odcień

A jeśli biegacza w specjalistycznym ubraniu zawstydzi bosy Kenijczyk, a najnowszą nawigację w aucie papierowa mapa? Widziałem dużego fiata („seryjnego”) w popisach precyzyjnego driftu, dowodzącego kunsztu kierowcy oraz zaawansowane technologicznie auto z kierowcą jadącym „na 3-go”. Słyszałem mistrzowską grę na pile z marketu oraz fałszującego muzyka z topowego zespołu uginającego się pod ciężarem drogiego sprzętu. Nie wszystko jest oczywiste, a raczej wszystko jest nieoczywiste i białe w ogólnym odbiorze nie zawsze jest takie białe, jakby być mogło i podobnie jest z drugim biegunem, tzw. czarnym. Nie każdy "czarny charakter" jest „czarny”, o czym wiedzieli doskonale twórcy „czarnych postaci”, jak Zorro i Batman, nie pomijając „najczarniejszego z czarnych” w kinematografii Lorda Vadera, który okazał się "mniej czarnym" w chwili własnej śmierci, a z pewnością "jaśniejszym czarnym" od swojego wnuka. A biel i czerń to nie wszystko, bo świat i codzienność nie są wyłącznie „czarne” i „białe”. Ludzkie wybory oraz postępowanie też takie nie są, więc nikomu oceniać kogokolwiek w jego czynach nie powinno być łatwo, bo łatwo się można w takiej ocenie pomylić. Zapożyczę od brytyjskiej grupy rockowej Procol Harum z ich międzynarodowego przeboju „A Whiter Shade of Pale” określenie "bielszy odcień bieli", bo odcień powołuje do istnienia wiele możliwości bieli, czerni i każdego innego koloru. Odcienie wydają się wierniej oddawać „życiowe” scenariusze.


PS.1. Myśl ilustruję zdjęciem pięknej kobiety w bieli (czyż nie może mieć na imię Biel?)

PS.2. Refleksja pochodzi z tekstu „filtr niewszystkowiedzy” (dostępny na tym blogu).

również mój kamień

Wracam do tej myśli, chociaż raczej ona wraca do mnie. Być może dlatego, że w stercie alegorycznych kamieni jest jeden mój. Nazywam go również moim kamieniem. Dzisiejszy świat kultywuje "wyrzucenie" gotowego rozwiązania w kilka milisekund, choć w tym samym czasie przywiązaną do każdego człowieka unikalność myśli i wniosków przygaszono jak żar w ognisku wiadrem wody. Świat XXI wieku płaci za coś innego i chcemy czy nie, coś tracimy rykoszetem. Smutne to gdy o tym pomyśleć jednak wciąż aktualne wydają się słowa "kto jest bez winy, niech pierwszy [...]". Dzisiaj zdecydowana większość z nas byłaby zmuszona upuścić kamień z ręki na ziemię i bez słowa odejść. Ponieważ jednak tworzenie jest nadzieją istnienia oraz dalszego rozwoju Muzyki i wielu dziedzin życia, w człowieku nadzieja i w jego chęci tworzenia "pomimo". Również pomimo braku zapłaty. Skoro wciąż człowiek tworzy, niech tak zostanie. Tworzenie jest nadzieją, ta wg powiedzenia umiera ostatnia. W świecie, w którym królują wszechobecne ułatwienia wciąż produkują skrzypce. 

PS. refleksja pochodzi z tekstu "czy umarło już tworzenie?" dostępnego na tym blogu.

po swojemu

Gdy słucham Muzyki nie wiem co w niej ważniejsze, główny temat, pochód basu, perkusja, mniej lub bardziej rozbudowana sekcja instrumentów, wybijające się przez moment solo czy współgrający ze wszystkim śpiew. Wymienione elementy są wg mnie równoważne, wbrew pozorom również pauzy, które również tworzą Muzykę. Wszystkie wypełniają się i uzupełniają, a każde z nich traktowane odrębnie ma ślad ułomności i tęsknoty za pozostałymi. Tak postrzegam przestrzeń, którą poprzez różnorodność spisywanych myśli gospodaruję na blogu, a że Muzyka nie dobiegła jeszcze końca niech trwa. Usłyszę i po swojemu opiszę.

