób TYLKO I AŻ SWÓJ.

 

Bo jest szansa (nikt nie powie jak mała, bo może trzeba by było powiedzieć jak duża), że Handlowiec, dzięki własnemu stylowi bycia i myślenia osiągnie kontakt z Odbiorcą/ Klientem oraz pożądaną sprzedaż bez teoretycznie "kluczowych" umiejętności i szablonowych wyuczeń. Że on właśnie przebije skorupę/ blokadę zrażonego złym doświadczeniem z firmą Klienta. Że on waśnie znajdzie swój sposób prowadzenia rozmów, uzyskując mniejszy odsetek odrzuceń propozycji/ kontynuacji współpracy, czy spotkań prowadzących do kroków kolejnych, będących postępem w procesie Sprzedaży. Być może na to czekamy, a ciekawość i oczekiwanie Klienta na "inność"/ unikalność przeprowadzanej rozmowy, czy przebiegu spotkania, to podmuch świeżego powietrza w zatęchłym pomieszczeniu, w którym od lat nie wietrzono. Może ciekawiej byłoby odebrać telefon i usłyszeć w słuchawce coś zaskakującego, formułę inną niż zawsze. Formułę niepowtarzalną, jedyną i inną od tzw. reszty, jak niepowtarzalne, jedyne i inne są produkcje Quentina Tarantino, Neilla Blomkampa, Luca Bessona, Woodego Allen'a i pozostałych twórców, rozpoznawanych już po pierwszych ujęciach filmu. Pozdrawiam w tym miejscu wszystkich ludzi Sprzedaży, uwypuklając znaczenie różnorodności i przywiązanej do każdego człowieka unikalności myśli oraz wynikających z nich wniosków. Być może nie warto ich gasić, jak żar w ognisku wiadrem wody. 

 

klucze i kłódki

 

Dostrzegam problem, który zawrę w pytaniu, czy tzw. kluczowa umiejętność jest naprawdę kluczowa. W życiu często trzeba poradzić sobie w sytuacji, w której albo nie ma w ogóle klucza do drzwi/ kłódki, jako alegorycznego problemu, albo klucz jest, tylko właśnie się zgubił. Czy "kluczową" umiejętnością jest poradzenie sobie w sytuacji posiadania owego klucza, czy jest dokładnie odwrotnie. Zdolność przetrwania wydaje się umiejętnością rozpalenia ognia bez zapałek, które to w normalnej sytuacji są "kluczowe" w procesie jego wzniecania. Pojawia się pytanie kolejne, ile z tzw. "kluczowych" umiejętności wydaje się niezbędne, a w rzeczywistości jest z nimi dokładnie odwrotnie. Gdy np. pozbawią dzwon jego tzw. serca, teoretycznie go tym "zabijając", pojawi się kilka możliwości, bo cześć z ludzi pomyśli, że czas życia "urządzenia" się zakończył i trzeba pomyśleć o nowym, niektórzy postanowią zastąpić go solidnym nagłośnieniem i wysokiej jakości samplem, inni zechcą stary dzwon naprawić zamawiając w specjalistycznej firmie lub u kowala nowe "serce" dzwonu, które wprawi na powrót dzwon w dające sens jego istnieniu drganie. Na tym nie koniec możliwości „reanimacji” dzwonu, bo by usłyszeć jego donośny dźwięk można będzie uderzać go z zewnątrz młotkiem lub innym przedmiotem przejmującym rolę młotka sprzężonego z mechanizmem elektrycznym, dającym możliwość uderzania w dzwon wg ustawianego harmonogramu. Istnieją takie instalacje i wielu z nas słyszy je w dzwonnicach kościołów. Dźwięk to wymuszony, ktoś powie "nielegalny", ale wciąż to dźwięk tego samego, starego, teoretycznie zużytego dzwonu. Wciąż to dźwięk "jak dzwon". Przeróżne możliwości postępowania w przypadku uszkodzenia dzwonu (z pewnością nie opisałem wszystkich z racji ograniczeń wiedzy oraz wyobraźni) dają obraz potencjału różnorodności.  

