źródło: youtube.pl
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
Grzegorz Turnau w reklamie
źródło: youtube.pl
WOW!
Mimo upływającego czasu wciąż porusza przekaz, który wyśpiewał 55 lat temu
w swoim muzycznym pomniku Czesław Niemen. Od pierwszego słowa po wstępie
zagranym na organach Hammonda po słowo ostatnie, wszystkie ważne i trafne.
"Dziwny jest ten świat [...]". Do tego żywego wciąż
przesłania odniosę się w kontekście lansowanego w świecie Sprzedaży tzw.
efektu WOW.
N lat temu o zawiedzionym oczekiwaniu człowieka
wiedział sam zainteresowany oraz osoby, z którymi się spotykał, więc jego
najbliżsi, rodzina, znajomi w pracy, ale też np. nieznajomi stojący przed i/lub
za nim w kolejce po coś lub za czymś, często kolejce wielogodzinnej, w
której budował się zalążek i podwaliny ludzkich relacji stanowiących namiastkę
"naszej klasy", facebooka i innych mutacji pararelacji, a może
powinniśmy nazwać e-relacji. Nawiasem mówiąc może jest dokładnie odwrotnie i tzw.
e-relacje są namiastką relacji budowanych niegdyś w kolejce po coś lub za
czymś. Dziś natomiast jest inaczej, bo bardzo szybko i w większym zasięgu
rozprzestrzenia się informacja z jednej strony przyklepywana/ poklepywana
lajkami, a z drugiej opiniująca, a czasem obciążająca tę drugą szalę wagi oceny
człowieka. I z jednej strony ciężko ocenić wartość człowieka bez poznania go
bliżej, a jednocześnie łatwo go ocenić (nieważne czy uczciwie/ słusznie)
zostawiając o nim choćby opinię w internecie. Zarówno "ciężko" i
"łatwo" dotyczy tej samej oceny/ opinii i odnosi się do tego samego
człowieka.
Zastosowałem wstęp nieco historyczny celowo, ponieważ
tzw. efekt WOW nie jest wynalazkiem naszych czasów, a obowiązywał od
początków ludzkości. Bardziej więc pasowałby wstęp prehistoryczny, bo od samego
początku jeden człowiek miał z drugim bardziej lub mniej celowy kontakt,
wzajemnie od siebie czegoś potrzebowali i kontaktując się zostawiali po
spotkaniu ze sobą/ po wzajemnym obcowaniu/ po sobie różnorakie wrażenie.
Wrażenie, które trwało. Tzw. efekt WOW to określenie czegoś co istniało i będzie
dalej mieć miejsce niezależnie od tego, czy nazwiemy to dzisiaj
"efektem", a za dwieście lat być może inaczej lub zostawimy bez
nazwy, jak przez tysiąclecia.
Pozytywne zaskoczenie nie musi być i nie jest wyłącznie
wrażeniem chwilowym, czy zachwytem na pierwszy kontakt z człowiekiem/ ofertą/
rozwiązaniem/ produktem. Wszystko ocenia czas nie inaczej jak po swojemu, więc
po czasie. Być może w procesie oceniania czas jest jedynym
uprawnionym Jurorem. Po czasie okazuje się, czy zachwyt i pozytywne
wrażenie były i nadal są zasłużone. WOW! mówię sam do siebie używając tej
samej patelni przez 20 lat, bo jej przestrzeń robocza jest wciąż idealna (nazwy
firmy nie wymienię, choć wciąż istnieje i mam nadzieję, że długo będzie mieć
się dobrze). WOW! myślę uświadamiając sobie, że współczesna konstrukcja
nożyczek wygląda niemal tak samo jak przed 2000 laty, buty mają lat 5500, nie
wspominając (choć celowo je wspominam) o kole, które ma już 6000 "wiosen"
pozostając niemal w nienaruszonej formie. WOW! się ciśnie na usta, gdy
wspominam programy Adama Słodowego, profesora Wiktora Zina, czy Tony'ego
Halika, które miały cechę wspólną, bo osobowość w nich była najważniejsza, nie
product placement i produkcja powstawała wokół wielkiego talentu i pasji
bohatera/ prowadzącego/ twórcy/ autora. Człowieka. Człowiek i narzędzia.
