znak szczególny - Jan Kowalski

Poza talentem, czy jak się mawia tzw. iskrą Bożą w muzyce, malarstwie i pozostałych gałęziach sztuki, ale i w architekturze, w sporcie, w projektowaniu, w modzie, w medycynie i  każdej innej dziedzinie realizacji ludzkich pasji i wizji bywa, że pojawia się obok wspomnianego talentu coś jeszcze. Coś bardzo ważnego, co definiuje, uzewnętrznia i pozytywnie stygmatyzuje danego artystę/ twórcę pomimo i niezależnie od posiadanego przez niego talentu. Jest tym, niespotykany nigdzie indziej lub rzadko spotykany, tym samym bezcenny i pożądany znak szczególny. Wielu wokalistów w Polsce trafia z precyzją, wręcz finezją w rozsiane po pięciolinii dźwięki, jednak znak szczególny w sposobie śpiewu, jaki ma Igor Herbut, Mieczysław Szcześniak, Artur Rojek, Kuba Badach, Michał Bajor, Janusz Radek, Grzegorz Turnau, czy Andrzej Sikorowski mają dokładnie tylko sami wymienieni i poza predyspozycjami oraz talentem muzycznym, odbierający ich twórczość słuchacze odnajdują bardziej lub mniej świadomie właśnie znaki szczególne. Whitney Houston również była unikalną wokalistką, nie tylko z powodu słuchu i rozpiętości skali, ale ze względu na przypisany sobie tembr głosu, stanowiący znak szczególny artystki. Taki znak szczególny, jakim jest Wieża Eiffla, Luwr i Katedra Notre Dame dla Paryża, Koloseum, Watykan i Krzywa Wieża w Pizie dla Włoch, a Świątynia Kiyomizu, czy Góra Fuji dla Japonii. 

 

różnorodność gatunków oraz to, co tracimy rykoszetem

 

Wyobraźmy sobie świat kina, w którym Quentin Tarantino, Neill Blomkamp, Luc Besson, Woody Allen i wielu niewymienionych "oryginałów" nie działają po swojemu jak dzisiaj, a kręcą/ tworzą/ produkują na tzw. jedną modłę. Ta niepisana zasada oryginalności wychodzi daleko poza świat filmu i choć nie dotyczy to wszystkich branż stawiam tezę, że tłumacząc przyszłemu malarzowi, muzykowi […], nie pomijając ludzi Sprzedaży, JAK TO SIĘ POWINNO ROBIĆ, być może zubażamy coś, co zadziwiłoby świat. Wydaje się też, że ten medal nie ma wyłącznie jednej strony i ważną, jeśli nie życiową sprawą jest móc/ chcieć pozostać w tym co się w życiu robi w zgodzie z tzw. własną drogą. Nie zawsze i nie każdemu się uda taki komfort uzyskać, bo nie na wszystko ma się wystarczający wpływ, natomiast warto pamiętać o bogactwie jakie dają oryginalność i niepowtarzalność, bo to cechy charakteryzujące gatunek ludzki jako ludzkość, a także i ludzi rozpatrywanych jako odrębne jednostki. Nie bez przyczyny jesteśmy różni i z oryginalności oraz niepowtarzalności mogą czerpać korzyści inni ludzie, ale i branże, w których pracują. Mając świadomość, że nie zawsze/ nie wszystkim się to uda, w imię dobra własnego, choć przecież nie tylko, warto być może w swoim niepisanym "życiowym profilu osobistym" sprawdzić co jakiś czas, czy wciąż jest tam opis "Head of myself". 

 

Nie oczekując odpowiedzi zostawię w tym miejscu pytanie. Czy Artysta tworzy dlatego TO i właśnie TAK, bo taki efekt finalny chętniej przyjmuje Odbiorca, czy to Odbiorca dlatego TO i TAK odbiera, bo tak tworzy Artysta. Jeśli mamy do czynienia z próbą sił i mocowaniem się ambicji, możliwości z kompromisem i pragmatyzmem, rykoszetem spłaszczana jest amplituda potencjału ludzkiego talentu oraz wyrażonej efektem finalnym twórczości. Być może szkoda tego, czego nie ma, a być by mogło, gdyby nie (przy)mus sytuacji (racja to, czy fałsz - niepotrzebne skreślić). Zadane pytanie nie wymaga odpowiedzi, a krótkiej refleksji. Jak pokazuje historia, bywa że oryginalność twórcy w postaci znaku szczególnego, w połączeniu z jego talentem jest tak wyrazista, że tworzy się nowa gałąź na istniejącej od lat/ dziesięcioleci/ wieków gałęzi. Wyrasta nowa kategoria i jakość, bo tak bym nazwał twórczość i spuściznę muzyczną Michael'a Jackson'a. To coś innego i trudnopodrabialnego, żyjącego własnym życiem w muzycznym świecie, nawet lata po śmierci artysty.  

