Rok temu napisałem tekst pt. "wagony", do czego impulsem był jak się można domyślić przejeżdżający pociąg. Starałem się całości nadać charakter sunącego po szynach kolejowego taboru. Mam potrzebę wrócić do tej myśli i mimo że jest to lektura nieobowiązkowa będzie mi miło jeśli zajmie chwilę uwagi (zainteresowanych kieruję do źródła na tym blogu). Ponad 20 lat stoję i obserwuję przejazd swoistego pociągu, bo w taki sposób postrzegam funkcję zmieniających się w czasie trendów, które mimo zmieniającej się mody wracają. To co dobre się nie deaktualizuje i czerpiemy z dotychczasowych i często bezcennych śladów poprzedników. Jeśli mowa o pociągu, to Sprzedaż i Marketing są lokomotywami, z których jedna ciągnie, a druga pcha cały tabor, bez znaczenia "która jest którą". Można się zastanawiać jaka w dotarciu do Klienta/ do Odbiorcy/ do czytających oraz do piszącego te słowa jest rola Sprzedaży, jaką ma Marketing i gdzie tutaj przysłowiowa kura, a gdzie jajko, choć wg mnie się wzajemnie przenikają przejmując na jakiś czas od siebie funkcję "pierwszych skrzypiec". Spaja je natomiast nieodzowny (póki co) "czynnik ludzki", bo jeśli nawet fragment procesu za człowieka wykona Ona/ On/ Ono jako sztuczna inteligencja, czy Algorytm, to w pierwszym kroku ktoś Ją/ Go/ To wynalazł i mniej lub bardziej celowo w danym miejscu umieścił. Mam oczywiście świadomość, że to jedynie uproszczenie, bo z reguły jedynie wydaje nam się, że wiemy wszystko, gdy staramy się to co wiemy nazwać lub opisać. PS. proszę nie szukać mnie w czwartym wagonie.
Janusz Zacharewicz - blog o Sprzedaży, reklamie, ludzkim potencjale, tworzeniu i nie tylko. Nie wszystko MOŻNA mówić wprost, ale i nie wszystko TRZEBA. Obserwacje przynosi codzienność, która jak się przyjrzeć jest niecodzienna. Wszystkie treści na blogu © Janusz Zacharewicz
spersonalizowane światło
Sól jest dobra, często niezbędna, jeśli jest używana w odpowiedniej ilości,
a sednem smaku potrawy złożonej nawet z najprostszych składników jest wyważenie
ich proporcji. Nie jestem lepidopterologiem (znawcą od motyli), ale dzięki
percepcji laika coś mi „świta”, że nie powinno się pomagać w procesie
przepoczwarzania w motyla, nawet jeśli ciężko jest stworzeniu wydostać się na
zewnątrz. Właśnie w tym ważnym czasie następuje ćwiczenie mięśni potrzebnych
motylowi do latania, zatem niezbędnych do przetrwania. Podobnie dzieje się
podczas nauki jazdy na rowerze, gdy trzymamy go cały czas, nie pozwalamy
uczącemu się złapać równowagi i zrozumieć zasad samodzielnej jazdy. Nie jestem
znawcą piosenki polskiej (chociaż swoje o niej wiem), ale zapadły mi w pamięć
słowa śpiewane przez Natalię Kukulską „im więcej ciebie, tym mniej”. Choć
kontekst tej frazy jest inny, słowa są nad wyraz prawdziwe dzisiaj, choćby w
przepływie i kierowaniu do odbiorcy informacji, w tym tej reklamowej oraz w
działaniu niektórych internetowych algorytmów. Im więcej pomagamy motylowi, tym
gorzej dla niego. Im bardziej wyręczamy młodego adepta jazdy na jednośladzie,
tym mniej się uczy. Im częściej atakujemy słuchacza/ widza/ internautę „hitem”,
informacją sprzedażową, tym szybciej powodujemy spowszechnienie przekazu,
rykoszetem wytracając jego pierworodną rolę oraz potencjalną wartość nawet
najbardziej kunsztownego i oryginalnego owocu ludzkiej kreatywności. Nieco
zaczerwienić się powinny w tym miejscu niektóre odmiany algorytmów, choć roboty
(póki co) są uczuć pozbawione. Chyba że zakłada się z góry, że adresat
informacji jest motylem nocnym, czyli ćmą i musimy go prowadzić i kierować
na spersonalizowane światło. Oby nie skończyło się to sparzeniem,
jak ma to miejsce często w naturze. Sól jest dobra, często niezbędna, jeśli
jest używana w odpowiedniej ilości, a sednem smaku potrawy złożonej nawet z
najprostszych składników jest wyważenie ich proporcji. Można pewnie napisać na
ten temat więcej, ale całkiem możliwe, że i tym razem „im więcej, tym mniej”.
