czy Ty to Ty

Zmian nie unikniemy, tak jak odpowiedzialności za nie. Wygodniej i szybciej nie zawsze znaczy korzystniej, również z punktu widzenia firmy, którą się reprezentuje lub wprost - siebie. Używający wspomagaczy AI w korespondencji wciąż firmują rozmowę, ustalenia wraz z tłem traktowania w niej rozmówcy swoją twarzą. Czytajcie co wysyłacie, historia rozmowy zostaje po drugiej stronie, nawet jeśli klikniemy „do kosza”, a jeśli ktoś zamierza po fakcie oficjalnie, mimo podpisu i wyraźnej stopki mailowej stwierdzić „to nie ja napisałem”, niech zrobi to na początku. Podobnie na początku napisałem, że zmian nie unikniemy, tak jak odpowiedzialności za nie.

nie słuchaj reklam

Nie mówię, by nie wierzyć, nie mam na myśli jej treści czy czasem błyskotliwej realizacji, nie uważam też, by reklama była niepotrzebna, bo jest odwrotnie. Myślę jednak, że warto, a na pewno nie zaszkodzi kwestionować, formować i bronić własnego spojrzenia, iść drogą mniej udeptaną, nie podaną jako łatwiejsza, bardziej dopasowana (przez kogoś) do naszej "persony", zakamuflowanej w postaci profilu domyślnych zainteresowań i potrzeb. Dobrze te ostatnie samemu kształtować i być świadomym niektórych reklamowych mechanizmów. W przeciwnym razie raz zjedzony kotlet z frytkami spowoduje, że podstawią go nam do konsumpcji następnym razem i n-tym, a szkoda by było nie poznać szerszych, nieodkrytych możliwości kuchni. Alegoryczny schemat dotyczy wszystkich kanałów informacji (w tym sprzedażowych), do których części przywykliśmy do tego stopnia, że traktujemy je jako normę lub niewidoczne tło.  

 

Słyszałem tezę, że co dobre nie musi się reklamować i w bardzo wąskim znaczeniu tak jest. Proponuję jednak wymienić, co dobrego wczoraj się na świecie stało, a nie było komunikowane (nie musiało, a mogło). Idę o zakład, że zdarzyło się tego więcej niż zdarzeń o charakterze przeciwnym, a czy to w porządku w stosunku do funkcjonujących w kreowanej informacjami (nie mam na myśli tych dotyczących bezpieczeństwa) przestrzeni ludzi, każdy niech wyrobi swoją opinię, a ja podkreślę siłę sprzężenia zwrotnego - wpływu okoliczności zewnętrznych na zachowania codzienne, które fragmentami tworzą całe życie. Tylko znów – by niektóre sprawy dostrzec, trzeba podważyć status quo, nie wpasować się w (czyjeś) założenia, w estymację uczuć i potrzeb, nie przyjąć bezkrytycznie algorytmowego pewnika i przejść przez warstwę informacji (w tym sprzedażowych, wręcz natywnych), które ustawiono na pierwszym planie. Jest wówczas szansa zobaczyć/ usłyszeć/ w dalszym kroku próbować zrozumieć, że coś trwa w najlepsze, mimo że nie ma potrzeby o tym nikogo informować. 

 

Medal ma jeszcze jedną - bezwzględną stronę, na której poparcie nietrudno sporządzić zestawienia i tabele. Ponieważ ogół odbiorców/ klientów, do którego się zalicza jednostka (ja i każdy z osobna), nawet nieświadomie czegoś nie robi/ nie kupuje / nie korzysta, mimo że jest to dobre, przedmiot zainteresowania (a właściwie jego braku) powoli zanika, znika, a pisząc o tym wracam pamięcią około 10 lat, gdy wspominałem w jednej z myśli o odpowiedzialności (znów każdego z nas) za nie dostrzeganie/ nie opłacanie żmudnej ludzkiej pracy zajmującej lata, jak nauka gry na instrumencie muzycznym. Lepiej się klikają tematy inne - mamy usprawnienie. PS Wracając do dzisiaj stwierdzam, że na kanapy celebrytów i koncerty wciąż zapraszamy wg klucza popularności, a przy okazji (nieobowiązkowo) może i jakości. Jeśli będzie mi dane zobaczę za kilka lat co się zmieniło, o ile uda się na chwilę zamknąć oczy i uszy, zignorować pierwszy plan informacji i dopasowanych do mojej "persony" reklam.

puzzle

Sprzedaż zagospodaruje każdą umiejętność, nawet z pozoru z nią niezwiązaną, zaadaptuje cechy indywidualne ludzi, predyspozycje, zainteresowania, mając szansę ubogacić się lub odwrotnie. Przypomina gąbkę, którą można nasączyć wg intencji różnej, choć sama w sobie ma przypisaną sobie funkcję, a taki stan rzeczy umożliwia pójście w dobrym kierunku lub skierowane kroków w stronę egoizmu, wyzysku lub innych cech społecznie niepożądanych. Zajmujemy się zawsze tym, na co mamy wpływ, choć każdy może starać się wykorzystywać taką przestrzeń, by nie szkodzić, a przynajmniej zostawić po sobie stan nie gorszy niż zastał.

 

Mam osobisty pogląd na Sprzedaż, która wg mnie nie da się zamknąć w stuprocentowo nieomylnym pudełku recept i definicji albo skrzyni, w której Mały Książę widział baranka. Postrzegam ją raczej jako puzzle z nieokreśloną (nawet jeśli chcemy myśleć inaczej) odgórnie liczbą elementów, do których kolejne dni i lata dokładają swoje, w kształcie wymyślnym i niespodziewanym, choć jednocześnie umożliwiającym bezproblemowe spasowanie z poprzednimi. Uważam, że to dobrze - świeże, może nawet dziewicze w branży spojrzenie, zmieszane z wieloletnim (wielowiekowym) doświadczeniem, przy wsparciu pokory z każdej z łączących się stron, zwiększa szansę przetrwania w zawsze różnym i nie zawsze łatwym czasie.

 

Puzzli w Sprzedaży przybywa, rodzą się nowe wraz z potrzebą/ okazją/ przypadkiem/ pomysłowością, ale dotychczasowe nie gubią się, o czym nie zawsze pamiętamy, wciąż zostając u jednych ludzi w użytkowaniu, u innych na ławce rezerwowych. Całość tworzy kształt (obraz/ bryłę) zawsze tymczasową, nigdy skończoną, w ciągłym ruchu w czasie rzeczywistym, co ma odzwierciedlenie również dzisiaj, chociaż daje to (wg mnie) nieodparte wrażenie, że tak miało być. Każdy człowiek w tym układzie współzależności jest bezcenny, domyślam się, że również piszący te słowa - kupujemy, sprzedajemy, reklamujemy, szukamy producenta, który do tej pory nie zawiódł, płacimy w terminie, produkujemy z myślą o korzyściach ogółu, budujemy firmy dla zysku, dbając o ich wpływ na innych, w tym skutki długofalowe, za które przecież nie zdążą nas rozliczyć. Robimy też dokładnie przeciwnie, Sprzedaż zagospodaruje każdą umiejętność.

kiedyś było lepiej

"Gdzie się podziały tamte prywatki [...]" - cytując fragment piosenki (Wojciech Gąssowski, Marek Gaszyński, Ryszard Poznakowski) zostawię w jej przestrzeni coś jeszcze, oprócz bezcennej kompozycji, przesłania i wykonania. Te ostatnie towarzyszą nam prawie 40 lat (i potrwa to mam nadzieję jak najdłużej). Rozpoczynając kroki w Sprzedaży 25 lat temu miałem do dyspozycji świat inny, ale zawsze tak jest - zmian nie tyle nie unikniemy, co ich szukamy i pożądamy, generujemy je, mnożymy i z racji chęci rozwoju ich potrzebujemy. Nie ma potrzeby myśleć czy "kiedyś było lepiej", skoro każdy może wziąć to samo zdanie i zrobić wszystko, by "kiedyś było lepiej".