 

W każdej dziedzinie życia odnajdziemy miejsce na znak szczególny wyróżniający/ odróżniający oryginalny, czasem wręcz niepowtarzalny fragment/ element od pozostałej całości, czyli tzw. reszty. Być może i Sprzedaż również zalicza się do profesji, w której przewidziane jest miejsce na znak szczególny. Myślę, że jak najbardziej i zwracam na to uwagę chcącym kopiować, adaptować do siebie/ dla siebie, bez refleksji własnej wszystko co słyszą/ widzą w branży i bez tzw. własnego zdania powtarzając tych, których w swojej dziedzinie słuchają. Czerpanie dobrych wzorców jest niezmiernie ważne, jednak dobrze byłoby raczej nie zapomnieć o swoim naturalnym, pochodzącym z niewymuszonych, niewykreowanych sztucznie odruchów stylu. O bezcennym znaku szczególnym. Jeszcze ważniejsze jest natomiast, by ten niewymuszony znak szczególny pielęgnować.- Bo znak szczególny jest tym, czym odróżni (wyróżni) się od tzw. reszty dana Sprzedaż, sposób jej prowadzenia, nie zapominając o osobie Handlowca. Mimo że z całą pewnością nie zawsze się uda, o ile to tylko możliwe dobrze jest realizując się w swojej drodze zawodowej (może być nią Sprzedaż) trzymać się autorskich, autonomicznych, czasem instynktownych dróg, pochodzących od tkwiących wewnątrz korzeni własnej pasji. Stąd pielęgnacja tej ostatniej jest tak ważna. Czasem czuję, że więcej bym kupił od nieprzeszkolonego i "dziewiczego naturszczyka” w Sprzedaży, wrzuconego w basen bez sprawdzenia, czy jest w nim woda. Od sprzedającego w sposób nieskażony odgórnie, za to kierowanego przez siebie samego oddolnie. Bez stygmatu wyuczonych/ wzorcowych sytuacji sprzedażowych. Od handlującego "kluczem unikalnym", w sposób niepowtarzalny, prawdziwy i oryginalny. Sposób TYLKO I AŻ SWÓJ.

 

Bo jest szansa (nikt nie powie jak mała, bo może trzeba by było powiedzieć jak duża), że Handlowiec, dzięki własnemu stylowi bycia i myślenia osiągnie kontakt z Odbiorcą/ Klientem oraz pożądaną sprzedaż bez teoretycznie "kluczowych" umiejętności i szablonowych wyuczeń. Że on właśnie przebije skorupę/ blokadę zrażonego złym doświadczeniem z firmą Klienta. Że on waśnie znajdzie swój sposób prowadzenia rozmów, uzyskując mniejszy odsetek odrzuceń propozycji/ kontynuacji współpracy, czy spotkań prowadzących do kroków kolejnych, będących postępem w procesie Sprzedaży. Być może na to czekamy, a ciekawość i oczekiwanie Klienta na "inność"/ unikalność przeprowadzanej rozmowy, czy przebiegu spotkania, to podmuch świeżego powietrza w zatęchłym pomieszczeniu, w którym od lat nie wietrzono. Może ciekawiej byłoby odebrać telefon i usłyszeć w słuchawce coś zaskakującego, formułę inną niż zawsze. Formułę niepowtarzalną, jedyną i inną od tzw. reszty, jak niepowtarzalne, jedyne i inne są produkcje Quentina Tarantino, Neilla Blomkampa, Luca Bessona, Woodego Allen'a i pozostałych twórców, rozpoznawanych już po pierwszych ujęciach filmu. Pozdrawiam w tym miejscu wszystkich ludzi Sprzedaży, uwypuklając znaczenie różnorodności i przywiązanej do każdego człowieka unikalności myśli oraz wynikających z nich wniosków. Być może nie warto ich gasić, jak żar w ognisku wiadrem wody. 