Człowiek, węgiel i papier. Człowiek, kamera i mapa. Jedyne
"lokowanie" to Człowiek i pokazanie wprost jego zamiłowania do
majsterkowania, do rysunku, do podróży, do [...] oraz zasianie zalążka tej
pasji w sercach widzów, w tym mnie. Mogę należeć do wymierającej już niszy, ale
tak to pamiętam, więc nie na wstępie i nie na kredyt, ale po czasie, po wielu
latach wypowiadam temu co wyżej wymieniłem zasłużone WOW!
Nie inaczej jak na końcu spektaklu Statler i
Waldorf komentowali z balkonu w "Muppet Show" w sobie przypisany
sposób to, co przed chwilą ujrzeli. Robert Zemeckis w "Back to the
future" uzyskiwał ten efekt napisem TO BE CONTINUED nie inaczej, jak na
końcu filmu, zostawiając oglądającego z otwartymi ustami i chęcią pójścia do
wypożyczalni VHS natychmiast. Czyż nie robi również podobnie wytwórnia Marvel
zaszywając w kolejnych produkcjach smakowite mikrosceny nie inaczej jak po
literach końcowych? Mimo że to różne światy/ universa/ historie oraz mimo że
dzielą je dziesięciolecia odwracają patrzenie na tzw. efekt WOW kultywujący
sprzedaż tzw. pierwszym wrażeniem. Dawid Kubacki i wielu innych sportowców
również nikomu niczego nie obiecywało na wejściu, by pokazać swoją wartość.
Wartość ukazała się po fakcie, bo poznaje się ją po owocach, nie po pozorach.
Pierwsze wrażenie w kontakcie z człowiekiem/ rozwiązaniem/ produktem oraz
przygotowanie merytoryczne do spotkania, czy do rozmowy (w tym handlowej) jest
bardzo ważne, czego bynajmniej nie deprecjonuję, niemniej tzw. efekt WOW
powinien być także, a może w pierwszej kolejności wrażeniem „na wyjście”
(po wykonaniu usługi), nie przed (czytaj „na wejście"), jak się
dzisiaj lansuje. Nie inaczej jak na koniec powinny powstać podwaliny/ powody
kontynuowania kontaktu/ relacji, bo finał zrealizowania usługi jako
jej uwieńczenie ma szansę stać się początkiem współpracy długoterminowej, a
może zażyłości i wieloletniego przywiązania do marki. Klient powtarza zakup
po raz n-ty właśnie ze względu na to co otrzymał w całości realizacji usługi, nie
w pierwszej obietnicy, czy pozytywnym zaskoczeniu "na wejściu".
Pozytywne zaskoczenie nie musi być i nie jest
wyłącznie wrażeniem chwilowym, czy zachwytem na pierwszy kontakt z człowiekiem/
ofertą/ rozwiązaniem/ produktem. Wszystko ocenia czas nie inaczej jak po
swojemu, więc po czasie. Może na przekór powszechnemu rozumieniu „efektu
WOW" warto w rozmowie z Klientem uważać z koloryzowaniem/ zachwalaniem/
idealizowaniem już na wstępie własnych umiejętności/ rozwiązań/ usług/ ofert/
produktów. Najgorszą możliwością będzie, gdy Klient w pięknym opakowaniu otrzyma
zatęchłe powietrze i po otwarciu pudełka zostanie mu w rękach jedynie
zniszczone opakowanie oraz uczucie oszukania. Można zrobić dokładnie
odwrotnie nie obiecując „złotych gór" i "fajerwerków", bo nie
inaczej jak post factum Klient przekona się o kompetencjach obsługi oraz o
wartości rozwiązania, które wybrał. Jeśli wciąż będzie zadowolony jest szansa,
że powie lub pomyśli WOW!