 

Mój handlowy start to papierowa Książka telefoniczna, Panorama Firm, stacjonarny telefon, chociaż przede wszystkim chłonny niewiedzą oraz naiwnością umysł i bezkres możliwości. Ten ostatni do dzisiaj został paradoksalnie przeze mnie dogłębnie spenetrowany i (jak to bezkres) nietknięty. Widzę nową szansę w miejscu, w którym mijam ją przez lata, a jednocześnie wiem, że kolejna czeka na zauważenie. Ciężko, a może wręcz niemożliwe w Sprzedaży uczciwie powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko. Byłem/ jestem świadkiem zjawisk i wydarzeń, ich nieodłączną częścią - równie obecny w centrum i na drugim (lub dalszym) planie - w okresach tłustych i chudych, łatwych i trudniejszych, wesołych i tych drugich, wspólnych i samotnych. Przez przewidywalną powtarzalność dyktowaną kalendarzem, okazją, porą roku, tradycją, społecznym przyzwyczajeniem, dotknąłem niejednokrotnie zaskoczenia, które dotyczyło całego rynku (zawsze z niespodziewanej strony) oraz wąskiej, mojej branży i sytuacji, dochodząc poprzez wszystko do wniosku, że Nowe przychodzi zawsze, chociaż nie zawsze dezaktualizuje Poprzednie. Mniej istotne czy praktykowane było/ jest dobre czy nie, istnieją wartości i zachowania ludzkie niezmienne i chociaż wiele narzędzi, trendów sprzedażowych za "mojej kadencji" przeminęło, a całą resztę najpewniej spotka podobny los, znajdziemy w nieistniejących fizycznie, bo unikalnych muzeach pamięci Handlowców (w tym moim) wspomnienia, doświadczenia, refleksje i wnioski wpadające do zbioru "nieprzemijalne".

 

Oprócz własnego wkładu w Sprzedaż i ja mam taki zbiór, po części się nim dzielę, a jedyne co życzyłbym przyszłości dzisiaj (14.10.2026) w kontekście cytowanej piosenki "Gdzie się podziały [...]", to żeby znikły między ludźmi podziały (tak - Gra Słów to moja Bratnia Dusza). Lepszy/..., ważniejszy/... - wciąż zbyt często to widać, nawet jeśli ubieramy w zawiłe słowa i pozory praktykę, a ona jedyna zapisuje się w historii. Jestem pewien, że nie straciłby na tym nikt, a przeciwnie - zyskaliby wszyscy, chociaż z wyjątkiem tych, którym z takim stanem spraw nie po drodze. Skoro jestem przy drodze, nucę dzisiaj w myślach jedną melodię i idę po szansę, której wcześniej nie widziałem, a czeka. 

chwilotrwaj

Nowe utwory Artura Rojka docierają do mojej nie najmłodszej świadomości, która po swojemu krystalizuje wniosek, że droga artysty/ twórcy może odzwierciedlać obopólną wierność. Odwzajemnienie (ona wierna jemu, on jej) przeradza się w okres nawet całego życia, który ma szansę przybrać kształt piękny, choć rzadko bez trudu i wad oraz spójny, choć nie zawsze tak się opłaca. Chwila łączy się z kolejną, po tej przychodzą następne, a przez dni/ miesiące/ lata buduje się czasookres i pożądany stan "chwilotrwaj", domyślam się kojący dla jej bohatera i zawsze unikalny, bo powiązany z nim, jego otoczeniem, odbiorcą, czasem i miejscem.

tej recenzji nie będzie

Zbyteczno-potrzebna, intrygująco-nużąca, płytko-głęboka, odpowiadająco-pytająca, przewidywalno-zaskakująca, bezwartościowo-cenna [...]. Gdybym przeciwności i ich znaczenia poskładał jak niepasujące puzzle, efekt byłby jedną z recenzji (moją własną), która nigdy się tam nie pojawi. P.S. 28 miesięcy od premiery „Zawsze będzie dzisiaj” dziękuję wszystkim czytającym za poświęcony czas, dodatkowo za cierpliwość i upór przy umieszczaniu własnej recenzji.

przed - po

Zgrubna analiza bloku reklam przed filmem w kinie, oprócz oczywistych powodów sprzedażowych, czy rozpoznawalności marek daje trochę przykry obraz płytkości (i łatwości zaspokojenia) ludzkich potrzeb. Na szczęście seans ma szansę zatrzeć mylne wrażenie.

bezpowrotnie

Wyczyszczenie dachu wyłożonego wiele lat temu dachówką najprawdopodobniej da efekt bardziej spektakularny niż zamiecenie podłogi, którą myliśmy wczoraj. Czynności te są niezależne, tak samo ważne i potrzebne w swoim czasie, wymagają od człowieka poddającego je ocenie sprawiedliwości, obiektywizmu, perspektywy - czegoś więcej niż wyrobienia sobie zdania na tzw. pierwszy rzut oka, do którego odwołuję się na początku. Taka jest osobliwa charakterystyka Sprzedaży, procesu/ zjawiska mogącego trwać nie tylko miesiąc lub sezon, ale znacznie dłużej, co lubi odzwierciedlać się w powtarzalności transakcji, w przywiązaniu do marki/ usługi/ produktu, w procesach reklamacyjnych, w liczbie zakupów jednokrotnych, w kondycji firmy po latach od jej założenia, ale też w zepchnięciu niektórych usług do niszy lub wygaśnięciu ich na zawsze. 

 

Planując czym się dzisiaj zająć (również w Sprzedaży), czego pilnować bardziej, które czynności odłożyć na jutro, a może niektóre praktyki odrzucić do kosza na zawsze podejmujemy ważną decyzję, mimo że skutki nie muszą być widoczne/ odczuwalne od razu. To wielka odpowiedzialność, ale chyba równie wielkich ludzi. Można tuszować stopniowe pogarszanie się jakości produktu/ usługi/ obsługi/ rzetelności/ przejrzystości małymi krokami, licząc na brak orientacji klientów patrzących na coraz większy wybór i atrakcyjność wizualną opakowania z miesiąca na miesiąc, ale spojrzenie z dłuższej perspektywy – w skali - na to, co właśnie się wydarzyło buduje uczciwszy obraz ludzkiej wyobraźni (lub jej braku) oraz celowej (lub nieprzemyślanej) polityki firmy/ producenta/ usługodawcy. Długofalowe skutki wypełnienia lub łamania często niepisanych umów z klientami, to być może racja bytu firm w przyszłości. O ile o niej myślimy. 

 

Niektóre czynności chciałoby się zepchnąć do mniej znaczących lub zbędnych, podliczając i przesuwając utracone bezpowrotnie na nie minuty na rzecz uznanych za te właściwe. Dzieje się tak często słusznie, choć dobrze jest nie zapomnieć o systematycznym sprzątaniu przywołanej podłogi, na której stawiamy drabinę, której także dla bezpieczeństwa warto poświęcić czas, wchodząc na dach i ciągnąc za sobą wąż ciśnieniowy, z kolei wymagający sprawnego funkcjonowania systemu doprowadzenia wody, który to po drodze potrzebował sporo "zbędnego" czasu i "zmarnowanych" środków finansowych, by być bez zarzutu do stałego użytku. Prawda, że pachnie Sprzedażą? Licząc zyski, a mniej straty, również dzisiaj, gdy wyuczoną latami ludzką umiejętność pstryknięciem palców zastępuje technologiczny substytut o imieniu AI, przesiewając roboczogodziny na te zagospodarowane dobrze i utracone, warto zatrzymać się co pewien czas w punkcie kontrolnym i spojrzeć na własne decyzje, czy (niechcący?) coś ważnego również nie zniknie bezpowrotnie.

oko uzbrojone

Komfortowe jest kupowanie bez stania w kolejkach, choć może nadeszły czasy ogonków ludzi analizujących uzbrojonym w lupę okiem cenę produktu - jak i co zrobić, by uzyskać warunki zakupu, które zobaczyli z daleka. Informacje o promocjach nasuwają wnioski, bo jeżeli w opcji A jako kupujący mam rozumieć wszystko bez niedopowiedzeń, a uczciwość i przejrzystość nie są wyłącznie pojęciami ze słownika, dlaczego to takie utrudnione, a jeśli liczy się celowo na opcję B, C lub X, dobrze byłoby poznać intencje, z jakiegoś powodu mniej widoczne i może to je (zamiast szyldu z logotypem) wyartykułować największym napisem lub neonem nad wejściem do sklepu. 

