tabela mistrzów

Poniższa refleksja jest być może mało znacząca, jednak z jakiegoś powodu tzw. kropla w morzu do złudzenia przypomina tę drążącą skałę. W słowniku języka polskiego znajduje się wytłumaczenie znaczenia przedrostka "para", jako "[...] pierwszy człon wyrazów złożonych, oznaczający: niby, prawie, wyrażający podobieństwo do tego, co jest określane drugą częścią złożenia [...]". Nie rozumiem, bynajmniej oczywiście tej prostej definicji, a użycia tego przedrostka w wyrazie paraolimpiada. Trwająca obecnie dyskusja dotycząca stosowania słowa paraolimpijskie vs. paralimpijskie, spowodowana różnicą w tradycji oraz wynikającą z tłumaczenia języków nie wyklucza i nie tłumaczy pytania, które postawię w kolejnym zdaniu. Dlaczego "niby" oraz z jakiej przyczyny "prawie". Sam nie wiem co bardziej tu nie pasuje. Patrzę na współzawodnictwo w wykonaniu ludzi sprawnych oraz z niepełnosprawnością i nie dostrzegam różnicy w pasji, w zaangażowaniu, w woli walki, w chęci rywalizacji, wiec w tym co stanowi istotę Sportu w najczystszej jego formie. Wydaje się to przejrzyste i widoczne. Jeśli kryterium jakiejkolwiek tutaj kategoryzacji jest jak najlepsza liczba w tabeli wyników, to w każdej olimpiadzie mają miejsce najlepsze. Idąc konsekwentnie dalej, być może wszystkiemu czym się zajmujemy na co dzień w różnych sferach i dziedzinach życia, co nie ląduje ostatecznie w alegorycznej tabeli mistrzów należy nadać przedrostek "para". Również w tym przypadku, mimo braku różnic w tradycji oraz wynikających z tłumaczenia języków nie wyklucza i nie tłumaczy nikt pytania dlaczego "niby" oraz z jakiej przyczyny "prawie". Mam wrażenie, że nie jest tak jak być powinno, a ponieważ życie przeciętnego człowieka jakim jestem odbywa się zdecydowanie poza wspomnianą tabelą mistrzów, należałoby mu nadać ten sam przedrostek. PS. Wielki szacunek dla wszystkich sportowców. Wszystkich.

wspólne organy

Patrzę na wiatrak dzisiaj, w zaawansowanym już XXI. wieku i myślę, czy jest tym, do którego zdążał Don Kichot z La Manchy, zakochany bez pamięci w Dulcynei z Toboso. Nie mam możliwości ich zapytać, podobnie jak wiernego niczym Samwise Gamgee, Sancho Pansy. Postrzegam w tym pięknym obiekcie ludzkiej myśli inżynieryjnej symbol stałości i aktualności wartości oraz prawdy, która nie poddaje się próbie czasu, podobnie jak myśli Lucjusza Anneusza Seneki.

 

„Ustawiczne pijaństwo powoduje zdziczenie umysłów.”

 

„Nie spuszczamy z oczu cudzych błędów, a własne chowamy za plecami.”

 

„Obawiacie się wszystkiego jako śmiertelni, a pożądacie wszystkiego, jakbyście byli nieśmiertelni.”

 

„Owoce są najsmaczniejsze, kiedy się kończą. Dzieciństwo najpiękniejsze jest, kiedy się z niego wyrasta. Pijakom największą przyjemność sprawia ostatni kielich wina, ten, który ich pogrąża, który wieńczy pijaństwo. Wszelka rozkosz odsuwa na sam koniec to, co ma w sobie najmilszego. Najprzyjemniejszy jest wiek już podeszły, ale jeszcze nie podupadły. A nawet i ów, uważam, stojący na samej krawędzi życia, ma swoje przyjemności. Albo już samo to zastępuje przyjemności, że wcale się nie odczuwa ich braku.”

 

Nie da się nie zauważyć, że powyższe, wybrane losowo myśli Seneki nie uległy dezaktualizacji. Trochę jak wiatrak, na który patrzę dzisiaj, w zaawansowanym już XXI. wieku. Z ostatnią myślą dość mocno się identyfikuję, zapewne z racji zaawansowania mojej osobistej osi czasu, która zakończy się w dniu dla mnie zakrytym. W wiatraku widzę jeszcze siłę i stałość Miłości, nawet tej bez pamięci, cechującej Don Kichota. Dostrzegam też znaczenie wierności wspomnianych towarzyszy drogi, jak Samwise Gamgee i Sancho Pansa. Nie wiem, czy wierność i Miłość są jednym organizmem, ale mają wspólne organy. Wspólne, jak codzienność z ludźmi idącymi z nami krok w krok, których być może spycha na dalszy plan uwagi rutyna oraz sprawy pozornie ważniejsze […]. PS. myśl urywam celowo, niech ma szansę trwać, przynajmniej chwilę. Trochę jak wiatrak, na który patrzę dzisiaj, w zaawansowanym już XXI. wieku.

