Milczenie nie ma łatwej misji, jednak wypełnia ją jak potrafi. Musi zabiegać o uwagę odbiorcy dużo bardziej niż jego odwrotność, która przebija się zewsząd ze swoim ZRÓBCIE HAŁAS! Mimo wszystko zagospodarowuje niektóre przestrzenie i wartości może nie perfekcyjnie, ale ambitnie. Milczenie znalazło miejsce w tytule filmu najwyższej próby z Anthonym Hopkinsem oraz w powiedzeniu o srebrze i złocie. Towarzyszy wydarzeniom do tego stopnia ważnym, że najwyższą możliwą formą wyrażenia uczuć okazuje się tzw. minuta ciszy. Na pięciolinii pauza pokazuje, że cisza również tworzy Muzykę. Milczenie wypełnia wewnętrzne wyciszenie pielgrzyma oraz wypoczynek po ciężkiej pracy. Cisza przysługuje się także Sprzedaży, wskazując zalety zamieszkania z dala od zgiełku miasta. Wspomaga także w milczeniu reklamę. Być może potrzeba wiosny i świeżego powietrza w zatęchłym pomieszczeniu, w którym od lat nie wietrzono, a „milczący spot reklamowy” (15 lub 30 sekund, kto bogatemu zabroni) z celowo surowym napisem/ wypowiedzią lektora [kupiliśmy tę chwilę ciszy wszystkim. Nie tylko naszym Klientom] + logotyp/ nazwa Sponsora i cisza. Kosztowna, unikalna i bezcenna. W natłoku wszechobecnego hałasu w reklamowym patchworku docierającym do ucha odbiorcy istnieje potencjał ciszy. Z pewnością nie tylko ja go dostrzegam. Nowonarodzone dziecko oznajmia życie krzykiem, choć jego sen, wzrastanie i prawidłowy rozwój będą wymagać w znacznej mierze ciszy. W literaturze, w genialnym świecie Śródziemia nie mniej genialnego J.R.R. Tolkiena istnieje szczególna postać psa Huana z osobliwą przypadłością. Poza przypisanymi mu cechami jak wierność, czy oddanie, Huan ma zdolność przemawiania ludzkim głosem, choć maksymalnie trzy razy podczas całego swojego życia. Sam musi ocenić i wybrać czy oraz kiedy z tej zdolności skorzystać. Zastanawiam się jak takie piętno i przywilej jednocześnie sprawdziłyby się nie w fikcyjnej literaturze, a w świecie realnym dzisiaj. Myślę oczywiście o ludziach, nie pomijając siebie, bo jakież to niedzisiejsze. Nie pamiętałbym odkąd mam "szlaban" na mówienie, a kończąc myśl (może ją w pewnym sensie rozpoczynam) nawiązuję do Muzyki, z którą łączy mnie więź szczególna. Być może niektórzy z czytających te słowa pamiętają „Wołanie przez ciszę” śpiewane w latach 80. ubiegłego wieku w niepowtarzalny sposób przez Mirosława Bregułę [UNIVERSE]. Cisza może wołać, podobnie jak milczenie. Przechodząc od Hopkinsa, poprzez Tolkiena, próbując dotknąć po drodze funkcji i znaczeń ciszy zakończę myśl powiedzeniem Brata Alberta „Nisko siadać, mało gadać, dużo robić, mało jadać”. Jakież to niedzisiejsze.
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
"niespokojny sen"
paski
"PASKI MAJĄ PASOWAĆ I SIĘ WPASOWAĆ" brzmiało "paskowe zalecenie", które słyszały paski od kiedy pamiętały. Żonglować można było i wybierać w kolorach sąsiadujących pasków, ale pamiętać, by zawsze zgodnie z zaleceniem pasowało. Więc pasowało przeważne tak, jak miało pasować i "pasowało" to paskom, choć niektóre z nich poszukiwały podskórnie i podświadomie bliżej nieokreślonego i nienazwanego "czegoś", widzianego oczami wyobraźni, czy może trafniej określając - w tęsknocie. Wyobraźnia niektórych pasków spała niespokojnie.
Mijały lata, paski pasowały i wpasowywały się wprowadzając z czasem urozmaicenie i rozróżnienie swych grubości, której to określenie zmieniono z racji pejoratywnego znaczenia, korygując je ostatecznie do "szerokości". Od tej pory zarówno kolory, dylatacje między paskami, które tak naprawdę były także paskami, ale i szerokości pasków stanowiły wzorzec w modzie, w projektowaniu, w architekturze i w wystroju wnętrz przez lata, zgodnie z "paskowym zaleceniem". Hasło "paski mają pasować i się wpasować" niezmiennie było aktualne. Wyobraźnia niektórych pasków jednak spała niespokojnie.
