Zamyśliła mnie nie po raz pierwszy muza specyficzna. Dotknęła gazetki promocyjnej zmieniając opis "ziemniaki jadalne" na "ziemniaki", a Klienci sklepu z jakiegoś powodu poradzili sobie i nikt nie miał niestrawności. Pokazała jak stworzyć reklamę z hasłem promocyjnym tą samą wielkością czcionki, co opis warunków, by móc z promocji skorzystać. Uczciwość oraz Sprzedaż nie tylko nie pokłóciły się, co odniosły wrażenie, że skądś się znają. Choć nie była to miłość, z całą pewnością to co ich łączyło było ważne i póki co nie zardzewiało. Specyficzna musnęła produkcje telewizyjne z tzw. lokowaniem produktu wykorzystując znaną i stosowaną jeszcze gdzieniegdzie subtelność. Mimo że sekund ekspozycji logotypów ubyło przekaz reklamowy okazał się mieć siłę taką samą, a często przez niedopowiedzenie większą. Zauważyłem, że muza nie działa nachalnie i jest prawie bezkosztowa. Żywi się ciszą oraz obserwacją. Nie jest też wymagająca, choć jak ją nie bez powodu nazwałem - specyficzna. Bytuje w dostępnej dla ogółu, w tym dla mnie codzienności mając zdolność dopisania do słowa oczywiste przedrostka "nie". O ile uda mi się dostrzec jej sugestie. Mimo że zajęty jestem jak większość ludzi, mam nadzieję zamyśli mnie co pewien czas muza specyficzna.
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
o czym jest książka
Znamy się tylko z
czytania, tak bym zaadoptował fragment piosenki Trubadurów. Moja skromna
książka skończyła dzisiaj pół roku istnienia, a czy wniosła lub wniesie
cokolwiek dobrego czas pokaże, podobnie jak to, czy uda się jej rzucić
spojrzenie na oczywistości z innej kamery niż zwykle, a w miejscu niektórych
kropek wstawić znak zapytania. Ma na to swoją szansę. O czym jest książka? Z
pewnością nie stanowi zbioru instrukcji, czy nowych prawd, jest raczej
opowieścią o Sprzedaży, tak jak ją postrzegam i czuję. Do poczytania, a może
krótkiej refleksji między sprawami ważnymi i ważniejszymi. W zabieganiu, a może
w czasie wolnym, w podróży, a może do poduszki. Nazwałbym ją połączeniem na
wskroś osobistym, mnie z czytelnikiem dla mnie wyjątkowym. Nie musimy się znać
i najczęściej tak jest, a możemy dotknąć wspólnie pewnych tajemnic. To
unikalne. Uważam też, że zbyt często hołduje się dzisiaj temu co idealne, stąd
w książce jest kilka tzw. literówek, których nie koryguję celowo. Niech
pokazują i świadczą o ułomności autora, której się nie pozbędę, ale i nie
wypieram. Niech wybijają też czytających z fazy usypiania :) PS. Gdyby ktoś
poczuł się w jakimś stopniu zaintrygowany, poniżej zostawiam możliwość druku na
życzenie, który działa nad wyraz sprawnie. Będzie mi bardzo miło, a na koniec
najważniejsze - dotychczasowym i przyszłym czytającym bardzo dziękuję.
na chwilę
Jeśliby (na chwilę)
spróbować rozszyfrowywać i unieszkodliwić w myślach kierowany do nas z różnych
źródeł, przynajmniej co drugi lub trzeci tzw. clickbajt, jeszcze przed
kliknięciem, możnaby stwierdzić na własnym przykładzie, czy zaburzy to
równowagę w przyrodzie, czy raczej unormuje. Co utonie (na chwilę) dzięki temu,
a co być może (na chwilę) wypłynie, do sprawdzenia wg uznania i w osobistej,
spersonalizowanej „bańce”.
instrukcja obsługi dnia
Proste ma potencjał silniejszy, niż się zakłada. Poniższa refleksja omija szczegóły, by wybrać formę trzech zdań. Mimo że nie znajdziemy jej na tablicy korkowej i na ekranie komputera czasem wystarczy krótka instrukcja obsługi dnia, jeśli tylko zechcemy ją wdrożyć. Jest wzrokiem dziecka, z niewypowiedzianym choć precyzyjnym komunikatem "patrzę ci na ręce". Cokolwiek dzisiaj robię, niezależnie od branży, również w Sprzedaży.
młode pędy
Zaskoczy mnie czasem rzeczywistość, mimo że świat traktuje niektóre przestrzenie po macoszemu. Gdy już myślałem, że czytelnictwo papierowej książki odeszło na karty historii wyszedłem z księgarni zaskoczony mnogością pięknych wydań. Gdy już myślałem, że w dobie platform streamingowych teatr umiera miałem problem z rezerwacją dobrego miejsca na sali, na dwa miesiące przed sztuką. Gdy już myślałem, że z Muzyki uchodzi resztka życia trafiłem na ludzi tworzących od kilku dziesięcioleci wg ustalonego pierwotnie charakteru. Tworzących pomimo. Doświadczyłem też jakości śpiewu, który bez wsparcia pudru i choreografii przerasta ten większości współwykonawców. Zaskoczy mnie czasem rzeczywistość, mimo że świat traktuje niektóre przestrzenie po macoszemu. Myślałem, że drzewo uschło. Ujrzałem młode pędy.