 

Rozmowa z jubilerem (niewielu ich zostało) o kosztach naprawy srebrnej bransoletki pokazała mi sprzedażową uczciwość. Po rozpoznaniu sprawy uzbrojonym okiem stwierdził "wiem, że prawie tyle kosztuje nowa, ale niezależnie od produktu tyle samo poświęcę na to czasu". Zamówień miał na kilka tygodni, doszło również to ode mnie, a mimo to nie dostrzegłem w spojrzeniu krzty pychy, nieuczciwości i podstępu. Codzienna rzeczywistość złożona jest z pojedynczych elementów, z zaplanowanych i przypadkowych zdarzeń, spotkań, rozmów, a ludzi i ich intencje widać z daleka i z bliska. Dotyczy to każdej relacji, w tym szczególnej - producent/ pośrednik/ usługodawca/ sprzedający - kupujący, możliwej do utrzymania w najlepszym wariancie.

przy okazji

Wiem tylko i aż tyle, czego doświadczyłem, droga ta nie ma jeszcze końca i mam nadzieję, że jeśli w przeszłości przy znaku "ślepa uliczka" patrzyłem w inną stronę, nie dożyję tego dowodu. Nie wrócę też raczej do początku, bo po pierwsze bym nie zdążył, po drugie wciąż widzę nietknięte przez niedopatrzenie i własną ułomność możliwości, a po trzecie - uważam, że nie było wspomnianego znaku. Odczułem na tzw. żywym organizmie, z którym jestem związany od urodzenia, że każdy przypadek (ich lista jest długa, mimo że obejmuje tylko te, których jestem świadomy) jest nowym rozdaniem, przewidywalnym w mocno ograniczonym zakresie (choć bardzo chcemy estymować co będzie za rok na podstawie dzisiaj), często zaskakującym pozytywnie lub odwrotnie, pokazującym też kolejne drogi lub mało udeptane ścieżki, które nie były widoczne jeszcze przed chwilą. Bardzo wiele dobrego stało się/ dzieje się niejako przy okazji czegoś, czego nie było/ nie ma w polu widzenia, a równie dużo nie miałoby/ nie będzie mieć miejsca, gdyby nie dobra myśl o pomyśle/ usłudze/ ofercie, co przypomina po części skończenie do basenu w nadziei, że będzie w nim woda. Zrobię wszystko, że będzie na czas. Jeśli kalkulacje są bezwzględnie potrzebne, nie są jedynym kryterium i stawiam je obok całej reszty sprzedażowego zaprzęgu.

 

Pocieszające jest, że w świecie (z)dominowanym przez technologię sprowadzającą się do klikania w ekrany, prawie codziennie dotykam potwierdzenia wagi i niezardzewiałej aktualności zwykłych ludzkich postaw, które nic nie kosztują i są dostępne bez ograniczeń w koszyku możliwych zachowań. Widzę je w uścisku ręki i spojrzeniu w oczy ludzi, których los skrzyżowała z moim ćwierć wieku temu Sprzedaż. Ta ostatnia jest fascynująca i wg mnie odbywa się w liczbach i poza nimi, a funkcjonuję w jej przestrzeni na wskroś, poprzez przekąski kosztujące w kinie więcej od filmu, poprzez wymianę dobrego na dobre, poprzez marnotrawstwo i przedkładanie zysków ponad wszystko inne, poprzez egoizm i brak myślenia o przyszłych pokoleniach, poprzez celowo mylne hasła reklamowe, [...], ale i poprzez przyjęcie do naprawy sprzętu mimo braku paragonu oraz nieskończoność sytuacji zbudowanych dobrą stroną człowieczeństwa. Nie mogę zapomnieć w tym (częściowym) podsumowaniu [24.09.2026] o znaczeniu pokory i handlowej niepewności, które są w pewnym stopniu błogosławieństwem oraz o jeszcze jednym - być może najważniejszym. Wiem tylko i aż tyle.

bagaż

W drodze do pracy stanąłem w tramwaju tam, gdzie pozwalała na to niezajęta przestrzeń, a po chwili zorientowałem się, że oznaczona jest napisem "miejsce na bagaż". Pierwsza myśl - kwestia kontekstu, odniesień, porównań, opinii subiektywnej i obiektywnych (bez rozsądzania które są ważniejsze), ale coś w tym jest - mam nadzieję, że nie w całości, ale częściowo na pewno spośród tego kim jestem, co robię, co mówię, co myślę, co wnoszę i co po sobie zostawiam jest sporo bagażu - zarówno dla otoczenia jak i dla mnie samego. Pocieszenie jest jednak takie, że bagaż nie tylko nie jest zbędny, ale przeciwnie – po coś go szykujemy i ile czego do niego zabierzemy wymaga decyzji, skutku zastanowienia, rozsądnego zaplanowania i skrupulatnego przesiania potrzeb, bo co będzie na pewno używane, a co może akurat się przyda nie wiemy z wyprzedzeniem. Musimy wszystko potrzebne zmieścić w określonym rozmiarze i wadze - trochę w tym analogii do zamkniętego minutami dnia, tygodnia, roku, życia. PS. Nie podejmę się analizy zawartości damskiej torebki, raczej wyciągnę lekcję na dni kolejne - podróż do pracy może być nużącą koniecznością, chyba że staniemy w pewnym szczególnym miejscu.

krok dobry

Rura Rubensa jest fascynująca. Prosta, w rzeczywistości bynajmniej, a sprawiedliwej i precyzyjniej będzie określić nieskomplikowana, możliwa do użytku bez tzw. elektroniki. Patrzę, słucham, podziwiam - prowadzi mnie przez zamyślenie i prawie łzy do utworu, który zyskał w mojej głowie drugie życie (chyba nigdy go tam nie zakończył). Jeśli miałbym połączyć w ciągu zdarzeń rozwój człowieka, naukę, sztukę z jej potomstwem Muzyką, talent, myśl technologiczną i przedsiębiorczą, był to krok dobry. Jeden z wielu, ale nie wszystkie takimi były. Można wykorzystać możliwości świata/ podporządkować go w różnych intencjach, pytanie brzmi, czy po upływie wieków jesteśmy ze wszystkiego dumni. Ponad sto lat od powstania wyjątkowego środka przekazu uczuć (tak określam wynalazek, o którym wspominam) stwierdzam - jest fascynujący.

ściana

Ściana nie musi robić nic więcej poza utrzymywaniem konstrukcji budynku, a przyszedł czas, że uznano inaczej, dodając do jej funkcji wtórną, kolejną, po czym tak zostało. Jako forma bez świadomości, stworzona z betonu, żelaza i cegieł nie może mieć wiedzy, że ma konkurencję, pozostając jedną z szeregu innych w mieście do wynajęcia na potrzebę muralu. Ten ostatni z reguły tworzony jest na dłużej, w celach rozciągniętych w czasie, ale zdarzają się przypadki krótkoterminowe, jak promocja kolejnego sezonu serialu. Jest intencja czysto wizualna - ozdobna, jest funkcja informacyjna, jest potrzeba sprzedażowa, jest miks połączenia tych powodów, a każdy przypadek ma źródło w ludzkim pomyśle, w zamyśle oraz w pochodnych wymienionych, które "stają się ciałem" w konkretnych planach i ich realizacji.

 

Słyszę czasem, że można "mówić jak do ściany", a tym razem to ona otrzymała zadanie kierowania przekazu do ogółu w postaci losowego odbiorcy oraz szczegółowo i precyzyjnie, bo dokładnie do mnie. Przyjęła wyzwanie w milczeniu, sprostała, a potencjał ma nie do końca odkryty i (celowo wykorzystuję znane powiedzenie) uważam, że w swoich możliwościach nie doszła jeszcze do ściany. Dzięki muralowi na przestrzeni lat dowiadywałem się nieproszony o promocjach, produktach, usługach, wydarzeniach, podprogowo przyjąłem do wiadomości którą firmę stać na tak ekstrawagancką formę dotarcia do Klienta, zwłaszcza że niektóre grafiki znikały po kilku miesiącach, a dzisiaj pomyślałem o człowieku, który został w ten osobliwy sposób uwieczniony, w tym również co było jego życiową pasją. Mogłem przy okazji podziwiać piękno ręcznych pociągnięć pędzlem, bardzo potrzebnych wśród "idealnych" komputerowych możliwości. 

