Da się słyszeć co pewien czas stwierdzenie "za darmo, to uczciwa cena", a choć wypowiadane jest żartem, może pół żartem, zostawia niechcący w następującej po sobie ciszy aurę, wypełnioną wymaganiami całkiem serio. Sprzedażą można się dobrze bawić, ale bynajmniej nie jest zabawką i jeśli Klient jest ważny, sprzedający nie mniej, a to nie jedyni uczestnicy złożonego procesu. Sprzedaż jest kijem mającym więcej końców, niż jeden, jest zjawiskiem całkiem serio, nawet nie pół serio, w którym "za darmo" jest jedynie możliwością, składową większej całości lub rozciągniętego w czasie kontekstu. Myślę, że to nie do końca dobrze, jeśli Odbiorca końcowy usługi/ produktu przywyknie do wyłącznie pod niego projektowanych najniższych warunków, zbliżonych do gratisu lub ekstremalnie minimalnych. Są tego konsekwencje i nie muszę udawać, że nie widać ich gołym okiem. Mówiąc o uczciwości, nawet żartem, czy pół żartem, warto co pewien czas pomyśleć o prawdziwym znaczeniu tego słowa, a właściwie ludzkiej postawy, wypracowywanej przez setki tysięcy lat i przekazywanej w puli genów kolejnym pokoleniom, w kontekście ceny i każdego z uczestników zjawiska. Nie mam monopolu na rację, ale żyjąc czynnie w świecie Sprzedaży ćwierć wieku mam co do niej wymagania, w tym potrzebę upomnienia się o prawdziwe znaczenie wartości dla niej kluczowej, jaką jest uczciwość. Ta ostatnia zawiera się między innymi w cenie, ale dokładnie tak samo w jakości, w trwałości, w obsłudze, w ludzkiej godności [...], począwszy od startu ciągu technologicznego, po utylizację produktu. Kończąc myśl, opieram ją o wnioski własne i jak zawsze mam nadzieję na pobudzenie do refleksji czytających te słowa. Rozbierając jak klocki powiedzenie "za darmo, to uczciwa cena" spróbuję złożyć z niego od zawsze aktualny truizm, że uczciwość ma swoją cenę i nie jest za darmo. Życzę wszystkim, nie pomijając siebie, by jak najrzadziej była podważana.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
dziękuję za komentarz