bagaż

W drodze do pracy stanąłem w tramwaju tam, gdzie pozwalała na to niezajęta przestrzeń, a po chwili zorientowałem się, że oznaczona jest napisem "miejsce na bagaż". Pierwsza myśl - kwestia kontekstu, odniesień, porównań, opinii subiektywnej i obiektywnych (bez rozsądzania które są ważniejsze), ale coś w tym jest - mam nadzieję, że nie w całości, ale częściowo na pewno spośród tego kim jestem, co robię, co mówię, co myślę, co wnoszę i co po sobie zostawiam jest sporo bagażu - zarówno dla otoczenia jak i dla mnie samego. Pocieszenie jest jednak takie, że bagaż nie tylko nie jest zbędny, ale przeciwnie – po coś go szykujemy i ile czego do niego zabierzemy wymaga decyzji, skutku zastanowienia, rozsądnego zaplanowania i skrupulatnego przesiania potrzeb, bo co będzie na pewno używane, a co może akurat się przyda nie wiemy z wyprzedzeniem. Musimy wszystko potrzebne zmieścić w określonym rozmiarze i wadze - trochę w tym analogii do zamkniętego minutami dnia, tygodnia, roku, życia. PS. Nie podejmę się analizy zawartości damskiej torebki, raczej wyciągnę lekcję na dni kolejne - podróż do pracy może być nużącą koniecznością, chyba że staniemy w pewnym szczególnym miejscu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za komentarz