 

Jadą ludzie, przebiegają, przechodzą, spieszą się w konkretnym celu lub spacerują wolno bez niego. Część z nich ma słuchawki w uszach, a prawie wszyscy inwestują w ekranie telefonu to, co najważniejsze - większościowy pakiet uwagi, nieodwracalnej, bo nie da się wrócić i jej odtworzyć. Na mural można spojrzeć lub go zignorować i myślę, że ta druga opcja jest najbardziej popularna - w tym dopomaga ludzki mózg, broniący się jak może (również przyzwyczajeniem) od nadmiaru bodźców. Co będzie dalej ze ścianą i jej nietuzinkowymi uozdobieniami nie wiem, ale będę czujny jadąc lub idąc w pobliżu, chyba że zainwestuję uwagę w coś wartościowszego (obym się nie pomylił). Uznałem za słuszne, że kilka słów o niej napiszę, przy okazji wspominając oczywistość, że w próbie spieniężania wszystkich przestrzeni warto się nie zatracić i pamiętać o podstawowych funkcjach, które same w sobie się usprawiedliwiają i tłumaczą powód istnienia. Ściana nie musi robić nic więcej.

ziarna - plewy

Większość ludzi wie, że oceniać się powinno po owocach, nie pozorach. Inna sprawa, czy stosujemy się w codziennych wyborach do tego prostego zalecenia i czy ono jest rzeczywiście proste. Wstępna kategoryzacja, potem opcjonalne odsianie tzw. ciemnej strony mocy od jasnej i świadome (do tego trzeba odwagi i konsekwencji) opowiedzenie się po jednej z nich są czynnościami utrudnionymi, gdy niewiele warte ubiera się w imitację, wartościowe nie zawsze ma potrzebę udowadniania komukolwiek czegokolwiek, a fundusze zaangażowane w komunikację są często w rękach, których intencje wiadome są wyłącznie ich właścicielom. Co jest jednak niełatwe, nie oznacza niemożliwe i jeśli zwalnia decydującego z odpowiedzialności, to w stopniu mocno ograniczonym. Indywidualna decyzja i płacenie za to, co jest dobre, a co niewarte uwagi w filmie, w literaturze, w żywieniu, w przychodzącej, odchodzącej, powracającej modzie, w nabywaniu z jego pochodną konsumpcjonizmem i tworzeniem hałd rzeczy (już) niepotrzebnych [...] - sporo tego, a w tym wszystkim po części i w całości zaangażowana jest Sprzedaż. Codziennie świat rzuca człowiekowi wyzwanie, jakby niewypowiedzianym „sprawdzam”, mając być może nadzieję na dobry obrót spraw, ale tak było od początku dziejów człowieka po zaawansowany już XXI. wiek. Uspokajam się wracając do początku - większość ludzi wie, że oceniać się powinno po owocach, nie pozorach.

misja

Ten krótki tekst nie jest abstrakcją, a dokładnie przeciwnie - rzeczywistością. Jego jednowyrazowy tytuł kończą dwie szczególne litery, które złączone mają uzmysłowić, że adresat nie tyle istnieje, co ma imię, nazwisko, konkretną twarz, funkcję w społeczeństwie i zostawia w nim ślad. Nie da się od tego uciec, a przesłanie tych kilku zdań zakotwiczone jest w konkretnym czasie i miejscu.

 

Jeśli reklama/ Sprzedaż cokolwiek zmienia na gorsze, a precyzyjniej wyklucza, ukrywa, nie dopowiada, manipuluje (czytaj oszukuje), niszczy [...], to mogłoby być inaczej. Ciężkie to słowa i zarzuty, ale równie ciężkie dzisiaj do zaprzeczenia. Proszę spróbować zmienić moje wrażenie, bo widać to gdziekolwiek spojrzeć. Jeśli człowiek zajmujący się Sprzedażą usług/ produktów, kształtując jednostkową roboczogodziną/ wieloletnim działaniem rynek, kreując ludzkie potrzeby, torując drogę ludzkiej uwagi w konkretnym kierunku, celowo odciągając od alternatyw kieruje się wyłącznie zyskiem bez odpowiedzialności, postępowaniem zwanym w słownikach krótkowzrocznością i egoizmem, to nawet jeśli "obroni się" liczbami, być może imponującymi, niekoniecznie się usprawiedliwi. W sporcie również można próbować oszukać, gdy nikt nie patrzy albo stosować zasady fair play, mimo że mogłoby ich nie być i oprócz tabel wyników dostrzec szersze/ głębsze znaczenie. Cokolwiek dzisiaj robię dotyka odpowiedzialność stolarza, który wykonuje taboret/ stół/ szafkę zgodnie ze sztuką lub z celową bylejakością, byle jakość dotrwała terminu gwarancji. Tak jest w każdej branży, czemu patronuje Sprzedaż.

 

Nie wiem czy i co można/ trzeba zmienić, by było lepiej, choć wg mnie można i trzeba. Wiem jednocześnie, że nie jest to konieczne i świat za to niekoniecznie płaci. Nie wiem, czy ja powinienem cokolwiek korygować w codziennych praktykach, bo może mnie to nie dotyczy. Czyżby? Domyślam się, że Sprzedaż przetrwa bez względu na ludzkie intencje, ale czuję w tym samym zdaniu, że ma potencjał kształtu nieskażonej. Zbyt mało używany. Zgodnie ze słowem "misja" wraz z jego sprecyzowanym zakończeniem cieszę się, mimo że jestem zaangażowany w niej tylko chwilę, bo mam swój unikalny i namacalny wpływ. Do zweryfikowana przez czas, od pierwszego świadomego kontaktu sprzedający – kupujący sprzed lat, a przynajmniej od jutra.

"obecny"

Poniższa myśl nie dotyczy Sprzedaży, jak większość na tym blogu, ale po części wszystkie naczynia są połączone. Niech sobie jest we wszechświecie, właśnie taka, właśnie dzisiaj.

 

Wyobrażam sobie osobliwą wagę, na której szalach położone są dobre sprawy, bez względu na to czy odzwierciedlają wielkie, czy skromne inicjatywy, niezależnie też czy powtarzalne, czy jednostkowe zjawiska/ procesy/ zdarzenia/ uczynki. Jedyną kategoryzacją, na którą (prawą czy lewą) szalę trafia dobra sprawa jest mniej lub bardziej powszechna informacja/ wiedza o niej lub zupełny jej brak, objawiający się nieświadomością, pochodną celowego/ uznanego za odpowiednie milczenia. Z dużym prawdopodobieństwem, podpartym omylną intuicją i obserwacją zakładam, że jedna z szal byłaby (w rzeczywistości jest?) zdecydowanie/ wielokrotnie cięższa od drugiej, bez względu na to, że na przeciwnej stronie skupiona jest większość oczu/ uszu/ kamer/ ludzkiej uwagi. Nie wszystko mówi "obecny", mimo że jest, a może nikt nie czuje potrzeby zmieniać przyjętego/ wygodnego/ niepełnego postrzegania i o rzeczywistość uczciwie zapytać. PS. Myślą tą kieruję nienachalną prośbę do ludzi dobrych spraw, bez względu na to czy odzwierciedlają wielkie, czy skromne inicjatywy, niezależnie też czy powtarzalne, czy jednostkowe zjawiska/ procesy/ zdarzenia/ uczynki - zajmujcie dowolne szale osobliwej wagi.

było nie było

Są takie zniknięcia, w większości niezauważone, choć bywają i spektakularne, dotyczące dobrze lub nad wyraz dobrze prosperujących w swoim czasie pomysłów/ marek/ firm, za którymi zawsze stoją ludzie, jako twórcy/ producenci/ sprzedający oraz po drugiej stronie - nabywcy/ klienci/ kupujący. Doświadczamy tej przestrzeni wszyscy i każdy może podczas swojego życia stworzyć indywidualną listę zniknięć, o których tą skromną myślą wspominam. Kafejka internetowa, kaseta magnetofonowa z całym uniwersum zastosowań, pager [...] - oprócz tego, że chciałbym, by w tym ciągu myślenie człowieka nie zubożało wskutek ułatwień i rozwoju (bo dlaczego ten ostatni ma być tylko technologicznym), dostrzegam dzisiaj pocieszenie i zapewnienie, choć nie spisano ich na papierze, że prawie wszystko (z wyjątkiem potrzeb najważniejszych) dotknie w swoim czasie podobna historia. 