Kończąc wypuszczę powietrze z balonu powagi wracając pamięcią kilka lat wstecz,
kiedy powstały poniższe wersy. Żadna to liryka, czy nawet jej namiastka, a ciąg
słów wybranych spośród innych "na ochotnika". Kupuję, kupujesz,
kupujemy wszyscy. Ale kupują i nas, choć zapewne nie wszyscy. Gdyby ktoś
tęsknił za odrobiną prywatności, opisywany bohater zachował ją dla siebie w
całości, nie potrzebując do tego klatki Faradaya.
Namierzali go po GPS-ie,
ale dobrze czuł się w lesie,
w polu, gdzie się pasą krowy.
Pozostawał anonimowy.
Namierzali po IP,
chcąc dostarczać aż "pod drzwi",
ale nie miał domu z drzwiami,
obrał sen między drzewami.
Chcieli cookies" wykorzystać,
gdyby z sieci chciał korzystać,
ale sieci się wystrzegał,
wróg śmiertelny po niej biegał.
Planowali face-2-face spotkanie,
z zaskoczenia się to stanie,
lecz minęły trzy tygodnie
i zszedł ze świata motyl godnie.
|Anonimowy| © Janusz Zacharewicz
PS: Czasem mam potrzebę w lekkim tonie o czymś ważnym powiedzieć, nie umniejszając znaczenia istoty przekazu. Tak jest i tym razem.
clickbajt u lekarza
Gdy jakiś czas temu Ronaldo odkładał wiadomą butelkę ze znanym na całym świecie logotypem tąpnął być może na chwilę jakiś ważny wykres. Ważny, jednak w tej samej chwili odszedł z tego świata ktoś dla kogoś najważniejszy, ktoś z biedy nie zjadł posiłku, ktoś inny uratował przypadkowego nieznajomego w reanimacji na przystanku autobusowym, a w wielu domach w milczącej codzienności rodzice zapewnili swoim pociechom szczęście w niemedialnej zabawie i wspólnym odrabianiu lekcji, co nie chciało wpłynąć na żaden z ważnych wykresów. A może wpłynęło. Łatwo zapomnieć przeglądając/ scrollując tzw. newsy, że informacja pochodzi z ciąży wielopłodowej, a żyjemy chyba trochę w świecie kultywowania jedynaka. Dotykam niechcący dysonansu, który odczuwa osoba czytająca na ruchomym pasku informacyjnym w TV o śmierci osoby publicznej lub popularnej, podczas gdy o zmarłym w tym samym czasie jej bliskim, może najbliższym z bliskich nikt nie wspomniał. Poniższe zdjęcie użyłem dla zobrazowania informacji „jedynaka” przydeptującego inne informacje z kategorii „pozostałe rodzeństwo”. Nie umniejszając rangi żadnej z przebijających się do społeczeństwa informacji spróbuję wzmocnić tym tekstem "pozostałe rodzeństwo", ponieważ być może warto je częściej dostrzec. Mimo że świat informacji dzisiaj chce/ musi „monetyzować” nie możemy zapominać, że uwagę mamy tylko jedną, a rozdysponowanie jej należy/ powinno należeć do nas jako jej właścicieli, chyba że po drodze sprzedaliśmy lub oddaliśmy za darmo jej udziały. Upomnieć się o nie nie jest przymusem, ale z pewnością możliwością. Stąd mój głos na pustyni.