Przyszedł moment niespodziewany, trochę przypadek, gdy stał się wypadek i dwa paski zderzyły się na skrzyżowaniu. Skutkiem tego, że upadły na siebie stworzyło się coś, czego wcześniej nie widziano, choć w wyobraźni niektórych pasków podobna rzecz "przebłyskiwała". Utworzony na skrzyżowaniu na ziemi krzyż, widziany z kąta jako "X", był natchnieniem na przyszłość. Od tej pory zarówno kolory, dylatacje między paskami, które tak naprawdę były także paskami, szerokości pasków, ale i kąty ich ułożenia stanowiły wzorzec w modzie, w projektowaniu, w architekturze i w wystroju wnętrz przez lata, zgodnie z "paskowym zaleceniem". Hasło "paski mają pasować i się wpasować" niezmiennie było aktualne. Wyobraźnia niektórych pasków jednak spała niespokojnie.
Zdarzył się w paskowym świecie "czas Miłości". Niektórzy twierdzili, że to sprawa wiosny, a choć niejedną wiosnę paski już przeżyły, ta była wiosną, która przyniosła Miłość. Paski zaczęły się dobierać w pary, otulać wzajemnie i przytulać, tworząc coś, czego wcześniej nie widziano, choć w wyobraźni niektórych pasków coś podobnego „przebłyskiwało". Utworzone z tulących się pasków okręgi, widziane z kąta jako elipsy, a czasem "ósemki" były natchnieniem na przyszłość. Od tej pory zarówno kolory, dylatacje między paskami, które tak naprawdę były także paskami, szerokości pasków, kąty ich ułożenia, ale i okręgi, elipsy i ósemki pod różnym kątem stanowiły wzorzec mody, w projektowaniu, w architekturze i w wystroju wnętrz przez lata, zgodnie z "paskowym zaleceniem". Hasło "paski mają pasować i się wpasować" niezmiennie było aktualne.
W "czasie Miłości" zauważono, że wyobraźnia pasków
jest płodna i co jakiś czas podziwiano jej potomstwo. Napawało
to nadzieją i było dobrą zapowiedzią dla przyszłości pasków i ich przetrwania w
modzie, w projektowaniu, w architekturze i w wystroju wnętrz. Wzory utworzone w
poziome "ósemki" wskazywały niepisaną prawidłowość, że wyobraźnia
pasków jest nieskończona. Potwierdza to czas niezruszonym do dzisiaj faktem,
że mimo upływu lat i następujących zmian wyobraźnia niektórych pasków wciąż śpi
niespokojnie.
znak szczególny - Jan Kowalski
Poza talentem, czy jak się mawia tzw. iskrą Bożą w muzyce, malarstwie i
pozostałych gałęziach sztuki, ale i w architekturze, w sporcie, w
projektowaniu, w modzie, w medycynie i każdej innej dziedzinie
realizacji ludzkich pasji i wizji bywa, że pojawia się obok wspomnianego
talentu coś jeszcze. Coś bardzo ważnego, co definiuje, uzewnętrznia i
pozytywnie stygmatyzuje danego artystę/ twórcę pomimo i niezależnie od
posiadanego przez niego talentu. Jest tym, niespotykany nigdzie indziej lub
rzadko spotykany, tym samym bezcenny i pożądany znak szczególny. Wielu
wokalistów w Polsce trafia z precyzją, wręcz finezją w rozsiane po pięciolinii
dźwięki, jednak znak szczególny w sposobie śpiewu, jaki ma Igor Herbut,
Mieczysław Szcześniak, Artur Rojek, Kuba Badach, Michał Bajor, Janusz Radek,
Grzegorz Turnau, czy Andrzej Sikorowski mają dokładnie tylko sami wymienieni i
poza predyspozycjami oraz talentem muzycznym, odbierający ich twórczość
słuchacze odnajdują bardziej lub mniej świadomie właśnie znaki szczególne.