Kończąc tę myśl może ją w pewnym sensie rozpoczynam. Dziękuję czytającym za poświęcony czas. Widać dokładnie jak i od której strony dzisiejszy świat odczytuje/ rozumuje/ odbiera stwierdzenie „WOW” wraz z przypisaną mu pochodną, zwaną "efektem". Liczy się sprzedaż DZISIAJ. Być może będę miał swój wpływ na częściową w tym zakresie korektę. Wiem od której strony odczytuje/ rozumuje/ odbiera ów „efekt” Klient, zwłaszcza ten, który chce i może kupić więcej niż jeden raz. Również jednak dlatego, że liczy się sprzedaż DZISIAJ I W PRZYSZŁOŚCI. Życzę Handlowcom nie pomijając siebie, by nie początek obsługi, a koniec zostawiał Klienta z wrażeniem spełnienia połączonego z niedosytem. Życzę stałej, a nie wyłącznie na wstępie umiejętności wzbudzania uczucia oczekiwania na kolejny krok, na kontynuację, a być może wieloletnią relację handlową (oby takich jak najwięcej). Dbając o tzw. efekt WOW kładźmy nacisk na koniec. WOW czytane od końca brzmi dokładnie tak samo. Przede wszystkim jednak dlatego, że istnieje wrażenie pierwsze oraz to ważniejsze.
genialna prostota
Nie o lokowanie produktu tu idzie i abstrahując od Marki zwracam uwagę na zastosowaną genialną prostotę ludzkiego pomysłu.
Dżem Babci.
Co jeszcze drzemie w tym dżemie?
(zdanie ostatnie, gratis ode mnie)
można/ trzeba znaleźć
Bardzo dobra kreacja noworoczna pokazująca, że genialny pomysł istnieje, jedynie go można/ trzeba znaleźć. Gratuluję twórcy kreacji, naprawdę dobra robota, a żeby pozostać w jej klimacie, czyli temacie włoskiego makaronu, powiem - bravissimo!
grafika, źródło - internet: /pl.printerest.com/
Ważna
Piękny kwiat adorować wypada w ciszy więc kilka poniższych zdań piszę w
milczeniu. O tym jak ważna jest Róża, ta pisana wielką literą opowie Mały
Książę. Ja się jego Różą nie będę zajmował. Niemniej jednak potwierdzam, Mały
Książę ma rację, mimo że (a może właśnie dlatego), że jest mały. Ma rację, bo
jego Róża i każda inna róża jest ważna. Dlatego wzorem Małego Księcia napiszę
Ważna wielką literą. Róża jest przykładem, na którym można rozważyć ważne i
najważniejsze tematy związane z pracą, z rozwojem, z modną dzisiaj tzw. marką
własną, z doświadczeniem oraz z nieuniknionymi w życiu każdego z nas, ze stratą
i przemijaniem. Wszystko wyżej wymienione to nie wszystko, bo dłużej można
wymieniać, za to wszystko wymienione i niewymienione dotyczy zarówno wszystkich
jak i wszystkiego.
Żeby róża mogła wzrastać i dojrzeć muszą zaistnieć ku
temu okoliczności. Pojawia się praca, jako precyzyjnie obliczona i
zaplanowana hodowla, ale i ta niezaplanowana, w naturze, w teoretycznym i
praktycznym jej chaosie. Do zadbania o różę zaliczymy deszcz, temperaturę,
ciśnienie i inne elementy związane wspólną kokardą z napisem [warunki atmosferyczne].
One to właśnie wraz z mikroelementami w glebie pracują do spółki na rozwój i
wzrost tego kwiatu. Mały Książę dodałby, że róża musi mieć dla kogo rosnąć i
być piękna, wówczas będzie Różą. Ma rację również w tym miejscu, a róża ma
piękna pod dostatkiem. Wylewa się go wręcz z brzegów jej kielicha
piękna. Jeśli więc róża jest ważna, przyrównam ją do bez wątpienia ważnej
pracy, która rozwija, uspołecznia, daje utrzymanie i często spełnienie.