Godny Zamiennik
Istnieje
powiedzenie "niezastąpionych całe
cmentarze" i jest ono w dużej mierze prawdziwe, jednak
każdy z nas zamykając oczy wspomni Tę/ Tego/ To, którą/ którego/ które nie dało
się w żadnym stopniu zastąpić. Nie wynaleziono Godnego
Zamiennika. Nawiążę do tego w innym kontekście, a czy ważnym
zostawiam subiektywnej ocenie. Pojawia się wg mnie pytanie ile
wartościowych/ oryginalnych/ potencjalnie cennych dla ludzkości projektów/
wizji/ koncepcji ulatuje/ ginie w świecie/ internecie za przyczyną
celowego dostosowywania/ katalogowania i odsiewania tematów mniej ważnych/
ciekawych/ wartościowych od tych uznanych za ważne/ ciekawe/ wartościowe,
decyzją bezpośrednią lub pośrednią poprzez algorytmy sterowane wg
(nie?)określonego klucza mody/ uniwersalizacji/ unifikacji oraz popularności
(słowo bożek) i najważniejszej dzisiaj, stąd wytłuszczę i napiszę wielką literą Monetyzacji.
O pomyłkę nietrudno, jak to w życiu i po czasie dopiero widać, że
nieomylnych założeń jest niewiele. Odrzuci (być może) biblijny budujący tzw.
kamień węgielny przypadkiem lub nie przypadkiem. A może nie. Żyjemy jednak dzisiaj
w świecie kilku najpopularniejszych gatunków jabłek, których w rzeczywistości
jest 7-8 tysięcy (niesamowita jest przyroda!), co stało się po części z tzw.
wolnego wyboru Klienta/ Konsumenta/ Odbiorcy sięgającego/ wybierającego/
klikającego po usługę/ produkt i wpływającego tym (nie)chcący pozytywnie/
negatywnie (niepotrzebne skreślić) na znaczący obszar własnego
życia. Wydaje się jednak, że wyjątkowo pasuje do tego puzzla drugi, ze
specyficznym napisem "kto jest bez winy, niech pierwszy [...]".
Dzisiaj zakładam większość z nas byłaby zmuszona upuścić kamień na ziemię
i bez słowa odejść.
Uwagę
mamy tylko jedną, a rozdysponowanie jej należy/ powinno należeć do nas jako jej
właścicieli, chyba że po drodze sprzedaliśmy lub oddaliśmy za darmo jej
udziały. Upomnieć się o nie nie jest przymusem, ale z pewnością
możliwością. Kończąc myśl spuszczę na chwilę powietrze z tego balonu
powagi i połączę dwie epoki (stary szkielet, nowy outfit) swoistym drillem
dowcipu, który może i jest sucharem, ale oby nie tym ostatnim w plecaku
podróżnika.
Przychodzi
clickbajt do lekarza, a lekarz daje mu lajka. Wszystko pasuje, to nie clickbajt
choruje.
|clickbajt
u lekarza| © Janusz Zacharewicz
PS.
Refleksję kończę mojego skromnego autorstwa paradowcipem, choć traktuję ją
całkiem poważnie. Niech będzie moim głosem na pustyni.
zawsze będzie dzisiaj
Ten Wynalazca różnił się od pozostałych w swoim fachu. Nie
słynął z pomysłów, czy projektów popularnych i modnych, po które ustawiały się
kolejki oczekujących, a z takich, których zadaniem było służyć przez długie
lata, z reguły dziesięciolecia, bez potrzeby ich wymiany i
aktualizacji. Upływający czas i zmieniająca się technologia sprawiały, że
składzik Tego Wynalazcy zalegał przedmiotami, które pamiętały poprzednie
pokolenia, a mimo to wciąż spełniały zakładaną przy ich tworzeniu
funkcję. Trochę jakby tym milczącym trwaniem chciały przekazać coś ważnego
ich użytkownikom. Łączył je wspólny mianownik. Zawsze będzie dzisiaj.