Whitney Houston również była unikalną wokalistką, nie tylko z powodu
słuchu i rozpiętości skali, ale ze względu
na przypisany sobie tembr głosu, stanowiący znak szczególny
artystki. Taki znak szczególny, jakim jest Wieża Eiffla, Luwr i Katedra
Notre Dame dla Paryża, Koloseum, Watykan i Krzywa Wieża w Pizie dla Włoch, a
Świątynia Kiyomizu, czy Góra Fuji dla Japonii.
różnorodność gatunków oraz to, co tracimy rykoszetem
Wyobraźmy sobie świat kina, w którym Quentin
Tarantino, Neill Blomkamp, Luc Besson, Woody Allen i wielu niewymienionych
"oryginałów" nie działają po swojemu jak dzisiaj, a kręcą/
tworzą/ produkują na tzw. jedną modłę. Ta niepisana zasada oryginalności wychodzi
daleko poza świat filmu i choć nie dotyczy to wszystkich branż stawiam
tezę, że tłumacząc przyszłemu malarzowi, muzykowi […], nie
pomijając ludzi Sprzedaży, JAK TO SIĘ POWINNO ROBIĆ, być może zubażamy coś, co
zadziwiłoby świat. Wydaje się też, że ten medal nie ma wyłącznie
jednej strony i ważną, jeśli nie życiową sprawą jest móc/ chcieć pozostać w tym
co się w życiu robi w zgodzie z tzw. własną drogą. Nie zawsze i nie każdemu się
uda taki komfort uzyskać, bo nie na wszystko ma się wystarczający wpływ,
natomiast warto pamiętać o bogactwie jakie dają oryginalność i
niepowtarzalność, bo to cechy charakteryzujące gatunek ludzki jako ludzkość, a
także i ludzi rozpatrywanych jako odrębne jednostki. Nie bez przyczyny jesteśmy
różni i z oryginalności oraz niepowtarzalności mogą czerpać korzyści inni
ludzie, ale i branże, w których pracują. Mając świadomość, że nie zawsze/ nie
wszystkim się to uda, w imię dobra własnego, choć przecież nie tylko, warto być
może w swoim niepisanym "życiowym profilu osobistym" sprawdzić co
jakiś czas, czy wciąż jest tam opis "Head of myself".
Nie oczekując odpowiedzi zostawię w tym miejscu
pytanie. Czy Artysta tworzy dlatego TO i właśnie TAK, bo taki efekt
finalny chętniej przyjmuje Odbiorca, czy to Odbiorca dlatego TO i TAK odbiera,
bo tak tworzy Artysta. Jeśli mamy do czynienia z próbą sił i mocowaniem
się ambicji, możliwości z kompromisem i pragmatyzmem, rykoszetem spłaszczana
jest amplituda potencjału ludzkiego talentu oraz wyrażonej efektem
finalnym twórczości. Być może szkoda tego, czego nie ma, a być by mogło,
gdyby nie (przy)mus sytuacji (racja to,
czy fałsz - niepotrzebne skreślić). Zadane pytanie nie wymaga
odpowiedzi, a krótkiej refleksji. Jak pokazuje historia, bywa że
oryginalność twórcy w postaci znaku szczególnego, w połączeniu z jego talentem
jest tak wyrazista, że tworzy się nowa gałąź na istniejącej od lat/
dziesięcioleci/ wieków gałęzi. Wyrasta nowa kategoria i jakość, bo tak bym
nazwał twórczość i spuściznę muzyczną Michael'a Jackson'a. To coś innego i
trudnopodrabialnego, żyjącego własnym życiem w muzycznym świecie, nawet lata po
śmierci artysty.
W każdej dziedzinie życia odnajdziemy miejsce na
znak szczególny wyróżniający/ odróżniający oryginalny, czasem wręcz
niepowtarzalny fragment/ element od pozostałej całości, czyli
tzw. reszty. Być może i Sprzedaż również zalicza się do
profesji, w której przewidziane jest miejsce na znak szczególny. Myślę, że jak
najbardziej i zwracam na to uwagę chcącym kopiować, adaptować do siebie/ dla
siebie, bez refleksji własnej wszystko co słyszą/ widzą w branży i bez tzw.
własnego zdania powtarzając tych, których w swojej dziedzinie słuchają.