 

Stwierdzenie "było nie było" nie tylko w tym kontekście nie oznacza obojętności, czy poddania w wątpliwość argumentów niezbędności istnienia czegoś, włącznie z tym, co jest dzisiaj ważne albo cenione przez rynek (to bynajmniej nie musi być to samo), ale zmienia się w perspektywicznym ujęciu na "będzie nie będzie", co przypomina trochę wyrzut sumienia i wprowadza niepokój, gdybyśmy byli zbyt pewni w sprzedaży tego, co sprzedajemy. Jest też punktem zaczepienia konieczności nieustannego myślenia, mimo że często chcemy, by nas w tym wyręczano oraz pokory, których to Sprzedaż nigdy nie powinna się wyzbyć.

 

PS. Trudna to przyczyna rozważań, choć raczej niełatwa, podobnie jak nieobowiązkowa, ale możliwa, a spisuję ją w takiej formie/ miejscu/ czasie, jak czuję i mam możliwość, mimo że za chwilę/ kiedyś i ona zyska nieunikniony statut "było nie było", dołączając do większości zniknięć niezauważonych.

nowsze i najnowsze

Michał Anioł umarł w wieku 88 lat, Leonardo da Vinci dożył 67, Rafael Santi świętował urodziny 37 razy, a wszyscy tworzyli w jednym miejscu, w stosunkowo niedługim okresie, zostawiając siebie w spuściźnie twórczości i (co nie mniej ważne) w tzw. szarej codzienności najbliższych. Nie wiem, na ile w tych indywidualnych liniach życia przeważały elementy materialne, jak jakość ówczesnych materiałów i narzędzi oraz wartości nienamacalne, jak wizja, systematyczność, talent, pasja, nauka z obserwacji, pokora, upór (w tym konsekwencja i samozaparcie), [...], nie zapominając o niezbędnym niewidocznym - poświęconym czasie. Raczej wszystko odegrało swoje zadanie, choć w różnym rozkładzie procentów, a ja patrzę dzisiaj z boku i domyślam się w zgrubnej analizie, że prosty w konstrukcji ołówek i pędzel wciąż jest niekoniecznie gorszym towarzyszem twórcy od aktualnie dostępnej technologii. 

 

Obserwacja świata w moim skromnym życiu daje do zrozumienia, że zawsze napotkamy nowsze i najnowsze, chociażby miało rynkowe zapotrzebowanie tylko chwilę, a do tego ostatniego rękę przykłada ludzka potrzeba i po części Sprzedaż. Nie zawsze jednak zostaje po wszystkim i mówiąc prosto w twarz - po nas - wartość, która staje się niezależnie od aktualnych ułatwień, a którą możemy podziwiać, jak w rzeźbie, obrazie, fresku, [...], nawet po setkach lat. PS. Odwiedzając miejsca twórczości wymienionych artystów widzę Sprzedaż w pełnej okazałości. Radzi sobie, jak zawsze.

otwarte

Jeśli usłyszę pytanie na kształt "chwalisz się, czy żalisz", wyprzedzam i rozczarowuję - ani jedno, ani drugie. Odkąd kilkanaście lat temu pierwszy raz przyłożyłem długopis do kartki papieru (precyzując - były to palce na klawiaturze), postanowiłem nie schodzić z obranej ścieżki, chociaż oglądając się za siebie widzę najczęściej wyłącznie swoje ślady. Tak zostanie, niezależnie od tego, że nie spasowałem się z zaleceniami technologicznych wzorców. W tym kontekście i sytuacji każde zainteresowanie tym, co mam do przekazania jest dla mnie zaskoczeniem, a jeśli zajmuję czyjąś uwagę i czas, co jest pochodną niezależnej ode mnie, czyjejś autonomicznej decyzji, doceniam i cieszę się jak najskromniejszą oazą pośrodku pustyni. Być może miałem zostać jadłodajnią z szyldem (bez hasztagu), z jednym stolikiem i jednym krzesłem, wydająca tylko kilka porcji na miesiąc z Menu rozbudowanego do jednej, dwóch, może trzech propozycji - nie umiem określić. Wciąż otwartą, a mistrza kuchni znam osobiście :)

stało się

Znam człowieka, który poświęca regularnie czas i czeka na rodzaj olśnienia. Będąc wybitnym naukowcem, a może po części dlatego ma świadomość, że umysł ludzki może dojść do oryginalnej myśli, genialnego wniosku/ impulsu/ pomysłu właśnie na zasadzie "stało się". Oprócz szeregu wytłumaczalnych i empirycznych działań naukowych, systematycznego zdobywania wiedzy branżowej, teoretycznej i praktycznej, nie wyzbył się pokory i w cierpliwości czeka.

 

Mimo niewątpliwych osiągnięć człowieka potrafimy zadziwić się rybą wspinającą się po skale w górę wodospadu, szukamy nieodnalezionych jaskiń z nadzieją, że będą tam szczątki przodków tak dalekie, że datowanie radiowęglowe odpowie na jedno z pytań lub odwrotnie - doda kolejny do szeregu zakrytych przed wciąż aktualizowaną wiedzą znaków zapytania. Najprawdopodobniej jest tak, że więcej nie wiemy niż nam się wydaje, a dojdziemy do wyjaśnienia części spraw/ zagadnień z czasem, jeśli w ogóle będziemy ich świadomi, a targany egoizmem i krótkowzrocznością gatunek ludzki przetrwa.

 

Mimo ułomności w postrzeganiu rzeczywistości patrzę na kaskadę wodną i widzę, że siła natury wycisza się tylko na chwilę, podporządkowując się prawom fizyki w postaci ciążenia, rozchodzenia się dźwięków w otoczeniu oraz innych, które oznaczę pojemnym, zamkniętym i milczącym nawiasem [...]. Wszystkie prawa/ zależności, do których się odwołujemy jako do oczywistości swego czasu "stały się", mimo że zapisane bardziej i mniej złożonymi wzorami, jako nieodkryte, nienazwane przez człowieka, niezależnie od niego istniały.

 

Przy wodzie trwa życie, to chyba najważniejszy powód i motor napędowy przyrody, który możemy rozpisać na szereg procesów biologicznych/ fizycznych/ chemicznych i znów użyję [...], skupiających się przeważnie na przetrwaniu. Nie umiem określić precyzyjnie liczby przypadków i zależności dotyczących kaskady wodnej, ale dzisiaj kilkoma zdaniami zostawiam przy niej swój ślad, który - biorąc pod uwagę wszystkie znaki interpunkcyjne - chciałbym zakończyć pytajnikiem. On jeden jednocześnie daje i odbiera pewność. 

duma i uprzedzenie

Sprzedaży nie da się poznać do końca, odkrywa zależności/ prawidłowości raczej fragmentarycznie. Funkcjonujemy w tym czynnie i biernie, bardziej lub mniej świadomie, co rozumiem i akceptuję po swojemu - być może zbyt często chcielibyśmy wiedzieć wszystko. Zrażony Klient/ Konsument potrafi okopać się na swojej pozycji na lata, wręcz na zawsze, nawet jeśli okoliczności oraz przyczyn podjętych kiedyś decyzji już nie ma lub uległy całkowitej, więc zmieniającej cały kontekst przemianie. W lustrzanym odbiciu sytuacji zauważymy przekonanie i taką samą, wieloletnią, a może "do grobowej deski" konsekwencję zakupową, mimo że znacznie lub drastycznie pogorszyła się jakość marki/ usługi/ produktu w stosunku do pierwotnego zachwytu, którego ślady drzemią wyłącznie w pamięci. Tak funkcjonuje człowiek, znamy to z doświadczeń i w zasadzie dokładnie i zupełnie z tego źródła.

 

Najmądrzejszy ptak na świecie wg obecnej wiedzy to kruk, choć wolimy obsadzać w tej zaszczytnej roli sowę i najlepiej w okularach. Chcąc nakarmić mysz w pierwszym odruchu pomyślimy o żółtym serze, chociaż podobno nie jest przysmakiem gryzonia - nie do końca go toleruje. Schematów, założeń, uproszczeń, niepopartych dowodem "pewników", uogólnień oraz (nie wstydźmy się) tzw. błędów poznawczych jest więcej, niż zdajemy sobie sprawę, ale być może najważniejsze jest to, że sobie z tego zdajemy sprawę. Zdążyliśmy nauczyć się postrzegać świat wybiórczo, przymykać oko i wygaszać uwagę z potrzeby, z wygody, a to pociąga za sobą skutki.