 

klucze i kłódki

 

Dostrzegam problem, który zawrę w pytaniu, czy tzw. kluczowa umiejętność jest naprawdę kluczowa. W życiu często trzeba poradzić sobie w sytuacji, w której albo nie ma w ogóle klucza do drzwi/ kłódki, jako alegorycznego problemu, albo klucz jest, tylko właśnie się zgubił. Czy "kluczową" umiejętnością jest poradzenie sobie w sytuacji posiadania owego klucza, czy jest dokładnie odwrotnie. Zdolność przetrwania wydaje się umiejętnością rozpalenia ognia bez zapałek, które to w normalnej sytuacji są "kluczowe" w procesie jego wzniecania. Pojawia się pytanie kolejne, ile z tzw. "kluczowych" umiejętności wydaje się niezbędne, a w rzeczywistości jest z nimi dokładnie odwrotnie. Gdy np. pozbawią dzwon jego tzw. serca, teoretycznie go tym "zabijając", pojawi się kilka możliwości, bo cześć z ludzi pomyśli, że czas życia "urządzenia" się zakończył i trzeba pomyśleć o nowym, niektórzy postanowią zastąpić go solidnym nagłośnieniem i wysokiej jakości samplem, inni zechcą stary dzwon naprawić zamawiając w specjalistycznej firmie lub u kowala nowe "serce" dzwonu, które wprawi na powrót dzwon w dające sens jego istnieniu drganie. Na tym nie koniec możliwości „reanimacji” dzwonu, bo by usłyszeć jego donośny dźwięk można będzie uderzać go z zewnątrz młotkiem lub innym przedmiotem przejmującym rolę młotka sprzężonego z mechanizmem elektrycznym, dającym możliwość uderzania w dzwon wg ustawianego harmonogramu. Istnieją takie instalacje i wielu z nas słyszy je w dzwonnicach kościołów. Dźwięk to wymuszony, ktoś powie "nielegalny", ale wciąż to dźwięk tego samego, starego, teoretycznie zużytego dzwonu. Wciąż to dźwięk "jak dzwon". Przeróżne możliwości postępowania w przypadku uszkodzenia dzwonu (z pewnością nie opisałem wszystkich z racji ograniczeń wiedzy oraz wyobraźni) dają obraz potencjału różnorodności.  

 

Kontynuując temat przetrwania „bez zapałek” zobaczmy co się stanie, gdy zagrodzimy butem drogę mrówkom. Mogą przejść do porządku dziennego w nowej sytuacji i wszystkie pójść np. w lewą stronę, omijając tym sposobem napotkaną przeszkodę, ale to raczej nie wszystkie z potencjalnych zdarzeń. Bynajmniej. Któreś z nich mogą próbować obejść but po prawej jego stronie, część po lewej, co też nie wyczerpuje zasobu możliwości. Okaże się, że kilka mrówek zacznie forsować przeszkodę wchodząc na nią, a gwarancji też nie ma, że któraś z mrówek z drogi zawróci, albo stanie w miejscu, by sytuację przeczekać. Czyż to nie jest prawdziwe bogactwo drzemiące w wyobraźni jednostki? Ile więc z tzw. kluczowych umiejętności wydaje się niezbędne, a w rzeczywistości jest z nimi dokładnie odwrotnie. Pytanie dotyczy to również procesu Sprzedaży, który mnie zajmuje z racji zawodu, ale przede wszystkim pasji. Stawiam to pytanie, bo je dostrzegam i odpowiedź istnieje (mam taką nadzieję) nie w jednej i jedynie słusznej wersji. Moje zdanie na ten temat zawieram w stwierdzeniu, że klucz unikalny to brak klucza, a ponieważ życie nie jest idealne, produkujemy zunifikowane klucze i kłódki.

 

Jan Kowalski ®

 