Pewnego dnia, podobnego tylko na pozór do innych w
drzwi warsztatu Tego Wynalazcy zapukał młody handlowiec. Nie był pierwszym, bo
często sprzedawcy tu zaglądali i jak zawsze w takich przypadkach Ten Wynalazca
kierował petentów do kolegów w swoim fachu. Nauczony doświadczeniem, że wszyscy
szukają nowinek technicznych lub gadżetów wspierających pracę, w ten dzień, podobny
tylko na pozór do innych zachował się podobnie. Jednak ten handlowiec nie
odszedł, bo przybył pod konkretny adres świadomie. Przyszedł celowo do Tego
Wynalazcy, ponieważ słyszał o jego kluczowym założeniu, że stworzone dzieło ma
zadanie służyć przez długie lata. Młody człowiek przedstawił najpierw
siebie, potem swoje oczekiwania, starając się nakreślić sens własnych
poszukiwań i jego tzw. niespokojnego snu, który go z jakiegoś powodu nie opuszczał.
Zależało mu na sprzedawaniu ilościowym i jakościowym przez całe zawodowe życie,
nie tylko na raporcie z bieżącego dnia, miesiąca, kwartału, czy roku.
Wytłumaczył, że kroki skierował do Tego Wynalazcy, bo nikt inny jak on właśnie
miał szansę go zrozumieć. Po skonfrontowaniu oczekiwań i możliwości obaj
rozmówcy podali sobie rękę i umówili się na odbiór zamówienia w terminie
niesprecyzowanym. O ile jego realizacja będzie możliwa.
Minęło kilka dni, podobnych tylko na pozór do innych i
młody handlowiec odebrał telefon z informacją, że zamówienie jest gotowe do
odbioru. Zostawił wszystko i podekscytowany, najszybciej jak mógł stawił się w
warsztacie, w którym Ten Wynalazca zaprezentował mu niewielką pralkę z
napisem "wy[b/p]rane techniki sprzedaży". Handlowiec zmieszał
się, ale z każdą upływającą sekundą próbował sytuację zrozumieć. Hybryda
słów "wybrane" i "wyprane" wyrażała to, co
podskórnie czuł, choć nie umiał tego ubrać i poukładać w myśli i słowa. Z
pozoru trudne dotychczas, teraz wydało się oczywiste. Zawsze uważał, że nie
wszystkie techniki skutkujące sprzedażą "już" są odpowiednie, dlatego
to on sam musi spośród nich wybrać. Czuł jednocześnie i rozumiał, że sprzedaż
wieloletnia i powtarzalna, na której mu zależy, opiera się na zaufaniu i braku
podstępu, co symbolizuje czystość i biel. Biel natomiast zazwyczaj wybierana
jest z innych kolorów i prana osobno, co tłumaczy alegoryczne stwierdzenie
"wyprane". Jeśli sprzedaż ma trwać lat 10, 20, 30, a może i dłużej,
powinna być jak biel. Z pozoru trudne dotychczas, teraz wydało się
oczywiste. Handlowiec spojrzał na tabliczkę znamionową pralki, na
której widniał napis "termin przydatności - dzisiaj", zerknął na
zegarek z datownikiem, następnie prosto w oczy uśmiechniętego Tego Wynalazcy i
zrozumiał. Zawsze będzie dzisiaj.
Minęło kilka lat, podobnych tylko na pozór do innych i
już nie taki młody jak przed laty, ale wciąż zakochany w sprzedaży handlowiec
kontynuuje swoją zawodową drogę. W dokonywaniu codziennych wyborów w relacji z
Klientem pomaga mu szczególny przedmiot z charakterystycznym
napisem. Wynalazek ten powstał wskutek intencji młodego człowieka
zajmującego się sprzedażą. Jego intencje spotkały się z geniuszem Tego
Wynalazcy, który różnił się od pozostałych w swoim fachu. Nie słynął z
pomysłów, czy projektów popularnych i modnych, po które ustawiały się kolejki
oczekujących, a z takich, których zadaniem było służyć przez długie lata, z
reguły dziesięciolecia, bez potrzeby ich wymiany i
aktualizacji. Upływający czas i zmieniająca się technologia sprawiały, że
składzik Tego Wynalazcy zalegał przedmiotami, które pamiętały poprzednie
pokolenia, a mimo to wciąż spełniały zakładaną przy ich tworzeniu
funkcję. Trochę jakby tym milczącym trwaniem chciały przekazać coś ważnego
ich użytkownikom. Łączył je wspólny mianownik. Zawsze będzie dzisiaj.
