CASES of SALE, czyli PRZYPADKI SPRZEDAŻY
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
czy Ty to Ty
nie słuchaj reklam
Nie mówię, by nie wierzyć, nie mam na
myśli jej treści czy czasem błyskotliwej realizacji, nie uważam też, by reklama
była niepotrzebna, bo jest odwrotnie. Myślę jednak, że warto, a na pewno nie
zaszkodzi kwestionować, formować i bronić własnego spojrzenia, iść drogą mniej
udeptaną, nie podaną jako łatwiejsza, bardziej dopasowana (przez kogoś) do
naszej "persony", zakamuflowanej w postaci profilu domyślnych
zainteresowań i potrzeb. Dobrze te ostatnie samemu kształtować i być świadomym
niektórych reklamowych mechanizmów. W przeciwnym razie raz zjedzony kotlet z
frytkami spowoduje, że podstawią go nam do konsumpcji następnym razem i n-tym,
a szkoda by było nie poznać szerszych, nieodkrytych możliwości kuchni.
Alegoryczny schemat dotyczy wszystkich kanałów informacji (w tym
sprzedażowych), do których części przywykliśmy do tego stopnia, że traktujemy
je jako normę lub niewidoczne tło.
Słyszałem
tezę, że co dobre nie musi się reklamować i w bardzo wąskim znaczeniu tak jest.
Proponuję jednak wymienić, co dobrego wczoraj się na świecie stało, a nie było
komunikowane (nie musiało, a mogło). Idę o zakład, że zdarzyło się tego więcej
niż zdarzeń o charakterze przeciwnym, a czy to w porządku w stosunku do
funkcjonujących w kreowanej informacjami (nie mam na myśli tych dotyczących
bezpieczeństwa) przestrzeni ludzi, każdy niech wyrobi swoją opinię, a ja
podkreślę siłę sprzężenia zwrotnego - wpływu okoliczności zewnętrznych na
zachowania codzienne, które fragmentami tworzą całe życie. Tylko znów – by
niektóre sprawy dostrzec, trzeba podważyć status quo, nie wpasować się w
(czyjeś) założenia, w estymację uczuć i potrzeb, nie przyjąć bezkrytycznie algorytmowego
pewnika i przejść przez warstwę informacji (w tym sprzedażowych, wręcz
natywnych), które ustawiono na pierwszym planie. Jest wówczas szansa zobaczyć/
usłyszeć/ w dalszym kroku próbować zrozumieć, że coś trwa w najlepsze, mimo że
nie ma potrzeby o tym nikogo informować.
Medal ma jeszcze jedną - bezwzględną stronę, na której poparcie nietrudno sporządzić zestawienia i tabele. Ponieważ ogół odbiorców/ klientów, do którego się zalicza jednostka (ja i każdy z osobna), nawet nieświadomie czegoś nie robi/ nie kupuje / nie korzysta, mimo że jest to dobre, przedmiot zainteresowania (a właściwie jego braku) powoli zanika, znika, a pisząc o tym wracam pamięcią około 10 lat, gdy wspominałem w jednej z myśli o odpowiedzialności (znów każdego z nas) za nie dostrzeganie/ nie opłacanie żmudnej ludzkiej pracy zajmującej lata, jak nauka gry na instrumencie muzycznym. Lepiej się klikają tematy inne - mamy usprawnienie. PS Wracając do dzisiaj stwierdzam, że na kanapy celebrytów i koncerty wciąż zapraszamy wg klucza popularności, a przy okazji (nieobowiązkowo) może i jakości. Jeśli będzie mi dane zobaczę za kilka lat co się zmieniło, o ile uda się na chwilę zamknąć oczy i uszy, zignorować pierwszy plan informacji i dopasowanych do mojej "persony" reklam.
puzzle
Sprzedaż zagospodaruje każdą
umiejętność, nawet z pozoru z nią niezwiązaną, zaadaptuje cechy indywidualne
ludzi, predyspozycje, zainteresowania, mając szansę ubogacić się lub odwrotnie.
Przypomina gąbkę, którą można nasączyć wg intencji różnej, choć sama w sobie ma
przypisaną sobie funkcję, a taki stan rzeczy umożliwia pójście w dobrym
kierunku lub skierowane kroków w stronę egoizmu, wyzysku lub innych cech
społecznie niepożądanych. Zajmujemy się zawsze tym, na co mamy wpływ, choć
każdy może starać się wykorzystywać taką przestrzeń, by nie szkodzić, a
przynajmniej zostawić po sobie stan nie gorszy niż zastał.
Mam osobisty
pogląd na Sprzedaż, która wg mnie nie da się zamknąć w stuprocentowo nieomylnym
pudełku recept i definicji albo skrzyni, w której Mały Książę widział baranka.
Postrzegam ją raczej jako puzzle z nieokreśloną (nawet jeśli chcemy myśleć
inaczej) odgórnie liczbą elementów, do których kolejne dni i lata dokładają
swoje, w kształcie wymyślnym i niespodziewanym, choć jednocześnie
umożliwiającym bezproblemowe spasowanie z poprzednimi. Uważam, że to dobrze -
świeże, może nawet dziewicze w branży spojrzenie, zmieszane z wieloletnim
(wielowiekowym) doświadczeniem, przy wsparciu pokory z każdej z łączących się
stron, zwiększa szansę przetrwania w zawsze różnym i nie zawsze łatwym czasie.