Unikalność myśli i wniosków jest bezcenna, a dać szansę na różnorodność we wszelkich pomysłach/ sposobach/ metodach/ wzorcach/ konstrukcjach/ instrukcjach dotyczących różnych dziedzin życia jest niezwykle istotne. Dzięki temu w kinematografii mamy możliwość oglądania stylu Tarantino, ale i Nolana. Z tego też powodu cieszy ucho muzyka Morricone, ale i Eminema oraz istnieje "kreska" Van Gogh'a na słynnych obrazach, ale również Janusza Christy na kartach komiksu. Miejmy świadomość, że stało się to możliwe dlatego, że wyżej wymienieni skierowali kroki na własną ścieżkę, często różną od narzuconych standardów. Bo bezdyskusyjnie ciężko jest zostać drugą Whitney Houston, Celine Dion, czy Eltonem Johnem, podobnie jak trudno o kolejnego Vangelisa, Jeana-Michela Jarre’a, czy Van Gogha. Jednak może lepiej pozostać oryginalnym Janem Kowalskim w muzyce, architekturze, nauce, sztuce, modzie, a może i w Sprzedaży, niż n-tym „agentem Smith'em" w wymienionych branżach. Zamiast być produktem „fabryki klonów” można spróbować wnieść do danej dziedziny zasób świeżego powietrza, swoją wartość, jakość i osobowość. Może dzięki temu, raz na jakiś czas na utworzonej latami przyzwyczajeń gałęzi powstanie nowa, jaką stworzył geniusz muzyczny zwany Królem popu. Różnorodność w każdej branży jest bezcenna, a czasem wręcz konieczna. Jest natomiast zagrożona, jeśli w określającym działalność twórcy/ artysty/ rzemieślnika/ projektanta/ może również Handlowca niepisanym „indywidualnym dowodzie osobistym" w miejscu "znaki szczególne" widnieje wyraz BRAK. A nie ma takiego bynajmniej dlatego, że nigdy go nie było. Istniał od pierwotnego założenia, choć został zduszony jak żar w ognisku wiadrem wody. Nie jesteśmy w stanie ocenić zakresu zmarnowanego potencjału w odniesieniu do każdej z dziedzin życia oraz czasu, który już minął i dopiero nadejdzie. Nazwę tę przestrzeń zduszonym żarem.


rozmowa sprzedażowa

- Dzień dobry, Sprzedaż jestem, mogę usiąść obok?

 

- Dzień dobry, bardzo proszę. Widzę moja imienniczka. Sprzedaż, kłaniam się. 

 

- Niesamowite, coś takiego. A kiedy Pani, przepraszam, jesteś dużo młodsza i jeśli można przejdziemy na „ty”. Kiedy obchodzisz imieniny i co u Ciebie ogólnie w tych czasach, jeśli wolno zapytać?

 

- Na „ty”? Jasne, nie ma sprawy. Co słychać? Dziękuję, całkiem dobrze. Imieniny? Właściwie nie mam dnia imienin, w każdym razie nie myślałam o tym nigdy. Choć jak teraz myślę to mam wrażenie, że codziennie na swój sposób odnajduję się w kalendarzu. A jak sobie radzę? Robię co umiem i nie mam dnia bez transakcji. Liczę co pod kreską na koniec dnia, mam swoje, takie tam sprawdzone myki w białych rękawiczkach, nic na siłę oczywiście, ale mały impuls, szybka decyzja, najlepiej lekko pod ścianę i pyk - następny proszę. Kręci się jakoś i myślę, że tak to powinno się odbywać. A jak Ty sobie poczynasz powiedz, moja sprzedażowa imienniczko, bo się rozgadałam.

 

- A dziękuję, różnie bywa, raz więcej, raz mniej, jak to w sprzedaży. Chyba taka już niepisana jej prawidłowość. Dość dużo rozmyślam co zrobić, by znów, kolejny i kolejny raz sprzedać tak, by był zadowolony. Bo możesz wierzyć lub nie, ufają mi, a niektórzy Klienci są ze mną ponad 20 lat. To zobowiązuje. Bo zmieniło się sporo na rynku, więcej niż mniej się zmieniło, a oni wciąż są ze mną. To słodkie zobowiązanie. 

 

- Tak, zmieniło się dużo, widzę to choć młoda stażem jestem. Mówisz o słodyczy w kontekście zobowiązania i to coś mi przypomniało. Popatrz dzisiaj na półkę z solą w sklepie. Morska, kamienna, jodowana, niejodowana, niskosodowa, himalajska, grubo i drobnoziarnista. Aż wypatruję co pojawi się jutro. Pamiętasz jak sól była po prostu solą?

 

- Nie wiem czemu podskórnie nigdy tego nie zapominam. Może dlatego, że zaufanie i słodkie zobowiązanie, o którym mówiłam jest na swój sposób solą. Może bez nazwy, bez kategorii i podgrupy, ale tak bym je w przenośni określiła. To jakby sól. Przepraszam na sekundę, przysunę się, bo idzie starsza Pani o lasce, może zechce usiąść. Dzień dobry, proszę sobie spocząć. 