 

Kontynuując temat przetrwania „bez zapałek” zobaczmy co się stanie, gdy zagrodzimy butem drogę mrówkom. Mogą przejść do porządku dziennego w nowej sytuacji i wszystkie pójść np. w lewą stronę, omijając tym sposobem napotkaną przeszkodę, ale to raczej nie wszystkie z potencjalnych zdarzeń. Bynajmniej. Któreś z nich mogą próbować obejść but po prawej jego stronie, część po lewej, co też nie wyczerpuje zasobu możliwości. Okaże się, że kilka mrówek zacznie forsować przeszkodę wchodząc na nią, a gwarancji też nie ma, że któraś z mrówek z drogi zawróci, albo stanie w miejscu, by sytuację przeczekać. Czyż to nie jest prawdziwe bogactwo drzemiące w wyobraźni jednostki? Ile więc z tzw. kluczowych umiejętności wydaje się niezbędne, a w rzeczywistości jest z nimi dokładnie odwrotnie. Pytanie dotyczy to również procesu Sprzedaży, który mnie zajmuje z racji zawodu, ale przede wszystkim pasji. Stawiam to pytanie, bo je dostrzegam i odpowiedź istnieje (mam taką nadzieję) nie w jednej i jedynie słusznej wersji. Moje zdanie na ten temat zawieram w stwierdzeniu, że klucz unikalny to brak klucza, a ponieważ życie nie jest idealne, produkujemy zunifikowane klucze i kłódki.

 

Jan Kowalski ®

 

Unikalność myśli i wniosków jest bezcenna, a dać szansę na różnorodność we wszelkich pomysłach/ sposobach/ metodach/ wzorcach/ konstrukcjach/ instrukcjach dotyczących różnych dziedzin życia jest niezwykle istotne. Dzięki temu w kinematografii mamy możliwość oglądania stylu Tarantino, ale i Nolana. Z tego też powodu cieszy ucho muzyka Morricone, ale i Eminema oraz istnieje "kreska" Van Gogh'a na słynnych obrazach, ale również Janusza Christy na kartach komiksu. Miejmy świadomość, że stało się to możliwe dlatego, że wyżej wymienieni skierowali kroki na własną ścieżkę, często różną od narzuconych standardów. Bo bezdyskusyjnie ciężko jest zostać drugą Whitney Houston, Celine Dion, czy Eltonem Johnem, podobnie jak trudno o kolejnego Vangelisa, Jeana-Michela Jarre’a, czy Van Gogha. Jednak może lepiej pozostać oryginalnym Janem Kowalskim w muzyce, architekturze, nauce, sztuce, modzie, a może i w Sprzedaży, niż n-tym „agentem Smith'em" w wymienionych branżach. Zamiast być produktem „fabryki klonów” można spróbować wnieść do danej dziedziny zasób świeżego powietrza, swoją wartość, jakość i osobowość. Może dzięki temu, raz na jakiś czas na utworzonej latami przyzwyczajeń gałęzi powstanie nowa, jaką stworzył geniusz muzyczny zwany Królem popu. Różnorodność w każdej branży jest bezcenna, a czasem wręcz konieczna. Jest natomiast zagrożona, jeśli w określającym działalność twórcy/ artysty/ rzemieślnika/ projektanta/ może również Handlowca niepisanym „indywidualnym dowodzie osobistym" w miejscu "znaki szczególne" widnieje wyraz BRAK. A nie ma takiego bynajmniej dlatego, że nigdy go nie było. Istniał od pierwotnego założenia, choć został zduszony jak żar w ognisku wiadrem wody. Nie jesteśmy w stanie ocenić zakresu zmarnowanego potencjału w odniesieniu do każdej z dziedzin życia oraz czasu, który już minął i dopiero nadejdzie. Nazwę tę przestrzeń zduszonym żarem.