Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
maj się
wyścig
Wydaje się, że Mądrość i wiedza to odrębne zbiory, których pola mają jakąś
część wspólną różną w odniesieniu do każdego człowieka. Mimo że wszystko
dzisiaj jest ASAP wg mnie jedna reguła pozostaje niezmienna. Mądrość pokryta
jest siwizną powstałą wskutek doświadczeń i upływającego czasu. Mimo zasad
eliminacji do znanego teleturnieju z milionową wygraną polegającej na
najkrótszym czasie odpowiedzi, skutkiem czego identycznie poprawne przesiewane
są przez szybkość ich oddania pochylę się nad ludźmi, którzy myślą nieco
wolniej lub blokuje ich pośpiech. Mądrość nie jest na czas. Ona przychodzi
z czasem.
Nie zawsze wolniej znaczy gorzej, co potwierdza ten
sam teleturniej w dalszej jego części, gdy czas nie gra już "pierwszych
skrzypiec" i nie trzeba śpieszyć się z odpowiedzią. Czyż jesteśmy zdani na
mądrość ludzi szybko myślących? Może lepiej, by kierowała światem Mądrość, nie
szybka Mądrość. Rozejrzyjmy się dalej. Wolniej nie znaczy gorzej, podobnie jak
nie zawsze "kto pierwszy, ten lepszy", a choć powiedzenia takie
funkcjonują, ten pierwszy na polu minowym raczej nie ma lepiej od tego idącego
za nim. Wydaje się, że większe szanse na znalezisko życia ma nie ten poławiacz
pereł, który wypłynie na powierzchnię pierwszy z braku powietrza w płucach, a
ten który wytrzyma pod wodą dłużej. Pozostając przy ocenie wyższości
pierwszeństwa wspomnę los pingwina stojącego na przedzie stada i zbierającego
na siebie arktyczny wiatr, chroniąc własnym ciałem pozostałych w grupie. Mądre
ptaki wiedzą, że to miejsce tymczasowe wymieniając się rolami, by ten co
chronił resztę przed wiatrem, przy mrozie ok. -40°C, mógł wejść po określonym
instynktem czasie w środek stada i ogrzać się wśród masy ciał przy temperaturze
ok. +20°C. Tak, natura jest nie tylko mądra. Jest genialna. Z jakiegoś
powodu w przyrodzie po dziś dzień trwa nie tylko co najszybsze, najsilniejsze,
najpiękniejsze, najinteligentniejsze, najtrwalsze i każde inne "naj".
Wszystkie konie w wyścigu są równie piękne, a życie pokazuje, że gepardowi
czasem umknie w bok płochliwy zając.
Czyż pierwsza miłość jest lepsza od tej jedynej?
Przecież to niekoniecznie to samo, choć bardzo często tak jest. Niech tak
zostanie, bo może są tacy, którzy woleliby, aby kierowała światem Mądrość, nie
szybka Mądrość. Popatrzmy na słonie, na ich sposób bycia i życia, w którym
pośpiech i Mądrość nie są nierozdzielnymi bliźniakami syjamskimi. Z całą
pewnością możemy stwierdzić, że szybkość nie gra w życiu słoni "pierwszych
skrzypiec". Niech tak zostanie. Czy pierwszy w branży na rynku ma zawsze
lepiej oraz łatwiej, czy może to tylko teoria? Mimo że jest marką tzw.
pierwszego wyboru, okupione jest to koniecznością trzymania ręki na pulsie,
testowania, wdrażania, inwestowania czasu oraz finansów i ryzyka oraz
codziennego przedzierania się przez nieprzebyte przez innych w branży chaszcze.
Przez tych, którzy krócej lub dłużej czekają, aż ktoś zrobi wszystko przed
nimi.