Czerpanie dobrych wzorców jest niezmiernie ważne, jednak dobrze byłoby raczej
nie zapomnieć o swoim naturalnym, pochodzącym z niewymuszonych, niewykreowanych
sztucznie odruchów stylu. O bezcennym znaku szczególnym. Jeszcze ważniejsze
jest natomiast, by ten niewymuszony znak szczególny pielęgnować.- Bo znak
szczególny jest tym, czym odróżni (wyróżni) się od tzw. reszty dana Sprzedaż,
sposób jej prowadzenia, nie zapominając o osobie Handlowca. Mimo że z całą
pewnością nie zawsze się uda, o ile to tylko możliwe dobrze jest realizując się
w swojej drodze zawodowej (może być nią Sprzedaż) trzymać się autorskich,
autonomicznych, czasem instynktownych dróg, pochodzących od tkwiących
wewnątrz korzeni własnej pasji. Stąd pielęgnacja tej ostatniej jest tak
ważna. Czasem czuję, że więcej bym kupił od nieprzeszkolonego i
"dziewiczego naturszczyka” w Sprzedaży, wrzuconego w basen bez
sprawdzenia, czy jest w nim woda. Od sprzedającego w sposób nieskażony
odgórnie, za to kierowanego przez siebie samego oddolnie. Bez stygmatu
wyuczonych/ wzorcowych sytuacji sprzedażowych. Od handlującego "kluczem
unikalnym", w sposób niepowtarzalny, prawdziwy i oryginalny. Sposób TYLKO
I AŻ SWÓJ.
Bo jest szansa (nikt nie powie jak mała, bo może
trzeba by było powiedzieć jak duża), że Handlowiec, dzięki własnemu stylowi
bycia i myślenia osiągnie kontakt z Odbiorcą/ Klientem oraz pożądaną sprzedaż
bez teoretycznie "kluczowych" umiejętności i szablonowych wyuczeń. Że
on właśnie przebije skorupę/ blokadę zrażonego złym doświadczeniem z firmą
Klienta. Że on waśnie znajdzie swój sposób prowadzenia rozmów, uzyskując
mniejszy odsetek odrzuceń propozycji/ kontynuacji współpracy, czy spotkań
prowadzących do kroków kolejnych, będących postępem w procesie Sprzedaży. Być
może na to czekamy, a ciekawość i oczekiwanie Klienta na
"inność"/ unikalność przeprowadzanej rozmowy, czy przebiegu
spotkania, to podmuch świeżego powietrza w zatęchłym pomieszczeniu, w
którym od lat nie wietrzono. Może ciekawiej byłoby odebrać telefon i usłyszeć w
słuchawce coś zaskakującego, formułę inną niż zawsze. Formułę niepowtarzalną,
jedyną i inną od tzw. reszty, jak niepowtarzalne, jedyne i inne są
produkcje Quentina Tarantino, Neilla Blomkampa, Luca Bessona, Woodego
Allen'a i pozostałych twórców, rozpoznawanych już po pierwszych ujęciach
filmu. Pozdrawiam w tym miejscu wszystkich ludzi Sprzedaży, uwypuklając
znaczenie różnorodności i przywiązanej do każdego człowieka unikalności myśli oraz
wynikających z nich wniosków. Być może nie warto ich gasić, jak żar w ognisku
wiadrem wody.
klucze i kłódki
Dostrzegam problem, który zawrę w pytaniu, czy
tzw. kluczowa umiejętność jest naprawdę kluczowa. W życiu często
trzeba poradzić sobie w sytuacji, w której albo nie ma w ogóle klucza do drzwi/
kłódki, jako alegorycznego problemu, albo klucz jest, tylko właśnie się zgubił.
Czy "kluczową" umiejętnością jest poradzenie sobie w sytuacji posiadania
owego klucza, czy jest dokładnie odwrotnie. Zdolność przetrwania wydaje się
umiejętnością rozpalenia ognia bez zapałek, które to w normalnej sytuacji są
"kluczowe" w procesie jego wzniecania. Pojawia się pytanie
kolejne, ile z tzw. "kluczowych" umiejętności wydaje się
niezbędne, a w rzeczywistości jest z nimi dokładnie odwrotnie. Gdy np.