Przechodząc jak z użyciem efektu morphingu w punkt
kolejny rozważania i adorowania pięknej róży, natrafiamy na hołdowaną dziś
(słusznie lub nie) tzw. markę osobistą. Czemu natomiast akurat róża
w temacie marki własnej? Ona pasuje tutaj bardziej niż cokolwiek innego. Można
celowo spowodować, że kwiat wzrośnie w kolorze jakim chcemy. Można barwiąc wodę
robić cuda z jej wyglądem. Można wreszcie (również celowo) wpływać w sposób
fizyczny na rozmiar, wzrost i kształt kwiatu. Ale czy to dobrze i czy to
naturalne, to już pytanie podobnie jak wspomniana marka. Osobiste. Pytanie
skierowane do każdego indywidualnie. Odpowiedź będzie również indywidualna i
osobista, bo marka jest osobista, ale także dlatego, że do własnej oceny i
odbioru tego tematu mamy wszyscy prawo. Gdyby jednak spróbować nie
ulepszać, nie wlewać do wody barwników, nie koloryzować, nie regulować rozmiaru
pąków i stopnia ich rozwinięcia, a przez to podziwiać naturalność i
różnorodność tej rośliny, więc niepisany znak szczególny każdego kwiatu. Gdyby
jednak. To propozycja do świata, w zasadzie do ludzi/ konsumentów, czy oczekują
naturalności i różnorodności, czy zmieniania/ przemalowywania/ dostosowywania/
kopiowania/ upodabniania/ może i udawania oraz przebierania się i przybierania
zabarwienia pod okazję/ pod czas/ pod towarzystwo/ pod miejsce/ pod otoczenie i
pod inny powód, którego nie wymieniłem. Choć szanuję każdy pogląd w tej
sprawie, według mnie róża jest ideałem w naturalnym swoim pięknie.
Doświadczenie? Róża jest
dobrym przykładem doświadczonego fachowca. Zna się na załatwianiu ważnych,
często kluczowych spraw. Na okazywaniu wdzięczności, uznania, na oddawaniu czci
i pamięci oraz na zachwycie. Zna się na przepraszaniu i na tzw. wyciąganiu ręki
na zgodę. W tej ostatniej czynności bardzo często towarzyszy ludzkiej ręce.
Róża była niejednokrotnie przy narodzinach, pamięta też liczne zaręczyny i
huczne śluby, jubileusze, srebrne gody oraz inne ich
papierowo-porcelanowo-złote mutacje. Pamięta miłosne wzniesienia, adoracje
kochających młodzianków, tęsknotę i zaloty. "Maj się, maj, trzymaj się w
moich ramionach" zaśpiewa genialnym i niepowtarzalnym głosem Mieczysław
Szcześniak w "piosence niemałego już księcia". Ale to nie
wszystko. Róża nieraz lądowała w koszu, gdy ktoś komuś, między słowami lub
zupełnie bez słów dał tzw. kosza.
Róża pamięta też pogrzeby. Bywało, że zamiast wody z
wazonu piła przy różnych wydarzeniach łzy ludzkiej rozpaczy. Róża ma bardzo
szerokie doświadczenie, a przechodząc na koniec wymienionej na wstępnie listy
do straty i przemijania tutaj napiszę krótko. Widziałem ususzoną
różę, która zachowała w tej postaci swoje piękno. Mimo utraty źródła życia,
czyli wody nie zmieniła się również jej główna cecha. W zasuszonym stanie
wciąż, a może nawet bardziej niż kiedykolwiek pozostawała delikatna i krucha.
Pozostawała ważna, a raczej Ważna dla kogoś. Ważna dla [...]. (Mały
Książę prosił, by na tym skończyć).