Ponieważ myśl ta zrodziła się w mojej głowie kilka lat
temu w okolicach Wszystkich Świętych pozwolę sobie zadać pytanie czytającym te
słowa, a w szczególności tym w tzw. wiecznym pośpiechu. Czy lepiej zakończyć
życie szybciej, czy może jednak później. Odpowiedź nie jest jednoznaczna jak
się spodziewam i choć o swoje miejsce upomina się wyświechtane przez
fastfoodowy świat stwierdzenie "im szybciej, tym lepiej", zostawiam
mu należną przestrzeń, ale w miarę rozsądku i Mądrości. Tej bez kategoryzacji
"szybkiej". Na koniec mała uwaga (dziękuję za cierpliwość i
poświęcony czas). Istnieje szczególne "szybko" warte zauważenia,
które wydaje się instrukcją aktualną od początków dziejów człowieka. By szybko
starać się Mądrości oddać "pierwsze skrzypce".
PS. refleksja pochodzi z tekstu "szybko, szybko" znajdującego się od kilku lat na tym blogu.
horyzont poznania
Oglądając zdjęcie
Filarów Stworzenia, których elementy mają wysokość kilku lat świetlnych
zastanawiam się, jak mali jesteśmy wobec ogromu tego, o czym nie mamy
świadomości oraz czy liczymy wszystko odpowiednią miarą, bo miary to sami sobie
stworzyliśmy tak, by były odpowiednie. Wracam do tej myśli, chociaż raczej ona
wraca do mnie. Czasem wydaje się, że sporo wiemy, a życie pokazuje tzw. figę.
Możliwe, że z tej samej przyczyny prawdziwych ekspertów jest mniej, niż
oficjalnie wiadomo. Nie ma zresztą znaczenia, czy oficjalnie, czy inaczej, do
zaszczytnego grona wiedzących więcej, niż "przeciętna" nie należę.
Zostać wybitnym specjalistą nie jest łatwo, jeśli chce się być w zgrubnej lub
szczegółowej samoocenie uczciwym. Jestem ja i są moje ograniczenia, a poniższy
wniosek przyszedł swego czasu dokładnie tak, jak inne. Nieplanowany. Zostawiam
go jak wytłuszczony znak zapytania, może wątpliwość, czy pożyteczny, choć
zapomniany przez świat wyrzut sumienia. Być może nie tylko mi przychodzi na
myśl, że im dalej idę, wcale nie wiem więcej. Wg mnie ta prawidłowość nigdy nie
ulegnie dezaktualizacji. W moim przypadku, choć z pewnością nie wyłącznie. Dni,
miesiące, pory roku, lata mijają, choć nie zmienia się przypisany każdemu nr
PESEL. Przyszłość jest tajemnicą, choć pozwoliła mi odkryć i po części
przewidzieć niezmienną prawidłowość. Jest to wręcz pewnik, bo mimo upływu
czasu, a może dlatego właśnie, tego jestem pewien. Nigdy nie będę wiedział
wszystkiego. To niemożliwe. Pewnych dziedzin można dotknąć, jednak horyzont poznania
zawsze będzie się oddalał. Dostrzegam w tym i przyznaję genialny plan dla
ludzkości. Wciąż dążyć i iść, nie stać.
(bez)względna próba
Chcemy czy nie, oprócz
bezcennej spuścizny intelektu Alberta Einsteina walkę o pamięć pokoleń podjął
również Jego charakterystyczny wizerunek, dzięki fryzurze wykorzystywanej w
grafikach, w sztuce, w filmie, w modzie, w [...]. Trochę "przy
okazji", bo ich Właściciel zapewne tego nie planował, jednak rzecz dość
błaha, jak (nie)ułożone (nawias dlatego, że może były właśnie tak celowo ułożone)
włosy, stały się niepisanym znakiem firmowym, a z pewnością znakiem
rozpoznawczym tego naukowca, tuż obok bynajmniej już trywialnej teorii
względności oraz przełomowego równania E=mc2. Idąc wątkiem
twórczości tego wybitnego fizyka, w niedalekiej przyszłości rozstrzygnie się osobliwa
i (bez)względna próba. W czasoprzestrzeni nic innego, jak CZAS POKAŻE, już
nie w teorii, a w bezwzględnej praktyce, co zdoła się oprzeć próbie czasu, a co
się (bez)względnie zdezaktualizuje. Trywialna, choć bez wątpienia oryginalna
fryzura, czy jednak bezcenny i bezsprzecznie nieprzeciętny dorobek umysłu.
