Skacze Sprzedaż po krach okazji jakby bała się utonąć, a ludzie podsuwają jej co rusz to kolejne, własne tratwy i pontony, by choć na chwilę zechciała nastąpić na nie swoją drogocenną stopą. Czas nie ogląda się za siebie. Gdy wakacje się kończyły z nieodzownym kompletowaniem piórników, po stosunkowo niedługim czasie znicze wszechobecnie zawitały, by po chwili zniknąć z pola widzenia i ustąpić nikomu innemu jak Świętemu Mikołajowi, który nieśmiało przeciskał się między choinkami w marketach, szukając prezentów i rozważając w myślach dziecięce na swój widok uśmiechy. Zawitał na jarmarki, między zapachy, kolory i smaki. Potrwało to czas jakiś, ale mniejszych i większych okazji zakupowych nie brakuje. Bynajmniej. Płyną jak kry po wodzie. Czas nie ogląda się za siebie, co Sprzedaż wykorzystuje bezbłędnie. Za kilka dni Tłusty Czwartek przejmie pałeczkę uwagi zakupowo-sprzedażowej konsumentów i sprzedawców zastawiając pączkami przestrzeń dostrzegalną wzrokiem, słuchem, węchem i nie wyłącznie tymi zmysłami. Pachnąco będzie i smacznie. Tłustoczwartkowo. Niemal codziennie mamy "dzień” czegoś/ kogoś, noce są anektowane sprzedażowo, pory roku zajmowane politycznie, choć lato póki co wciąż jest Muminków. Parafrazując znane powiedzenie Sprzedaż dopóty żyje dopóki ludzie są twórczy, chcąc wyróżnić produkt/ usługę i wykrzesać więcej, a czasem mniej lub celowo inaczej, bo mimo że istnieją takie opinie praktyka pokazuje, że nie zawsze "samo się sprzedaje". Kreatywność jest potrzebna w Sprzedaży, a czasem niezbędna, by wzorem Małego Księcia w kapeluszu dostrzec "boa zamkniętego". Skacze więc Sprzedaż po krach okazji jakby bała się utonąć, a ludzie podsuwają jej co rusz to kolejne, własne tratwy i pontony, by choć na chwilę zechciała nastąpić na nie swoją drogocenną stopą. Ostatnio podwinęła nogawki i zdjęła buty chcąc pokazać netto, nie brutto, choć być może buty oszczędza na kolejne lata. Wiele pamięta, sporo przetrwała, więc szanuje co ma i cieszy się z tego co ma. Powodzenia życzę, osobliwy skoczku, a szykując się do wejścia na beztroski, ozdobiony czerwonymi sercami i kwiatami walentynkowy ponton miej w pamięci, że być może uosabia jednodniową okazję, a nie Miłość na całe życie. Powodzenia życzę. Poradzisz sobie jak zawsze.
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
spoza trendu i nurtu
Nie będę ukrywał, że proponowane przeze mnie tematy mogą czasem prosić się o młodzieżowe "kto pytał". Nie muszą mieć ogólnie pojmowanej wartości, jednak z jakiegoś powodu zrodziły się w mojej głowie. Tak postrzegam spisywane, często nieplanowane myśli i tym bardziej doceniam poświęconą im uwagę. Istnieją sprawy, które warto zacząć, a niektóre czasem warto kontynuować. Podobnie traktuję skromny blog, który prowadzę, a czy jest tego wart, zostawiam subiektywnej ocenie. Parafrazując słowa piosenki, którą usłyszałem po raz pierwszy 40 lat temu na seansie Akademii Pana Kleksa [Witajcie w naszej bajce/ Krzysztof Gradowski/ Andrzej Kostrzyński/ 1983], tym którzy chcą poświęcić chwilę własnego życia na lekturę treści spoza trendu i nurtu, choć z jakiegoś powodu powstałych mówię - witajcie w mojej bajce.
marzyć i dążyć
Nie odkryję niczego pokroju perpetuum mobile, choć może uda się odkryć coś, co przykryto latami przyzwyczajeń i codziennych praktyk. Praktyki są dobre lub te drugie, co okazuje się z reguły po czasie, a mimo wspomnianego przykurzenia i przykrycia oraz odwracania uwagi od tego, co ważne jestem pewien, że nie tylko ja nie zapomniałem o pewnej prawdzie. Prawda, jak to ona, jest z reguły nienachalna i choć jednocześnie nieczęsto praktykowana, rzadko się dezaktualizuje. Co, jeśli wbrew powszechnemu odbiorowi Sprzedaż nie jest faktem podpisania zlecenia, czy umowy zakupu wycieczki wakacyjnej, auta, ... (czytający te słowa wypełni wg uznania)? Co, jeśli Sprzedaż jest procesem rozpoczętym długo przed i zakończonym długo po zawartej transakcji, a ta ostatnia ma się do procesu Sprzedaży, jak ugryzienie kanapki do procesu trawienia? Zadaję te pytania nie oczekując odpowiedzi, choć ją znam. Wydaje się, że patrzenie długofalowe dopuszcza do głosu chęć pielęgnowania tego, co dobre i eliminuje w naturalny sposób chęć oszustwa, świadomej sprzedaży bubla, czy towaru niezgodnego z umową. W świecie idealnym, niestety. Mając świadomość, że Sprzedaż poradzi sobie bez mojego o nią dbania oraz że świat, w którym żyjemy nie jest idealny, myślę że pewne oczywistości, a czasem truizmy wymagają przypomnienia. Jak śpiewa w przypisanym sobie stylu Mieczysław Szcześniak "ideałów nie ma, wiem, pogodziłem się z tym [...]", jednak marzyć i dążyć wciąż można.