pozbawią dzwon jego tzw. serca, teoretycznie go tym "zabijając", pojawi
się kilka możliwości, bo cześć z ludzi pomyśli, że czas życia
"urządzenia" się zakończył i trzeba pomyśleć o nowym, niektórzy
postanowią zastąpić go solidnym nagłośnieniem i wysokiej jakości samplem, inni
zechcą stary dzwon naprawić zamawiając w specjalistycznej firmie lub u kowala
nowe "serce" dzwonu, które wprawi na powrót dzwon w dające sens jego
istnieniu drganie. Na tym nie koniec możliwości „reanimacji” dzwonu, bo by
usłyszeć jego donośny dźwięk można będzie uderzać go z zewnątrz młotkiem lub innym
przedmiotem przejmującym rolę młotka sprzężonego z mechanizmem elektrycznym,
dającym możliwość uderzania w dzwon wg ustawianego harmonogramu. Istnieją takie
instalacje i wielu z nas słyszy je w dzwonnicach kościołów. Dźwięk to wymuszony,
ktoś powie "nielegalny", ale wciąż to dźwięk tego samego, starego,
teoretycznie zużytego dzwonu. Wciąż to dźwięk "jak dzwon". Przeróżne
możliwości postępowania w przypadku uszkodzenia dzwonu (z pewnością nie
opisałem wszystkich z racji ograniczeń wiedzy oraz wyobraźni) dają obraz
potencjału różnorodności.
Kontynuując temat przetrwania „bez zapałek” zobaczmy
co się stanie, gdy zagrodzimy butem drogę mrówkom. Mogą przejść do porządku
dziennego w nowej sytuacji i wszystkie pójść np. w lewą stronę, omijając tym
sposobem napotkaną przeszkodę, ale to raczej nie wszystkie z potencjalnych
zdarzeń. Bynajmniej. Któreś z nich mogą próbować obejść but po prawej jego
stronie, część po lewej, co też nie wyczerpuje zasobu możliwości. Okaże się, że
kilka mrówek zacznie forsować przeszkodę wchodząc na nią, a gwarancji też
nie ma, że któraś z mrówek z drogi zawróci, albo stanie w miejscu, by sytuację
przeczekać. Czyż to nie jest prawdziwe bogactwo
drzemiące w wyobraźni jednostki? Ile więc z tzw. kluczowych
umiejętności wydaje się niezbędne, a w rzeczywistości jest z nimi dokładnie
odwrotnie. Pytanie dotyczy to również procesu Sprzedaży, który mnie
zajmuje z racji zawodu, ale przede wszystkim pasji. Stawiam to pytanie, bo
je dostrzegam i odpowiedź istnieje (mam taką nadzieję) nie w jednej i jedynie
słusznej wersji. Moje zdanie na ten temat zawieram w stwierdzeniu, że
klucz unikalny to brak klucza, a ponieważ życie nie jest idealne,
produkujemy zunifikowane klucze i kłódki.
Jan Kowalski ®
Unikalność myśli i wniosków jest bezcenna, a dać szansę na różnorodność we wszelkich pomysłach/ sposobach/ metodach/ wzorcach/ konstrukcjach/ instrukcjach dotyczących różnych dziedzin życia jest niezwykle istotne. Dzięki temu w kinematografii mamy możliwość oglądania stylu Tarantino, ale i Nolana. Z tego też powodu cieszy ucho muzyka Morricone, ale i Eminema oraz istnieje "kreska" Van Gogh'a na słynnych obrazach, ale również Janusza Christy na kartach komiksu. Miejmy świadomość, że stało się to możliwe dlatego, że wyżej wymienieni skierowali kroki na własną ścieżkę, często różną od narzuconych standardów. Bo bezdyskusyjnie ciężko jest zostać drugą Whitney Houston, Celine Dion, czy Eltonem Johnem, podobnie jak trudno o kolejnego Vangelisa, Jeana-Michela Jarre’a, czy Van Gogha. Jednak może lepiej pozostać oryginalnym Janem Kowalskim w muzyce, architekturze, nauce, sztuce, modzie, a może i w Sprzedaży, niż n-tym „agentem Smith'em" w wymienionych branżach. Zamiast być produktem „fabryki klonów” można spróbować wnieść do danej dziedziny zasób świeżego powietrza, swoją wartość, jakość i osobowość. Może dzięki temu, raz na jakiś czas na utworzonej latami przyzwyczajeń gałęzi powstanie nowa, jaką stworzył geniusz muzyczny zwany Królem popu. Różnorodność w każdej branży jest bezcenna, a czasem wręcz konieczna. Jest natomiast zagrożona, jeśli w określającym działalność twórcy/ artysty/ rzemieślnika/ projektanta/ może również Handlowca niepisanym „indywidualnym dowodzie osobistym" w miejscu "znaki szczególne" widnieje wyraz BRAK. A nie ma takiego bynajmniej dlatego, że nigdy go nie było. Istniał od pierwotnego założenia, choć został zduszony jak żar w ognisku wiadrem wody. Nie jesteśmy w stanie ocenić zakresu zmarnowanego potencjału w odniesieniu do każdej z dziedzin życia oraz czasu, który już minął i dopiero nadejdzie. Nazwę tę przestrzeń zduszonym żarem.