Odpowiedź jest być może tak oczywista, jak teoria względności, a schodząc na
margines tej myśli, niech mi będzie wolno, w tym skromnym miejscu na osi czasu,
którym jest "punkt dzisiaj" zaprząc grę słów, swoją przyszywaną
bratnią duszę, by wspomniany na wstępie wizerunek geniusza nazwać wizerunkiem
genialnym.
PS.
Użyte w tekście nawiasy zostawiam dla osobistej interpretacji czytających oraz
jako miejsce na błąd w myśleniu piszącego te słowa. Błędne myślenie jest
częścią życia, czego doświadczył sam Albert Einstein.
"bańka"
Najciekawsze i fascynujące, bo nieodkryte w tworzeniu i jego owocach jest to, że codziennie, a właściwie w każdej chwili otwiera się na tym polu czysta karta, a sposób jej wypełnienia/ zapełnienia/ wykorzystania zawsze będzie tajemnicą. Wszystko co człowiek do tej pory osiągnął na płótnie malarskim, na kliszy filmowej, na pięciolinii i w innych obszarach realizacji ludzkiej pasji nie ma granicy i raczej jej nie będzie miało. Paradoksem i jednocześnie pozytywnym stygmatem talentu ludzkiego i pójścia jego drogą jest to, że jest bezcenny, a oprócz zaangażowania czasu nic nie musi kosztować. Zawsze będzie tak, że ktoś zagra na szklankach z różną ilością wody ekstremalnie trudną etiudę lepiej, niż ktoś inny na profesjonalnym fortepianie. Jest natomiast jedno "ale", bo tworzenie oraz wspieranie talentów ludzi jest tym, za co są odpowiedzialni wszyscy jego odbiorcy, czyli również piszący i czytający te słowa. Bo z jakiejś przyczyny temat muzyczny "You" [Ten Sharp] jest mimo wielu już lat zgodnie z jego fragmentem "always on my mind", a większość "hitów" (mała litera niech zostanie) kilku ostatnich lat wyparowało w niebyt, mimo że w swojej chwili istnienia miały miliony odtworzeń, czy powinienem określić odsłon. Być może dlatego, że kunszt muzyczny poznaje się niekoniecznie po ilości wyświetleń w internecie ale lat, po których utwór wciąż wywołuje na plecach "ciarki". Mimo więc, że wiara iż nadejdzie dzień, w którym warsztat i talent ludzki na powrót zatriumfują w starciu z hołdowanymi powszechnie kliknięciami/ odwiedzinami/ odsłonami wydawać się może na tę chwilę utopią mam cichą prośbę nieobligatoryjną/ obligatoryjną (niepotrzebne skreślić). Nie mówmy o tym ludziom ćwiczącym latami z zamiłowania/ powołania własny warsztat wg różnych odmian talentu i pasji. Nie mówmy, że osiągając po latach/ dziesięcioleciach ćwiczenia na instrumencie muzycznym poziom perfekcji będą musieli mierzyć się w "rankingu odsłon" być może z kimś spoza kategorii muzycznej. Częściej też kliknijmy/ odsłuchajmy/ zobaczmy TO, CO NA TO ZASŁUGUJE, gdyż "bańka" ma jedną podstawową i pierworodną właściwość. Pęka. Być może to dobrze, może odwrotnie, być może to nieistotne, tutaj każdy ma prawo do oceny własnej, może nawet oceny twórczej. W wyniku podobnej oceny, choć w innym kontekście stworzono przed laty muzyczny pomnik "Dziwny jest ten świat".