 

- Aaaa dziękuję bardzo moje dziecko, chętnie skorzystam. Jak to dobrze trafić na uprzejmość w tych czasach, choć pamiętam, moje drogie panie jak wczoraj, że za młodu, oj, toż to była norma. Ależ szmat czasu zleciał, oj zleciał, nie wiadomo kiedy. A o czym to młodzież rozprawia?

 

- A, nic szczególnego proszę Pani. My niby się nie znamy, bo to przypadkowe spotkanie, a jesteśmy imienniczkami. Bardzo nam miło, Sprzedaż-koleżanka i Sprzedaż-ja. A rozmowa to nic ważnego, trochę o pracy, o życiu i niechcący, samo przez się o sprzedaży.

 

- Że nic ważnego to nie mogę się zgodzić serdeńko, toż to ważne tematy są. Porozmawiamy może razem, jeśli pozwolicie kochanieńkie, bo niemiłosiernie ciekawa jestem. Wciąż się uczę wbrew pozorom i mimo wieku, a oprócz reumatyzmu czuję w kościach, że i z tej rozmowy coś niecoś niechcący i mnie skapnie, hehe. A może nie tylko mnie, bo tutaj nic się nie zmarnuje. Ale, gdzież moje maniery, wybaczcie staruszce moje panie, bo gapa ze mnie, a od tego powinnam była zacząć. Sprzedaż jestem, moje uszanowanie.

na ryby!

Ponieważ mamy coraz więcej czasu, to mamy go mniej. Komputery w porównaniu z tymi sprzed kilku[nastu, -dziesięciu] laty są o drogę mleczną dalej na skali szybkości, a wysłanie maila angażuje wysyłającego dużo mniej, niż niegdyś wysyłka np. faksu. Powszechny brak czasu na własne życie i pasje, to klasyczny przykład Paradoksu Jevonsa, gdyż czas "zaoszczędzony" na przyśpieszeniu w jednej czynności, zostaje "zagospodarowany" przez czynności inne.

Przykładem przywołanego paradoksu jest to, że kilka lat temu ta sama ilość transferu w pakiecie internetu w smartfonie wystarczyła, a dzisiaj, taka sama lub może wielokrotnie wyższa, bez mrugnięcia okiem „schodzi” dużo szybciej, choćby i przez zwiększone rozdzielczości ekranów.

Paradoks Jevonsa nie jest samotny. Ma przyjaciół, którzy nie opuszczają go na krok

Wypada wspomnieć "korek", który może rzadziej dzisiaj widać z przyczyn pracy w domach, to jednak każdy raczej doświadczył niejednokrotnie, że "zaoszczędzony" na szybkości jazdy czas, tracimy w sznurze aut stojących, albo poruszających się na „jedynce”, może jednocześnie obserwując przez szybę wyprzedzających nas rowerzystów, by nie wspomnieć o pieszych.

Kolejnym z przyjaciół Paradoksu Jevonsa jest kontakt z bliską osobą, mieszkającą np. niedaleko lub w innej miejscowości, który to teoretycznie powinien być lepszy i częstszy, bo przecież wokół na wszystkim "oszczędzamy" dzisiaj czas w tym świecie hołdującym prędkość/ wydajność/ efektywność. I powinniśmy go mieć "na pęczki". Niestety w teorii. Czyż "zaoszczędzony” na wysyłce tradycyjnego listu na poczcie czas (wielu z nas tę czynność pamięta), przerodził się w lepszy/ częstszy/ intensywniejszy/ bardziej szczery i zażyły kontakt z osobą, do której się ów list pisało? Czas, który nie spożytkowało się na pisanie listu, wessały i anektowały inne czynności, często, a może najczęściej mniej ważniejsze od przywołanej intymnej i bardzo indywidualnej wysyłki papierowej, zaklejonej w kopertę z napisem Nadawca / Odbiorca.

Wszystko byłoby "w miarę" w porządku, gdyby czas "zaoszczędzony" był czasem zagospodarowanym dla siebie. Nikt chyba jednak nie zmierzył, ile na "nie pisaniu" tradycyjnych listów tego czasu dla siebie zaoszczędził. A jeśli już to policzył i odnotował, to nie odmierzył tej samej ilości czasu i zaangażowania jakąś „wirtualną wagą”, czy chochlą, by tyleż samo czasu obecnie dzięki temu np. wędkować nad jeziorem. I ileż powinien (każdy z nas?) mieć dzięki temu złowionych ryb? Boję się, że zakłóciłoby to bilans w przyrodzie.