 

Fizycy starają się opisywać skomplikowane i złożone prostym wzorem, ja cieszę się możliwością obserwacji, z czego korzystam jednocześnie maksymalnie i skromnie - jak potrafię. Potwierdzam, że jesteśmy częścią Większej Układanki, której instrukcja nie tyle powstaje, co odczytywana jest przez człowieka w czasie rzeczywistym. Imponująca jest dla mnie bez wątpienia ewolucja gatunków, w tym ludzkiego wraz z dobrodziejstwem inwentarza tych procesów, a życzę światu, by realizowały się odpowiedzialnie. Zauważam ogrom spraw niewytłumaczalnych, nad którymi zostaje mi pochylić głowę, w czym wspierają cechy inne, niż zawarłem w tytule. Mam nadzieję na ciąg dalszy.

podstawy podstaw

Odkąd pamiętam, a w zasadzie dużo wcześniej i nie jestem w żadnej mierze wyjątkiem, starano się wpoić mi w procesie wychowania umiejętności, których znaczenie z wiekiem się nie zestarzało. Wydają się łatwo zastępowalne, czasem z wygody, może z lekkomyślności, ale jeśli są w stanie gorszym niż pierwotnie, to raczej z mojej winy niż kogo-/ czegokolwiek. Mówienie, chodzenie, słuchanie, rozumowanie, doświadczanie, wyciąganie wniosków, [...] wydawać się mogą podstawami podstaw, ale dzięki nim ludzki gatunek trwa. Oczywistym się wydaje, chociaż nie przykładamy do tego uwagi, że o ważne, a może bezcenne powinno się dbać, ale praktyka i teoria zwykły się mijać i patrzeć sobie w twarz, jakby się nie znały.

 

Przechadzając się swego czasu po Wiecznym Mieście nie umiałem nie myśleć, jak człowiek potrafił tego dokonać, zasobami nieporównywalnymi do dzisiejszych. Oceniałem jednak to, co przychodzi na myśl pierwsze, a to nie zawsze się sprawdza. Być może pielęgnowano zgodnie z potencjałem to, czego dzisiaj nie doceniamy lub zastępujemy bożkiem - ułatwieniem. Jak dobrze, że sklepienia Kaplicy Sykstyńskiej nie „wyrzuciła” Michałowi Aniołowi w kilka milisekund wyszukiwarka. Dzisiaj pewnie nie odwiedziłby tego mistycznego miejsca pies ze złamaną nogą, z wyjątkiem służbowej/ obowiązkowej obecności uczestników konklawe.

 

Gdy zabraknie pomysłów, których świat wyczekuje, a potomstwo burz mózgów okaże się pustką lub pustym, mimo że imponującym kształtem/ strukturą/ zapachem opakowaniem, drogi sprawdzone będą czekały, jeśli tylko nie będziemy chcieli nakładać na nie ciężaru naznaczonych ludzką pychą założeń. Te ostatnie dzisiaj uważam za wadę nabytą (bynajmniej wrodzoną) również Sprzedaży. Nie zawsze pik na wykresie jest lepszy w perspektywie czasu/ całego kontekstu od niższego, stałego, dobrego, poprawnego poziomu. Kontekst dostrzega się jednak po zdjęciu z oczu alegorycznych klapek, a to jest często wymagające, czytaj trudniejsze niż podpowiada wspomniany bożek.

 

Póki co, w zaawansowanym wiekiem XXI. wieku, zaczynamy swoją unikalną drogę i rolę od płaczu, bezwiednych i celowanych spojrzeń, gaworzenia, raczkowania, [...]. To podstawy podstaw umiejętności, ale znaczenie ich z wiekiem się nie zestarzeje. Łatwo będą zastępowalne, czasem z wygody, może z lekkomyślności, ale oby zainteresowany (nikt inny) sam i świadomie o tym decydował. Po przeciwnej stronie wyszukanego jest pospolite, po drugiej stronie skomplikowanego odnajdziemy proste, a wolniejsze - nawet jeśli zanegowane przytłaczającą argumentacją powodów i dowodów - nie zawsze będzie gorszym. PS. Co będzie jutro nie mam pojęcia, ale mam jeszcze nadzieję obserwować.

oczko ;)

Różne bywają sytuacje, przewidywalne może zaskoczyć, a ziemniaki potrafią być jadalne. Jako warzywo z oczywistych powodów - uczciwie stając w prawdzie - zaszeregowałbym się do opakowania z napisem "pomidory niedoskonałe". Stwierdzam jednak organoleptycznie, że wyartykułowana wprost wada puszcza do Klienta oczko. Są przepyszne! Różne bywają sytuacje, przewidywalne może zaskoczyć, jest nadzieja i dla mnie ;)

tak rosną słoneczniki

Wyjątkowe, mistyczne, a chociaż dostępne dla ogółu i w pierwszym wrażeniu monotonne przewagą odcieni jednego koloru, w takiej formie doskonałe. Dlaczego pogodziły wymienione cechy, a dodatkowo teoretyczną prostotę z kryjącą jak wszystko inne na Ziemi tajemnicą i bankiem funkcji/ powodów/ znaczeń/ pytań [...] pod płaszczem pozoru? Być może dlatego, że musiały i mogły. Fascynująca jest przyroda wraz z jej fragmentem - człowiekiem, a ten ostatni sam w sobie jest nieodgadnionym (póki co i zanosi się na jeszcze) światem, odzwierciedlającym jednolitość i zgodę w tym co widoczne i zakryte, zarówno dla obserwatorów, jak też samego zainteresowanego. Jeśli odczuwamy potrzebę zastanowienia się nad tym, chociaż chwilę, mamy podobne jak słoneczniki i cała flora oraz fauna opcje. Musimy lub możemy. Przydatne mogą okazać się pokora i milczenie, bo choć nie grają pierwszych skrzypiec w przyrodzie, z jakiejś przyczyny po dziś dzień świat nie ma mocy/ potrzeby ich eliminacji. 

 

Nieskończoność możliwości, w których odnajdujemy relacje (nie tylko międzyludzkie, bo wyrażające się w stosunku do wszystkiego materialnego oraz całej reszty, z którą człowiek obcuje, łącznie z zajmującą obecnie naukę ciemną materią), daje pole działania i zaufania do gatunków (w tym ludzkiego) aż takie, by umożliwić przetrwanie. To bardzo ważne, a może najważniejsze i jest chyba odpowiedzią na większość pytań, z których prawie wszystkich w swoim ograniczeniu nie potrafię sformułować. Widać to gdziekolwiek spojrzymy, chociaż jak wiadomo patrzeć, to nie to samo co widzieć. Nawet jeśli zabrzmi to nietrafnie/ infantylnie/ nie na miejscu, nie szkodzi, ale w tym kontekście uważam, że Sprzedaż również musi lub może - taka jest jej funkcja i chyba wystarczająca (nie z lenistwa czy braku potrzeby, a dlatego, że jest kompletna) definicja. Zarówno w spojrzeniu perspektywicznym wstecz (oceniając własne doświadczenia 25 lat), wprzód (choć nikt nie ma gwarancji, ile ma jeszcze czasu) oraz punktowym (myśląc o ostatnim miesiącu/ tygodniu/ dniu zawodowej pracy). 

 

Ponieważ niechętnie dzisiaj czyta się dłuższe treści myśl kończę niedosytem, a może tak sformułowana jest wystarczająca dlatego, że i jej niechcący wszczepiono zadanie, które po części między słowami poznaliśmy. Musi lub może. Jestem pewny, że przyroda, w tym człowiek zawsze będzie próbować przetrwać, w erach i wiekach rozebranych do codzienności, w zaawansowanej, w skomplikowanej, w uczącej się na błędach niewiedzy, w póki co nieodkrytej, tajemniczej nieustępliwości, by nie pominąć nierozerwalnej symbiozy dumy i skromności. Tak rosną słoneczniki.

ryba w wodzie

Często przechadzam się miastem, w którym aktualnie przebywam, trwa to już sporo lat, a doliczając do podsumowania przemieszczanie się po coś/ za czymś, mniej lub bardziej świadomie i odkąd pamiętam, nie chce wyjść inaczej, jak pół wieku. Obserwuję mody (jak ktoś woli nazwę je trendami), które mają oblicza różne, w skrajnościach odzwierciedlając pożądanie tego, co mają/ czego chcą wszyscy oraz przeciwnie - uosabiając trzymanie się drogi własnej i najlepiej aż do takiego momentu, by była jak najbardziej inną od innych. Dzieje się to wszystko w rzeczywistości, w której mała dziewczynka bardzo chce wyglądać na starszą, a gdy siłami natury już taką się staje, woli jak najdłużej zachować dziewczęcą młodość. Przewrotne? Niekonsekwentne? Trudne? Dziwne? Sprawiedliwiej będzie powiedzieć życiowe.