Influencer

W dobie kultu tzw. zasięgów, mających niezaprzeczalnie pozytywny potencjał, ale i zdolność zaciemnienia tego, co prawdziwe i wartościowe, krótka refleksja. Długo przed tym zanim wyprowadzono do potocznego użytku słowo i instytucję influencera, mieli pozytywny wpływ na ludzi. Mają go do dzisiaj, choć tych „zasięgów” nikt nie mierzy. Wspominam programy Adama Słodowego, profesora Wiktora Zina, czy Tony'ego Halika, które miały cechę wspólną. Osobowość w nich była najważniejsza, nie "product placement", a produkcja powstawała wokół wielkiego talentu i pasji bohatera/ prowadzącego/ twórcy/ autora. Człowieka. Człowiek i narzędzia. Człowiek, węgiel i papier. Człowiek, kamera i mapa. Jedyne "lokowanie" to Człowiek i pokazanie wprost jego zamiłowania do majsterkowania, do rysunku, do podróży, do [...] oraz zasianie zalążka tej pasji w sercach widzów, nie pomijając piszącego te słowa. Mieli pozytywny wpływ na ludzi i po latach wciąż mają. Mogę należeć do wymierającej już niszy, ale tak to pamiętam, a wspominając dzisiaj o każdej ze wspomnianych postaci, celowo używam wielkiej litery w określeniu Influencer.  

 

PS. Refleksja z tekstu „WOW!” (zainteresowanych odsyłam do jego źródła na tym skromnym blogu).

Godny Zamiennik

Mimo że poniższa myśl nie należy do gatunku łatwych i przyjemnych, bo raczej słodko-gorzkich, wracam czasem do niej. Istnieje powiedzenie "niezastąpionych całe cmentarze" i jest ono w dużej mierze prawdziwe, jednak każdy z nas zamykając oczy wspomni Tę/ Tego/ To, którą/ którego/ które nie dało się w żadnym stopniu zastąpić. Nie wynaleziono Godnego Zamiennika. Nawiążę do tego w innym kontekście, a czy ważnym zostawiam subiektywnej ocenie.  

 

Pojawia się wg mnie pytanie ile wartościowych, oryginalnych, potencjalnie cennych dla ludzkości projektów/ wizji/ koncepcji ulatuje/ ginie w świecie/ internecie za przyczyną celowego dostosowywania/ katalogowania i odsiewania tematów mniej ważnych/ ciekawych/ wartościowych od tych uznanych za ważne/ ciekawe/ wartościowe decyzją bezpośrednią lub pośrednią poprzez algorytmy sterowane wg (nie?)określonego klucza mody/ uniwersalizacji/ unifikacji oraz popularności (słowo bożek) i najważniejszej dzisiaj, więc wytłuszczę i napiszę wielką literą Monetyzacji. O pomyłkę nietrudno, jak to w życiu i po czasie dopiero widać, że nieomylnych założeń jest niewiele. I odrzuci (być może) biblijny budujący tzw. kamień węgielny przypadkiem lub nie przypadkiem. A może nie. Żyjemy jednak dzisiaj w świecie kilku najpopularniejszych (słowo bożek) gatunków jabłek, których w rzeczywistości jest 7-8 tysięcy (niesamowita jest przyroda!), co stało się po części z "wolnego wyboru" Klienta/ Konsumenta/ Odbiorcy sięgającego/ wybierającego/ klikającego po usługę/ produkt i wpływającego tym (nie)chcący pozytywnie/ negatywnie (niepotrzebne skreślić) na znaczący obszar własnego życia. Wydaje się jednak, że wyjątkowo pasuje do tego puzzla drugi ze specyficznym napisem "kto jest bez winy, niech pierwszy [...]". Dzisiaj zakładam większość z nas byłaby zmuszona upuścić kamień na ziemię i bez słowa odejść. Uwagę mamy tylko jedną, a rozdysponowanie jej należy lub powinno należeć do nas jako jej właścicieli, chyba że po drodze sprzedaliśmy lub oddaliśmy za darmo jej udziały. Upomnieć się o nie nie jest przymusem, ale z pewnością możliwością. Stąd mój „głos na pustyni”. 

 

PS. refleksja pochodzi z tekstu "clickbajt u lekarza” znajdującego się na tym blogu.