Przepis na "życiowy chleb"

Nie jest prostą, ale też nie jest bardzo trudną czynnością, upiec chleb smaczny, a wie to każdy, kto tego próbował. Natomiast z całą pewnością łatwo jest upiec chleb nie nadający się do jedzenia. Można takie „coś" stworzyć choćby wrzucając do ciasta losowo "co i ile popadnie". A przepis na "życiowy chleb" ma swoje proporcje i składniki. Napiszę to niewinne zdanie jeszcze raz:

przepis na "życiowy chleb" ma swoje proporcje i składniki

Zabierając jeden składnik lub zaburzając proporcje między składnikami, możemy wyciągnąć z pieca nie to czego oczekiwaliśmy. Być może dlatego, zabierając czas kontaktu, który kiedyś był przeznaczony na pisanie i wysłanie listu do konkretnej osoby, powinniśmy go zostawić dokładnie na ten sam cel, czyli kontakt z tym dokładnie człowiekiem, w innej formie, ale w miarę możliwości jednak w takiej samej ilości. Inaczej być może, trochę (nie)świadomie, zaburzamy równowagę w naszym indywidualnym przepisie na "życiowy chleb", podobnie jak zaburza się równowagę w proporcjach składników ciasta. 

Na ryby!

Biorąc wdech sarkazmu w płuca, w najbliższym czasie, zaraz po pracy - znów widzimy się na rybach. Posiedzimy, poadorujemy drgający spławik. Milcząco powędkujemy. Podobnie zresztą jak wczoraj i przedwczoraj siedzieliśmy, bo na wszystkim „zaoszczędziliśmy” szybkim sprzętem i nowoczesnością mnóstwo czasu. I ja osobiście dzisiaj łowię na ciasto, które przygotowałem (tak, pamiętałem!) z odpowiednich proporcji i składników, ale na jutro - nakopię robaków. Trochę krzyżówek się porobi. Ciężko w ogóle znaleźć ostatnio dobre miejsce, pełno ludzi dysponujących wolnym własnym czasem.

Bywa, że przy wędkowaniu nucę "Im więcej ciebie, tym mniej" Natalii Kukulskiej, bo to kolejny "przyjaciel" Paradoksu Jevonsa, nadający się chyba na jego hymn. Nucę cicho, by nie spłoszyć ryb.

 

efektywny

Robert był uważany za wyjątkowo efektywnego handlowca, właściwie już od pierwszego dnia, w którym przyjął się do pracy. Sprzedawanie szło mu znakomicie, zaspokajał potrzeby zgłaszających się do firmy Klientów, sprzedając im dokładnie to, czego szukali i potrzebowali. Dział handlowy, w którym pracował miał wykonany plan z naddatkiem w każdym roku, więc i w obecnym, w którym Robert jako nowy handlowiec zaczynał swoją przygodę w sprzedaży nie było inaczej. Nad firmą przed laty zawieszono szyld, który przyświecał wszystkim zatrudnionym pracownikom, w tym także handlowcom: KLIENCI SZUKAJĄ I U NAS DOSTAJĄ. Można powiedzieć, że była to prawda, bo oddawała codzienność handlowca w tej firmie, w której niemalże nie było potrzeby zabiegania o nowych klientów, bo ci sami zgłaszali się do firmy. Sprzedaż zawsze szła dobrze i bardzo to wszystkim odpowiadało. 

 