"w kółko"
Zwrot „w kółko” nadaje pejoratywne znaczenie powiedzeniom takim jak „chodzić w kółko”, robić „w kółko jedno i to samo”, z mutacją „w koło Macieju” itp., itd. Spróbuję to odczarować, gdyż „chodzenie w kółko" nie tyle może mieć, co ma wydźwięk pozytywny. Wskazówki zegara powtarzają "w kółko" te same godziny w sposób przewidywalny, miarowo wyznaczając czas poszczególnym czynnościom, w tym wypieku pieczywa, przyjazdu tramwaju, powrotu z pracy, czy terminu wizyty lekarskiej. To dobrze. Dzięki temu układanka dnia ma schemat, bez którego dużo łatwiej o chaos. Pory roku, miesiące i lata powtarzają się "w kółko" dając zgrubny plan działania matce naturze. To dobrze. Bociany odlatują i przylatują "w kółko", serce uderza bezwiednie „w kółko”, oddech powtarza się "w kółko" i będzie tak czynił do ostatniego tchnienia. Śniadanie, obiad, kolacja. Zasiew, żniwa, odpoczynek. W zasadzie „w kółko” towarzyszy nam od urodzenia jak chleb, a ta powtarzalność krystalizuje się w stabilizację (czasem jej ułudę), bo ciężko budować cokolwiek, gdy nie ma do czego zacumować. Muszą to też wiedzieć ci, którym jest obecnie dobrze. Skoro jest dobrze, oby tak było "w kółko”, a jeśli rzeczone „chodzenie w kółko” ma pozytywny odbiór społeczny, nie inaczej jest w Sprzedaży, która oparta jest na międzyludzkim kontakcie. Czyż nie wracamy do tego samego fachowca, do tej samej firmy po raz n-ty, wybierając właśnie tę z mnóstwa konkurencji, spodziewając się tego samego dobrego produktu, tej samej dobrej usługi, czy obsługi, w odpowiednim potraktowaniu nas jako Klienta? Przecież bardziej lub mniej świadomie robimy „w kółko jedno i to samo”. Wydaje się, że na powtarzalnych zachowaniach Klientów budowany jest fundament najpotężniejszych marek samochodów, poprzez modę, dobra szybkozbywalne i luksusowe, różnej maści sprzęt gospodarstwa domowego, dostawców produktów i usług większości branż, skończywszy na tej, której jeszcze nie wymyślono. Spodziewam się, że ta ostatnia również chcąc utrzymać się na rynku będzie chciała, a może musiała nie tylko robić coś dobrze, co czynić tak „w kółko”. Nie jest to łatwe, ale możliwe, co pokazują historie dobrych praktyk sprzedażowych na całym świecie oraz bocian Maciek, który wciąż wraca i krąży nad własnym gniazdem nieświadomie dając początek powiedzeniu „w koło Macieju”.
siostry "p"
Siostry ”p” są nierozłączne, choć bywa że nie zawsze. Po dziś dzień mają
się dobrze i przeżyją wspólnie niejedno. W czasie rozkwitu technologii oraz
przesuwania granic możliwości ograniczonych do granic ludzkiego rozumowania,
człowiek wciąż musi się dopasować do banalnych wydawałoby się zjawisk przyrody,
będąc zmuszonym przed startem SpaceX/ Demo-2/ NASA czekać na dobrą pogodę. Jak
pokazują mijające lata, co pewien czas jakiś wirus proponuje ludziom metodą
faktów dokonanych swoje zasady gry, nie pasujące do dotychczasowej „planszy”.
Gdy człowiek gra w warcaby, natura wykorzystuje szach, a czasem niestety mat.
Całkiem możliwe, że trochę nienachalnie, bo jest to sprzeczne z jej istotą, ale
tak między wierszami, pani "p" jak pokora, pisana małą
literą na własną prośbę, ma człowiekowi coś do powiedzenia. Nie trzeba tego
oczywiście usłyszeć/ dostrzec/ poczuć, ponieważ do tego potrzeba świadomej woli.
Być może jednak również dlatego, że pani "p" jak pokora ma
„przyszywaną” siostrę, bardziej popularną i aktywną, panią "p"
jak pamięć, która to z użyciem paradoksu oraz szermierki znaczeń i słów,
niezawodnie zawodzi. Nie trzeba tego oczywiście usłyszeć/ dostrzec/ poczuć,
ponieważ do tego potrzeba świadomej woli. Wspomnianym siostrom towarzyszy
trzecia, również „przyszywana”, pani ”p” jak prawda. Jest
najstarszą z nich i od zawsze posiada dwa oblicza. Mimo że jest najszczersza i
„jak oliwa” wypływa na wierzch, to czasem zeznaje pod przysięgą. Choć z reguły
milczy, przez ciszę da się ją usłyszeć. Do tego jednak potrzeba świadomej woli.
Siostry ”p” są nierozłączne, choć bywa że nie zawsze. Po dziś dzień mają się
dobrze i przeżyją wspólnie niejedno, a z pewnością piszącego i czytających te
słowa.
PS. Odkrywam na nowo myśli, które zawarłem kilka lat temu w tekście pt. "filtr niewszystkowiedzy" (zainteresowanych odsyłam do jego źródła na tym blogu). Czy wciąż jest w nim ziarno racji, a może nie było go tam nigdy, zostawiam subiektywnej ocenie.


.jpeg)
