Nietypowo, ale całkiem poważnie. Zamiast zachęcać do czytania i nie ukrywam, często zastanawiania się nad tym, co mam tutaj do powiedzenia, a bywają to myśli nieobowiązkowe i angażujące, chcę zaadaptować fragment piosenki Ewy Bem i zapytać, szczególnie osoby poświęcające mi swoją uwagę od lat, "i co z tego masz?". Jeśli nic, albo niewiele dobrego z tego wynika, a była na to szansa, po pierwsze żałuję, a po drugie mam prośbę, by zrobić to, co wskazuje powyższa grafika (nie będę miał za złe) i nie tracić więcej czasu. Jest bezcenny i ograniczony - zagospodarujmy go najlepiej. PS. Mając do wyboru ostatnią książkę, film, czy rozmowę w życiu, z pewnością każdy wybierze różnie, ale - jak nigdy mądrze.
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
Jakość
Póki co, spotykamy się regularnie. Inaczej tęskniłbym za jej dotykiem. Nie zawsze jest tam, gdzie jej oczekuję, a bywa, że natkniemy się na siebie z zaskoczenia. Lubi zagnieździć się w nieoczywistych miejscach, w rzeczach kunsztownych i niepozornych. W całości i w detalu. W drewnie i w metalu. But, jacht, ołówek, otwieracz do konserw, drapacz chmur. Odnajdzie się wszędzie. Czasem zniknie bez ostrzeżenia, mimo że wolałbym, by została. Jak wszystko, co ma wartość, daje o sobie znać dopiero po czasie, oferując w talii kart Sprzedaży dodatkowe Jokery. Tyle samo ogólnodostępna, co zaniedbywana. Prawie nigdy niewidoczna od razu, jakby unikała eksponowania pierwszym planem, a raczej związana z tłem. Nie dba o pozory i efekty WOW, wpływając bardziej na całokształt, niż tylko ułożone włosy. Niepodobna tym do konkurencji. Dobrze, że nie zapomina o swoich walorach, wciąż jest i ma dla mnie czas. Póki co, spotykamy się regularnie.
odbicie
Obserwuję odbicie w tafli wody, łudząco podobne do rzeczywistości i nie wiem, po której stronie przebywam chętniej, a której unikam. Którą część codziennego bytowania łatwiej mi zaburzyć, jak lustro wody dotknięciem dłoni, a która zostaje niezachwiana. Czy serce ze złożonych dłoni odzwierciedla faktyczną sympatię, czy jest wymuszeniem sytuacji, modą, może koniem napędowym potrzeby lub popularności. Czy jest szczerym uczuciem, bez względu na względy, czy raczej rodzajem wyrachowania oraz kalkulacji zysków i strat. Dotyczy to również Sprzedaży, bo co jest dobre, a co ma na takie wyglądać, co jest piękne w rzeczywistości, a co ma takim być, przynajmniej do rozpakowania z folii, wreszcie co jest niezbędne do życia, a co takie perfekcyjnie imituje, można się zatracić. Chcę tego czy nie, zostawiam rzeczywiste mikroślady i trwałe rysy, nie tylko znikające, jak te wytworzone na powierzchni wody. Mam wpływ na świat, w relacjach, w rozmowach i we wspólnym milczeniu, nawet jeśli znamy się tylko z maila. W incydentalnych sytuacjach i powtarzalnych nawet przez długie lata. Między faktem i taktem zastanawiam się, jakie miejsce planuje przyszłość dla prawdy i indywidualnej tożsamości, nie tylko mojej, choć również, w splocie spraw istotnie ważnych i koniecznych, które mają swoje odbicia w rzeczywistości wykreowanej. Obserwuję odbicie w tafli wody, łudząco podobne do rzeczywistości i nie wiem, po której stronie przebywam chętniej, a której unikam. Którą część codziennego bytowania łatwiej mi zaburzyć, jak lustro wody dotknięciem dłoni, a która zostaje niezachwiana. Patrzę też na ręce i widzę wiosła, które zamiast gwarancji wybrały potencjał. Umożliwiają odbicie.
(jeszcze nie) ostatnia
W książce pt. Niezwyciężony, genialnego Stanisława Lema natrafiamy na urządzenie o nazwie "opukiwacz grobu". Podłączający się nim do umysłu umarłego operator, może mieć wgląd w ostatnie jego myśli. Nie wchodząc w rozważanie, czy, a może raczej kiedy takie możliwości rzeczywistość przyniesie, życzę wszystkim, nie pomijając siebie przewagi marzeń, dalekosiężnych planów, ale i jednostkowych reakcji przynajmniej w intencjach dobrych. Nigdy nie wiadomo, które będą ostatnimi.
niektóra, niektóre
Jak wszystko w przyrodzie, tak i reklama poddana jest próbie. Patrzę na obrandowaną chorągiew na maszcie wbitym w ziemię przed firmą, poddającą się naporowi wiatru i dzięki temu eksponującą, co na niej nadrukowano, mijam kolejny bilbord oraz znacznych rozmiarów logotyp-neon na dachu okazałego biurowca, a wszystkie obliczone z zapasem na niekorzystne warunki atmosferyczne, przeglądam dzisiejszą gazetę, by jutro mieć w ręku jutrzejszą, też tylko na chwilę, dotykam wzrokiem, choć tego nie planuję losowych i mniej lub bardziej udolnie dopasowanych do mnie banerów online, które przykrywają i spychają tematy niedawno przeze mnie poszukiwane oraz newsy pr-owe, bo w trakcie emisji okazały się bardziej klikalnymi, lepiej przygotowanymi pod SEO lub zwyczajnie - wykupiono je wyższym budżetem. Jest szansa, że coś więcej z tego przetrwa, niż emisja, ekspozycja, celowa lub podprogowa reakcja i relacja komunikat-klient, czyli skutek, w postaci bardziej lub mniej precyzyjnego "dotarcia". Czasem jest to misja założyciela, dewiza jego rodziny od pokoleń, czy przesłanie marki, które poza słupkiem sprzedażowym dzisiaj, porównywanym do odpowiadającemu mu wczoraj, przed rokiem, czy w innym wariancie, niesie ponadczasową historię, a często niepoliczalną, choć cenną i nie tyle niezbędną, co potrzebną człowiekowi wartość. Bywa, że ta ostatnia jest pozytywna, wnosząca dobro do życia ludzi/ użytkowników, zwanych przez rynek targetem, co ocenia czas, a ściślej wspomniany target - człowiek, jeśli tylko zechce spojrzeć wstecz, analizując produkt, jego cechy użytkowe, czy troskę producenta o wspomniane wartości, za które nie tyle nie otrzymuje się bezpośrednio zapłaty, co czasem dokładnie odwrotnie - ponosi się ich bezpośrednie koszty. Jeśli istnieje podstawowe zadanie reklamy, polegające na wsparciu Sprzedaży, jest możliwe wykorzystanie jej także w celach poza bezpośrednim zyskiem własnym. Jak wszystko w przyrodzie, tak i reklama poddana jest próbie, a niektóra, niektóre z nich przetrwa.