Przyszedł czas urlopów, więc i Robert udał się na zasłużony odpoczynek wakacyjny, wybierając drogi kurort SPA nad morzem, z licznymi atrakcjami dla turystów. Zwyczajnie było go na takie wakacje stać, zatem nie było powodu, by nie wypocząć "na poziomie" nieco wyższym. Drugiego dnia urlopu Robert spotkał Pawła, kolegę z podstawówki pracującego na miejscu przy obsłudze gości hotelowych. Przyjaciele umówili się w powitalnej, krótkiej i ekspresyjnej rozmowie na wieczór, na piwo, oczywiście „po godzinach". Stwierdzenie "po godzinach" dotyczyło wyłącznie Pawła pracującego w hotelu, nie wypoczywającego w nim Roberta. Podczas wieczornej, luźnej już rozmowy okazało się, że Paweł co roku właśnie w tym hotelu dorabia do domowego budżetu, a na co dzień, więc resztę roku pracuje również w sprzedaży, podobnie jak urlopujący się Robert. Paweł natomiast „siedzi" w innej branży, handlując rzeczami, które nie są zbyt popularne, modne, czy niezbędne człowiekowi w codzienności, więc przez szereg lat w sprzedaży nie trafił do niego dosłownie żaden Klient "z zewnątrz", o którego to sam nie musiałby się swoimi konsekwentnymi i żmudnymi działaniami handlowca starać. Paweł mimo wszystko nie narzekał i co roku zwiększał ilość obsługiwanych klientów, a co za tym idzie, wzrastał i poziom uzyskiwanych przez niego obrotów. Bardzo powoli to się odbywało, ale jednak. Żartował natomiast z hasła, które wisiało w jego dziale sprzedaży: NIE CHCE, CZY MOŻE NIE WIE, ŻE CHCE? Można powiedzieć, że słowa tego hasła były prawdą w rzeczywistości Pawła, oddając istotę jego handlowej codzienności. Sprzedaż produktu, o którym klient nie wiedział, a co za tym idzie nie wiedział, że go "chce" była niełatwa, ale tym samym fascynująca, co bardzo Pawłowi odpowiadało.

 

Pierwsze spotkanie po latach Roberta z Pawłem okazało się być jednocześnie pierwszym i ostatnim na tym urlopie, ponieważ czas już nie sprzyjał ponownemu umówieniu się „na piwo”. Gdy Paweł miał chwilę, Robert był na zorganizowanym wyjeździe, a jak Robert mógł się spotkać, Paweł miał pracę przy nowych turystach. Dni minęły szybko i nieszybko jednocześnie, jak to zawsze podczas wakacji i urlop Roberta dobiegł końca. Nadmorski kurort Spa okazał się jednocześnie miejscem, w którym można pieniądze wydać jak i w nim zarobić. Nieplanowane spotkanie dwóch kolegów z podstawówki zostawiło niepisane i niewypowiedziane zarazem pytania, z pewnością dla niektórych bez odpowiedzi, a dla innych przeciwnie. Jak jest z tą Sprzedażą? Łatwa jest, czy odwrotnie? Kto nadaje się bardziej do pracy w handlu, a kto mniej? Ostatnie z pytań wybrzmiewało najmocniej, właściwie słychać je i w tym momencie, może po części dlatego, że było wymienione ostatnie, a może z powodu wymaganej chwili zastanowienia. Zastanowienia piszącego i czytających te słowa. Którego z handlowców, Roberta, czy Pawła świat by nazwał skuteczniejszym? Za każdym z nich stoją liczby, co powinno ułatwić ocenę efektywności ich obu. Istnieje jednak opinia całkiem możliwe odosobniona, że ocena w tym przypadku odbywa się poza liczbami i ich nie wymaga. Opinia jak brzytwa, bo zarazem prosta i ostra, wg której tak naprawdę handlowcem jest z nich tylko jeden. 

 

Sprzedaż trwała dalej, bo Sprzedaż i Kupno wciąż są razem, więc trwało handlowanie zarówno w firmie Roberta, jak i Pawła. W międzyczasie odnowiono hasła przewodnie w działach handlowych w obu firmach, nie zmieniając treści, a jedynie zamieniając je na modne neony. Z upływem tygodni i miesięcy, w wolnych chwilach obaj koledzy z podstawówki zaczynali myśleć o kolejnych wakacjach, a mimo że pracowali i mieszkali w innych miejscowościach, tego dnia pomyśleli dokładnie o tym samym, choć zarazem nie o tym samym: "muszę powtórzyć urlop dokładnie w tym miejscu, co ostatnio". Słowo "muszę" miało u każdego z nich jednak inne zabarwienie, a ponieważ za oknem zrobiło się szaro, co wskazywało na zaawansowane już popołudnie, czas było zbierać się do domu. W pustoszejących pod wieczór działach handlowych obu firm, w prawie do końca ściszonych radiach na parapecie wybrzmiewał Scorpions "Wind of change".

tajemnica krzyżówki

 

Homonimy wyodrębniają ze słowa zupełnie odmienne znaczenie, zastosowanie i historię. Słowo zyskuje wieloraką możliwość rozważania i to jest tajemnica oraz fenomen wspomnianych homonimów. Bez krzyżowania palców nad klawiaturą, zatem całkiem poważnie piszę kilka słów o słowie. Wyjątkowym słowie.