czy umarło już tworzenie
Istnieją historie, które lepiej, by się nie powtórzyły. Zdarzają się jednak pożądane, wśród których niektóre dotykają własnym przykładem długowieczności, a może bezterminowości. 39 lat temu rozpoczął się cykl życia piosenki wyjątkowej jak świat Fantazji, której jest częścią. Niech trwa zgodnie z jej tytułem ["The NeverEnding Story" / 1984]. Fantazja i wyobraźnia niewątpliwie dokładają się do wspólnego worka z napisem „ludzka twórczość”. Poniżej refleksja dotycząca tej ostatniej.
czy umarło już tworzenie
Gdy ktoś zada mi pytanie "czy umarło już tworzenie" odpowiedź mam gotową, a ta powstała stuprocentowo w mojej głowie i zapewniam - nie jest odtwórcza. Bynajmniej. Tworzenie ma się dobrze, jedynie w wielu przypadkach zapadło w „śpiączkę” kontrolowaną, podtrzymywaną trochę na wzór farmakologicznej. Można zastanawiać się tylko przez kogo/ przez co i w jakim celu podtrzymywaną, z pewnością za przyzwoleniem i tzw. wolnym wyborem człowieka. Skutkiem "śpiączki tworzenia" mnoży się na świecie kopii i coverów. Słuchałem kiedyś radia dość popularnego i na kilka utworów z rzędu około połowę stanowiło przeróbki starych hitów lub opierały się na stworzonym przed wielu laty muzycznym temacie. Nie wiem, czy Twórczość kiedyś była aż tak mocna, że inspiruje i dominuje teraźniejszą, czy może ta dzisiejsza jest niedostatecznie silna w stanowieniu swojej autorskiej i "nieskopiowanej" historii. Bardzo to smutne i niesprawiedliwe, bo autorska muzyka powstaje i dzisiaj, a być może uszy nadstawiłem nieuważnie. Przyjmijmy do wiadomości z tzw. „dobrodziejstwem inwentarza”, że ten kij ma dwa końce, jak każdy. Oby listy przebojów w eterze przyszłości nie były zdominowane coverami coverów, bo szkoda by trochę było mimo ponadczasowości i genialności niektórych utworów nie poszerzać dorobku człowieka z Muzyce chodząc głównie po udeptanych ścieżkach.
czas poświęcony ≠ zmarnowany
Ci, którzy usypiają dzieci piosenką z gatunku "na
dobranoc" wiedzą, że są to melodie najczęściej wyszperane z
zakamarków własnej pamięci. Mam i ja takich kilka, a w mojej głowie mieszkają w
pokojach z wyblakłą tapetą już ponad 40 lat. Niestety dzisiaj na próżno, a co
najmniej bardzo trudno szukać tego typu lub podobnych nowych, ponadczasowych
dziecięcych utworów. Zauważyć można coś na kształt "czarnej dziury"
twórczej. Nie wykluczone więc, że "dzisiejsze" dzieci swoim już
pociechom będą śpiewały/ nuciły piosenki z dzieciństwa własnych rodziców, które
wpojono im podczas codziennego usypiania. A i dziś jest czas na tworzenie oraz
możliwość, miejsce, jak i potencjał "teraźniejszego" talentu.
Pozwólmy mu wzrastać niekoniecznie/ nie zawsze kładąc na szali bożka
popularności, mody, czy może lokowania produktu. Bo nie ma znaczenia co ma
większą wartość, dorobek naukowy Isaaca Newtona, czy przepis na pierogi,
którymi być może żywiła go jego babcia, gdyż nikt nie określi, co jest w
ostatecznym rozrachunku i przy ostatnim tchnieniu człowieka wartością, a co
marnością. Być może są równoważne. Istnieje natomiast mianownik wspólny/
warunek konieczny, który musi zaistnieć, zaprzęgając talent, pokonując
lenistwo/ wygodę i chwilową lub dłuższą popularność. Jest to chęć
tworzenia "pomimo". Świat XXI wieku wydaje
się jednak płaci za coś innego.