spalone mosty

Czasem przychodzi refleksja nieplanowana. Bywa zbiorem pojedynczych myśli, które pojawiały się na przestrzeni lat, choć innym razem przypomina akt strzelisty, w postaci samodzielnego samorodka. Poniższa jest czymś pomiędzy, zawierając cechy ich obu. Wyciągam z szuflady zapomniany przez 40 lat ołówek. Działa, jakbym kupił go wczoraj, choć patrząc na dostępne dzisiaj w sklepach, nie wiem czy taki bym kupił. Podobnie jest z młotkiem i większością narzędzi z mojej narzędziowej skrzyni. Działają. W piwnicy w domu dziadka jest imadło, które pół wieku istnienia obchodziło szmat czasu temu. Działa. Otwieram laptopa sprzed 10 lat, by zaobserwować brak oznak życia. Płyt z grami na CD sprzed kilku zaledwie lat nie mam gdzie włożyć. Nie będę udawał, że układają się w tym kontekście dość wyraźne pytania, nawet jeśli ktoś bardzo stara się je ukryć. Czy konieczne jest palenie mostów w pędzie za zmianą. Zapewne nie wszystkich, ale aż tylu. Czy rozwój musi zostawiać za sobą aż tyle alegorycznego gruzu i odpadu, którego ostatnią destynacją jest półka w muzeum. Dziadka nie mam możliwości zapytać, planuję zrobić to po tamtej stronie. Po tej zostało imadło, które poza tym że wciąż działa, mam wrażenie swoim milczeniem daje odpowiedź wyraźną, nawet jeśli miała być w zamierzeniu ukryta. Jeśli istnieją wynalazki ludzkiej myśli i potrzeby, być może istnieje potrzeba myśli o wynalazkach. Myśli dalekowzrocznej i uwzględniającej coś więcej, niż doraźną wygodę, czy zysk. Dzisiaj także mamy przypisane naszym czasom mosty. Myślenie człowieka wciąż działa.

nie rób, czyli rób

Na trawniku przy placu zabaw zainstalowano w niedalekiej od siebie odległości dwie tabliczki, „zakaz wyprowadzania psów” oraz „posprzątaj po swoim psie”. Nie da się nie zauważyć w przekazie niekonsekwencji, choć przypomina do złudzenia instalowanie popielniczek w samolotach, w których nie wolno palić. Komunikację tego typu nazwałem schematem "nie rób, czyli rób", a przypadkowa obserwacja sprzed lat pokazała mi, że można taką wykorzystać w reklamie. Slogan, który zobaczyłem na naklejce wiele lat temu na stacji benzynowej z jakiegoś powodu zapadł mi w pamięć i był dokładnie tego przykładem. "Jeśli już musisz pić i jechać, pij Pepsi”. PS: treść nie zawiera lokowania produktu, raczej idei, a kończąc życzę wszystkim, nie pomijając siebie przewagi wzajemnych zachowań międzyludzkich biorących pod uwagę dobro wspólne. Niezależnie od komunikatów i schematów.

ona tego nie chce

Spotkałem ją na zakupach, trochę z zaskoczenia, choć jak się zastanawiam, nieświadomie widzimy się dość często. Rozmawialiśmy chwilę, choć słów nikt nie wypowiadał. Zapytała dlaczego promocyjną cenę produktu widzi z odległości kilku metrów, a jak podejdzie do napisu, dopiero z bliska dostrzega warunki skorzystania, niekoniecznie łatwe do spełnienia. Przy kupowaniu kuchenki zobaczyłem w jej oczach coś jakby zawód i kolejne niewypowiedziane pytanie, dlaczego kupuję. Odpowiedź była najprostsza z prostych - w mojej dotychczasowej po 20 latach przepaliły się grzałki. To powód oczywisty. Zrozumiałem jednak drugie dno tej sytuacji, gdy od sprzedającego usłyszałem "już takich nie robią”, a nowa kuchenka z pewnością tak długiego okresu nie wytrzyma. Pytań było więcej, choć słów nikt nie wypowiadał. Usłyszałem kilkukrotnie z jej ust wypowiedź, że ona tego nie chce. Wierzę, bo dostrzegam na co dzień podobne zjawiska, niekoniecznie kupując. Obserwacja Sprzedaży odbywa się w sposób czynny i bierny często w sytuacjach nieplanowanych. Zastanawiam się jednak, czy stwierdzenie „ona tego nie chce” nie było analogią dużego napisu promocyjnego, który widzę z odległości kilku metrów, a jak podejdę bliżej, dostrzegam drobny druk na dole. Czyżby i tutaj zainstalowano drugie dno, a Sprzedaż z którą rozmawiałem, choć słów nikt nie wypowiadał należała do gatunku „już takich nie robią”? Uwiodła mnie wnioskami łudząco podobnymi do moich, choć być może i ona chciała mi coś sprzedać. Nie pierwszy raz. Spotkamy się niedługo na zakupach, trochę z zaskoczenia, w sposób czynny lub bierny, więc zapytam. Słów zapewne nie wypowiem, bo choć mam uzasadnione wątpliwości podskórnie czuję, że ona tego nie chce.