 

Dekatyzowane dżinsy, znaczki, ćwieki, Walkman, tatuaż, motocykl [...], każdy człowiek w zależności od okoliczności i możliwości zbiera unikalne upodobania podczas życia. Oby najdłuższego i w dobrym zdrowiu. Towarzyszy temu Sprzedaż, od startu do mety czując się w swej roli jak ryba w wodzie (do tego zadania istnieje), zatrudniając na przemian i jednocześnie chwilowe oraz rozciągnięte w czasie zadowolenie, prawdziwe lub złudne poczucie wyższości czy prestiżu, ale też manipulację, przyzwyczajenie, obojętność, ciągły niedosyt i uzależnienie wraz z jej odmianą nałogiem. Nie zabrania z reguły obcować z wolną wolą i rozsądkiem, atutom przypisanym ludzkim charakterom o potencjale z pewnością do końca nieodkrytym. Próbujemy, omijamy, współgramy, unikamy, budujemy, niszczymy, zaczynamy, rezygnujemy, odmawiamy, korzystamy - dużo możliwości i wyborów, a trochę jeszcze mam nadzieję doświadczyć. Często przechadzam się miastem.

dystans

Rozmawiamy czasem, ja i mój umysł. Dowiedziałem się, że potrafi odpoczywać, gdy pracuję i w odwrotnej konfiguracji radzi sobie równie dobrze. Przyznał, że co pewien czas, nie wpisany w żaden z harmonogramów, czuje konieczność opuszczenia głowy, z którą jest od zawsze związany, w tajemnicy przed jej właścicielem wysyłając światu sygnał na kształt "open to work". Miałem co do tego podejrzenia ;) Uzgodniliśmy, że ma moją oficjalną akceptację, ale nie dowiem się nigdy, gdzie jest mu lepiej i kiedy czuje się na swoim miejscu.

promil pokory

Oś czasu podczas mojego istnienia nie mrugnie okiem, tego co robię, o czym myślę nie obejdzie ludzi, ale jestem i mam dzisiaj potrzebę potwierdzenia truizmu, że nic się nie marnuje. Obserwacja przyrody daje sposobność zamyślenia się, choć z reguły do tego nie przymusza, a wynika z tego najczęściej nic, a czasem na tyle trochę, że wystarczy. Szczątki i odchody jednych gospodarowane są przez innych, współistnieją usystematyzowanie i spontaniczność, przekroczenie i wstrzymanie, altruizm i obojętność. Nie ma pustych przestrzeni, bo czy niewypełnione znaczy ułomne? Decyduje los i aktywność, więc odrywamy płatki kwiatów, wyliczając "kocha, nie kocha..." i układamy skrupulatnie plany działań, by otrzymać wyniki raczej częściowe, niż całkowite i dokładnie takie, jak liczyliśmy lub przeciwne, chociaż być może daliśmy promil pokory na wariant jeszcze inny. Nie mogę nie potwierdzić w swoim ograniczonym, ale może choć częściowo odpowiednim postrzeganiu, że piękny jest świat, chociaż perfekcyjnie o tym komunikuje Louis Armstrong. Spróbuję tego nie zepsuć, nawet jeśli oś czasu podczas mojego istnienia nie mrugnie okiem.

esy floresy

Przewijam taśmę pamięci wstecz i nie mogę nie zauważyć, że w Sprzedaży nie zawsze, a właściwie rzadko jest łatwo. Być może dlatego wciąż istnieje, a ja nie czuję się kompetentny, by to zmieniać. Jedyna w miarę bezpieczna droga w górę naznaczona jest zakrętami, które minimalizują różnicę wysokości, wymuszają dostosowanie do warunków, rozwagę w wyborach perspektywicznych, jak obranie kierunku drogi, ale i w reagowaniu/ decyzjach w czasie rzeczywistym, jak ruch/ przeczekanie, wzmożenie aktywności/ odpoczynek, kontynuacja/ zawrócenie, by nie ignorować możliwości drobiazgowej obserwacji otoczenia. Pięknego! Ostatni aspekt wydaje się ważny (choć odsuwany na margines uwagi), jeśli nie chcemy odnieść po fakcie wrażenia, że ktoś nam zabrał najlepsze lata, młodość, życie. Nie wiem, ile jeszcze przede mną kilometrów dróg, setki/ tysiące, ale domyślam się, że będą kręte. Idę.

nie mam pojęcia

Przenikają się fale wywołane w kałuży kroplami deszczu, wzajemnie wzmacniając się i wygaszając wg praw fizyki, chemii, biologii, [...] oraz tego, o czym nie mam pojęcia. O przytłaczającej większości spraw nie wiem, ale przypisana mi ułomność nie przeszkadza zauważyć, że trochę ma wpływ na wszystko, ogół na szczegół, przy czym jednocześnie jest dokładnie odwrotnie i nikt/ nic nie staje się/ nie zostaje bez znaczenia na resztę, nawet jeśli jest to wpływ znikomy. Skutek nie zawsze i nieobowiązkowo ogląda się za przyczyną, podobnie robi dowód z tezą, dokonanie z sugestią, a fakt z domysłem. Dobro/ uczciwość/ solidność, mimo że teoretycznie bardziej społecznie pożądane, w praktyce konkurują z przeciwieństwem tych wartości, również podobnie jak one wzajemnie się wzmacniając lub wygaszając. Współistnieją w zwarciu nauka na błędach z konformizmem, a perspektywa z krótkowzrocznością. Dlaczego? Tłumaczenie ma nie inaczej - odwrotne do siebie odbicie w wodzie. Kruchość i trwałość, unikalność i powtarzalność, chwila i wieczność, […] - co jeszcze można wychwycić z obserwacji kałuży w deszczu, nie mam pojęcia. Nareszcie słońce.

neutrino

To już dwa lata, jak zbiegiem okoliczności powstała jedyna książka pisana przez małe "k". Dlaczego? Obiektywnie nie stało się nic, nie zatrzęsło rynkiem wydawniczym, nie zmieniłem zauważalnie Sprzedaży, choć może w stopniu niezerowym, jak masa neutrino. Zawsze jednak to coś ;) Czas płynie, jestem jeszcze niesprecyzowaną chwilę, a moje spojrzenie na sprawy/ rzeczy/ przestrzenie, których dotykamy przetrwa i myślę, że to dobrze. Dziękuję czytającym za uwagę (serdecznie Was pozdrawiam!), a gdyby ktoś (jeszcze?) czuł potrzebę poznania ważnej części mojego świata, spotkajmy się tam.

 

klik >>> Zawsze będzie dzisiaj

przed Wielkim Sukcesem

Cofam kalendarz o kilka lat, koryguję manewr nieistniejącym potencjometrem do miesięcy, potem precyzyjniej do tygodni i dni, by zobaczyć Maję Chwalińską oraz wielu Sportowców przed Wielkim Sukcesem. Angażują się, determinują scenariusz życia, w tym rozmawiają, śmieją się, kochają - robią dokładnie to, co dzisiaj, bo to ci sami członkowie rodzin/ społeczeństw [...]. Nie ma jedynie przy nich Wielkich Pieniędzy. Jeszcze? Nadszedł czas, że Sponsorzy, oprócz łączenia się kontraktami (co w pełni logiczne) ze Zwycięzcami, zobaczyli sens promocji swoich marek przy Sportowcach losowo, niezależnie od ich miejsca w klasyfikacji, wysuwając tym na pierwszy plan sportowego ducha, samego w sobie godnego podziwu, bo pchającego ludzi do żmudnych treningów, czystej rywalizacji, pośrednio do poprawy zdrowia i dobrostanu rodzin/ społeczeństw [...]. Ale obudziłem się :) PS. Kalendarz ustawiam z powrotem (08.06.2026).