Dublowanie, kopiowanie i pójście „na skróty" nie
dotyczy wyłącznie Muzyki i rodzi się w innych miejscach. Występowałoby z
pewnością rzadziej, gdyby praca pisemna w szkole powstawała równolegle ze
zużyciem butów w drodze do poszczególnych bibliotek (niektórzy z czytających te
słowa wiedzą, co mam na myśli). Nie chodzi oczywiście o czas poświęcony
(dzisiaj powiemy zmarnowany) na bieganie między budynkami, a
o różnorodność myśli i wniosków podczas obcowania z materiałem, do którego
dotarło się samodzielnie. Materiałem, o który trzeba się postarać, nie tym
dostępnym w tzw. wynikach wyszukiwania. Dzisiaj natomiast czas poświęcony
nazywa się zmarnowanym, więc liczy się "wyrzucenie" gotowego
rozwiązania w kilka milisekund, a przywiązaną do każdego człowieka unikalność
myśli i wniosków przygaszono jak żar w ognisku wiadrem wody. Świat XXI wieku
płaci za coś innego, a ponieważ płaci, rodzi się „popularność”.
bożek popularności
Wydaje się, że ta krótka refleksja może dotyczyć
wszystkich, nie wyłącznie grzybiarzy. Ponieważ dzisiaj celem dla wielu ludzi
jest popularność mająca koniec końców doprowadzić poprzez kliknięcia do
pieniędzy, a także wnioskując z obserwacji, że dużo łatwiej o tak rozumianą
popularność dzisiaj, niż jeszcze "n" lat temu, zasadne wydaje się
przyjrzenie przykładowi Muchomora czerwonego (Amanita muscaria), grzyba
niezaprzeczalnie w lasach popularnego, a równie niezaprzeczalnie przez
grzybiarzy omijanego. Mimo że dużo ich czasem wysypie w lesie, można by rzec
"jak grzybów po deszczu", popularnym (dzisiaj słowo bożek)
składnikiem w potrawach przyrządzanych przez grzybiarzy nie są i prawdopodobnie
nie będą. Czyżby te piękne bądź co bądź grzyby nieświadomie dowodziły tezy,
że popularny nie zawsze znaczy pożądany? Tak by było, gdyby
kliknięcie w "coś" tzw. efektem stada, bo jest modne, zgodne z
trendem, coś co się (dzisiaj) opłaca powoli zatruwało „potrawę wnętrza" i
zubażało funkcjonalność percepcji odbiorcy doprowadzając stopniowo do jej
erozji. Nie da się zaprzeczyć, że mamy co chcemy na listach przebojów i nie
tylko tam, a składniki przywołanej "potrawy duszy" dochodzą do
człowieka podobne jak palenie papierosów czynne i bierne z różnych źródeł w
sposób świadomy i ten drugi. Zatrucie to nie jest na szczęście śmiertelne dając
szansę przeżycia, jak w przypadku pięknego bądź co bądź Muchomora czerwonego,
którego można świadomie wzorem rozsądku grzybiarza ominąć.
również mój kamień oraz co tracimy „rykoszetem”
Czy oraz kiedy zastanawiamy się nad tym, że kupując/
odbierając choćby "kliknięciami" czyjąś twórczość, nagradzamy
tym trud wielu lat żmudnych ćwiczeń, a odwrotnie - brakiem tego
zainteresowania/ zauważenia właśnie ją (nie)chcący zabijamy? Wiara w
to, że nadejdzie dzień, w którym warsztat i talent ludzki na powrót zatriumfują
w starciu z hołdowanymi dzisiaj powszechnie kliknięciami/ odwiedzinami/
odsłonami wydawać się może na tę chwilę utopią. Mam jednak do Państwa
prośbę, nieobligatoryjną/ obligatoryjną (niepotrzebne skreślić). Nie mówmy o
tym ludziom ćwiczącym i szlifującym latami, z zamiłowania (powołania) własny
warsztat wg różnych odmian talentu i pasji. Nie mówmy, że osiągając po latach/
dziesięcioleciach ćwiczenia na instrumencie muzycznym poziom perfekcji, będą
musieli mierzyć się w "rankingu odsłon" być może z kimś spoza
kategorii muzycznej. I częściej spróbujmy kliknąć/ odsłuchać/ zobaczyć
"to", co na to zasługuje, gdyż "bańka" ma jedną, podstawową,
pierworodną właściwość. Pęka.
