Jak wszystko w przyrodzie, tak i reklama poddana jest próbie. Patrzę na obrandowaną chorągiew na maszcie wbitym w ziemię przed firmą, poddającą się naporowi wiatru i dzięki temu eksponującą, co na niej nadrukowano, mijam kolejny bilbord oraz znacznych rozmiarów logotyp-neon na dachu okazałego biurowca, a wszystkie obliczone z zapasem na niekorzystne warunki atmosferyczne, przeglądam dzisiejszą gazetę, by jutro mieć w ręku jutrzejszą, też tylko na chwilę, dotykam wzrokiem, choć tego nie planuję losowych i mniej lub bardziej udolnie dopasowanych do mnie banerów online, które przykrywają i spychają tematy niedawno przeze mnie poszukiwane oraz newsy pr-owe, bo w trakcie emisji okazały się bardziej klikalnymi, lepiej przygotowanymi pod SEO lub zwyczajnie - wykupiono je wyższym budżetem. Jest szansa, że coś więcej z tego przetrwa, niż emisja, ekspozycja, celowa lub podprogowa reakcja i relacja komunikat-klient, czyli skutek, w postaci bardziej lub mniej precyzyjnego "dotarcia". Czasem jest to misja założyciela, dewiza jego rodziny od pokoleń, czy przesłanie marki, które poza słupkiem sprzedażowym dzisiaj, porównywanym do odpowiadającemu mu wczoraj, przed rokiem, czy w innym wariancie, niesie ponadczasową historię, a często niepoliczalną, choć cenną i nie tyle niezbędną, co potrzebną człowiekowi wartość. Bywa, że ta ostatnia jest pozytywna, wnosząca dobro do życia ludzi/ użytkowników, zwanych przez rynek targetem, co ocenia czas, a ściślej wspomniany target - człowiek, jeśli tylko zechce spojrzeć wstecz, analizując produkt, jego cechy użytkowe, czy troskę producenta o wspomniane wartości, za które nie tyle nie otrzymuje się bezpośrednio zapłaty, co czasem dokładnie odwrotnie - ponosi się ich bezpośrednie koszty. Jeśli istnieje podstawowe zadanie reklamy, polegające na wsparciu Sprzedaży, jest możliwe wykorzystanie jej także w celach poza bezpośrednim zyskiem własnym. Jak wszystko w przyrodzie, tak i reklama poddana jest próbie, a niektóra, niektóre z nich przetrwa.
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
wiesz co?
- Wiesz co?
Widzę, że słuchasz, tylko nie wiem, czy już rozumiesz. Chociaż może i cała
nadzieja w tym, że jeszcze nie rozumiesz. Zróbmy raz inaczej, bo nie wiem czemu
czuję, że coś jest źle. Niektóre elementy są dobre, zawsze były, a na pewno w
założeniu, tylko w użyciu niewiele się o tym pamięta. Inne rzeczy wystarczy
robić dokładnie odwrotnie, to prawie gotowa instrukcja, oczywiście tylko jak
ktoś chce. Powiedziałbym o zwrocie o 180°, tylko matematyki jeszcze nie miałeś.
Dlaczego nie spróbować, choćby raz, co (celowo) zawiłe uprościć, co (celowo)
niezrozumiałe wytłumaczyć, co (celowo) pod gwiazdką i drobnym drukiem pogrubić,
a przy tym (celowo) wyuczony grymas życzliwości na twarzy zastąpić wrodzonym.
Ładną masz twarz, widziałeś? To nie powinno być trudne, choć nie musi być
łatwe. Myślę, że przyzwyczajenie ma swoją siłę i widzę to codziennie.
Ostatecznie przecież, jak nam nie wyjdzie, będziemy robić jak każą. Młodzi
jesteśmy, a wszyscy wokół mówią, że możemy wszystko. Niech będzie przynajmniej
to jedno. Spróbujesz ze mną?