Puzzli w Sprzedaży przybywa, rodzą się nowe wraz z potrzebą/ okazją/ przypadkiem/ pomysłowością, ale dotychczasowe nie gubią się, o czym nie zawsze pamiętamy, wciąż zostając u jednych ludzi w użytkowaniu, u innych na ławce rezerwowych. Całość tworzy kształt (obraz/ bryłę) zawsze tymczasową, nigdy skończoną, w ciągłym ruchu w czasie rzeczywistym, co ma odzwierciedlenie również dzisiaj, chociaż daje to (wg mnie) nieodparte wrażenie, że tak miało być. Każdy człowiek w tym układzie współzależności jest bezcenny, domyślam się, że również piszący te słowa - kupujemy, sprzedajemy, reklamujemy, szukamy producenta, który do tej pory nie zawiódł, płacimy w terminie, produkujemy z myślą o korzyściach ogółu, budujemy firmy dla zysku, dbając o ich wpływ na innych, w tym skutki długofalowe, za które przecież nie zdążą nas rozliczyć. Robimy też dokładnie przeciwnie, Sprzedaż zagospodaruje każdą umiejętność.
kiedyś było lepiej
"Gdzie się podziały tamte
prywatki [...]" - cytując fragment piosenki (Wojciech Gąssowski, Marek
Gaszyński, Ryszard Poznakowski) zostawię w jej przestrzeni coś jeszcze, oprócz
bezcennej kompozycji, przesłania i wykonania. Te ostatnie towarzyszą nam prawie
40 lat (i potrwa to mam nadzieję jak najdłużej). Rozpoczynając kroki w
Sprzedaży 25 lat temu miałem do dyspozycji świat inny, ale zawsze tak jest -
zmian nie tyle nie unikniemy, co ich szukamy i pożądamy, generujemy je, mnożymy
i z racji chęci rozwoju ich potrzebujemy. Nie ma potrzeby myśleć czy
"kiedyś było lepiej", skoro każdy może wziąć to samo zdanie i zrobić
wszystko, by "kiedyś było lepiej".
Mój handlowy
start to papierowa Książka telefoniczna, Panorama Firm, stacjonarny telefon,
chociaż przede wszystkim chłonny niewiedzą oraz naiwnością umysł i bezkres
możliwości. Ten ostatni do dzisiaj został paradoksalnie przeze mnie dogłębnie
spenetrowany i (jak to bezkres) nietknięty. Widzę nową szansę w miejscu, w
którym mijam ją przez lata, a jednocześnie wiem, że kolejna czeka na
zauważenie. Ciężko, a może wręcz niemożliwe w Sprzedaży uczciwie powiedzieć, że
zrobiliśmy wszystko. Byłem/ jestem świadkiem zjawisk i wydarzeń, ich
nieodłączną częścią - równie obecny w centrum i na drugim (lub dalszym) planie
- w okresach tłustych i chudych, łatwych i trudniejszych, wesołych i tych
drugich, wspólnych i samotnych. Przez przewidywalną powtarzalność dyktowaną
kalendarzem, okazją, porą roku, tradycją, społecznym przyzwyczajeniem,
dotknąłem niejednokrotnie zaskoczenia, które dotyczyło całego rynku (zawsze z
niespodziewanej strony) oraz wąskiej, mojej branży i sytuacji, dochodząc
poprzez wszystko do wniosku, że Nowe przychodzi zawsze, chociaż nie zawsze
dezaktualizuje Poprzednie. Mniej istotne czy praktykowane było/ jest dobre czy
nie, istnieją wartości i zachowania ludzkie niezmienne i chociaż wiele
narzędzi, trendów sprzedażowych za "mojej kadencji" przeminęło, a
całą resztę najpewniej spotka podobny los, znajdziemy w nieistniejących
fizycznie, bo unikalnych muzeach pamięci Handlowców (w tym moim) wspomnienia,
doświadczenia, refleksje i wnioski wpadające do zbioru
"nieprzemijalne".
Oprócz własnego wkładu w Sprzedaż i ja mam taki zbiór, po części się nim dzielę, a jedyne co życzyłbym przyszłości dzisiaj (14.10.2026) w kontekście cytowanej piosenki "Gdzie się podziały [...]", to żeby znikły między ludźmi podziały (tak - Gra Słów to moja Bratnia Dusza). Lepszy/..., ważniejszy/... - wciąż zbyt często to widać, nawet jeśli ubieramy w zawiłe słowa i pozory praktykę, a ona jedyna zapisuje się w historii. Jestem pewien, że nie straciłby na tym nikt, a przeciwnie - zyskaliby wszyscy, chociaż z wyjątkiem tych, którym z takim stanem spraw nie po drodze. Skoro jestem przy drodze, nucę dzisiaj w myślach jedną melodię i idę po szansę, której wcześniej nie widziałem, a czeka.
chwilotrwaj
Nowe utwory Artura Rojka docierają do mojej nie najmłodszej świadomości, która po swojemu krystalizuje wniosek, że droga artysty/ twórcy może odzwierciedlać obopólną wierność. Odwzajemnienie (ona wierna jemu, on jej) przeradza się w okres nawet całego życia, który ma szansę przybrać kształt piękny, choć rzadko bez trudu i wad oraz spójny, choć nie zawsze tak się opłaca. Chwila łączy się z kolejną, po tej przychodzą następne, a przez dni/ miesiące/ lata buduje się czasookres i pożądany stan "chwilotrwaj", domyślam się kojący dla jej bohatera i zawsze unikalny, bo powiązany z nim, jego otoczeniem, odbiorcą, czasem i miejscem.