rozmowa sprzedażowa
- Dzień dobry, Sprzedaż jestem, mogę usiąść obok?
- Dzień dobry, bardzo proszę. Widzę moja
imienniczka. Sprzedaż, kłaniam się.
- Niesamowite, coś takiego. A kiedy Pani, przepraszam,
jesteś dużo młodsza i jeśli można przejdziemy na „ty”. Kiedy obchodzisz
imieniny i co u Ciebie ogólnie w tych czasach, jeśli wolno zapytać?
- Na „ty”? Jasne, nie ma sprawy. Co słychać? Dziękuję,
całkiem dobrze. Imieniny? Właściwie nie mam dnia imienin, w każdym razie nie
myślałam o tym nigdy. Choć jak teraz myślę to mam wrażenie, że codziennie na
swój sposób odnajduję się w kalendarzu. A jak sobie radzę? Robię co umiem i nie
mam dnia bez transakcji. Liczę co pod kreską na koniec dnia, mam swoje, takie
tam sprawdzone myki w białych rękawiczkach, nic na siłę oczywiście, ale mały impuls,
szybka decyzja, najlepiej lekko pod ścianę i pyk - następny proszę. Kręci się jakoś
i myślę, że tak to powinno się odbywać. A jak Ty sobie poczynasz powiedz, moja
sprzedażowa imienniczko, bo się rozgadałam.
- A dziękuję, różnie bywa, raz więcej, raz mniej, jak
to w sprzedaży. Chyba taka już niepisana jej prawidłowość. Dość dużo rozmyślam
co zrobić, by znów, kolejny i kolejny raz sprzedać tak, by był zadowolony. Bo
możesz wierzyć lub nie, ufają mi, a niektórzy Klienci są ze mną ponad 20 lat.
To zobowiązuje. Bo zmieniło się sporo na rynku, więcej niż mniej się zmieniło,
a oni wciąż są ze mną. To słodkie zobowiązanie.
- Tak, zmieniło się dużo, widzę to choć młoda stażem
jestem. Mówisz o słodyczy w kontekście zobowiązania i to coś mi przypomniało.
Popatrz dzisiaj na półkę z solą w sklepie. Morska, kamienna, jodowana,
niejodowana, niskosodowa, himalajska, grubo i drobnoziarnista. Aż wypatruję co
pojawi się jutro. Pamiętasz jak sól była po prostu solą?
- Nie wiem czemu podskórnie nigdy tego nie zapominam.
Może dlatego, że zaufanie i słodkie zobowiązanie, o którym mówiłam jest na swój
sposób solą. Może bez nazwy, bez kategorii i podgrupy, ale tak bym je w
przenośni określiła. To jakby sól. Przepraszam na sekundę, przysunę się, bo
idzie starsza Pani o lasce, może zechce usiąść. Dzień dobry, proszę sobie
spocząć.
- Aaaa dziękuję bardzo moje dziecko, chętnie
skorzystam. Jak to dobrze trafić na uprzejmość w tych czasach, choć pamiętam,
moje drogie panie jak wczoraj, że za młodu, oj, toż to była norma. Ależ szmat
czasu zleciał, oj zleciał, nie wiadomo kiedy. A o czym to młodzież rozprawia?
- A, nic szczególnego proszę Pani. My niby się nie
znamy, bo to przypadkowe spotkanie, a jesteśmy imienniczkami. Bardzo nam
miło, Sprzedaż-koleżanka i Sprzedaż-ja. A rozmowa to nic
ważnego, trochę o pracy, o życiu i niechcący, samo przez się o sprzedaży.
- Że nic ważnego to nie mogę się zgodzić serdeńko, toż to ważne tematy są. Porozmawiamy może razem, jeśli pozwolicie kochanieńkie, bo niemiłosiernie ciekawa jestem. Wciąż się uczę wbrew pozorom i mimo wieku, a oprócz reumatyzmu czuję w kościach, że i z tej rozmowy coś niecoś niechcący i mnie skapnie, hehe. A może nie tylko mnie, bo tutaj nic się nie zmarnuje. Ale, gdzież moje maniery, wybaczcie staruszce moje panie, bo gapa ze mnie, a od tego powinnam była zacząć. Sprzedaż jestem, moje uszanowanie.