- Słucham cały czas, rozumiem, ale chciałem wysłuchać do końca. Też masz ładną twarz. Zróbmy raz inaczej. […]
świata strony
Idą impulsy sprzedażowo-zakupowe w cztery świata strony, choć liczba kierunków jest zdecydowanie większa, właściwie nieskończenie. Drogę pokonują bezdźwięcznie oraz bynajmniej – zwłaszcza wtedy, gdy uznano, że o czymś (trzeba?) dużo i głośno. Plany i ambicje sprzedażowe same się nie realizują, tak jest dzisiaj, było wczoraj i będzie raczej zawsze. Mało i z każdym dniem coraz mniej pustych przebiegów informacji, a w świecie cyfrowym zredukowano je prawie do zera, więc nieważna pora i okazja, jak dzień, noc, nowy rok, święta, czy inna inność od codzienności - każdą pustkę, jeśli tylko się znajdzie, chętnie zagospodarują. Nowe oferty i dobrze znane, przedsprzedaże i wyprzedaże, zakrawające o nachalność i podprogowe, nieobowiązkowe i przebrane w podyktowane trendem opakowanie "must have", całoroczne i sezonowe, celowane wprost i "lokowane" przed, po oraz centralnie, w materiałach eksperckich i tych kreowanych na od niechcenia. Zachęty, sugestie, propozycje, uaktualnienia i przypomnienia, zwane czasem followupem. Trudna do sprecyzowania liczba impulsów, po części trafionych, choć nie mniej chybiło, bo niektóre nie dotarły jeszcze, a inne nigdy nie osiągną intencjalnego celu. Pomiędzy planowanym i chaotycznym, ale nieustającym ruchem informacji widać coś stałego i bynajmniej nie jest to słup podpierający przewody, a samą Sprzedaż. Zamykam oczy, zasłaniam uszy - to ja. Otwieram oczy - nie jestem tu sam. Przypadkiem, a może celowo zatrzymałem się, by opisać zjawisko dostrzegalne bardziej świadomością, niż wzrokiem. Idą impulsy sprzedażowo-zakupowe w cztery świata strony [...].
wielki - niewielki
Zapłaciłem,
odwróciłem się i skierowałem do drzwi, nie chcąc paragonu, bo kwota niewysoka,
a sklep coraz mniej odwiedzany, co widzę przez lata. Zdążyłem usłyszeć dźwięk
fiskalnej kasy. Zaskoczy mnie czasem rzeczywistość, a tak naprawdę wpływ na nią
człowieka, wielki - niewielki. Ten ostatni jest różny. Odwiedzam bardzo dobrze
mi znaną nadmorską miejscowość, której wszystkie walory w ciągu dekady ktoś
zabrał. Uczciwie, zgodnie ze sztuką i planami, tylko tutaj były rosnące po
swojemu drzewa i za nimi piach i morze, a dzisiaj wciąż miejsce bardzo dobrze
mi znane, jak tylko zamknę powieki. Nikt nie wie, ile czasu jeszcze mu zostało,
po tej stronie, czy jak kto woli - w ogóle. Być może ostatnia kropka na
grzbiecie biedronki jest widoczna od dawna. Zauważyłem jednak, że wpływ na
rzeczywistość trwa dłużej, niż jego przyczyna i źródło, ale po co mi ta
obserwacja i po co o tym piszę, nie wiem. Zaskoczy czasem rzeczywistość, a tak
naprawdę wpływ na nią człowieka, wielki - niewielki.
twarze
Wydawać by się mogło, że dla efektywności Sprzedaży, której pochodną jest odbiór wizualny komunikatu, zachęta zakupu powinna mieć twarz szczęśliwą, uśmiechniętą, najlepiej wysyłającą (wypowiedziany lub nie) sygnał "kup teraz" lub przynajmniej za chwilę, a będziesz szczęśliwy, zadowolony - teraz, za chwilę lub kiedykolwiek, choć to już nie takie ważne. Ujrzałem jednak niejednokrotnie i doświadczyłem równie, jeśli nie bardziej skuteczne działanie sprzedażowe w opanowanym i pewnym wzroku szewca. Nie dbał o uśmiech, choć wywoływał go u mnie - Klienta, podczas wypowiadanych słów "tych fleków pan nie zniszczy". Sprzedaż ma różne twarze, a jej atrybut w postaci skuteczności ma się dobrze, bez względu na zainwestowany budżet. Tak uważam, choć nie mam i nigdy nie miałem monopolu na rację. Cieszę się, że mogę pewnych procesów doświadczać, przyglądać się im, by po latach po swojemu opisać.