tajemnica krzyżówki

Słowo "krzyżówka" kryje w sobie tajemnicę. Krzyżując gatunki roślin otrzymamy nową odmianę, jak choćby porzeczkoagrest, w którym została część cech zarówno porzeczki, jak i agrestu, nie zapominając o cechach trzecich, charakterystycznych tylko dla nowego gatunku. Nowa odmiana, jako skrzyżowanie różnych gatunków daje inne owoce, ale ma też nowe, własne cechy. Wspomniany porzeczkoagrest nie ma już kolców, jak jego "tata" agrest. Podobnie jest z krzyżowaniem się ludzi o różnym pochodzeniu z innych stron świata, odmiennych stref oraz warunków klimatycznych. Dziecko przejmuje część cech obojga rodziców, nie zapominając o swoistych tylko dla siebie cechach trzecich.  

Krzyżówka to też skrzyżowanie dróg, na którym możemy lub raczej musimy wybrać dokąd dalej zmierzamy i czy dalej prosto, czy zjechać w inną drogę, a może coś innego jeszcze. Z całą pewnością skrzyżowanie wymusza w jego użytkowniku zastanowienie się „co dalej zrobię?”. Krzyżówka to też rodzaj znanej wszystkim rozrywki umysłowej, szarady, w której wpisuje się odgadnięte wyrazy krzyżując "pionowo" z "poziomo", prowadząc i przybliżając tym do rozwiązania zwanego potocznie hasłem. Krzyżować można miecze na polu bitwy w walce przeciwnych sił, mniej licznych lub bardziej, nawet potężnych armii. W walce o teren, o sprawiedliwość, o zasady, o "kobietę" (przyszłą Królową?), o "ego", czy może nawet o "focha". Krzyżowanie mieczy może zakończyć się zwycięstwem jednej ze stron, ale przecież niekoniecznie. Bynajmniej.  

Krzyżówka, oprócz tego czym jest ma w sobie coś jeszcze, o czym być może nie myślimy. Podobnie jak każdy ma swoje tajemnice również ona ją w sobie zawarła. Ową tajemnicą jest zdolność powiązania i pogodzenia ze sobą pozornie sprzecznych cech i wartości. Krzyżówka, to jednoczesny wybór i jego brak, o czym przekonujemy się rozwiązując szarady pozornie sami, a tak naprawdę dokładnie wg planu jej twórcy. Jednoczesny wybór i jego brak odczujemy również na skrzyżowaniu dróg, bo czy możemy pojechać np. w górę, albo w dół. Być może są i takie rozwiązania, ale czy pojedziemy np. ruchem szachowego skoczka? Możemy natomiast próbować "oszukać system" i zawrócić na skrzyżowaniu lub kręcić się w kółko na rondzie przez cały dzień, niczym bohaterowie filmu serii „W krzywym zwierciadle”. Krzyżówka to jednoczesny odpoczynek i praca, co potwierdzimy rozwiązując trudne, angażujące umysł (praca umysłu) i zaawansowane szarady (w tym moje ulubione "Jolki") podczas urlopu (wypoczynku). Podobnie w krzyżowaniu gatunków roślin i zwierząt w przyrodzie możemy doszukać się mieszania/ krzyżowania celu jednocześnie zamierzonego i niezamierzonego, czyli tego dokonanego "specjalnie" i tego stającego się "niecelowo", samoistnie, za sprawą nazwę to w skrócie "Matki natury". Tzw. „krzyżowanie mieczy” na polu bitwy też ma zdolność łączenia sprzeczności i jak wiemy można jednocześnie zwyciężyć i przegrać. Nawet teoretycznie zwycięskie starcie bitewne może okazać się zwycięstwem "pyrrusowym", w którym straty przewyższają swoją wielkością i sensem zysk.   

Krzyżówka w każdym swoim znaczeniu ma tajemnicę, którą jest powiązanie i pogodzenie ze sobą pozornie sprzecznych cech i wartości. Oprócz tego jednak, a może przede wszystkim pokazuje, że owo pogodzenie jest możliwe i choć nie jest to wymóg możemy o tej możliwości pamiętać kosztując porzeczkoagrest, obracając się wśród ludzi różnych kultur, rozwiązując trudniejsze lub mniej zaawansowane szarady oraz "krzyżując miecze" z oponentem, również przy stole negocjacyjnym z "poker face" na twarzy.