Patrząc na lustrzane odbicie relacji Twórca - Odbiorca
pojawia się jeszcze pytanie o to, co tracimy "rykoszetem" po stronie
Twórcy. Bo czy Artysta tworzy dlatego "to" i właśnie
"tak", bo taki efekt finalny chętniej przyjmuje Odbiorca, czy to
Odbiorca dlatego właśnie "to" i "tak" właśnie odbiera, bo
tak tworzy Artysta. Jeśli to próba sił i mocowanie się ambicji i
możliwości z kompromisem i pragmatyzmem, rykoszetem spłaszczana jest amplituda
potencjału talentu twórcy oraz wyrażonej efektem finalnym twórczości. A być
może szkoda tego, czego nie ma, a być by mogło, gdyby nie (przy)mus sytuacji
(prawda/ fałsz: niepotrzebne skreślić). Świat XXI wieku płaci za coś
innego i chcemy czy nie, coś tracimy rykoszetem. Smutne to gdy o tym pomyśleć
jednak wciąż aktualne wydają się słowa "kto jest bez winy, niech pierwszy
[...]". Dzisiaj zdecydowana większość z nas byłaby zmuszona upuścić kamień
z ręki na ziemię i bez słowa odejść.
Poniżej amatorskie wersy, w których sam nie wiem, czy
więcej jest Sprzedaży, czy Muzyki i o nią troski, ale z pewnością najmniej
liryki. Niech na pierwszy plan wyjdzie przesłanie.
Zwykle o Sprzedaży piszę,
jednak dzisiaj zarymuję,
bo jak w życiu lubię ciszę,
też w Muzyce się lubuję.
Utwór, z którym dzisiaj rano
w radia graniu się budziłem,
nie wiem, czy mi go SPRZEDANO,
czy go właśnie ja KUPIŁEM.
Bo podobnie jak sprzedaję,
bywa, że i ja kupuję,
rytm i bas na podium daję,
wokal czasem wytypuję.
Ale co jest najważniejsze,
żeby utwór "wpadł" do głowy
i by z próbą czasu w boju,
wciąż zostawał - przebojowy?
Bo nim wejdzie wokalista,
pochód basu i bit cyka,
wątek główny, gitarzysta
- są jak nity Titanica.
Choć wciąż nowe nuty kują,
to niestety, będę szczery,
bardzo często dziś królują,
mixy, drille i covery.
A co dla Muzyki lepsze,
co jest lepsze dla Artysty,
Owoc i samo Tworzenie,
Sprzedaż, czy przebojów listy?
Trudna dzisiaj jest ocena,
którą kto chce niech ocenia,
dobra jest w Muzyce zmiana,
lecz dobrego czas nie zmienia.
Jak szeroki świat z impetem
ciosa rynku wciąż siekiera,
tylko przy tym, rykoszetem,
nam Muzyka nie umiera?
|Muzyka na Sprzedaż| © Janusz Zacharewicz
PS. Kończąc wracam do początku refleksji. Gdy
ktoś zada mi pytanie "czy umarło już tworzenie" odpowiedź mam gotową,
a ta powstała stuprocentowo w mojej głowie i zapewniam nie jest odtwórcza. Bynajmniej. Tworzenie ma się dobrze, jedynie w wielu przypadkach zapadło w „śpiączkę” kontrolowaną, podtrzymywaną
trochę na wzór farmakologicznej. Ponieważ tworzenie jest nadzieją
istnienia oraz dalszego rozwoju Muzyki i innych dziedzin życia, w człowieku
nadzieja i w jego chęci tworzenia "pomimo". Również pomimo braku
zapłaty. Skoro wciąż człowiek tworzy, niech tak zostanie. Tworzenie jest
nadzieją, a ta podobno umiera ostatnia. W świecie, w którym królują
wszechobecne ułatwienia wciąż produkują skrzypce.