nie wprost

Kilkadziesiąt minut między nastolatkami na seansie ostatniego odcinka internetowego serialu "The Amazing Digital Circus" (nie miałem o nim pojęcia), to doświadczenie niezwykłe i wydaje się dorosłym potrzebne. Nie szkodzi, że byłem najstarszy na sali kinowej, że znacznej części, pewnie tej większej nie zrozumiałem i że wszyscy śmiali się w momentach, w których nie czułem takiej potrzeby. Byłem tę chwilę w świecie, który bezwiednie omijam. Jeśli abstrakcyjne i niemożliwe istnieje, tam jest wszystkiego do kwadratu. Pośród zaskoczeń, braku ograniczeń oraz perfekcji polskiego dubbingu dotknęło mnie ujęcie nad wyraz prawdziwych uczuć i emocji w niełatwych, pogmatwanych relacjach i sytuacjach. Jak najbardziej życiowych. Może w tym szaleństwie o to chodzi, nawet jeśli podaje się sedno nie wprost. Wyciągam z tego doświadczenia poradę - zalecenie przypisane do fabuły tej nierzeczywistej, a jednocześnie na wskroś realnej rzeczywistości. Byle się nie zabstrakcić :)

kłody

Ludzie od zawsze napotykali na swojej drodze kłody, alegoryczne, z niektórymi obcując regularnie, jakby ustawione były celowo w danej chwili życia, inne znajdując w miejscu przeznaczenia losowo, zgodnie z określeniem podrzucone przez los lub za przyczyną innych ludzi. Ci rzucają je/ ustawiają w określonym etapie drogi innych bezwiednie lub intencjonalnie, powodowani troską lub "życzliwością" pisaną w cudzysłowie dlatego, by określić jej przeciwieństwo. Ludzie życzą innym dobrze oraz niekoniecznie - tak było zawsze.

 

Sporo z utrudnień okazuje się po latach potrzebnych i rozwijających, ale też mających wpływ blokujący, uniemożliwiający kontynuację obranych zamierzeń. Ta analiza wymaga jednak prawdy i szczerości, wykluczających pominięcie np. lenistwa, czy zbyt szybką rezygnację z wykonywanych czynności, czy marzeń. Przywołam określenie tzw. słomianego zapału, który podsycany dzisiaj dążeniem do wygody i (nie będę udawał, że tego nie widzę) karmieniem społeczeństwa małowartościową treścią (byle się klikała), ma znaczenie większe, niż się wydaje. Dobrze jeśli w ogóle pojawia się refleksja.

 

Wymagania mają okazję budować mięśnie przetrwania i pobudzać chęć pokonania przeszkód, by w następnym kroku/ ich wielokrotności cieszyć się i żyć rzeczywistością, do której się z trudem dążyło. Szczyty górskie rzadziej zdobywa się z biegu, raczej przygotowując się wg zaleceń w tej czynności doświadczonych. Trudności mogą być równie dobrze z różnych względów - ekonomicznych, społecznych, kulturowych, zdrowotnych [...] - czynnikiem decydującym, bo na tyle znaczącym, że nie do pominięcia. W każdym przypadku, ogólnym w pojęciu społeczeństwa i bardzo indywidualnym w odniesieniu do jednostki decydują o przyszłości.

 

Dzisiaj, w zaawansowanym XXI wieku alegoryczne kłody da się dostrzec w wielu dziedzinach/ branżach, właściwie trudno znaleźć obszar, gdzie ich nie ma. Czas nie zmienił w tej sprawie wiele. Jeśli z tego powodu ludzki gatunek rozwija się lub wręcz dlatego trwa, to przez niektóre z nich nie widzimy twórczości, produktów, a może genialnych wynalazków zakneblowanych i zduszonych w zarodku albo na jakimś etapie ich powstawania, poprzez powód losowy lub dyktowany przywołaną ludzką "życzliwością". Jest sztuka, budownictwo, nauka, sport, między tym wszystkim jest Sprzedaż, w której i mnie nie omijają trudności. Zbyt łatwe rozleniwia, ale drugim końcem tego kija jest brak zapłaty za coś więcej, niż "zysk dzisiaj", zabijając potencjał/ różnorodność, czego dowodzą hałdy szyldów zamkniętych firm oraz płytkość, powierzchowność i wąski obraz potrzeb, które się kreuje i promuje. 

 

Myślę, że dobrze nie zapomnieć o refleksji, potrzebnej wg mnie wielu dziedzinom/ branżom, w tym Sprzedaży. Nazywam to korzystaniem z ławki, która pozwala zatrzymać się podczas drogi. Oby czas, a w nim zmiany i rozwój, prowadzone wg planu bez przeszkód oraz z nimi prowadziły zawsze w dobrą stronę. Ludzie od zawsze napotykali na swojej drodze kłody.

ja dziecko

Dzisiaj się baw, to Twój święty czas. Idziesz za mną, naśladujesz i polegasz na tym, jak pokazuję Ci świat. Ale życzę sobie, bym się kiedyś zaskoczył - jeszcze nie teraz, ale oby tak się stało. Zmieni się większość, jak zawsze, choć również jak zawsze nie wszystko, a Ty będziesz mieć na to unikalny wpływ. Zawsze znaczący. Oby był wyborem dobrym, choć nie zawsze jest doceniany, łatwiejszy i zaszczepiony przez obserwację innych. Mam nadzieję, że Ci go czasem pokazuję, a jeśli nie - przepraszam. Pójdę wówczas za Tobą, polegając na tym, jak pokażesz mi świat. Ale dzisiaj się baw. 

 

Dzień dziecka 2026.

film, którego nie ma

Na stole leżą talerze z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak dawniej. Siadają obok domownicy, co pewien czas goście, a gdyby robić z bocznego ujęcia zdjęcia, wystarczy kilka dziennie i tyle samo losowo co systematycznie, powstałby na przełomie miesięcy/ lat/ dekad film poklatkowy, najbardziej rodzinny z rodzinnych, choć nominacji w takiej kategorii żadna z Gal nie przewidziała. Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, jej bohaterowie pojawiają się i znikają, na chwilę i co pewien czas już na zawsze (w ostatnim przypadku zawsze za wcześnie). Niektórzy rosną, od etapu przebywania na rękach, przez raczkowanie, wchodzenie przy asyście na taboret, po stan już samodzielny prawie i zupełnie, ustępujący w dalszej kolejności miejsca temu z własnym już dzieckiem na kolanach, po latach z kolejnym. Cichym towarzyszem wydarzeń, choć zawsze obecnym jest światło, naturalne z okien i sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz powtarzalny sposób. 

 

Kilka zdjęć na dzień, zmontowane w miesiące/ lata/ dekady dają nad wyraz czytelny i jednocześnie nienachalny obraz zjawisk, których w zwolnieniu - w czasie rzeczywistym - nie sposób wychwycić. Oprócz wzruszeń przeplatanych śmiechem analiza filmu pokazuje, że co rusz przy człowieku pojawiają się przedmioty i sprzęty, z reguły zastępowane kolejnymi, wymienianymi po niedługim czasie na następne, inne lub lekko zmodyfikowane w formie, z dodawanymi do poprzedniej wersji opcjami. Myśl techniczna nie stoi w miejscu, a nawet jak chce skorzystać z wolniejszych obrotów, lejce Sprzedaży wybudzają ją z drzemki. Da się zauważyć, że nowość najczęściej za chwilę nią nie jest, mimo że w użytkowaniu się bynajmniej nie starzeje i spełnia bez zarzutu funkcję założeniową. Ta ostatnia wypierana jest udogodnieniem, ułatwieniem lub potrzebą, której człowiek wcześniej nie odczuwał.  

 

Mimo że tej produkcji fizycznie nie ma, widać jak nie zmienia się w jej kadrach kilka spraw, możliwe w życiu najważniejszych, choć całość ocenia wg siebie obserwujący, w tym czas, który z reguły nie wypowiada się na głos. Bohaterem głównym jest zawsze człowiek, przez miesiące/ lata/ dekady, chociaż zachowuje się, jakby nie przykładał do tego faktu, a wręcz truizmu wagi. Niezmienna pozostaje atmosfera i namacalność więzi między domownikami, czasem są to goście, choć relacje miotane są jak cień powodowany przez światło, naturalne z okien i sztuczne z żyrandola na środku pokoju, a oba grające cieniem w nad wyraz powtarzalny sposób. Ponieważ zdjęcia milczą, wychodzi na jaw, że słusznie przedkłada się znaczenie czynów nad słowa. Od początku do końca kadrów zachował się stół, na którym leżą talerze z kompletu coraz bardziej niekompletnego, choć o wartości użytkowej jak dawniej. Zastanawiam się tylko, czy filmu, którego nie ma, nie ma.